Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Mikrulki. Asia Olejarczyk [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Mikrulki
AUTOR: Asia Olejarczyk
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Bajka dla dzieci
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Wiedziałam! Wiedziałam, że takie malusie stworki, które żyją w norkach, otworkach, szparach podłogowych istnieją! Pani Asia Olejarczyk tez je widziała i w bajce Mikrulki pięknie opisała=) W mojej świadomości i w moim przekonaniu funkcjonują co prawda jako potworzaki (te straszniejsze) i żyjątka (te rozkoszniejsze wizualnie;))

W ciemnej norce, pod podłogą tłoczno i gwarno. Żyje tam mnóstwo małych stworzonek, które nie mają odwagi wyścibić noska (lub tworów nosopodobnych) z bezpiecznej kryjówki. Jednak pewnego dnia, pod wpływem nagłego impulsu Oponka postanawia zobaczyć co jest Tam... jak wygląda niepewne Tam, czy różni się od jej domku? Czy jest bezpieczne? Wraz z odważną Oponką na niebezpieczna wyprawę w nieznane decydują się ruszyć jej kompani. Do tej pory żyli w mroku, nawet nie wiedząc jak wydalają. Ale po przekroczeniu magicznej bariery i znalezieniu się nie Tu, ale Tam, Mikrulki wpadają w wir przygód, odkryć, doświadczają skrajnych emocji. Poznają nie tylko smak przygody, ale dowiadują się czym tak naprawdę jest prawdziwa przyjaźń. Dokąd zaprowadzi ich usiana przeciwnościami i niespodziewanymi przeszkodami droga do wnętrza pokoju? I kim jest tajemniczy Ludzik Chodzący Po Suficie, który zdaje się rozsądny, wszystkowiedzący i roztropny? Jak zakończy się podroż do Tam?

Mikrulki to przesympatyczna wizja dziecięcych fantazji. Przypuszczam, że każdy z nas wierzył kiedyś w krasnale, małe stworki, które w tajemniczy sposób przestawiały nasze szkolne przybory na biurku, chowały zieloną kredkę, zrzucały na podłogę gumkę do ścierania albo chowały w najgłębszy kąt pokoju zeszyt ćwiczeń z matematyki. Podkradały, ale później oddawały. Nieszkodliwe psoty=) Autorka te nieszkodliwe psotniki opisała, nazwała i obsadziła w ważnej roli. Mikrulki maja bowiem bardzo ważne zadanie. Ich przygoda z poznaniem tajemniczego, obcego i pełnego niebezpieczeństw Tam jest idealnym zobrazowaniem konfrontacji dziecka z nieznanym. Z nowym miejscem, z przedszkolem, ze szkołą. Mikrulki pokazują, że to, co nieznane i zdawałoby się przerażające, nie jest aż tak straszne. Że mimo strachu warto zaryzykować i wyjść z norki, otworzyć się na nowość, na poznanie. W tym akcie poznania zawsze możemy liczyć na wsparcie: przyjaciół, rodziców, dziadków. Przedszkole dla trzylatka to właśnie takie Tam, pełne strachów i samotności. Dlatego książeczka jest idealną lekturą na tę właśnie okoliczność – uzmysławia dziecku, że nie tylko ono stawia czoło nieznajomemu, ale Mikrulki też, mimo obaw, zdecydowały się i dzielnie stawiają czoła wyzwaniu.

Przygody Mikrulek to kolejne wskazówki i idealne zobrazowanie tego z czym borykać się musi mały człowiek na co dzień. Zazdrość, przeciwności (okropne fafrolce;)), umiejętność podejmowania słusznych decyzji (gwóźdź programu), to, jak zgubne może być przekonanie o wartości pieniądza, jak ważna jest pomocna dłoń (gąszcz kłaków) i zrozumienie (na taboret). 
Treść książeczki udawania także, że podejmując się celu i osiągając go, warto spojrzeć dalej, wyżej, głębiej i przekonać się, że kolejny cel majaczy na horyzoncie, że nie warto spocząć na laurach, ale w miarę możliwości piąć się w górę i realizować kolejne cele. Nawet w obliczu porażki warto szukać pozytywnych stron i w każdym położeniu doszukiwać się pozytywów.

