Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 marca 2017

Następna dziewczyna. Sam Carrington [Anna Sukinnik]

TYTUŁ: Następna dziewczyna
AUTOR: Sam Carrington
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Kryminał/Thriller

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Idealnie wyważony thriller... ma tyle samo plusów ile minusów =)
Niepokoi, intryguje, interesuje, ale przez pierwsze kilkanaście stron. Dalsza lektura to czekanie na zwroty akcji, spektakularne zrywy, nieprawdopodobne wydarzenia. Czekamy, czekamy i tak docieramy do strony  350, prześlizgujemy się przez epilog i czytając "podziękowania" nadal mamy nadzieje, że coś nas zaskoczy. Nic z tego.

Sobotni clubbing ze znajomymi tym razem zakończył się dla siedemnastoletniej Sophie zdecydowanie za wcześnie i zdecydowanie nie tak jakby chciała. Nastolatka zostaje dostarczona – dosłownie – ponieważ nadmierna ilość spożytych napojów alkoholowych uniemożliwia utrzymanie przez nią postawy stojącej – przez policjantów. Matka Sophie – Karen jest wstrząśnięta. Córki w takim stanie jeszcze nie widziała – rozjeżdżające się nogi, bełkocząca, rozmazana, potargana, z rozbieganym wzrokiem. Nazajutrz okazuje się, że przyjaciółka Sophie – Amy – nie dotarła z nocnej eskapady do domu. Nie odbiera telefonów, nie daje znaku życia. Niedługo później na dzikim wysypisku śmieci zostaje odnaleziono ciało młodej dziewczyny. Zamordowanej i brutalnie okaleczonej...
Policja i Karen podejrzewają, że Sophie coś wie i nie mówi całej prawdy. Wszystkie fakty wskazują bowiem na to, że widziała zabójcę, a nawet była na miejscu zbrodni. Jej bredzenie po pijaku, przebłyski pamięci oraz niepokojące sny kreślą obraz brutalnej zbrodni, której była świadkiem. Potwierdzają to zdjęcia, które dostaje drogą mailową oraz przeświadczenie, że jest śledzona. Dziewczynie grozi teraz ogromne niebezpieczeństwo... chociaż kompletnie nic nie pamięta. W odzyskaniu wspomnień pomaga jej Karen, która sama zmaga się z paraliżującym strachem przed... wszystkim. Po tragicznych wydarzeniach sprzed dwóch lat nie może poskładać swojego życia do kupy. Życie Karen zostało dosłownie sparaliżowane przez strach, nie jest w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie i dlatego odcina się od świata. Jednak strach o własne życie zostaje zagłuszony przez strach o życie i bezpieczeństwo Sophie. Matka zrobi wszystko, aby ochronić swoje dziecko.

Nie jest to kryminał, który chwyta za gardło i zapiera dech. Nie inicjuje działania podobnego do etylefryny ;) i nasz układ krwionośny nie wykazuje  znacznych wahań i skoków ciśnienia. Ot, poprawny, całkiem sympatyczny kryminał. Przewidywalny, mało zaskakujący, nieporuszający. Tym bardziej zastanawia fakt, że czytanie Następnej dziewczyny jest tak przyjemne i odprężające. Z pewnością dużą rolę, w pozytywnym odbiorze książki ma lekki styl autorki. Płynna akcja, bez wzlotów i upadków, jednak jednostajny rytm nie nuży. Czyta się szybko. Ale odnoszę wrażenie, że równie szybko z pamięci wyparuje;)
Charakterystyka postaci poprawna, dość ciekawa.
Najbardziej irytującym elementem fabuły było odwlekanie w czasie. W obliczu konkretnego wydarzenia bohaterowie omawiali, kiedy mają się spotkać, żeby omówić daną sytuację. Wyglądało to trochę jak: 

– Zamordowano nasza przyjaciółkę.
– Niedobrze.
– No, niedobrze.
– Umówmy się na jutro, aby to omówić.
– Ok, to do jutra.
– Do jutra, a tak w ogóle to co u ciebie słychać?

Zabieg zupełnie nieudany i niepotrzebnie spowalniający i tak monotonną akcję. Brakowało w fabule takich zastrzyków energetycznych, które dostarczyłby jakiś zwrot akcji, wydarzenie, zaskakujący news albo chociaż ujawnienie fragmentu zagadki.  
Autorka (albo tłumacz) zaserwowała czytelnikowi zagadkę matematyczną:

Na jej ulicy stało tylko pięć domów: dwa naprzeciwko, po jednym z obu stron ich domu i jeden na końcu drogi, w rogu.  

