środa, 4 stycznia 2017

Nocny prześladowca. Chris Carter [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Nocny prześladowca
AUTOR: Chris Carter
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: Kryminał

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

"I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską
Oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci..."

O miłości trzeba mówić pięknie. I uważnie. Bo nie wiemy, kto nas słucha i jak to interpretuje.

W starym, nieczynnym od dawna sklepie mięsnym policjanci odnajdują zwłoki trzydziestoletniej, pięknej, ciemnowłosej kobiety. Prócz makabrycznych szwów założonych na ustach i na kroczu, kobieta nie nosi śladów przemocy. Dokładna sekcja zwłok miała przynieść odpowiedź na pytanie jak zginęła kobieta... a przyniosła śmierć osób biorących udział w sekcji zwłok. 
Robert Hunter podejmuje się śledztwa, którego inicjatorem jest piekielnie inteligentny, brutalny a jednocześnie... romantyczny morderca. Mężczyzna porywa z sobie tylko wiadomych pobudek młode, piękne kobiety, grubymi nićmi dokładnie zszywa usta oraz krocze, zostawia je nieprzywiązane, niczym nieskrępowane na stole i odchodzi. Ale kobiety umierają. Morderca nie poprzestał tylko na jednym zabójstwie. Dochodzi do uprowadzenia kolejnych brunetek. Na ciałach ofiar, prócz szwów, nie ma śladów przemocy, siniaków, zadrapań, odcisków od sznurów, kajdanek na przegubach, stopach  świadczących o wiezieniu ofiary. Brak jakichkolwiek dowodów na to, że porywacz dotykał swoje ofiary. Nie ma eskalacji przemocy, w jednej chwili morderca staje się maksymalnie brutalny.

Przemoc nie narastała stopniowo. Pojawiała się nagle i niespodziewanie.

Czyżby rozdwojenie jaźni? W jednej chwili z opiekuńczego romantyka porywacz zamienia się w bestię, która nie pozostawia ofierze szans na przeżycie. Ale on kobiet nie krzywdzi i, co najważniejsze, on tych kobiet nie zabija... 

Carter po raz kolejny zaskakuje, szokuje i sprawia, że zmieniamy perspektywę spojrzenia na pewne kwestie. Jak bardzo można wypaczyć wizję "prawdziwej miłości" i jak wielki wpływ na nasze życie mają wydarzenia z przeszłości.
Prócz Huntera i jego genialnego zmysłu śledczego na scenę wkracza prywatny detektyw: panna Whitney Meyers. Ich drogi, jak łatwo się domyśleć, krzyżują się w późniejszych etapach śledztwa.
Tradycyjnie nie brak zwrotów akcji, ponadprzeciętnie inteligentnych poczynań Huntera, wniosków wysnutych na podstawie znikomej ilości poszlak. Jest także historia z przeszłości mająca swoje odbicie w teraźniejszości oraz bardzo wzruszająca (tak poryczałam się) historia małego chłopca z Whitney w roli mediatora. I porywacz, na wzmiankę o którym czytelnik dostaje gęsiej skórki. Człowiek widmo: nie widać go, nie słychać, bo porusza się bezszelestnie. I ta rewelacyjna scena, w której dziewczyna przeszukuje całe swoje mieszkanie, bo czuje, że nie jest w nim sama, po czym słyszy: "zapomniałaś sprawdzić pod łóżkiem".
Cartera polecam w ciemno, bo swobodnie płynąca akcja, genialny pomysł na intrygę, niewymuszone dialogi, ciekawe postaci to w jego kryminałach standard. Klasa sama w sobie.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Bajki. Fables La Fontaine [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Bajki. Fables
AUTOR: La Fontaine
WYDAWNICTWO: Widnokrąg
GATUNEK: Bajka

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Klasyka literatury to brzmi dumnie. Poważnie i dostojnie... ale jednocześnie odrobinę nieprzystępnie. 

