czwartek, 30 marca 2017

Z klasą, na luzie. Adam Jarczyński [Izabelka]

TYTUŁ: Z klasą, na luzie
AUTOR: Adam Jarczyński
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
GATUNEK: poradnik
EGZEMPLARZ RECENZYJNY DZIĘKI UPRZEJMOŚCI
 WYDAWNICTWA ZNAK LITERANOVA
Zdjęcie autorskie Izabelka

Dzień dobry.
Dziś będzie na luzie. I trochę z przymrużeniem oka. Bloger o blogerze...
Pisałam to już nie raz. Nie lubię poradników. Zawsze mam wrażenie, że autorzy uważają się za najmądrzejszych. Ale to moje osobiste zdanie.

Pan Jarczyński mnie zaskoczył. Bardzo pozytywnie. Spodziewałam się suchego zestawienia zasad i moralizatorskiego pouczania. Nic z tego!

Pierwsze co się rzuca w oczy, kiedy bierzemy książkę do ręki, to jakość wydania. Świetna okładka, faktura papieru, przejrzystość treści, szata graficzna. Rozdziały pogrupowane tematycznie i logicznie z podsumowaniem na końcu. Takie estetyczne i, powiedziałabym, eleganckie wydanie. Bardzo pasuje do treści.

Pan Adam ma doświadczenie w roli szefa protokołu podczas międzynarodowych spotkań i prowadzi bloga dobremaniery24.pl. Na bloga jeszcze nie zaglądałam, bo stwierdziłam, że najpierw przeczytam książkę. To co mnie chwyciło za serce od momentu, kiedy zaczęłam czytać, to lekkość pióra i poczucie humoru. Autor w sposób swobodny i dowcipny przedstawia zasady etykiety. Przytacza mnóstwo przykładów i zabawnych sytuacji. A sposób jak nauczyć dzieci siedzenia przy stole po prostu bomba. Na kotka i myszki...

Rozdziały pogrupowane są tematycznie. Jak należy zachowywać się w miejscach publicznych? Kto komu mówi "dzień dobry", np. w windzie? I czy w ogóle warto się odzywać w takim miejscu?
O zachowaniu przy stole pewnie każdy kiedyś słyszał. Siedź prosto, nie mlaskaj, nie puszczaj bąków...
Mnie się spodobał rozdział "e-Maniery". Jak pisać poprawnie w sieci? Jakich form używać? Super zestawienie 10 zasad pisania e-maili. Czytałam z zainteresowaniem. 
Przy rozdziale "Dyplomacja w piaskownicy" powróciły wspomnienia. Ręka do góry komu dziecko nie urządziło histerii w miejscu publicznym! Uśmiałam się jak rzadko kiedy. Przytoczę jedno zdanie:

"Czasem trzeba działać zdecydowanie, bo właśnie uruchomiła się mała syrena przeciwlotnicza, której jest całkiem obojętne, gdzie właśnie znajduje się mama i czy zachowuje się taktownie".  Ta syrena to niemowlak przy piersi...

Autor przedstawia zasady zachowania w trakcie wypoczynku (muzyka na plaży?), zastanawia się o zachowaniu w lokalach i sensem napiwków,  o bon tonie w pracy, jak dobrać ubiór do rodzaju pracy. Wskazuje nam jak zachować się w trakcie uprawiania różnych sportów, w miejscach kultu religijnego i u cioci na imieninach...

Nie czytałam wielu poradników. Ale ten uważam za najlepszy jaki spotkałam na swojej drodze czytelniczej. Logicznie, dowcipnie, lekko, bez zbędnych "zapychaczy" i z dystansem do siebie.


"Nie jest sztuką znać zasady -
sztuką jest wiedzieć, kiedy można je łamać".

Polecam szczerze.

Dziękuję za uwagę.
Do zobaczenia.

PS Teraz idę zajrzeć na bloga.



Zdjęcie autorskie Izabelka

wtorek, 28 marca 2017

Pragnienie. Jo Nesbo [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pragnienie
AUTOR: Jo Nesbo
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Dolnośląskie
GATUNEK: Kryminał
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego 

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Pół. Litr. Półtora. Dwa litry. Niezależnie od tego, jak bardzo nawodnimy się w danej chwili i tak możemy być pewni tego, że za dwie, trzy godziny znów będziemy je czuć. Znów będzie nam dokuczać to przedziwne i dominujące odczucie. Pragnienie. Nie da się ugasić pragnienia "na zapas", nie da się oszukać ani pokonać. Ba! Nie ma sensu z nim walczyć, bo jesteśmy z góry skazani na porażkę. Nawet taki gość jak Harry Hole.
Elise – młoda, atrakcyjna kobieta zostaje znaleziona martwa we własnym mieszkaniu. Prawdopodobnie zgwałcona i brutalnie okaleczona... Ponieważ śledczy nie odnajdują śladów włamania, prawdziwa wydaje się teza, że ofiara znała napastnika i sama zaprosiła mordercę do mieszkania. W toku śledztwa udaje się ustalić, że z internetowej randki, zaaranżowanej przez aplikację Tinder, wróciła do domu sama. Najbardziej niepokojący jest jednak fakt, że ten akt agresji psychopaty, który gryzie i rozszarpuje swoje ofiary jest początkiem. Że na pewno pojawią się kolejne.
Ujęcie mordercy, który pije krew ofiar rozszarpując wcześniej ich ciało, niczym drapieżnik polujący na zwierzynę, nie należy do najłatwiejszych, dlatego policja postanawia zwrócić się z prośbą o pomoc do Harre'go Hole. Tym bardziej, że istnieją przesłanki świadczące o tym, że morderca jest człowiekiem, którego Harry miał już wątpliwą przyjemność tropić w niedalekiej przeszłości.
Kojarzycie taką bajkę "Iniemamocni"? Bob Parr to dawny superbohater posiadający moc nadludzkiej siły. Aktualnie wiedzie spokojny żywot księgowego, ma cudowna małżonkę (Helen – o mocy nieziemskiej elastyczności) trojkę dzieci i jego super-moc "kurzy się w lamusie". Zdawałoby się, że spokojny, ustabilizowany tryb życia, założenie rodziny i constans w życiu to jest to, o czym marzy każdy. Ale nie Bob Parr. Bob tęskni za dawnym życiem, pełnym spektakularnych interwencji, skokami adrenaliny, wyzwaniami, tęskni za mocą, za tym, aby działać i czuć się potrzebnym. I wystarczy byle pretekst, aby porzucić stagnację na rzecz przygody. 
Skąd taka dygresja? Ano stąd, że Harry Hole to taki bohater z super-mocą. Ale na emeryturze. Tyle, że super-moc nie ulega przeterminowaniu. Drzemie przyczajona tuż pod powierzchnią świadomości i tylko czeka na to, aby powrócić ze zdwojoną siłą.  I taki impuls się pojawia. Rodzina czy kariera? Spokojna praca wykładowcy na uczelni czy rzucenie się w wir nerwowego, pełnego wyrzeczeń śledztwa? Spokój czy brak snu, hektolitry kawy i niezliczona ilość wypalanych papierosów trzymanych w drżącej dłoni?
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Pragnienie to przede wszystkim kryminał, w którym prym wiedzie watek obyczajowy a Harry próbuje pookładać swoje... poukładane życie. Genialny śledczy z uporządkowaną hierarchią wartości po raz kolejny musi przetasować priorytety i walczyć ze swoimi demonami. Ze swoim pragnieniem...
Chciałabym napisać, że Nesbo po raz kolejny nie zawiódł czytelnika, ale tak napisać nie mogę...bo to moja druga powieść z Harrym w roli głównej ;) wiec nie wiem jak Nesbo "spisał się "w poprzednich częściach. Bo ta wyszła mu całkiem zgrabnie i powabnie. Miałam sporo wątpliwości, czy podołam Pragnieniu, skoro wieki temu czytałam jedynie Policję. Ale może właśnie takie spojrzenie "świeżaka-laika" w "perypetiach Harrego" będzie trafne i przenikliwe? Właśnie dlatego, że niezaślepione uwielbieniem do twórczości Nesbo tudzież platoniczną miłością do wykreowanego przez Autora głównego bohatera.
Przede wszystkim Pragnienie może śmiało czytać ten, kto nie zna części wcześniejszych. Owszem, pojawiają się nawiązania do poprzednich pozycji, ale nie zaburza to przejrzystości wątku kryminalnego. A tenże jest dopracowany, umiejętnie prowadzony, oryginalny i przede wszystkim bardzo wiarygodny. Autor w taki sposób manewruje akcją, wyjaśnia poszczególne zagadnienia i wprowadza kolejne elementy, że czytając zastanawiamy się, czy Nesbo opisuje to, co wydarzyło się naprawdę, czy ubiera w słowa swą fantazję. A to największy atut powieści – wiarygodność i rzeczywistość. 
Drugim elementem, który zasługuje na brawa, jest wątek obyczajowy. I tutaj przewagę mają ci, którzy od pierwszego tomu towarzyszą Harremu i jego przyjaciołom/znajomym. Po trosze zazdroszczę. Wciągający, intrygujący, z doskonałą kreacją poszczególnych postaci. Każda charakteryzowana osoba jest wiarygodna, dialogi realne, pozbawione sztuczności. Łatwo polubić i znienawidzić poszczególnych bohaterów.
To, co uwiera najbardziej, to "mit Harrego". Wszyscy Harrego wielbią, chwalą, pragną, pożądają, podziwiają. Harry ma genialny umysł i w każdym gronie jest znany, szanowany i cytowany. Zbyt wiele było tego super-Harrego. Zyt wiele osób wciąż powtarzało "Harry – jesteśmy tacy sami" (bo i morderca, i pani komendant) i zbyt wiele osób "chciałoby być takim jak Harry". O wiele przyjemniej czytałoby się Pragnienie, gdybyśmy nie byli na każdym kroku utwierdzani w przekonaniu, że Hole to niemal półbóg i mamy zaszczyt, że czytamy książkę, w którym on jest głównym bohaterem;) prócz tego małego mankamentu doczepić się można jeszcze tylko do zbyt długo "rozkręcającej się" akcji. Pierwsza część przyprawiła mnie, ukrywać nie będę, o serię ziewnięć. Rekompensatę odebrałam dopiero w części trzeciej, w której akcja nabrała niebezpiecznej prędkości ze spektakularnymi zwrotami akcji.