Z matmy byłam bystra i mnie jak byk wychodzi sztuk sześć ;)  

Reasumując: Następna dziewczyna, to dobry, ale nie zachwycający kryminał. Nie wbija w fotel, nie rzuca na kolana i nie inicjuje hiperwentylacji. Nieskomplikowany, przewidywalny ale przyjemny.
W sam raz na leniwe popołudnie, albo spokojny wieczór.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

czwartek, 29 grudnia 2016

Odcięci. Sebastian Fitzek i Michael Tsokos [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Odcięci
AUTOR: Sebastian Fitzek, Michael Tsokos
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Thriller, kryminał

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Panie Fitzek, pisz Pan sam;)

Odcięci, to kryminał/thriller w którym sformułowania "po trupach do celu" i "zabili go i uciekł" nabierają nowego, dosłownego znaczenia. Kryminał, po którym już zawsze będę podejrzliwie patrzeć na mój nawilżający krem "na noc". I w końcu – to książka, po której po raz kolejny zastanowimy się czym jest wymiar sprawiedliwości i kogo tak naprawdę chroni. Bo irracjonalne, niesprawiedliwie niskie wyroki sądowe na największych zwyrodnialcach, obrona najgorszych mętów społeczeństwa to temat do wielu dyskusji, które, tak naprawdę, jeszcze nie doczekały się poprawnej moralnie puenty.

Na wyspie Halgoland ukrywa się Linda, ofiara prześladowania i chorej, zaborczej miłości swojego, byłego już szefa, Daniela Haaga. Poturbowana psychicznie i fizycznie Linda stara się w samotności odbudować poczucie bezpieczeństwa, niezależność oraz wiarę w to, że będzie mogła bez strachu wrócić do normalności. Jej ciągle przeświadczenie, że jest obserwowana, omamy organoleptyczne (woń perfum Dannego) imaginacje i pewność, że stalker jest na wyspie i ją śledzi to pikuś. Znalezienie zwłok nad brzegiem morza to też małe piwko, w porównaniu z tym, o co prosi ją w rozmowie telefonicznej zdesperowany lekarz medycyny sadowej z Berlina – profesor Paul Herzfeld. Doktor jest specjalistą od przeprowadzania sekcji zwłok na poziomie "hard" – najbardziej brutalne, zmasakrowane, zmaltretowane ciała trafiają na stół sekcyjny Herzfelda. Podczas oględzin zwłok starszej okaleczonej kobiety, z wyrwaną żuchwą, odciętymi dłońmi doktor znajduje mały pojemnik, w którym morderca napisał numer telefonu oraz imię córki Herzfielda... Życie nastolatki jest w wielkim niebezpieczeństwie, a doktor Paul musi zrobić wszystko, aby uratować córkę. Musi wziąć udział w makabrycznej grze – poszukiwaniu skarbów, którą przygotował dla niego psychopatyczny morderca. Sęk w tym, że owe kolejne tropy prowadzą na wyspę Holgland, która, z racji szalejącego sztormu, jest odcięta od świata... Jedyną nadzieją na odnalezienie córki jest telefoniczna współpraca z obecną na wyspie... Lindą.

Każdy z nas odebrał przynajmniej raz w życiu telefon od tzw. nieznanego numeru. Najczęściej jest to "dzień dobry, jest pani wielką szczęściarą, została pani wylosowana spośród tysięcy kandydatów..." albo "organizujemy w pani mieście pokaz najnowszych modeli poduszek i pościeli dla alergików", opcjonalnie "czy jest pani zainteresowana zmianą operatora komórkowego/banku/lokaty/ubezpieczenia/funduszu emerytalnego" itd... Ale abyśmy nigdy nie musieli po zdawkowej wymianie kilku zdań usłyszeć od rozmówcy "Musi pani przeprowadzić dla mnie sekcję zwłok". Linda musiał... I zrobiła... I na tym jej koszmar się nie zakończył. Zgodnie z instrukcjami doktora Herzfelda dokonała amatorskiej sekcji zwłok.  Może pomógł doping i zapewnieni doktora, że radzi sobie doskonale, chociaż jej poczynań przecież nie widział (niczym ja podczas "Turbo spalania" Ewci Chodakowskiej, wierzę, że radzę sobie świetnie i że jest pięknie =D Takie motywujące pogadanki mają jednak sens i zmuszają do przekraczania granic, jak to mówi Ewa: "możesz więcej, niż podpowiada ci twój umysł";)). Linda odnajduje kolejne wskazówki i razem z doktorem poszukują następnych tropów. Ale czy zdążą uratować wiezioną nastolatkę? Czy psychopata tak naprawdę bawi się ich zagubieniem i usilnymi staraniami, a dziewczyna już od dawna nie żyje? 