Wydawnictwo Widnokrąg wpadło na genialny w swej prostocie pomysł. Aby Bajki La Fontaine'a były bardziej zrozumiałe, wyraziste, trafiły w gusta czytelnicze i zaspokoiły wybredne gusta estetyczne zastosowano ciekawy zabieg. Do każdej z osmu bajek zbioru dołączono jej graficzną interpretację. Już dawno nie widziałam takiej różnorodności artystycznej w jednym wydaniu. Mamy tutaj zarówno czarno- biały szkic z niewielką ilością kolorowych elementów, mamy nasycony barwami, "entuzjastyczny" pościg żółwia i zająca, absolutnie oryginalnego kruka i lisa, przedstawionych w aranżacji komputerowej, kogut i lis atakują nasze oczy odcieniami czerwieni, a wesołe lwy sprawiają wrażenie namalowanych przez trzylatka=) zbór ilustracji w tej książce to coś pięknego=) 

W sztuce, malarstwie, rzeźbie trzeba się zatracić, aby je poznać. Przyznam, że na tzw. "pierwszy rzut" oka większość z obrazów w zbiorze Bajek określiłam mianem "bohomazów". Ale właśnie na tej wielowymiarowości i głębi polega piękno dzieł artystów bo na "drugi rzut oka" obrazy wyzwalają euforię i westchnienie "jakie cuuuudo!!!". Wszak operę można uważać za występ grupy "wyjących, tęgich kobiet", dzieła abstrakcyjne jako zbiór kropek i kresek. Ale im dłużej wsłuchujemy się w śpiew, im dłużej przyglądamy się konkretnej grafice tym więcej dostrzegamy. W wynik artystycznych zdolności ośmiu autorów obrazów w Bajkach można się wpatrywać godzinami. Dosłownie. Niemal każde z tych dzieł po długiej kontemplacji odkrywa, pokazuje nam obserwatorom coraz więcej: jak autor to zrobił; dlaczego wybrał taką, a nie inną kolorystykę; co mógł mieć na myśli; co czuł; czy obraz był wynikiem spontanicznego chwycenia za pędzel czy wielogodzinnego ślęczenia nad detalami?

W 2015 roku Wydawnictwo Widnokrąg zorganizowało konkurs, w którym zaprosiło do udziału grafików, ilustratorów, rysowników i projektantów. Rozbieżność pomiędzy zaprezentowanymi stylami jest ogromna. Cieszy oko, zachwyca, bawi, a niekiedy... irytuje i nie daje się zrozumieć jest jedna grafika, która nie poruszyła mojej duszy entuzjasty sztuką ;) podobno o gustach się nie dyskutuje (ależ dyskutuje! nie dyskutuje się o faktach;)), ale dla mnie ta grafika jest po prostu brzydka. Ot tyle. 

Ponadczasowe Bajki La Fontaine'a czytane od wieków niosą uniwersalne przesłania, prawdy życiowe i zasady bez terminu ważności, którymi powinni się kierować wszyscy. Lenistwo nie popłaca, pycha to ślepa uliczka w dążeniu do celu, wygrać może każdy ważny jest upór i samozaparcie. Zaryzykuję stwierdzenie, że grupą docelową Bajek La Fontaine'a wcale nie są tylko dzieci. Niejeden dorosły miałby problem ze zrozumieniem niektórych rymów i odszukaniem w labiryncie słów ukrytego przesłania. Moja ulubiona bajka Konik polny i mrówka z uroczym wstępem:
Niepomny jutra, płochy i swawolny
Przez całe lato śpiewał konik polny

sugeruje, że "na dobranoc" można poczytać "Czerwonego Kapturka" albo "Smerfy", ale podczas czytania Bajek La Fontaine'a trzeba zachować krztynę czystego umysłu i odrobinę skupienia, bo umknie nam sens czytanego tekstu.

Prócz przepięknej sztywnej twardej okładki (chwała wydawcom, którzy tak jak ja uważają, że książka to małe dzieło sztuki i potwierdzają to poprzez staranne i piękne wydania książek), doskonałego, w mym przekonaniu, formatu kwadratowego, mamy także "dualizm językowy" z lewej strony mamy polską wersję językową, po stronie prawej bajeczkę przeczytać mogą poligloci w rodzimym języku autora francuskim. Nic na to nie poradzę, ale dla mnie ten zabieg to fenomen i ukłon w stronę klasyki literatury. 
Nie sposób nie użyć w kontekście tego wydania epitetu szlachetne. Wszystko w nim jest piękne: i forma "podania", szata graficzna, bajki w języku polskim i francuskim oraz płyta, na której to przepiękna aktorka Elizabeth Duda przedstawia własną interpretację od lat znanych i lubianych Bajek La Fontaine'a.