Pragnienie to bardzo dobry kryminał podejmujący wątek wampiryzmu, zagrożenia płynącego z bezmyślnych i niefrasobliwych poczynań w wirtualnym świecie oraz pragnienia – obezwładniającej siły, która niejednokrotnie burzy to, co budowaliśmy od dawna i wyrzuca nas z kolein życiowych.


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 27 marca 2017

Chłopiec na szczycie góry. John Boyne [Izabelka]

TYTUŁ: Chłopiec na szczycie góry
AUTOR: John Boyne
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Replika
GATUNEK: powieść
Zdjęcie autorskie Izabelka

Tak się zastanawiałam nad tą książką. Czytałam już wszystkie książki tego autora dla dorosłych wydane w Polsce. To czemu nie miałabym przeczytać najnowszej? Skoro akcja dzieje się w latach trzydziestych XX wieku i w czasie wojny. Skoro padają takie słowa: Hitler, Żydzi, brunatne koszule... Czyli tematyka jak najbardziej "moja".

Ale niestety! Jestem zawiedziona. Tak samo jak po "Chłopcu w pasiastej piżamie". Obie te książki grają na emocjach i są wzruszające. I nic więcej. NIC!

Opisy tej lektury są naprawdę zachęcające. Chłopiec, który mieszka we Francji z rodzicami, przyjaźni się żydowskim sąsiadem. Bardzo przeżywa rozstanie, ponieważ musi wyjechać. Zostaje sierotą i trafia do budula. Nie zagrzeje tam długo miejsca. Zaprasza go do siebie ciotka, której nigdy nie widział na oczy. Trafia do wspaniałego domu w górach, gdzie krewna jest służącą. Właściciel przyjeżdża do tej rezydencji kilka razy do roku, lubi porządek, jest wegetarianinem, kocha psy i piękne widoki. A jak się nazywa? Adolf Hitler. Przywódca III Rzeszy bierze go pod swoje skrzydła.
Jak to się skończy? Czy mały Pierrot zmieni się w bezwzględnego Pietera?

Pozycja ta wywołuje emocje. To jest bezdyskusyjny fakt. I nawet zastanawiałam się "co autor miał na myśli"... I wyszło mi, że pisarz chciał pokazać jak silne potrafi być pragnienie władzy. Jak ideologia, tutaj akurat nazistowska, może zmienić człowieka. Chciał przedstawić jak z niewinnego, francuskiego chłopca można zrobić zagorzałego członka Hitlerjugend. Takie są moje odczucia.
Ale cóż... Autorowi nie wyszło. Pokazać - pokazał. Ale to wszystko jest  mało wiarygodnie. Zmiany w chłopcu zachodzą powoli. Nie ma tu głębszych przemyśleń, nie zastanawia się, nie zadaje pytań. A jeśli już nawet mu się zdarzy, to.... przepraszam, ale jestem już chyba  za stara, bo nie mogłam uwierzyć. Nie przekonał mnie.
Pierrot nie zastanawia się, nie rozmawia, nie słucha ciotki. Nawet na rozstrzelanie ludzi patrzy bez emocji. Chce osiągnąć cel i nic się dla niego nie liczy.
Sam Hitler pokazany jest mało przekonująco. Nie mogłam uwierzyć, że zwrócił uwagę na syna służącej i mu pomagał.
I to tłumaczenie, że rezydencja Hitlera była położona w górach i nie docierały tam żadne wiadomości co się dzieje na świecie. I jak zmienia się sytuacja na wojennych frontach. No nie...

Podsumowując: pan Boyne pisze dobrze. Przeczytałam jego 4 książki: "Chłopiec w pasiastej piżamie", "Chłopiec na szczycie góry", "Spóźnione wyznania" i "W cieniu Pałacu Zimowego". I jakie wnioski?
Dwie pierwsze są bardzo emocjonujące, ale mnie nie przekonały. Za to dwie ostatnie z wymienionych są rewelacyjne i szczerze polecam. Naprawdę świetne powieści!
I nie zgadzam się na to, żeby autorowi przypiąć łatkę tego, który napisał "Chłopca..."!
Dla mnie już na zawsze ten twórca zostanie w mojej pamięci jako pisarz od Pałacu Zimowego...

Przeczytajcie jeśli chcecie. Nie namawiam.
Zdjęcie autorskie Izabelka

niedziela, 26 marca 2017

W cieniu Pałacu Zimowego. John Boyne [Izabelka]

TYTUŁW cieniu Pałacu Zimowego.
AUTOR: John Boyne 
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka
I po co mi to było? Po co ja sięgnęłam po tę książkę? Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że to jest kolejna "chusteczkowa książka"? Bo bez chusteczek ani rusz...

Jak żyć???

W oczekiwaniu na najnowszą pozycję tegoż autora, postanowiłam sięgnąć po którąś z jego powieści, której jeszcze nie czytałam. Za mną już "Chłopiec w pasiastej piżamie" i "Spóźnione wyznania", a przede mną najnowsza "Chłopiec na szczycie góry". 

Ta książka jest niesamowita! Nie tego się spodziewałam. Autor stworzył taki cudowny klimat! Tak pięknie opisał te burzliwe czasy, że łzy często pojawiały się w moich oczach. Dałam się ponieść w ten niebezpieczny i jednocześnie romantycznie piękny okres...

Powieść ta opowiada o życiu jednego człowieka: Georgija Jachmieniewa, który urodzony w 1899 roku trafia na dwór cara Mikołaja II. Przez przypadek. Z rosyjskiej wsi na carski dwór.

Autor prowadzi narrację dwutorowo. Lata z życia bohatera nie są przedstawione chronologicznie. Raz jesteśmy na dworze cara, aby za chwilę przenieść  się w dwudziestolecie międzywojenne do Paryża, wracamy z rodziną carską na wakacje do Carskiego Sioła, potem do biblioteki Muzeum Brytyjskiego w lata powojenne. Czasy i kraje pomieszane. Emocje aż kipią! Wielka polityka wkraczająca w życie zwykłego człowieka.