"Poczujesz się tak, jakbyś sam trzymał skalpel" – tym razem zapewnienie na okładce okazało się prawdziwe. Bardzo realistyczne opisy, dokładna "instrukcja obsługi", skrupulatna i wnikliwa charakterystyka poszczególnych etapów sekcji zwłok sprawiła, że czytelnik potrafił wejść w rolę debiutanta w sterylnej sali prosektorium.
Na szczególną uwagę zasługuje temat główny Odciętych. Pierwsza strona tego kryminału to solidny cios obuchem w łeb i uświadomienie nam, jak bardzo "poszło coś nie tak" w systemie prawnym i sadowym. Dlaczego bezwzględny gwałciciel i degenerat, który nie ma szans na resocjalizację zostaje skazany na 2 lata... w zawieszeniu, a człowiek oskarżony o machlojki podatkowe dostaje pięć lat odsiadki? Zapewne bez możliwości apelacji.

Odcięta od świata wyspa, amatorka w roli specjalistki medycyny sadowej, dziwaczna gra psychopaty, niebanalna postać profesora, ciekawa przeszłość Lindy, jej prześladowca. To wszystko doprawione aurą brutalności, niemoralności i niesprawiedliwości prawnej. Brzmi świetnie. Ale niekiedy z doskonałych, przemyślanych i skrupulatnie dobranych składników może powstać dobre, ale niezachwycające danie. szczególnie wtedy, gdy w kuchni mamy dwóch kucharzy... Odnoszę wrażenie, że ingerencja Pana Tsokonsa nie ograniczyła się tylko do bardzo dobrego opisu przebiegu sekcji zwłok. Niestety. Smak śmierci był dla mnie poprawnym, ale niezbyt porywającym kryminałem, i przebłyski tej nijakości odnajduje niestety w Odciętych. Fitzek z kolei w Odciętych zawarł jedyną cechę, która mnie w jego twórczości irytuje – zbyt wiele nieprawdopodobnych, odszczepionych od rzeczywistości zwrotów akcji. To już nawet nie "zaboli go i uciekł", ale "zabili go, uciekł, znowu go zabili i znowu ciekł". Postać Ingolfa, jego projekt i końcówka poświęcona właśnie jemu jest dla mnie totalną porażką. Odnoszę wrażenie, ze Autorzy nie mieli pomysłu jak przetransportować Herzfelda na wyspę i wpadli na pomysł młodego milionera jako "środka transportu". 
Odcięci to dobry thriller, z licznymi zwrotami akcji i kilkoma fragmentami przyprawiającymi czytelnika o gęsią skórkę. Jednak następnym razem wybiorę danie serwowane przez jednego kucharza, bez ingerencji pomocy ze strony znawcy przypraw.

Odcięci. Sebastian Fitzek, Michael Tsokos [Izabelka]

TYTUŁ: Odcięci
AUTOR: Sebastian Fitzek,  Michael Tsokos
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: kryminał/thriller

Zdjęcie autorskie Izabelka


Kiedy przeczytałam, że tę książkę napisało dwóch specjalistów w swoich dziedzinach: Fitzek - autor thrillerów psychologicznych i Tsokos - ekspert medycyny sądowej, to pomyślałam sobie, że wreszcie coś dla mnie. Będzie tak jak lubię czyli brrr...
Mnie się ta książka spodobała, ale na kolana nie rzuciła, choć na to liczyłam.
Akcja pokazana jest z trzech punktów widzenia:
Paula Herzfelda, który pracuje jako ekspert medycyny sądowej i znajduje w ciele ofiary numer telefonu własnej córki. Gdy zawiadomi policję, to córka zginie. Sekcje przeprowadza w Berlinie.

Lindy, która uciekając przed swoim byłym chłopakiem przypływa na wyspę na Morzu Północnym. I tam znajduje ciało...

Nieznajomej dziewczyny, która jest więziona i torturowana.

Wszystkie te wątki w końcu się splatają.
Najbardziej podobał mi się wątek Lindy. Kiedy wyobraziłam sobie, że jest zamknięta z nieboszczykami i musi przeprowadzić sekcję według wskazówek podawanych przez telefon, to moja wyobraźnia szalała niczym tajfun. To lubię! Bo to przecież nie to samo co sekcja przeprowadzana przez patologa.
Opisy ciał są bardzo sugestywne. Burza szalejąca za oknami wokół wyspy dodaje świetnego klimatu. Napięcie zbudowane dobrze i odpowiednio zwiększane. Zakończenie zaskakujące.