I ja pozwolę sobie zadać pytanie, na które musieli udzielić odpowiedzi autorzy poszczególnych ilustracji: 

Gdybyś był/była zwierzęciem z Bajki la Fontaine'a, to którym? I dlaczego?
Bo ja...chyba żółwiem;) powolutku i do celu, chociaż konkurencja mocna =) 

Książka jest idealnym pomysłem na prezent. Chociaż cena, mimo wielkiej staranności, dbałości o szczegóły i szlachetności dzieła, jest zbyt wygórowana.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


sobota, 31 grudnia 2016

Domem nocy jest las. A. J. Stopa [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Domem nocy jest las
AUTOR: A. J. Stopa
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Thriller

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Się wpieniłam i będę się czepiać, ale nie książki, tylko kampanii reklamowej... której tak naprawdę nie ma. Książka wydana w połowie listopada, a ja przeczytałam ją przez przypadek. Rozumiem, że każdemu nowemu produktowi, tak książka to też swego rodzaju produkt, jest ciężko przebić się na rynku. Wiem także że nawet doskonała kampania reklamowa nie jest w stanie przekonać do oferowanego produktu, kiedy potencjalni odbiorcy patrzą w inną stronę i są niezainteresowani. Produkty, które nie mają ugruntowanej, bezpiecznej pozycji na rynku konsumpcyjnym mają problem, aby się zaprezentować. Czy to nowy autor z debiutem, lek na kaszel, czy proszek do prania z innowacyjną formułą. Polski rynek czytelniczy aż kipi od takich nazwisk jak: Mróz, Puzyńska, Bonda, a czytelnicy skupieni na wypatrywaniu najnowszych książek swych ulubieńców są zaślepieni i zablokowani na rewelacyjne lektury, które przechodzą bokiem i są niedocenione, a tak być nie powinno. Nie tak dawno recenzowałam Układankę Stanisława Załuskiego. Wartościowa książka napisana pięknym językiem. recenzja przemknęła bez echa, bez jakiegokolwiek odzewu... Kampania reklamowa to nie wszytko, potrzeba też otwartego umysłu i chęci poznawania czegoś nowego, a nie zamykania się tylko na książki konkretnych autorów. 
Uf =)

Noc jest piękna... pod warunkiem, że siedzimy sobie bezpiecznie w cieplutkim i oświetlonym pokoiku;)

Ksawery Wójcicki to ambitny, inteligentny, żądny wiedzy doktorant wydziału meteorologicznego we Wrocławiu. Po powrocie z kilkumiesięcznego pobytu  na Spitsbergenie zostaje wysłany do najwyżej położonego obserwatorium meteorologicznego w Polsce: na Czarci Garb. Mimo obiekcji przełożonego ("to ryzykowne izolować się na tak długo") oraz niezadowolenia dziewczyny, Ksawery wie, że to dar od losu, krok w stronę spełnienia największego marzenia zrobienia profesjonalnej fotografii zorzy zjawiska tak rzadko występującego w Polsce. 

Zorza jedyny cel, jedyne marzenie, jedyny sens jego życia. Ksawery już na Spitsbergenie zrozumiał, że w jego życiu nie ma miejsca dla ludzi, bo jego myśli należą do Zorzy. Odzwyczaił się od towarzystwa, od ciepła drugiego człowieka, od rozmów. Do świata Ksawerego nie pasowali ani przyjaciele, ani rodzice, ani dziewczyna... Samotność była świadomym wyborem, rezultatem przekonania, że tylko w odosobnieniu może prawidłowo funkcjonować. Do czasu, aż na Czarcim Garbie dochodzi do kilku niewyjaśnionych  epizodów... Hałasy, ślady na śniegu i to wrażenie czyjejś obecności i obezwładniające przeświadczenie, że

czuje się na sobie czyjś wzrok, mimo że tego kogoś nie widać. To podobno atawistyczne przystosowanie do tego by nie stać się łupem drapieżcy. Gdy ktoś nas obserwuje, potrafimy bezwiednie to wyczuć.