Malowniczo przedstawione są czasy tak gorące i niebezpieczne jakimi były początki XX wieku. Bieda i głód chłopów. Beztroska i zabawa rodziny carskiej. Przyjęcia, muzyka, używki, hulanki i swawole. A w niedalekich wsiach głód, chłód, choroba i śmierć.
I ten tytułowy Zimowy Pałac przedstawiony niczym samotna wyspa pośród  wzburzonych fal społecznych niepokojów...

Autorowi udało się oddać klimat i nastrój tamtych czasów. Spotykamy i cara z rodziną, i Rasputina, i Lenina. 
Bawimy się z carską rodziną na balach i czujemy głód rosyjskiego chłopa.
Boimy się bolszewików i czujemy na plecach powiew zmian na paryskim bruku.
Walczymy z demonami przeszłości i czujemy strach przed nieznaną przeszłością.
Kochamy wielką miłością i rozpaczamy po utracie ukochanej córki.

Przepięknie opowiedziana historia.

Jest to jeden z niewielu momentów w moim życiu, kiedy nie umiem ubrać emocji w słowa.
I wcale nie przeszkadzało mi, że znam historię rodziny Romanowów.
Wręcz przeciwnie. Czytałam z zaciekawieniem i niedowierzaniem.

I nie zgadzam się z twierdzeniem, że autor jest słynnym autorem "Chłopca w pasiastej piżamie"! Ta jest zdecydowanie lepsza! Pod każdym względem.

Polecam gorąco!

Zdjęcie autorskie Izabelka

sobota, 25 marca 2017

Lawendowy pokój. Nina George [Izabelka]

TYTUŁ: Lawendowy pokój
AUTOR: Nina George 
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Otwarte
GATUNEK: powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka

Dziś będzie krótko.
Moje rozczarowanie miesiąca.
Taka piękna okładka, takie zachęcające opisy i co?
Jak dla mnie zmarnowana historia.
Choć może nie do końca.
Większość opinii, które czytałam skupia się na na tym, że Jean odnajduje list od ukochanej. Przeleżał on w szufladzie 20 lat. Nieotwarty. Kiedy księgarz przeczyta go, to zrozumie swój błąd. Wsiada na swoją łódź i wyrusza w podróż. 

Ja jednak dojrzałam w tej historii zupełnie coś innego.
Mnie podobała się idea księgarni na wodzie. Przycumowanej do brzegu. Chętnie bym tam zajrzała. Poczytać z widokiem na rzekę...
Urzekła mnie nazwa księgarni: Apteka Literacka. A pan księgarz niczym farmaceuta sprzedaje książki niczym lekarstwa. I nie każda książka jest dla każdego. Każdy dostanie od Jeana taką książkę, jaka jest mu w danym momencie potrzebna. Świetny pomysł na fabułę.
Bardzo zachęcająca okładka. Ciepła i nastrojowa.
I to koniec moich zachwytów.

Dla mnie Lawendowy pokój to nie jest tylko pomieszczenie w mieszkaniu księgarza.
To stan umysłu. To miejsce, w którym chowamy to, o czym nie chcemy pamiętać. 
To, co boli. To, co było. Taki symbol wyparcia i próby zapomnienia.

Historia jest ciekawa, ale opowiedziana zupełnie bez "iskry". Ziewałam podczas czytania.
Jak dla mnie: potencjał jest w tej historii, ale brakło tego "czegoś", co by mi nie pozwoliło odłożyć książki.
Ani język, ani styl, ani nawet humor mi nie podszedł.
Do tej książki robiłam dwukrotne podejście: raz latem i teraz. Niestety. Nie porwała mnie.
I raczej już nie sięgnę po pozycje tej autorki.

Czytajcie na własna odpowiedzialność.

Żywność probiotyczna. Donna Schwenk [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Żywność probiotyczna
AUTOR: Donna Schwenk
WYDAWNICTWO: Vital
GATUNEK: Poradnik


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik



Wszystkie choroby zaczynają się w jelitach.

Nasza żywność diametralnie zmieniła się w ciągu kilkunastu ostatnich lat. Niestety – na gorsze. Więcej śmieci, mniej jedzenia. Pełnowartościowe produkty, które nie tylko syciły ale zaspakajały zapotrzebowanie na witaminy minerały, wszystko to, co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania, zamieniliśmy na wyroby jedzenio-podobne. Ciasto z papierka, zupa w proszku, rosół z kostki rosołowej. Ważne, że ciasto mamy w pół godziny, rosół w 15 minut a zupę wszelaką (czy to ogórkowa, czy flaki) w "cy minuty". Do tego słoiki, pudełka, plastiki. Byleby szybciej, prościej, mniej skomplikowanie. Niestety, siebie oszukasz, ale swojego organizmu oszukać się nie da.  

Autorka w swojej książce zwróciła uwagę na problem, jakim jest niezdrowe, całkowicie przetworzone pożywienie oraz to, jak to "pożywnie" działa na nasz organizm. Od dawna wiadomo, że w naszym ciele żyje wiele gatunków bakterii i grzybów, bez których tak naprawdę nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Ci "cisi sprzymierzeńcy" odgrywają kluczową rolę m.in. w procesie trawienia. Jednak tak silnie przetworzona i sztuczna żywność, zamiast dostarczać substratów dla symbiotycznych z naszym organizmem mikroorganizmów, zabija naszych sojuszników. Flora bakteryjna zostaje naruszona, bakterie giną. I wraz z nimi ginie nasza witalność, nasze zdrowie i zaczyna się era przeziębień, osłabień i uszczerbków zdrowotnych. Nie nadaremno mówi się, że "jesteś tym, co zjesz". Głównym przesłaniem Żywności probiotycznej jest zwrócenie uwagi na naszych "pomocników" i powolna, ale sukcesywna zmiana naszych nawyków żywieniowych na takie, które będą pomagać florze bakteryjnej, a nie ją zabijać.

Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej Autorka skupia się na dość skrupulatnym przedstawieniu podstawowych wiadomości z zakresu wiedzy o żywieniu. Wyjaśnia, czym są probiotyki, a czym prebiotyki. Stawiane przez siebie tezy popiera badaniami naukowymi prowadzonymi w rożnych placówkach badawczych i koordynowane przez rożnych specjalistów. Tworzy przegląd chorób, za które odpowiada złe odzywanie i zaniedbanie flory bakteryjnej. U podstaw każdej z omawianych chorób leżą błędy żywieniowe, złe przyzwyczajenia oraz osłabienie flory bakteryjnej.

Kiedy zaczyna nam dokuczać zgaga, nudności, bóle głowy, skoki ciśnienia, gorączka, to jest sygnał od organizmu, że "coś się dzieje". Każde z tych dolegliwości to wołanie o pomoc. Ale jako pomoc nie można nazwać połknięcie tabletki przeciwbólowej czy antybiotyku. Autorka zaręcza, że u podstaw nawet poważnych chorób leży zła dieta i niesłuchanie wskazówek naszego organizmu. O ile w kwestii nawracającego bólu głowy, zgagi i wzdęć można się z tym śmiałym stwierdzeniem zgodzić, o tyle kwestia nowotworu jest zastanawiająca... A problem depresji jest zdecydowanie o wiele bardziej złożony niż stwierdzenie, że jelita są "drugim mózgiem" i dobrze skomponowana dieta może zapobiec załamaniom nerwowym. W tej kwestii pozostaję sceptykiem.

I tak oto dochodzimy do sedna: Autorka zapewnia, że wprowadzając w życie "wspaniałą trójkę", lub, jak sama ją określa – "Trylogię", będziemy zdrowsi. Będziemy szczęśliwsi. 

Czym jest Trylogia? To Kefir + Kombucha + Kiszonki. Kefir własnej roboty, napój herbaciany własnej roboty i oczywiście kiszonki (z warzyw wszelakich) własnej, domowej roboty. Innymi słowy – jedz kiszonki, będziesz zdrów. Nie dość, że w tychże produktach probiotyków jest bez liku, to jeszcze stanowią idealne środowisko do ich rozwoju. Autorka skrupulatnie i bardzo dokładnie opisuje sposób przygotowania poszczególnych elementów Trylogii. 