Moim zdaniem to jest książka z przesłaniem. Głos, który mówi nam o niemieckim systemie prawa. A w zasadzie o jego niedoskonałościach. Bo moim zdaniem nie powinno tak być, że zwyrodnialcy dokonujący masakrycznych zbrodni dostają wyroki w zawieszeniu, a przestępcy podatkowi lądują na kilka lat do więzienia? Choć jakby się nad tym głębiej zastanowić, to nie jest problem tylko niemieckiego sądownictwa... 

Po tej lekturze doszłam do wniosku, że jestem chyba już zmanierowana literacko ( a byłam już w tym roku rozpieszczona literacko ). Po tych wszystkich zachwytach, które przeczytałam bardzo się na to spotkanie z  książką cieszyłam. Było napięcie i było momentami strasznie, ale... u mnie zawsze musi być jakieś ale... Oczekiwałam czegoś innego. Większego napięcia i analizy psychiki zbrodniarzy.  Bo samo epatowanie okrucieństwem to nie jest, przynajmniej dla mnie, sposób na hit.

PS Dobrze, że mój labrador widoczny na zdjęciu mnie pilnował. Wcale się nie bałam ;)

Polecam jednak.

Zdjęcie autorskie Izabelka

wtorek, 6 grudnia 2016

Kochaj mnie, mamo. Casey Watson [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Kochaj mnie, mamo
AUTOR: Casey Watson
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Dramat/Autobiografia

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Jakie słowa słyszałeś/aś najczęściej w dzieciństwie?

Flip jest niezwykle interesującą, ale i wymagającą ośmiolatką. Wahania nastrojów, trudność w przyswajaniu informacji, problemy z więzią emocjonalną, brak przywiązania (nie potrafi być miła dla członków rodziny, twierdzi, że kocha nowo poznane osoby) i brak empatii – sprawiają, że jej wychowanie balansuje na granicy wyzwań ekstremalnych. Ale to, jaka jest Flip, nie jest spowodowane tzw. bezstresowym wychowaniem… ale chorobą – ADHD (Attention Deficit Hyperactivity Disorder – dosłownie zespół nadpobudliwości z deficytem uwagi) w połączeniu z FAS (Fetal Alcohol Syndrome – Alkoholowy Zespół Płodowy), które prócz wymienionych cech oraz anomalii w budowie twarzy charakteryzuje się skłonnością dziecka do ucieczki, a także, jak w przypadku Flip, regularnym zanieczyszczaniem się. Tak wielkie spustoszenie w ciele dziewczynki było spowodowane przez alkohol. Alkohol spożywany NIE przez ośmioletnią dziewczynkę, ale przez jej matką – Megan – która regularnie upijała się, gdy była w ciąży. I to alkohol jest główną przyczyną ograniczenia praw rodzicielskich Megan. Flip w ciągu swojego ośmioletniego życia najczęściej bywała głodna, sama organizowała swój czas, sama troszczyła się, jak umiała najlepiej, o siebie i matkę, najczęściej nieprzytomną z powodu upojenia alkoholowego. Dziewczynka nigdy nie stroiła domu ozdobami świątecznymi, nie miała imprezy urodzinowej, nie trzymała w dłoni zimnych ogni, nigdy nie widziała Świętego Mikołaja…

Casey i Mike nie są typowymi opiekunami zastępczymi. Do ich domu trafiają dzieci, które nie wykazują zdolności do aklimatyzacji w rodzinach adopcyjnych. Zostali specjalnie wyszkoleni i wdrażają w życie program, który pomaga dzieciom będącym największym wyzwaniem dla systemu opiekuńczo-wychowawczego. Program, który pomaga modyfikować zachowanie dzieci i socjalizować je na tyle, aby mogły zostać objęte opieką zastępczą albo adopcją. Podjęte przez nich działania służą temu, by w sposób systematyczny i pragmatyczny rozwiązać trudności, z jakimi zmaga się Flip. Dziecko, nad którym notorycznie znęcano się psychicznie, które żyło w emocjonalnej czarnej dziurze, z bagażem emocji, których ośmioletnie dziecko mieć nie powinno. Z nadmiarem wspomnień, w których były ofiarami, w których się bały, w których czuły się niepewnie, zagrożone, zdezorientowane i najczęściej winne z tego powodu, że w ogóle żyją, całkowicie pozbawione poczucia własnej wartości. Dziecko, którego jedynym marzeniem jest mieć mamę.