A kiedy Ksawery odnajduje dziennik swojego poprzednika Tomka, który obecnie przebywa na przymusowym leczeniu na oddziale psychiatrycznym, jest przekonany, że legendy i stare podania o rzekomej diabelskiej ingerencji na terenach jedynego bezleśnego szczytu w Polsce są prawdziwe. Na Czarcim Garbie albo panoszą się siły nieczyste, albo złodziej, który nie cofnie się przed drastycznymi środkami, aby ukraść to, co zaplanował. Życie Ksawerego jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Ciekawa charakterystyka przyrody to niemal oksymoron. Wiedzą o tym uczniowie, którzy przebrnęli przez Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej ( nie stosując się do mojego sposobu jeśli akapit rozpoczyna się od opisu przyrody, to zakończenie akapitu przyniesie zakończenie opisu przyrody =) czyli śmiało można ominąć trzy strony;)). Autorka Domem nocy jest las miała trudny orzech do zgryzienia, bo w tym thrillerze opisy zimy, zjawisk atmosferycznych, pogody, lasu i gór to podstawa. Aby nie zniechęcić ale podkręcić wyobraźnię czytelnika zastosowała ciekawy zabieg do charakterystyki dodała kroplę mroku. Ta drobina wprowadzała obawę, zamęt i zaciekawienie, nie popadając w teatralność i nadmiernie nadmuchaną patetyczność. Sielankowe epitety zamienione na niepokojące, "brudne" przymiotniki. Rezultat był genialny.

tu noc była stęchła. jak mętna woda w przegniłym stawie. [...] las był tutaj... martwy.

bo wybierając ją wybierał ciemność [...] ona żywiła się czernią nocy, tylko w niej trwała i tylko z nią stanowiła idealny duet.

Oryginalny pomysł zarówno w kwestii miejsca akcji, samej fabuły, jak i postaci głównego bohatera. Najbardziej odosobnione miejsce w Polsce, mroźna aura na wskroś przenikającego zimna, zarówno w sensie fizycznym jak i psychicznym. Główny bohater, który pielęgnuje głęboko zakorzenione i złudne przekonanie o szczęściu w całkowitej alienacji. Przebłyski jego przeszłości kreślą nam obraz chłopca żyjącego w bańce szczęścia, której pękniecie wywołuje w nim drastyczne zmiany w światopoglądzie i wizji fundamentalnych ludzkich wartości.

Miłość nie istniała. Istniały za to relacje między ludźmi, którzy obopólnie czerpali z nich korzyści. I to właśnie ludzie nazywali miłością.

Jedynym zbędnym, w moim odczuciu, elementem fabuły był opis snów Ksawerego, które docelowo miały być zapewne studium psychologicznym zagubionego i rozchwianego emocjonalnie bohatera. Były... ale fabuła i tak jest bogata w psychologiczne zagadnienia, dlatego brak snów nie zubożyłby Domem nocy jest las.

Skomplikowana ludzka natura w symbiozie z wątkiem kryminalnym tworzy doskonały, uzupełniający się wzajemnie duet. Liryczne, ale nie przesadne opisy, piękna okładka oraz fakt, że to debiut Autorki dopełniają całokształt bardzo dobrego i godnego polecenia thrillera.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik (a w tle Synuś i jego Świeżak=D)

czwartek, 29 grudnia 2016

Odcięci. Sebastian Fitzek i Michael Tsokos [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Odcięci
AUTOR: Sebastian Fitzek, Michael Tsokos
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Thriller, kryminał

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Panie Fitzek, pisz Pan sam;)

Odcięci, to kryminał/thriller w którym sformułowania "po trupach do celu" i "zabili go i uciekł" nabierają nowego, dosłownego znaczenia. Kryminał, po którym już zawsze będę podejrzliwie patrzeć na mój nawilżający krem "na noc". I w końcu to książka, po której po raz kolejny zastanowimy się czym jest wymiar sprawiedliwości i kogo tak naprawdę chroni. Bo irracjonalne, niesprawiedliwie niskie wyroki sądowe na największych zwyrodnialcach, obrona najgorszych mętów społeczeństwa to temat do wielu dyskusji, które, tak naprawdę, jeszcze nie doczekały się poprawnej moralnie puenty.