I tym sposobem dochodzimy do drugiej części książki, którą stanowią przepisy. Niektóre dość proste, inne bardziej skomplikowane. Z pewnością ciekawe i inspirujące. 
W załączniku Autorka zachęca czytelnika do podjęcia się 21-dniowego wyzwania z Trylogią i gwarantuje, że kuracja będzie skuteczna. I zmieni nasze życie.

Poradnik napisany jest dość dobrze. Nie jestem przekonana czy tak duża ilość przytaczanych w książce typów eksperymentów i doświadczeń jest niezbędna. Owszem – książka zyskuje na wiarygodności, ale momentami zbyt częste odwoływania się do wyników badań po prostu nudziło. Co prawda styl Autorki nie jest porywający, ale osoby poszukujące alternatywnych metod leczenia będą zadowolone.  

Jedno jest pewne, dzięki książce na moje salony, a dokładnie na stół w kuchni wrócił kefir – najpierw kupny, ale zamierzam zastosować się do wskazówek i przygotować kefir domowej roboty. Fala plastikowego jedzenia, która zalewa nas od wielu lat musi zostać zatrzymana. Oby ta książka przyczyniła się do większej świadomości i racjonalnych, przemyślanych zakupach w sklepach spożywczych.

czwartek, 23 marca 2017

Kolaborantka.Margaret Leroy [Izabelka]

TYTUŁ: Kolaborantka
AUTOR: Margaret Leroy
WYDAWNICTWO: Oficyna Gola Sp z o.o.
GATUNEK: literatura obyczajowa/wojenna
Zdjęcie autorskie Izabelka

Kolejna książka z cyklu opowieści wojenne. Miałam nadzieję na niezbyt skomplikowany romans z wojną w tle i zostałam zaskoczona. Nic tu nie było ani łatwe ani nieskomplikowane. Sięgam z chęcią po tego typu pozycje, bo lubię się zastanawiać co ja bym zrobiła na miejscu bohaterki.

Akcja rozpoczyna się w 1940 roku. Maleńka wyspa Guernsey leżąca przy wybrzeżu Normandii. Spokojne życie mieszkańców zostaje zakłócone kiedy przypływają Niemcy. Zaprowadzają swoje "porządki", zajmują domy, odcinają morski transport wodny. Nikt z zewnątrz nie może dostać się na wyspę.
W jednym z domów mieszka Vivienne. Mąż walczy na froncie. Kobieta została sama z dwiema córkami, chorą teściową, kotem i codziennymi kłopotami.
Po sąsiedzku zamieszkują Niemcy. W jednym z nich zakochuje się Vivienne.
Co z tego wyniknie i jak potoczą się losy bohaterów dowiecie się kiedy sięgniecie po książkę.

Ja tylko chce zwrócić Waszą uwagę na kilka spraw.

Główna postać to kobieta, która nie miała lekko w życiu. Mąż, który walczy na froncie nie był dobrym człowiekiem. Zdradzał i pił. Wyspiarka ma wyrzuty sumienia, że czuje ulgę z jego nieobecności Nie ma wiadomości od małżonka i nie wie czy żyje. Potrzebuje wsparcia w radzeniu sobie z trudami codzienności. Niemieccy żołnierze, którzy zamieszkują w domu obok wcale nie są okropni ani nie budzą postrachu. Jeden z nich jest lekarzem i kiedy córka Vivienne zachoruje, bez słowa udziela pomocy. Wcale się nie dziwiłam bohaterce, że uległa urokowi jednemu z nich. Gunther jest wykształcony, kulturalny, przystojny i tęskni za życie z przed wojny.

Te trudny codzienności, o których pisałam wcześniej, autorka przedstawiła bardzo dobrze. Kiedy transport na wyspę zostaje wstrzymany mieszkańcy muszą sami zadbać o to, by mieć co do garnka włożyć. Praca w ogrodzie i sadzie, robienie przetworów, wymyślanie dań z produktów, które akurat są w domu, wymienianie się z sąsiadami własnymi zbiorami, wystawanie w sklepach w kolejkach. To obraz powszechnych problemów z jakimi muszą radzić sobie kobiety. W trakcie czytania tak sobie rozmyślałam czy ja też tak bym umiała kulinarnie zadbać o swoją rodzinę...

Kolejny wątek, który zwrócił moją uwagę to problemy rodzinne: z córkami i teściową. Jedna z córek na 16 lat i, jak każda nastolatka, chce się ładnie ubierać i chodzić na imprezy. Co w okresie wojennym nie jest takie proste... Druga córka ma 6 lat i choć, wydawać by się mogło, że nic nie rozumie z okupacyjnej rzeczywistości, to wiele razy zadziwi matkę swoją dojrzałością.
Teściowa, po wyjeździe syna na wojnę, popada w demencję. Trudno z nią nawiązać kontakt, wciąż woła syna, czasami nie poznaje synowej, wiele godzin siedzi nieruchomo na kanapie zapatrzona...

Przez całą powieść przewija się motyw pór roku. Piękne opisy lata z jego łanami zboża i słoneczną pogodą. Złota jesień ze swoimi darami natury. Mroźna i wietrzna zima. Oraz wiosna wyśpiewana przez ptasie trele. Rześka morska bryza, pierwsze pączki na drzewach. I w tych pięknych okolicznościach przyrody Vivienne dostrzega w polu stracha na wróble. O nie! To człowiek! Uciekinier z obozu pracy, który okupanci założyli na wyspie. Kobieta nie może uwierzyć własnym oczom, że do takiego stanu można doprowadzić człowieka. A później jest świadkiem jak żołnierz kilkoma kopniakami pozbawia więźnia życia tylko dlatego, że się przewrócił i nie miał siły iść dalej. A wiosna tego roku taka piękna... Takie zestawienie powodowało u mnie "gęsią skórkę"...

I na koniec jeszcze o samej Vivienne. Bohaterką targają wątpliwości. Zastanawia się nad wieloma sprawami, zadaje sobie mnóstwo pytań. Nie jest pustą trzpiotką. Rozwiązuje codzienne dylematy, dokonuje trudnych wyborów i ponosi ich konsekwencje. Polubiłam ją. Zastanawiałam się razem z nią. I zadawałam sobie odwiecznie mnie męczące pytanie: co ja bym zrobiła na miejscu bohaterki?

A! I jeszcze jedno! Zakończenie zaskakujące. Czyli takie jak lubię. Mnie się podobało.

Polecam.

PS. Przyjrzyjcie się ciasteczkom na zdjęciu. Jakie mają piękne napisy!

Zdjęcie autorskie Izabelka

środa, 22 marca 2017

Zagubiony szlak. Beata Zdziarska [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Zagubiony szlak
AUTOR: Beata Zdziarska
WYDAWNICTWO: Szara Godzina
GATUNEK: Powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Trzy historie, trzy poharatane przez życie osoby i jeden wieczór, przy wesoło trzaskających polanach drewna w ciepłym, przytulnym schronisku górskim.
Paweł. Marta. Jan. I tajemniczy gospodarz niewielkiego, zagubionego w górskich rejonach schroniska, które sprawia wrażenie nierealnego, tajemniczego i dziwnie kojącego. Jakby przebywanie w tej niewielkiej izbie ogrzewanej samym tylko kominkiem wydobywało skrywane głęboko pokłady pokory i szczerości. Takiej szczerości względem słuchających nas osób, która zaskoczy nawet nas samych.
Dwoje nieznajomych sobie osób Paweł i Marta przypadkiem spotykają się na górskim szlaku w Bieszczadach. I to w dość nietypowym czasie wszak to wigilia Bożego Narodzenia. Zmęczenie, szybko pojawiający się mrok, który spowija górskie ścieżki oraz sypiący nieustannie śnieg, przez który widoczność i rozeznanie w terenie staja się bardzo kiepskie sprawiają, że para wędrowców gubi się na szlaku. Niespodziewanie zauważają blask światła są uratowani.To zapomniane, niezaznaczone na mapie schronisko. To w nim przyjdzie im przetrząsnąć swoje sumienie i wydobyć na światło dzienne sprawy, uczucia i myśli zepchnięte w odmęty zapomnienia. Utajonego zapomnienia. Enigmatyczny gospodarz zbywa ich pytania odnośnie dziwnej lokalizacji schroniska oraz braku oznaczenia owego przybytku na mapie. Niebawem do trójki grzejącej się przy kominku osób dołącza zziębnięty Jan. Każde z nich uraczy słuchaczy (i czytelników) historią swojego życia i opowie jakie wydarzenia sprawiły, że zamiast spędzać wigilię w gronie rodziny i najbliższych, wyruszyli na samotna podroż w Bieszczady.