– Naprawdę chcę mieć mamusię, taką na zawsze. Naprawdę, naprawdę chcę […] Ale nie tamtą starą mamusię. Ona jest za ładna dla takiego dziecka jak ja.– Mamusiu, myślisz, że jestem brzydka?

Flip trafia do domu Mike’a i Casey wypełnionego po brzegi miłością, wyrozumiałością, ale przede wszystkim wiarą w to, że Flip jest cudownym, wartościowym dzieckiem, które pomimo choroby może rozwijać się prawidłowo i ma szanse na funkcjonowanie w społeczeństwie.
Casey i Mike przestrzegają fundamentalnych zasad wychowawczych:

Nie ma sensu krzyczeć, lepiej […] jest sie uspokoić i odkryć przyczynę […] zawsze istnieje jakaś przyczyna.

Trzeba potępiać czyn, nie osobę; mówić „to jest niegrzeczne zachowanie”, zamiast „jesteś niegrzeczna dziewczynką.

Dziecko, któremu zbyt wiele wolno, to dziecko poza kontrolą. A dziecko pozbawione kontroli jest dzieckiem nieszczęśliwym. Zdenerwowanym.

Casey, Mike i ich adoptowany syn Ty tworzą warunki idealne do osiągnięcia zamierzonych celów, ale poskromienie Flip to nie lada wyzwanie, nawet dla kogoś tak doświadczonego jak rodzina Watsonów.

Niezwykle istotnymi informacjami zawartymi w Kochaj mnie, mamo są fakty dotyczące działania opieki społecznej. Jak ciężką pracę wykonują opiekunowie społeczni, rodziny zastępcze oraz przejściowe rodziny zastępcze. Są to osoby pełne empatii, ciepła, mające niewyczerpalne pokłady dobra, a jednocześnie niezwykle inteligentne i silne. Osoby doświadczone i cierpliwe, dla których nie ma rzeczy niemożliwych, a dobro dziecka to kwestia priorytetowa. Autorka zwraca uwagę na ważną rolę pracowników opieki społecznej w rozwoju i sprawnym funkcjonowaniu społeczeństwa.

Starałam się nie osądzać. Kiedy pracuje się w opiece zastępczej, krytykowanie jest podejściem głupim.
 […] unikać założeń, co Megan może zrobić w przyszłości, tworzonych na podstawie pogłosek, co robiła dawniej.
Teoretycznie każdy z długim stażem w pomocy społecznej miał wyczerpujące dossier, które „idzie” za nim, dokądkolwiek by się przeniósł, i które pomaga opiekunom wspierać tę osobą, lecz również, w pewnych przypadkach, podjąć decyzję o odebraniu dzieci – bywa, ze na stałe. Ale naprawdę system nie był doskonały.

Lektura Kochaj mnie, mamo skłania do refleksji. Zwraca uwagę na to, co na co dzień nie jest dostrzegalne. Przywraca też wiarę w to, że nie można przejść obojętnie obok krzywdzonego dziecka.

Nie ma drugiego uczucia tak przerażającego, jak strach, że wasze dziecko może być w niebezpieczeństwie, nie ma emocji równie pierwotnych i przynaglających do działania.

poniedziałek, 3 października 2016

Pasażer 23. Sebastian Fitzek [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pasażer 23
AUTOR: Sebastian Fitzek
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Thriller
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Amber

Zdjęcie autorskie Rudaczyta

Znokautowała Was kiedyś książka? Nie "wbiła w fotel", nie "zaskoczyła", ale właśnie znokautowała. 
Pasażer 23 nokautuje trzy raz. Trzy razy leżymy na deskach, mimo iż wciąż z nich nie wstaliśmy.
Trochę jak  dwukrotne przewijanie walki Gołoty z Brewsterem na podglądzie;)  

Poznajcie Martina Schwartza psychologa i detektywa policyjnego pracującego

pod rożnymi przykrywkami śledczego, który w wieku trzydziestu ośmiu lat w swoim zawodzie sprężystym krokiem wkracza w wiek emeryta, i któremu brakuje tego najważniejszego, co w sytuacji krytycznej może uratować życie jemu i kolegom z zespołu: zdolności odczuwania strachu.