Na wyspie Halgoland ukrywa się Linda, ofiara prześladowania i chorej, zaborczej miłości swojego, byłego już szefa, Daniela Haaga. Poturbowana psychicznie i fizycznie Linda stara się w samotności odbudować poczucie bezpieczeństwa, niezależność oraz wiarę w to, że będzie mogła bez strachu wrócić do normalności. Jej ciągle przeświadczenie, że jest obserwowana, omamy organoleptyczne (woń perfum Dannego) imaginacje i pewność, że stalker jest na wyspie i ją śledzi to pikuś. Znalezienie zwłok nad brzegiem morza to też małe piwko, w porównaniu z tym, o co prosi ją w rozmowie telefonicznej zdesperowany lekarz medycyny sadowej z Berlina profesor Paul Herzfeld. Doktor jest specjalistą od przeprowadzania sekcji zwłok na poziomie "hard" najbardziej brutalne, zmasakrowane, zmaltretowane ciała trafiają na stół sekcyjny Herzfelda. Podczas oględzin zwłok starszej okaleczonej kobiety, z wyrwaną żuchwą, odciętymi dłońmi doktor znajduje mały pojemnik, w którym morderca napisał numer telefonu oraz imię córki Herzfielda... Życie nastolatki jest w wielkim niebezpieczeństwie, a doktor Paul musi zrobić wszystko, aby uratować córkę. Musi wziąć udział w makabrycznej grze poszukiwaniu skarbów, którą przygotował dla niego psychopatyczny morderca. Sęk w tym, że owe kolejne tropy prowadzą na wyspę Holgland, która, z racji szalejącego sztormu, jest odcięta od świata... Jedyną nadzieją na odnalezienie córki jest telefoniczna współpraca z obecną na wyspie... Lindą.

Każdy z nas odebrał przynajmniej raz w życiu telefon od tzw. nieznanego numeru. Najczęściej jest to "dzień dobry, jest pani wielką szczęściarą, została pani wylosowana spośród tysięcy kandydatów..." albo "organizujemy w pani mieście pokaz najnowszych modeli poduszek i pościeli dla alergików", opcjonalnie "czy jest pani zainteresowana zmianą operatora komórkowego/banku/lokaty/ubezpieczenia/funduszu emerytalnego" itd... Ale abyśmy nigdy nie musieli po zdawkowej wymianie kilku zdań usłyszeć od rozmówcy "Musi pani przeprowadzić dla mnie sekcję zwłok". Linda musiał... I zrobiła... I na tym jej koszmar się nie zakończył. Zgodnie z instrukcjami doktora Herzfelda dokonała amatorskiej sekcji zwłok.  Może pomógł doping i zapewnieni doktora, że radzi sobie doskonale, chociaż jej poczynań przecież nie widział (niczym ja podczas "Turbo spalania" Ewci Chodakowskiej, wierzę, że radzę sobie świetnie i że jest pięknie =D Takie motywujące pogadanki mają jednak sens i zmuszają do przekraczania granic, jak to mówi Ewa: "możesz więcej, niż podpowiada ci twój umysł";)). Linda odnajduje kolejne wskazówki i razem z doktorem poszukują następnych tropów. Ale czy zdążą uratować wiezioną nastolatkę? Czy psychopata tak naprawdę bawi się ich zagubieniem i usilnymi staraniami, a dziewczyna już od dawna nie żyje? 

"Poczujesz się tak, jakbyś sam trzymał skalpel" tym razem zapewnienie na okładce okazało się prawdziwe. Bardzo realistyczne opisy, dokładna "instrukcja obsługi", skrupulatna i wnikliwa charakterystyka poszczególnych etapów sekcji zwłok sprawiła, że czytelnik potrafił wejść w rolę debiutanta w sterylnej sali prosektorium.
Na szczególną uwagę zasługuje temat główny Odciętych. Pierwsza strona tego kryminału to solidny cios obuchem w łeb i uświadomienie nam, jak bardzo "poszło coś nie tak" w systemie prawnym i sadowym. Dlaczego bezwzględny gwałciciel i degenerat, który nie ma szans na resocjalizację zostaje skazany na 2 lata... w zawieszeniu, a człowiek oskarżony o machlojki podatkowe dostaje pięć lat odsiadki? Zapewne bez możliwości apelacji.