Paweł wraz z małżonką "pędzili autostradą radości i zadawało im się, że tak będzie już zawsze". Jednak nieustanna presja, balast psychiczny: mieć więcej, bardziej, mocniej, lepiej, sprawiło, że niestabilne szczęście runęło jak domek z kart. Jedna nierozważna decyzja doprowadziła do kolejnej. A ta do następnej. I tak Paweł ze szczęśliwego męża, ambitnego pracownika, spełnionego zawodowo i życiowo człowieka stanął nad przepaścią. I moralnym dylematem  co jest ważniejsze: postępowanie zgodnie z hierarchia wartości czy dążenie do wytyczonych celów.

Marta i Magdalena. Siostry bliźniaczki... i wieczne rywalki. Z tą różnicą, że Marta była zawsze na straconej pozycji: zawsze ta brzydsza, ta mniej inteligentna, błyskotliwa, zaradna i miła. Z biegiem lat ich relacje się pogorszyły. Nie było punktu zwrotnego, była tylko postępująca kumulacja wzajemnych żalów i pretensji. Jak wielkiej siły potrzeba aby wypowiedzieć szczerze, z ręką na sercu słowa "przebaczam". I czy wszystko można wybaczyć? Marta ma się przekonać jak wielkich pokładów psychicznej siły potrzeba, aby moc ze spokojem patrzeć w przyszłość odcinając się od przeszłości wypełnionej żalem i zazdrością.

Jan. Niedoszły ksiądz. Człowiek, który nieustannie poszukiwał słusznej drogi życia. Człowiek, który postępował zawsze zgodnie z kodeksem moralnym, będącym lustrzanym odbiciem Dekalogu. Jan był prawdomówny, skromny i po prostu dobry. Jednak, jak pokazuje jego historia, i tak szlachetna ścieżka życia jaką obrał nie gwarantuje szczęśliwego życia.

Zagubiony szlak jest idealną lekturą, kiedy za oknem szaleje zamieć śnieżna, palące się drzewo wesoło trzaska w kominku. Ale nie tylko. Powieść ma tak uniwersalny przekaz i jest tak zgrabnie napisana, że czytać ją będziemy równie zachłannie w grudniowy wieczór jak i lipcowe popołudnie. 
Autorka maluje słowem prawdziwe ludzkie tragedie i wielkie życiowe dylematy. Przypuszczam, że nie przypadkowo czas akcji przypada w wigilię Bożego Narodzenia. Wszak wigilia oznacza oczekiwanie na coś wielkiego, na coś, co może odmienić nasze życie i rzucić nas na inny tor. Bohaterowie właśnie w wigilię dokonują bilansu zysków i strat swojego życia. Stoją przed ważną decyzją i opowiadają historie obdartą z subiektywizmu starają się wsłuchać w głos rozsądku i serca. Opowieść bez kolorowania i oznaczania czarnych i dobrych charakterów sprawia, że paradoksalnie odkrycie największych i najbardziej wstydliwych sekretów wyzwala przynosi ukojenie.
Bardzo ciepła, momentami wzruszająca opowieść o zwyczajnych ludziach i problemach z jakimi się borykają. Przypuszczam, że wielu z nas znalazło się w identycznych sytuacjach jak głowni bohaterowie: nieporozumienia z rodzeństwem, strach o finansową stabilność, rozterki miłosne, nieszczęśliwe małżeństwo. Autorka w sposób bardzo delikatny kreśli obraz większych i mniejszych dramatów życiowych. Nie ocenia, nie piętnuje, nie sugeruje kto jest dobry a kto zły. 
Każdy z nas znalazł się nie raz i nie dwa na rozdrożu. Zapewne wiele razy także zgubił szlak. Nie pomagały znaki, nie pomagały rady znawców, nie pomagała intuicja. Błądzenie jest rzeczą ludzką, sęk w tym, aby wrócić na ten dobry tor i wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów.
Zagubiony szlak bardzo delikatnie nawiązuje do wiary w Boga. Są to subtelne, mało napastliwe wtręty, które wskazują, pomagają i lekko nakierowują.

Ludzie wierzący za swoje niepowodzenia mogą przynajmniej obwinić Boga i jest to niewątpliwa przewaga nad tymi, którzy nie wierzą.
 
Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 20 marca 2017

Kompleksowe odkwaszanie organizmu. Hanna Gryzińska-Onifade [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Kompleksowe odkwaszanie organizmu
AUTOR: Hanna Gryzińska-Onifade
WYDAWNICTWO: Vital
GATUNEK: Poradnik

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Nie lubię poradników. Nie czytuję poradników. Poradniki są irytujące, bo najczęściej autorzy takowych lepiej od Ciebie wiedza jak żyjesz, jak bardzo się mylisz i jak bardzo błądzisz. Roszczeniowy typ narracji: źle jesz!, źle żyjesz! źle oddychasz! źle myślisz! nie zachęca do zagłębienia się w treść i pokornego przyjęcia do wiadomości, że powinniśmy to zmienić. Ale najgorsze w książkach tego typu jest przekonanie autora o nieomylności, kiedy w książce aż roi się od podstawowych, kardynalnych wręcz błędów merytorycznych. Ten poradnik jest inny. Ten poradnik naprawdę potrafi zatrzasnąć Twoim światem.

Co sprawia, że Kompleksowe odkwaszenie organizmu wyróżnia się na tle innych pozycji pro-zdrowotnych? Cała masa czynników. Przede wszystkim lekki, swobodny styl Autorki, która nie używa nomenklatury naukowej, posługuje się "normalnym", zrozumiałym językiem, dzięki czemu treści zawarte w tekstach są łatwe do przyswojenia. To, co wielokrotnie wprawia w stan niemal euforycznego rozbawienia śmieszny do łez to genialne w swej prostocie porównania, odniesienia do codziennych czynności. Pani Hanna nie pisze "wystrzegajmy się czynników, które poprzez rutynowe czynności niekorzystnie wpływają na naszą kondycję". Pani Hanna pisze po prostu: "nie wal się codziennie młotkiem w kolano, bo w końcu ci je amputują".
Książka wzbogacona o urocze to idealne słowo obrazujące, rozkoszne, małe "ludziki" w sposób bezpośredni pokazują ćwiczenia ruchowe oraz bardzo wyraziste wykresy, diagramy, tabelki, które nie atakują mnogością zawartych w nich treści, ale bardzo przejrzyście wyjaśniają co, jak i gdzie.
W pierwszej części poradnika Pani Hanna skupia się na wyjaśnieniu zagadnienia "zakwaszenie". Czym jest, skąd się bierze, w jaki sposób my sami przyczyniamy się do takiego, a nie innego stanu rzeczy naszej kondycji, naszego zdrowia i naszych sił witalnych (a raczej ich braku). Błędne koło zakwaszenia jeden z lepszych i bardziej wyrazistych diagramów pokazuje, w jakiej matni znajduje się człowiek, który od dłuższego czasu choruje, łapie drobne infekcje, jest apatyczny, niezadowolony, rozdrażniony.
To na co Autorka przede wszystkim zwraca uwagę jest fakt, że to, jakie życie mamy zależy od nas samych. Nie od "zakorkowanej" służby zdrowia, od lekarza, który stawia bledną diagnozę, od leków, które miały leczyć, a kurde, nie leczą, od znajomych, którzy źle poradzili. Można tak wymieniać i wymieniać. A i tak doskonale wiemy, że za wszytko odpowiadamy sami. Autorka brutalnie obnaża nasz "tumiwisizm" w kwestii własnego (!) zdrowia, głupotę w "zwalaniu winy" na innych i apatię, bierność życiową. Bo rzeczywiście publiczna służba zdrowia wyznacza nam termin rehabilitacji na kolano za pół roku. A my co robimy? Psioczymy, narzekamy, złorzeczymy, ale nadal wpierdzielamy trzy paczki chipsów dziennie, zagryzamy żelkami i o 24:00 jemy kolacje złożoną z frytek i kebaba. I zapominamy(?) że to chore kolano musi dźwigać cały ciężar naszego ciała. Czas oczekiwania na turnus w sanatorium przypada za dwa lata. I dwa lata czekam, nie robiąc absolutnie nic z naszym zdrowiem, z wypalanymi dwiema paczkami papierosów dziennie, ze spożywaniem fast-foodów zamiast jedzenia, z przesiadywaniem przed ekranem, monitorem i wyświetlaczem wszelakich sprzętów elektronicznych. Spoko na turnusie rehabilitacyjnym (za dwa lata!) ktoś tam się (przez dwa tygodnie!) zajmie naszym kręgosłupem, naszymi płucami, naszym układem pokarmowym.