Pięć lat wcześniej jego żona i synek zaginęli w tajemniczych okolicznościach podczas rejsu statkiem "Sułtan Mórz". Martin nie potrafi przyjąć do wiadomości faktu, że śledztwo wykazało, że jego pełna życia, temperamentna żona, optymistycznie nastawiona do życia, pełna wigoru popełniła samobójstwo. Przy czym wcześniej "wyrzuciła" w otchłań morza swojego synka... Martin, mimo upływającego czasu, nie potrafi pogodzić się ze stratą. Zwalnia wszelkie hamulce, które u każdego człowieka umożliwiają zatrzymanie się przed podejmowaniem zbyt ryzykownych decyzji. Martin nie ma hamulców, dzięki pracy, ryzyku jakie ze sobą niesie wie, że żyje... chociaż co to za życie? – raczej wegetacja.
Pewnego dnia odbiera dziwny telefon od nijakiej Gerlinde Dobkowitz, która jest pasażerką "Sułtana Mórz" i instynkt doskonałego śledczego podpowiada Martinowi, że ta leciwa dama ma dla niego wstrząsające informacje. Nie myli się. Po przezwyciężeniu wstrętu i awersji przed postawieniem stopy na pokładzie statku, dowiaduje się, że na "Sułtanie Mórz" pojawił się "nadprogramowy pasażer" – uznana za zmarłą, kilkunastoletnia dziewczynka, która została znaleziona z misiem w ręku. Z misiem, który należał do Timmyego  – synka Martina. Anouk – bo tak ma na imię cudownie zmartwychwstała dziewczynka - jest w szoku i nie mówi. Dlatego umiejętności i doświadczenie Schwartza są tutaj jedyną nadzieją na rozwiązanie zagadki. Tym bardziej, że sprawa odnalezienia dziewczynki jest utrzymywana w głębokiej tajemnicy, tak jak fakt, że na statku corocznie znikają ludzie. Właściciel "Sułtana Mórz"

Yegor Kalinin nie przebywa na pokładzie dla przyjemności. Chce sprzedać dużą część floty Vincente Rojasowi, dużemu chilijskiemu inwestorowi. Dlatego nie w smak byłoby ujawnienie dziwnych rzeczy dziejących się na pokładzie...
... tajemniczych zniknięć wielu osób, samobójstw oraz, co gorsza, dziwnego i niewytłumaczalnego pojawienia się dziewczynki, którą oficjalnie uznano za zmarłą... Zatuszowanie sprawy to jedyne rozwiązanie. Psycholog i śledczy w jednym, jakim jest Martin, to ostatnia deska ratunku, aby złapać zwyrodnialca, który najwidoczniej uprowadził dziecko, przetrzymywał je, znęcał się nad nim, w nieznanym nikomu miejscu, aby wypuścić po dwóch miesiącach. Jeśli Martinowi nie uda się odnaleźć rozwiązania zagadki kapitan będzie musiał postarać się o "usuniecie niewygodnego elementu" jakim jest powrót dziewczynki do świata żywych. I odesłanie jej tam, skąd przyszła – czyli do świata zmarłych...Yegor Kalinin dla zysku chce zabić małą dziewczynkę i zatuszować sprawę. Aresztowanie statku, postój i jego przeszukanie kosztowałoby miliony, zajęłoby dużo czasu, nadwątliło prestiż "Sułtana Mórz" jako luksusowego statku i zagroziło dealowi z chilijskim inwestorem.
I wie pan, co zajmuje całkiem wysokie miejsce w rankingu (najskuteczniejszych sposobów popełnienia samobójstwa)? Tak, zgadza się, statki wycieczkowe. Jest to tak popularne, że mamy już na to specjalna nazwę: "pasażer 23", ponieważ przeciętnie 23 pasażerów rocznie wskakuje do, jak to się u nas mówi, "błękitnego regału", czyli do wody.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Ten thriller hipnotyzuje. Czytamy z otwartą buzią, aby intensywniej dotlenić mózg i próbować przed Martinem rozwiązać tajemnicze pojawienie się Anouk, powiązać ze sobą fakty, odnaleźć zaginioną Lisę, domyśleć się czy Gerlinde to nieszkodliwa mitomanka, czy w jej prywatnym śledztwie tkwi ziarno prawdy.
Kreacja postaci, szczególnie głównego bohatera, to prawdziwy majstersztyk. Współczujemy Martinowi i próbujemy mu pomóc w śledztwie. Tyle tylko, że nawet my nie wiemy, że jego zakończenie to strzał w stopę...
Fitzek umiejętnie podkręca atmosferę, podrzuca mylne tropy, wprowadza kolejne wątki, które, z pozoru nieistotne, ostatecznie stają się kluczowymi elementami do rozwiązania zagadki. I te trzy nokauty. Pierwszy jest wstrząsający. Rozwiązanie zagadki biednej, skrzywdzonej Anouk. Kolejnym jest oczywiście poznanie tożsamości zabójcy. A ten trzeci jest dobiciem leżącego.
Pasażer 23 jest genialny. Na długo pozostanie w mej pamięci, nie tylko dlatego, że Autor ma wielki talent, świetny styl, doskonale buduje napięcie, ale przede wszystkim z powodu dramatycznego, nie mieszczącego się w mej głowie tematu głównego tego thrillera. Mam nadzieję, że zło, o którym pisze Fitzek to tylko wymysł pisarza, że takie rzeczy nie dzieją się w rzeczywistości.
Jeśli mój zachwyt nie jest przekonywujący, to może skłoni Was do tego poznanie rozwiązania zagadki:

wyrzuć mnie jeśli mnie potrzebujesz, wciągnij z powrotem jeśli nie jestem już ci potrzebna. Co to?;)

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

sobota, 13 sierpnia 2016

Odprysk. Sebastian Fitzek [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Odprysk
AUTOR: Sebastian Fitztek
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Thriller

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Wiecie czego boję się najbardziej? Że któregoś pięknego dnia obudzę się, rozejrzę dookoła i zadam sobie pytanie "gdzie ja jestem?", człowiek leżący obok mnie będzie nazywał mnie "żoną" a ja nie będę kojarzyła tego kolesia. Do sypialni wbiegnie mały człowiek z uśmiechem na ustach i słowami "mamusiu"... a ja nie będę wiedziała co to za dziecko. Będę otwierała pudełko ze wspomnieniami "rodzina", a tam pusto, pudełko "dom" – pusto, "praca" – pusto, "przyjaciele" – pusto. Totalna dewastacja wspomnień i kompletny reset gromadzonych doświadczeń. Zero. Pustka.
Czy może być coś gorszego? O tak! Wracam do domu, próbuję otworzyć drzwi swojego domu i nie mogę. Klucz nie pasuje. Szparę za klamkę, otwiera mój kochany mąż, który patrzy na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem i pyta się "o co chodzi, kim pani jest?"... Totalna autodestrukcja i kompletne niezrozumienie. I zasadnicze pytanie? Czy to się dzieje naprawdę i czy ja istnieję naprawdę?
Marc Lucas po tragicznym wypadku, w którym ginie jego żona oraz nienarodzone dziecko nie potrafi odnaleźć sensu życia. Przez przypadek (jak początkowo myśli) trafia na ogłoszenie kliniki, w której dokonywany jest eksperyment z wykasowaniem traumatycznych wspomnień. Chociaż "uczenie się zapominania" brzmi wręcz idiotycznie... postanawia zaryzykować i udaje się na spotkanie... ale po przeanalizowaniu wszelkich "za" i "przeciw" nie zgadza się na terapię. Przynajmniej tak mu się wydaje. Bo decydując się na wyparcie z pamięci wypadku, wypiera całe życie z ukochaną Sandrą, wszelkie wspomnienia, wspólne lata i świadomość, że mieli zostać rodzicami. Czy ukojenie bólu i straty jest warte wykasowanie całej przeszłości z ukochaną?
Marc wraca do domu... ale nie może otworzyć drzwi. Tabliczka z jego nazwiskiem została zmieniona... a po dłużej szarpaninie z klamką słyszy w swoim mieszkaniu kroki. Drzwi otwiera jego żona, która 6 tygodni temu zginęła na miejscu w wyniku zderzenia ich samochodu z drzewem. Jego żona Sandra w zaawansowanej ciąży. Jego żona Sandra, która nie ma pojęcia kim on jest.
Lucas zaczyna wyścig z czasem  – o odzyskanie tożsamości, wspomnień, które nie tak dawno pragnął wymazać oraz próby zrozumienia o co chodzi? Komu może ufać, kto jest prawdziwy i kto istnieje a kto jest tylko imaginacją?
Fitzek stworzył genialny thriller. Podjął się rozwinięcia bardzo trudnego tematu, jakim jest strata najbliższych i próba życia bez nich. Świetna charakterystyka postaci Marca.
Lektura Odprysku to jazda na kolejce w wesołym miasteczku. Bez pasów i bez zabezpieczeń. Jest tak wiele zwrotów akcji, że można pogubić się w domysłach, przypuszczeniach i wnioskach wyciągniętych na postawie skrawków informacji. A i tak nie jesteśmy w stanie domyśleć się co nas czeka na samym końcu tego kolejkowego szaleństwa. Nie ukrywam, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że Odprysk to tylko i wyłącznie sensacyjne zwroty akcji. Pobicia, włamania, znikające budynki i pościgi. Niektóre elementu uważam za zbędne i rozwiązanie zagadki nie tak oczywiste i odrobinę nierealne. Niemniej jednak to bardzo dobry thriller. Głęboki, dający kopa emocjonalnego. Autor tak zgrabnie przedstawia dylematy poszczególnych postaci, że czujemy ich ból i jesteśmy czynnymi uczestnikami fabuły.
Odprysk czytamy ekspresowym tempem – na szóstym biegu, kiedy tylko można (lub teoretycznie – nie można) prasując, sprzątając, jedząc, ćwicząc.
Zakończenie mnie zwyczajnie zasmuciło. Dołujące. Wzruszające.
Bardzo polecam.