Odcięta od świata wyspa, amatorka w roli specjalistki medycyny sadowej, dziwaczna gra psychopaty, niebanalna postać profesora, ciekawa przeszłość Lindy, jej prześladowca. To wszystko doprawione aurą brutalności, niemoralności i niesprawiedliwości prawnej. Brzmi świetnie. Ale niekiedy z doskonałych, przemyślanych i skrupulatnie dobranych składników może powstać dobre, ale niezachwycające danie. szczególnie wtedy, gdy w kuchni mamy dwóch kucharzy... Odnoszę wrażenie, że ingerencja Pana Tsokonsa nie ograniczyła się tylko do bardzo dobrego opisu przebiegu sekcji zwłok. Niestety. Smak śmierci był dla mnie poprawnym, ale niezbyt porywającym kryminałem, i przebłyski tej nijakości odnajduje niestety w Odciętych. Fitzek z kolei w Odciętych zawarł jedyną cechę, która mnie w jego twórczości irytuje zbyt wiele nieprawdopodobnych, odszczepionych od rzeczywistości zwrotów akcji. To już nawet nie "zaboli go i uciekł", ale "zabili go, uciekł, znowu go zabili i znowu ciekł". Postać Ingolfa, jego projekt i końcówka poświęcona właśnie jemu jest dla mnie totalną porażką. Odnoszę wrażenie, ze Autorzy nie mieli pomysłu jak przetransportować Herzfelda na wyspę i wpadli na pomysł młodego milionera jako "środka transportu". 
Odcięci to dobry thriller, z licznymi zwrotami akcji i kilkoma fragmentami przyprawiającymi czytelnika o gęsią skórkę. Jednak następnym razem wybiorę danie serwowane przez jednego kucharza, bez ingerencji pomocy ze strony znawcy przypraw.

Odcięci. Sebastian Fitzek, Michael Tsokos [Izabelka]

TYTUŁ: Odcięci
AUTOR: Sebastian Fitzek,  Michael Tsokos
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: kryminał/thriller

Zdjęcie autorskie Izabelka


Kiedy przeczytałam, że tę książkę napisało dwóch specjalistów w swoich dziedzinach: Fitzek - autor thrillerów psychologicznych i Tsokos - ekspert medycyny sądowej, to pomyślałam sobie, że wreszcie coś dla mnie. Będzie tak jak lubię czyli brrr...
Mnie się ta książka spodobała, ale na kolana nie rzuciła, choć na to liczyłam.
Akcja pokazana jest z trzech punktów widzenia:
Paula Herzfelda, który pracuje jako ekspert medycyny sądowej i znajduje w ciele ofiary numer telefonu własnej córki. Gdy zawiadomi policję, to córka zginie. Sekcje przeprowadza w Berlinie.

Lindy, która uciekając przed swoim byłym chłopakiem przypływa na wyspę na Morzu Północnym. I tam znajduje ciało...

Nieznajomej dziewczyny, która jest więziona i torturowana.

Wszystkie te wątki w końcu się splatają.
Najbardziej podobał mi się wątek Lindy. Kiedy wyobraziłam sobie, że jest zamknięta z nieboszczykami i musi przeprowadzić sekcję według wskazówek podawanych przez telefon, to moja wyobraźnia szalała niczym tajfun. To lubię! Bo to przecież nie to samo co sekcja przeprowadzana przez patologa.
Opisy ciał są bardzo sugestywne. Burza szalejąca za oknami wokół wyspy dodaje świetnego klimatu. Napięcie zbudowane dobrze i odpowiednio zwiększane. Zakończenie zaskakujące.

Moim zdaniem to jest książka z przesłaniem. Głos, który mówi nam o niemieckim systemie prawa. A w zasadzie o jego niedoskonałościach. Bo moim zdaniem nie powinno tak być, że zwyrodnialcy dokonujący masakrycznych zbrodni dostają wyroki w zawieszeniu, a przestępcy podatkowi lądują na kilka lat do więzienia? Choć jakby się nad tym głębiej zastanowić, to nie jest problem tylko niemieckiego sądownictwa... 