Autorka przedstawia zagrożenia na jakie wystawiony jest nasz organizm. Jedzenie syf, powietrze syf, nawet woda syf. Czytając, odniosłam wrażenie, że żyjemy w świecie w którym szybciej można się wykończyć niż godnie żyć. Ale nie Autorka zwraca uwagę na ŚWIADOMOŚĆ, bo owszem jedzenie jest przetworzone, ale można wybierać mądrze jadać gotowane, nie smażone, unikać mikrofalówki, patrzeć na skład produktu, śmieci wyrzucać do kosza nie do żołądka; powietrze jest zanieczyszczone, dlatego na wycieczkę wybierać się do lasu, a nie do kawiarni w centrum miasta. Woda jest skażona, ale lepsze to niż coca-cola, soki poddawane pasteryzacji i konserwacji. 

8 kroków. Tak niewiele dzieli nas od zdrowia=) Kompleksowe odkwaszanie organizmu stanowi taki kop w tyłek na rozpęd. Rozpęd na drodze do szczęścia, witalności i nabrania niepohamowanego apetytu na życie.  Zdrowe życie.
Na końcu książki znajdziemy kilka przykładów terapii ruchowo-żywieniowej, która pozwoli nam wzmocnić odporność. 

Dobre poradniki to takie, które przede wszystkim da się czytać z przyjemnością i z uśmiechem na ustach. Bardzo dobre poradniki to takie, które zmuszają do zastanowienia się nad błędami powielanymi przez nas każdego dnia. A rewelacyjne poradniki to takie, które zmuszają nas do DZIAŁANIA, świadomego podjęcia walki z własnymi słabościami i przyznaniem się do wciąż powielanych błędów. Kompleksowe odkwaszanie organizmu ma wszystkie wspomniane przymioty, dlatego z pełną odpowiedzialnością i świadomością polecam tę książkę absolutnie każdemu! 
Numer jeden wśród przeczytanych przeze mnie do tej pory poradników=)

niedziela, 19 marca 2017

Zaczarowane bajki, które leczą dla dzieci i dorosłych. Anna Kozłowska [Izabelka]

TYTUŁZaczarowane bajki, które leczą dla dzieci i dorosłych.
AUTOR: Anna Kozłowska
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Akademickie "Żak"
GATUNEK: bajki, poradnik


Zdjęcie autorskie Izabelka Tytuł zdjęcia: Nie tylko kobiety są dobrymi kucharzami. Syn robi dziurki w kluskach śląskich.


UWAGA! UWAGA! RODZICE PROSZENI SĄ O UWAGĘ!

Jeśli masz dziecko, które nie skończyło 10 lat i czasami czujesz się bezsilny jako rodzic, to bardzo polecam tę książkę. 
Ja, niestety, mam już za duże dzieci. I nic nowego nie dowiedziałam się. Troszkę żałuję, że trafiłam na nią tak późno. Powinnam ją przeczytać ją jakieś 10 lat temu, w roku wydania.

Bardzo ją polecam, ponieważ znacząca większość przykładów zachowań i sytuacji znana mi jest z własnego doświadczenia rodzicielskiego. I z przyjemnością stwierdzam, że mój instynkt mnie nie zawiódł. Część z sytuacji przedstawionych w tej książce rozwiązałam tak, jak to przedstawiono w bajce. Dumna ja.

Bajki zostały podzielone na trzy części: bajki dla małych dzieci, bajki dla dzieci szkolnych i bajki dla rodziców.  Każda z bajek porusza inny problem, który pojawia się na danym etapie rozwoju dziecka.

W części dla małych dzieci poruszony jest, między innymi, problem małego złośnika. Niech podniesie rękę ten rodzic, któremu choć raz dziecko nie rzuciło się w sklepie na podłogę z okrzykiem: "kup mi! kup mi!" albo "ja nie chcę"!  A problem słowa "nie"? Kto nie zna tej odpowiedzi na każde pytanie kierowane do dziecka? 
A powiedzonko "strach ma wielkie oczy"? Nie raz słyszałam: "nie pójdę do pokoju, bo tam jest ciemno". A Wasze pierworodne dziecko jak poradziło sobie z zazdrością o nowo narodzone potomstwo w rodzinie?  Czym jest dla dziecka przyjaźń? Jak rodzeństwo przeżywa rozwód?

W części dla dzieci szkolnych przedstawione są problemy jakie dziecko może spotkać na drodze edukacji. Akceptacja wśród rówieśników, niechęć aby dorosnąć, co znaczy bycie grzecznym?, czy kłamstwo ma zawsze krótkie nogi?, czy bójki rozwiązują problemy?

W części trzeciej rodzice z pewnością znajdą odpowiedzi, które pojawiają się wraz z dorastaniem dzieci. Czy dzielić sprawiedliwie to znaczy równo? Czy kochająca mama to mama wyręczająca we wszystkim dziecko? Kiedy czas odciąć przysłowiową pępowinę? Czy wymaganie od dziecka wykonywania obowiązków to dobra metoda wychowawcza?

W trakcie czytania bajek nasuwa się mnóstwo pytań. I wspomnień. Dobrze jeśli potrafimy zapomnieć o porażkach i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bo mnie takie właśnie się nasunęły, kiedy przeczytałam ostatnią część. Samodzielność-słowo klucz. Przynajmniej u mnie.

W bajkach występują różne zwierzęta, mają spotykane przez dziecko problemy bądź sytuacje. 
Historyjki są krótkie, zabawne i z  morałem, Autorka zachęca do robienia rysunków do każdej bajki.
Na końcu książki są właśnie rysunki dzieci i kilka stron na własne notatki.

Szczerze polecam!

PS. Na zdjęciu syn, który robi dziurki w kluskach śląskich w ramach programu " Nie tylko kobieta jest świetnym kucharzem" ;)

Zdjęcie autorskie Izabelka

sobota, 18 marca 2017

Róża Północy. Lucinda Riley [Izabelka]

TYTUŁ: Róża Północy
AUTOR: Lucinda Riley
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: powieść obyczajowa/saga rodzinna

Zdjęcie autorskie Izabelka




Mogę śmiało napisać, że znów trafiłam na "chusteczkową książkę". Bo tej powieści nie da się czytać bez chusteczek.
To moje pierwsze spotkanie z autorką. I od razu strzał w dziesiątkę. Spodziewałam się "babskiego czytadła", a dostałam pięknie opowiedzianą sagę rodzinną na tle wydarzeń XX wieku. 
Książka dość długo przeleżała na stosiku, bo odstraszała mnie swą objętością. 573 strony. A ja nie lubię takich "cegieł". Jednak liczba stron okazała się bez znaczenia, kiedy zaczęłam czytać. Powieść ta napisana jest w taki sposób, który zapewnia szybkie i płynne czytanie. Oczywiście, jeśli akurat nie ocierasz łez i nie wycierasz nosa...

Akcja poprowadzona jest dwutorowo: rok 1911 i kolejne lata oraz rok 2000 i późniejsze. Geograficznie fabuła rozciągnięta z rozmachem: Anglia, Francja i Indie. 
Trudno napisać cokolwiek o samej treści nie zdradzając istotnych wątków fabuły. 
Postaram się Was zachęcić w inny sposób.