niedziela, 17 lipca 2016

Stokrotka w kajdanach. Sharon Bolton

TYTUŁ: Stokrotka w kajdanach
AUTOR: Sharon Bolton
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Amber
PRZEDPREMIEROWY EGZEMPLARZ RECENZENCKI

Zdjęcie autorskie Izabelka
 
W trakcie czytania Stokrotek w kajdanach, przez cały czas zastanawiałam się, w jaki sposób mam zrecenzować ten kryminał bez spojlerów? Spróbuję...
Hamish Wolfe został skazany za zabójstwo czterech kobiet. Choć ciała czwartej kobiety nigdy nie odnaleziono. Odsiaduje dożywocie. Wolfe, jak wielu skazanych, ma rzesze zakochanych wielbicielek oraz fanklub ludzi, którzy wierzą w jego niewinność. Hamish nie jest zwykłym przestępcą. To człowiek wykształcony - chirurg onkolog, a także alpinista, piłkarz, grotołaz z licencją pilota.

Wygląda jak hollywoodzki gwiazdor najęty do roli seryjnego mordercy.

Jednak twierdzi, że jest niewinny. Jak wielu skazanych...
I postanawia zatrudnić panią prawnik, Maggie Rose, aby wyciągnęła go z więzienia.
Tak jak Hamish nie jest zwykłym osadzonym, tak i Maggie nie jest zwykłą prawniczką. To co najbardziej intryguje i przykuwa uwagę to jej niebieskie włosy. Tak! Maggie jest prawniczką i ma niebieskie włosy.
I jest nie tylko panią adwokat! Na podstawie spraw, które prowadzi, pisze też książki.

Każdy gliniarz w kraju słyszał o Maggie Rose - prawniczce, autorce książek o autentycznych sprawach kryminalnych i wrzodzie  na tyłku całej brytyjskiej policji-ale niewielu ją poznało.
Grupa wielbicieli Wolfa zgłasza się do Maggie z prośbą o wybronienie Hamisha i próbę jego uniewinnienia. Pani adwokat nie chce o tym słyszeć... A przecież już pięciokrotnie podjęła się wyciągnięcia z więzienia skazanych.
Co powoduje, że zmienia zdanie?
Czy każdy z rozmówców Maggie jest szczery?
Czy historie sprzed lat mają znaczenie?
Czy przyjaciele ze studiów nadal, po dwudziestu latach, pozostaną przyjaciółmi?
Czy kobiety skrzywdzone potrafią zapomnieć? A wybaczyć?
Czy miłość zza krat jest możliwa?
Jak silna jest miłość matki do syna?
Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce!
Bardzo dobry kryminał, to taki, który spełnia następujące kryteria:
- zagadki nie potrafi się rozwikłać
- morderca jest bystry i przystojny
- policjant dociekliwy
- autor bawi się "w kotka i myszkę" z czytelnikiem podsuwając mu mylne tropy
- trupy "ścielą się gęsto"
- zakończenie z grubej rury! Zaskakujące i nieprzewidywalne
Stokrotki w kajdanach spełniły wszystkie wymagania.
Warto zwrócić uwagę na specyficzny klimat, jaki stworzyła w Stokrotkach w kajdanach Sharon Bolton. W trakcie czytania tego kryminału moje zwoje mózgowe pracowały na najwyższych obrotach: lodowata morska bryza, wiatr świszczący za oknem, kroki na więziennym korytarzu, cienie przemykające w nocnym ogrodzie... i do tego szybki puls, płytki oddech i krople potu na karku... brrr... uwielbiam!
To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w najnowszej książce Sharon Bolton.
Mnie się bardzo podobała! I Was, czytających te słowa, zachęcam do lektury!
Polecam.