Po tej lekturze doszłam do wniosku, że jestem chyba już zmanierowana literacko ( a byłam już w tym roku rozpieszczona literacko ). Po tych wszystkich zachwytach, które przeczytałam bardzo się na to spotkanie z  książką cieszyłam. Było napięcie i było momentami strasznie, ale... u mnie zawsze musi być jakieś ale... Oczekiwałam czegoś innego. Większego napięcia i analizy psychiki zbrodniarzy.  Bo samo epatowanie okrucieństwem to nie jest, przynajmniej dla mnie, sposób na hit.

PS Dobrze, że mój labrador widoczny na zdjęciu mnie pilnował. Wcale się nie bałam ;)

Polecam jednak.

Zdjęcie autorskie Izabelka

środa, 28 grudnia 2016

Siewcy chwastu. Wioletta Lekszycka [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Siewcy chwastu
AUTOR: Wioletta Lekszycka
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Kryminał
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Piękny tytuł, oryginalna okładka i intrygujący opis. A wnętrze? Nic nie poradzę na dźwięcznie rozbrzmiewający w mej głowie głos Kuby Sienkiewicza "A miało być tak pięknie...". Bo to miał być jeden z lepszych kryminałów przeczytanych przeze mnie w tym roku, a okazał się kryminałem dobrym, ale nie powalającym.

W małej, spokojnej, jak do tej pory, miejscowości dochodzi do tragicznych wydarzeń. W poniedziałkowy, letni poranek w kościele zostaje odnaleziona pobita kobita. Mimo natychmiastowej interwencji i pomocy staruszki nie udaje się uratować. W próbę rozwikłania tajemniczej sprawy zabójstwa, a także prawdopodobnego wykorzystania seksualnego zamordowanej, angażuje się była pani kapitan Joanna, która jakiś czas temu policyjny mundur zamieniła na habit zakonny. Jej pobyt w Ińsku był czysto rekreacyjny i kontemplacyjny, jednak splot niefortunnych wydarzeń sprawia, że prosi miejscową policję, aby włączyli ją do śledztwa. Bo podejrzany jest tylko jeden. Miejscowy menel, degenerat i alkoholik. Wernik, prócz choroby alkoholowej, cierpi na zaburzenia pamięci oraz ataki epilepsji. Jest drażliwy, brutalny i zdolny do przemocy. O jego winie świadczy fakt, że był obecny na miejscu zbrodni i z tegoż miejsca zbrodni, jak twierdzą świadkowie, w pospiechu uciekł. Jednak Joanna czuje, że zabójstwo pani Kowalikowej jest skomplikowane i ma drugie dno. A w winę Wernika nie wierzy.

"Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę" parafrazując powiedzenie: ten, kto sieje chwasty, może zebrać tylko same plewy, odpadki, coś niepotrzebnego. Głównym problemem na którym skupiła się Autorka, jest zło, brutalności okropieństwa tego świata. Jeden niegodziwy człowiek potrafi rozsiać wkoło siebie całe łany podłości i nieprawości. Jeden grzech człowieka bez zasad moralnych jest w stanie zniszczyć życie wielu niewinnych osób. Siewca chwastu rodzi samą podłość i moralny brud.
Nie sposób nie dostrzec, że na kartach Siewców chwastu mamy epicentrum zła. Gwałty, pobicia, morderstwo, wykorzystywanie fizyczne, psychiczne, znęcanie się. Autorka chciała zapewne, aby czytelnikowi nie umknęło, jak bardzo złożona jest ludzka natura starsza, pogodna kobieta może okazać się kobietą z przeszłością, zdegenerowany menel, tak naprawdę miał kiedyś inne życie, wyznawał inne wartości i zasady, człowiek na wysokim stanowisku może okazać się największą "mendą społeczną". Nie warto oceniać człowieka po pozorach. Bo to, co najważniejsze i najprawdziwsze ukryte jest głęboko. Jednak nie sposób nie zauważyć, że tych niegodziwości jest zbyt wiele. Jakby bohaterowie tego kryminału mieli wyłączność na wszelkie niegodziwości. Kryminał ma to do siebie, że nie brak w nim scen brutalnych, na pograniczu dobrego smaku. Jednak tutaj było ich zbyt wiele...
Bardzo ciekawym zabiegiem było wdrożenie w śledztwo byłą panią kapitan, a obecną zakonnicę. Jednak moim zdaniem i tutaj pomysł nie został do końca wykorzystany. Prócz spotkania z Wernikiem i jedną wizytą w komisariacie nie mamy tak naprawdę wglądu w poczynania Joanny. A szkoda.
Podejrzany jest tylko jeden menel spod monopolowego. Wielkim plusem jest fakt pojawiania się kolejnych podejrzanych, kiedy czytelnik "ma już swój typ". Odsłanianie wraz z prowadzonym śledztwem kart przeszłości to także ciekawy zabieg. Szkoda, że potraktowany pobieżnie, mało wnikliwie i dokładnie. 
Największym minusem jest jednak zakończenie. Generalnie im dalej w książkę, tym gorzej. Akcja się rozmywa, spójność i racjonalność gubi się w tempie wydarzeń. Czytelnik odnosi wrażenie, że akcja sobie, bohaterowie sobie, a początkowy zamysł Autorki sobie. Mało ciekawe zakończenie, zbyt wydumane i nierzeczywiste, pozostawia niesmak i wiele znaków zapytania, bo nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione.
Mimo wielu zastrzeżeń oceniam tę pozycję na dobrą, a pod względem językowym jest to bardzo dobry kryminał. Swobodny styl sprawia, że Siewców chwastu przeczytamy w jeden wieczór. Książka autorstwa Wioletty Lekszyckiej niesie przekaz, niezbyt optymistyczny: niestety nie zawsze da się zwyciężyć dobrem zło... Ale wkładając serce i chęci możemy wyrządzone zło naprawić albo chociaż zmniejszyć zakres jego działania.

wtorek, 27 grudnia 2016

Dziewczyna z sąsiedztwa. Jack Ketchum [Izabelka]

TYTUŁDziewczyna z sąsiedztwa
AUTOR: Jack Ketchum
WYDAWNICTWO: Papierowy księżyc
GATUNEK: thriller
   
Zdjęcie autorskie Izabelka

Ale mnie ta książka wkurzyła! Dostaje ode mnie nominację w moich rankingach do "Czytelniczy Zawód roku".
Albo moje oczekiwania były za wysokie, albo ta książka jest słaba.
Zaraz wszystko wytłumaczę.
Po pierwsze: mam pytanie po co we wstępnie Pan King streszcza książkę i psuje całą radość z czytania?
Po drugie: po co autor pisze na końcu komentarz odnośnie pracy nad tą książką? Nie dotarło do mnie...
Po trzecie: wiem, że jest to historia oparta na faktach, ale gdybym chciała dowiedzieć się do jakich okropieństw zdolni są ludzie, to włączyłabym sobie tv. Autorowi nie udało się mnie przestraszyć. Zbrakło klimatu grozy. Nie bałam się. Nie wstrząsnęło mnie, nie poturbowało.
Po czwarte: irytował mnie główny bohater, David, swoim "nicnierobieniem" mimo, że nie godził się na takie zachowania względem Meg. 
Po piąte: naprawdę w latach pięćdziesiątych XX wieku  w USA dorosła kobieta dawała do picia piwo kolegom syna? I nikt nic nie wiedział i nie podejrzewał? Nie chce mi się wierzyć.
Po szóste: brakowało mi głębszej analizy osobowości i przemyśleń sprawczyni tych okropieństw. Jedynie co pamiętam to to, że dużo krzyczała i bluźniła.
Po siódme: kiedy czytałam o tej książce "najsłynniejsza powieść grozy", szokująca, zaskakująca, kontrowersyjna, wstrząsająca, to myślałam, że wreszcie trafiłam na książkę idealną dla mnie. A co dostałam? Rozbudowany raport policyjny czy jakieś inne akta sądowe.
Po ósme: w trakcie czytania cały czas odnosiłam wrażenia, że autor wykorzystał fakty do napisania książki tylko i jedynie dla kasy. Takie są moje odczucia.
Po dziewiąte: nie chce mi się więcej pisać, bo mi moje wkurzenie na to nie pozwala.
Nie polecam.