Książka opowiada o stuletnim życiu Anahity Chaval. Urodzonej na początku XX wieku indyjskiej arystokratki, której przyjdzie być świadkiem wszystkich większych wydarzeń tegoż stulecia. 
Pływamy z Anahitą parowcem pomiędzy Anglią a Indiami, odwiedzamy królewskie pałace indyjskich maharadżów, poznajemy wiejskie rezydencje angielskiej arystokracji, 
Towarzyszy nam cała paleta uczuć i wrażeń: zachwycamy się kolorowym światem przepełnionym indyjskimi zapachami, czujemy chłód angielskich posiadłości, odczuwamy różnice kulturowe pomiędzy Bretanią a jej azjatycką kolonią, cieszymy się z bohaterką, kiedy uda się jej wyleczyć kolejnego chorego, tęsknimy za indyjską przyjaciółką, płaczemy po śmierci rodziców, odkrywamy jak ważne są geny. To tylko jeden z wątków.
Druga historia dziejąca się współcześnie to losy Ari Malika, który w pogoni za pieniędzmi zagubił sens życia. Firma rozwija się wspaniale, Ari zwiedza w interesach cały świat, jest pozbawiony trosk materialnych, Dopiero odejście wieloletniej partnerki, której znudziło się wieczne czekanie na biznesmena, uzmysławia mu jak jałowe jest jego życie. Postanawia odwiedzić Anglię.
I tu też mamy cały wachlarz emocji: jałowość życia duchowego współczesnego człowieka, odkrywanie jak ważne są rodowe korzenie, dostrzeganie wielkich zmian, jakie dokonały się na przełomie, raptem, stu lat, dostrzeganie drobnych radości dnia codziennego, zauważenie jak ważne są więzi rodzinne, odkrywanie tajemnic własnej rodziny.
Bo Alik to prawnuk Anahity. Na swoich setnych urodzinach przekazuje mu swój dziennik, w którym zapisane jest historia jej życia.

Powieść ta ma niesamowity klimat i nastrój. Kiedy czytałam o indyjskich pałacach, to czułam zapach przypraw i kadzidełek. Kiedy przemierzałam angielskie wrzosowiska-wiatr we włosach i podziwiałam piękne widoki. Czułam pustkę i zagubienie Arika oraz smutek i tęsknotę Anahity. 
Choć zakończenie może, przynajmniej, dla niektórych przewidywalne, to autorka wielokrotnie mnie zadziwiła w trakcie czytania i totalnie zaskoczyła finałem tej historii.

Dla ułatwienia oznaczę tę książkę kilkoma etykietami: saga rodzinna, tajemnice z przeszłości, wielka miłość, wielka tragedia, siła uczuć, bogate tło obyczajowe.
Polecam gorąco.

piątek, 17 marca 2017

Bogowie i bestie. Jacek Wietecki [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Bogowie i bestie
AUTOR: Jacek Wietecki
WYDAWNICTWO: Rebis
GATUNEK: Literatura współczesna

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Bogowie i bestie to zbiór trzech krótkich historii, którym punktem stycznym jest próba odpowiedzi na pytanie: jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa hamulec moralny. Autor w tych trzech, krótkich formach wypowiedzi przedstawia świat, w którym zostają usunięte blokady etyczne i człowiek zostaje "puszczony samopas", może czynić wszystko, co uważa za słuszne, znika strach przed konsekwencjami swoich czynów i odpowiedzialność za swoje dokonania. W mininoweli "Bogowie i bestie" tą blokada jest wiara  i kodeks moralny wytyczony przez dana religię. W Siostrzyczce owym hamulcem jest pamięć, a dokładnie błogosławieństwo, jakim jest zapomnienie. Trzecie opowiadanie Ślepa seria to prawo, którego główną zasada jest domniemanie niewinności... jednak w obliczu kolejnej niewyjaśnionej zbrodni człowiek dokonuje samosądu, przekonany o słuszności swych wniosków, żadne prawo z kodeksu karnego, i każdego innego, nie ma racji bytu.

Aż chce się zanucić "Ta ostatnia niedziela" czytając pierwsze strony opowiadania Bogowie i bestie. Leszek Tyl - pisarz, budzi się nad ranem i ma przedziwne uczucie pustki. I słusznie, bo okazuje się, że jego żona, córka i malutki synek dosłowne wyparowali. W toku "mini-śledztwa" dowiaduje się, że oto nastał sądny dzień wszystkie osoby wierzące ulotniły się do swoich rajów. Bogowie wszystkich religii doszli do porozumienia i wszyscy wyznawcy konkretnych bogów opuścili ziemski padół. No, jak widać, nie wszyscy. Leszek, jako niewierzący ma szansę opowiedzieć się po którejś ze stron może dołączyć do swojej żony i synka. Tyle tylko, że nigdzie nie może zlokalizować swojej córki. Okazuje się, że Zuzanna kilku miesięcy wcześniej wstąpiła do sekty. Leszek staje przed dylematem: odszukać Zuzannę i przekonać ją do nawrócenia się na katolicyzm albo dołączyć do małżonki i syna, którzy są już jedną stopą w niebie. Albo albo bo czasu zostało mu niewiele. 13 godzin. To niedużo na podjecie najważniejszej decyzji w życiu - na całe życie, pozaziemskie. 

Wydawało mi się, że gdyby tylko udało nam się pozbyć religii, ludzie staliby się lepsi. 

O tym opowiadaniu można powiedzieć przede wszystkim jedno rewelacyjny pomysł. Wykonanie dość dobre. Momentami akcja mocno zwalnia, pojawia się kilka elementów, które bym ominęła na rzecz głębszego zanurzania się w etycznych, moralnych dylematach głównego bohatera oraz Zuzanny. Postaci są ciekawie scharakteryzowane, ale brakowało mi tej głębi. Leszek rozumie, że córka jest nie tyle zła, ile zagubiona, a jej decyzja o odejściu od religii nie jest afirmacją zła, tylko próbą zwrócenia na siebie uwagi. Opowiadanie zwraca także uwagę, jak dużą role w "trzymaniu świata w moralnych ryzach" odgrywa religia. Uniwersalny dekalog, który, zdaje się być tyć już przestarzały, odgrywa fundamentalne znaczenie w kształtowaniu się społeczeństwa i wyznaczaniu norm i zasad moralnych. Niby religia stoi za największą ilością wojen, nieporozumień i aktów agresji. Ale tak naprawdę jest tylko pretekstem, a "w imię..." to pusty frazes, który stanowi przykrywkę brudnego, obezwładnionego przez rządzę władzy umysłu człowieka. Taki egoizm pod przykrywką szerzenia wiary o danej religii. 

Siostrzyczka to bardzo smutne opowiadanie o mężczyźnie, który jak przez mgłę pamięta, że miał kiedyś siostrę, ale na każde pytanie zadawane w tym temacie nie uzyskuje odpowiedzi. Rodzice milkną, brat zmienia temat. Co się dzieje? Czy wspomnienie o dziewczynce z dwoma warkoczykami to tylko miraż? Czy była to naprawdę siostra, czy może wymyślona przyjaciółka wypełniająca lukę w potrzebie rozmowy z rówieśnikami? Kim jest ta dziewczynka i dlaczego tak uparcie powraca we wspomnieniach?
To bardzo dobre i jednocześnie bardzo smutne opowiadanie. Ciekawy typ narracji narrator zwraca się bezpośrednio do głównego bohatera: Jak zawsze kiedy pytasz  ich o siostrzyczkę rodzice milczą. Nadaje to historii niepokojącego wydźwięku i nutkę nierealności. Autor ukazuje, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa nie tylko pamięć ale i zapomnienie. Niekiedy blokowanie wspomnień jest istotniejsze niż ich przechowywanie.

Ślepa seria jest opowiadaniem doskonale obrazującym negatywne skutki samosądu. 14 lipca w miejscowości Bysłowo ginie młoda dziewczyna. Ostatni raz widziana była w pobliżu ogródków działkowych, na terenie których pomieszkuje od pewnego czasu pewien bardzo tajemniczy i dziwny mężczyzna. Niegdyś zdolny, ambitny i dobrze "rokujący na przyszłość" student fizyki. Obecnie zdziwaczały, prawie czterdziestoletnie mężczyzna, który, jak udowadnia historia jego życia, zawsze pojawia się tam, gdzie pojawiają się kłopoty. A może inaczej? Pojawia się on i wraz z nim pojawiają się kłopoty? Mieszkańcy miejscowości są pewni, że uprowadził i zamordował młodą dziewczynę. Tak jak cztery inne, które ginęły w tych miejscowościach, w których główny bohater zaczynał nauczanie fizyki w szkołach. Kiedy znika kolejna młoda dziewczyna postanawiają wziąć sprawę  w swoje ręce i sami wymierzają sprawiedliwość. Czy słusznie? Czy mężczyzna jest po prostu niesamowitym pechowcem czy to brutalny morderca?
Prawo. Sądy. Kary za przewinienia. I wina. Świetne opowiadanie, które udowadnia, że nie możemy osądzać człowieka, dopóki nie udowodniona zostanie jego wina. Zbiór dowodów, kompleksowe zbadanie sytuacji i w końcu orzeczenie sądu, prawników, śledczych. Gdybyśmy sami dokonywali kar za przewinienia... przypuszczam, że każdy z nas zostałby już dawno skazany na dożywocie albo kare śmierci.

Bogowie i bestie to dobry zbiór opowiadań. Autor w bardzo dobrym stylu otwiera wiele furtek, stawia mnóstwo pytań, zasiewa ziarna niepokoju. Zmusza czytelnika aby wszedł i się rozejrzał, sam udzielał odpowiedzi, i z intrygujących, niepokojących informacji wydobywał treści, o których istnieniu wcześniej nie wiedział.

czwartek, 16 marca 2017

Wyznania zmyślonego przyjaciela. Michelle Cuevas [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Wyznania zmyślonego przyjaciela
AUTOR: Michelle Cuevas
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
GATUNEK: Bajka dla dzieci

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


Zmyślony czy nie, jesteś niewidzialny w takim stopniu, jak się czujesz.

Pierwsze zdanie bajki wprawia nas w stan zdziwienia, płynnie przechodzącego we współczucie: Wszyscy nienawidzą Jacques'a Papiera. Nasze rozżalenie i chęć przytulenia głównego bohatera rośnie wraz z czytaniem kolejnych stron. Bo naprawdę, tak z ręką na serduchu, nikt Jacques'a nie lubi. Pani w szkole zdaje się celowo go ignorować, podczas zabaw z kolegami z klasy nigdy nie został wybrany do drużyny jako pierwszy, mało tego nigdy w ogóle nie został wybrany do drużyny. Chłopcy się po prostu zaczynają grę. Bez niego. Rodzice są tacy zimni, obojętni, nie silą się na gesty miłości czy nawet sympatii. A i tak najgorszy jest jego pies jamnik Francois warczy, szczeka i nie znosi go ponad wszystko. Jedyną przyjaciółka i jednocześnie jedyną istotą która z nim rozmawia, poświęca mu uwagę i która go słucha jest Fleur jego siostra bliźniaczka. Fleur to świetna dziewczyna dzieli się z nim wszystkim co ma, zwierza się, dba o niego i kocha go. I przede wszystkim: rozumie

Wszyscy pragniemy znaleźć osobę, która odkryje nasze najskrytsze tajemnice i będzie nas akceptować.

Z taką osobą u swojego boku można góry przenosić. Z tak wspaniałą kumpelą, siostrą, przyjaciółką życie nabiera sensu, i to, że koledzy nie odpowiadają na Twoje "cześć", rodzice nie odnotowują Twojej obecności, a pies ujada, i ujada, i ujada na Twój widok zdaje się nie być niczym istotnym. 
Jednak pewnego dnia Jacques odkrywa prawdę on nie jest bratem bliźniakiem Fleur. On jest jej wymyślonym przyjacielem. Nie istnieje naprawdę. Tylko Fleur go dostrzega, tylko ona go słyszy i to właśnie dlatego cały świat zdaje się go ignorować... bo Jacques'a tak naprawdę na świecie nie ma.
Od tego momentu życienieżycie Jacques'a ulega zmianie. Mając świadomość, że istnieje jedynie w świecie wyimaginowanym, stara się za wszelka cenę "przeskoczyć" do świata, w którym żyje Fleur. Ale czy warto gonić za czymś, co jest nierealne? Na drodze do zrozumienia czeka na niego wiele przygód, wielu wymyślonych przyjaciół i tych całkiem realnych. Spora dawka emocji, rozczarowań i uśmiechów.

Cudowna podroż przez alternatywna rzeczywistość. Lektura Wyznań zmyślonego przyjaciela jest jak wizyta w wesołym miasteczku. Każdy rozdział to kolejna porcja doskonałej zabawy, rozrywki, a jednocześnie inicjator przemyśleń. Przepiękna historia zagubionego w rzeczywistości chłopca uzmysławia nam czytelnikom jak ważna i jak wielka potrafi być siła wyobraźni. Jak fantazja potrafi kolorować świat i sprawiać, że staje się lepszy, bardziej przystępny i nie tak onieśmielający. 

Temat wymyślonego kopana do zabaw jest jednocześnie bardzo kontrowersyjny i niejednokrotnie stał się punktem zapalnym konfliktów oraz źródłem niepokoju u rodziców. Bo jak zareagować na słowa dziecka, które uparcie twierdzi, że jej kolega jest prawdziwy, jest głodny, że chce spać obok, potrzebuje talerzyka i łyżeczki, jest smutny, albo że się obraził i nie chce wyjść na dwór. Rodzice nie są w stanie znaleźć złotego środka jak zachowywać się względem wymyślonego przyjaciela dziecka? Czy traktować go jako materialną postać, czy raczej tłumaczyć: możemy się pobawić, ale wszyscy wiemy, ze ten wymyślony przyjaciel tak naprawdę wcale nie potrzebuje snu, jedzenia, zabawek i nie smuci się i nie weseli bo NIE ISTNIEJE. Ale "obecność" wymyślonego przyjaciela sugeruje rodzicom coś innego że dziecko ucieka w świat fantazji, bo może mieć jakiś problem, potrzebuje wsparcia, pomocy, liczy na zrozumienie i dostrzeżenie. Może z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego?

Autorka nie odpowiada na powyższe pytanie, ba! ona go nawet nie zadaje. Skupia się na ukazaniu świata oczami właśnie tej nieistniejącej istoty... Ale czy aby na pewno? Czy nie jest czasem tak, że każdy z nas jest w pewnym sensie niewidzialny. Że każdego z nas kiedyś wręcz zżerała nieśmiałość, niepewność. Byliśmy niezauważani, nieakceptowani. Przeżywaliśmy taką permanentną termę życiową strach przed ludźmi, przed szkoła, pracą, wymaganiami. Chociaż Wyznania zmyślonego przyjaciela osadzone są w czeluściach dziecięcej fantazji nie można się powstrzymać przed wizją nas w obliczu stresu, porażki i niezrozumienia społecznego. I jak ważne, w obliczu takiej sytuacji, jest wsparcie bliskiej kochanej osoby. Niezależnie od tego czy istniejemy naprawdę, czy tylko tak na niby;)

Ciepła, wzruszająca, urocza ale i zabawna i pełna magii.

Maurice był stary. [...] Naprawdę stary. Tak stary, że świeczki na jego torcie urodzinowym musiały kosztować więcej niż sam tort. Tak stary, jakby jego wspomnienia były czarno-białe.

Z książeczki aż bucha cała paleta barw i emocji: od smutku, rozczarowania, zaskoczenia, aż do miłości, radości i oddania. Jacques w trakcie swojej wędrówki w poszukiwaniu rozwiązania dostrzega i rozumie coraz więcej, uczy się żyć, akceptować i pamiętać. Próbuje nazwać to, co nienazwane.

[...] bo na świecie jest za mało słów. Nie ma przecież słowa na kwadrat światła rzucanego na podłogę przez księżyc. Nie ma żadnego słowa na tę starą sztuczkę, kiedy klepiemy kogoś w jedno ramię, a sami chowamy się za drugim.

Jestem absolutnie oczarowana nierealnością... i realnością książeczki, jej przesłaniem, ciepłem i radością jaką rozpala w naszym życiu. Jak hipnotyzuje sytuacjami, pobudza fantazję i inicjuje uśmiech na twarzy. Nie tylko uśmiech ale kompleksowe rozradowanie całego naszego ciała. Od stópek, po czubek nosa. Łącznie z wnętrznościami.
Polecam po stokroć!