Mikrulki to świetna książka dla przedszkolaków i dla młodszych dzieci. Pobudza fantazję, oswaja ze strachami i motywuje dziecko do myślenia, zastanawiania się i roztrząsania pewnych kwestii. Przy pomocy rodzica dziecko uczy się podstawowych prawd i zasad jakimi powinien kierować się każdy uczciwy i dobry człowiek.

niedziela, 19 marca 2017

Zaczarowane bajki, które leczą dla dzieci i dorosłych. Anna Kozłowska [Izabelka]

TYTUŁ: Zaczarowane bajki, które leczą dla dzieci i dorosłych.
AUTOR: Anna Kozłowska
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Akademickie "Żak"
GATUNEK: bajki, poradnik


Zdjęcie autorskie Izabelka Tytuł zdjęcia: Nie tylko kobiety są dobrymi kucharzami. Syn robi dziurki w kluskach śląskich.


UWAGA! UWAGA! RODZICE PROSZENI SĄ O UWAGĘ!

Jeśli masz dziecko, które nie skończyło 10 lat i czasami czujesz się bezsilny jako rodzic, to bardzo polecam tę książkę. 
Ja, niestety, mam już za duże dzieci. I nic nowego nie dowiedziałam się. Troszkę żałuję, że trafiłam na nią tak późno. Powinnam ją przeczytać ją jakieś 10 lat temu, w roku wydania.

Bardzo ją polecam, ponieważ znacząca większość przykładów zachowań i sytuacji znana mi jest z własnego doświadczenia rodzicielskiego. I z przyjemnością stwierdzam, że mój instynkt mnie nie zawiódł. Część z sytuacji przedstawionych w tej książce rozwiązałam tak, jak to przedstawiono w bajce. Dumna ja.

Bajki zostały podzielone na trzy części: bajki dla małych dzieci, bajki dla dzieci szkolnych i bajki dla rodziców.  Każda z bajek porusza inny problem, który pojawia się na danym etapie rozwoju dziecka.

W części dla małych dzieci poruszony jest, między innymi, problem małego złośnika. Niech podniesie rękę ten rodzic, któremu choć raz dziecko nie rzuciło się w sklepie na podłogę z okrzykiem: "kup mi! kup mi!" albo "ja nie chcę"!  A problem słowa "nie"? Kto nie zna tej odpowiedzi na każde pytanie kierowane do dziecka? 
A powiedzonko "strach ma wielkie oczy"? Nie raz słyszałam: "nie pójdę do pokoju, bo tam jest ciemno". A Wasze pierworodne dziecko jak poradziło sobie z zazdrością o nowo narodzone potomstwo w rodzinie?  Czym jest dla dziecka przyjaźń? Jak rodzeństwo przeżywa rozwód?

W części dla dzieci szkolnych przedstawione są problemy jakie dziecko może spotkać na drodze edukacji. Akceptacja wśród rówieśników, niechęć aby dorosnąć, co znaczy bycie grzecznym?, czy kłamstwo ma zawsze krótkie nogi?, czy bójki rozwiązują problemy?

W części trzeciej rodzice z pewnością znajdą odpowiedzi, które pojawiają się wraz z dorastaniem dzieci. Czy dzielić sprawiedliwie to znaczy równo? Czy kochająca mama to mama wyręczająca we wszystkim dziecko? Kiedy czas odciąć przysłowiową pępowinę? Czy wymaganie od dziecka wykonywania obowiązków to dobra metoda wychowawcza?

W trakcie czytania bajek nasuwa się mnóstwo pytań. I wspomnień. Dobrze jeśli potrafimy zapomnieć o porażkach i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bo mnie takie właśnie się nasunęły, kiedy przeczytałam ostatnią część. Samodzielność-słowo klucz. Przynajmniej u mnie.

W bajkach występują różne zwierzęta, mają spotykane przez dziecko problemy bądź sytuacje. 
Historyjki są krótkie, zabawne i z  morałem, Autorka zachęca do robienia rysunków do każdej bajki.
Na końcu książki są właśnie rysunki dzieci i kilka stron na własne notatki.

Szczerze polecam!

PS. Na zdjęciu syn, który robi dziurki w kluskach śląskich w ramach programu " Nie tylko kobieta jest świetnym kucharzem" ;)

Zdjęcie autorskie Izabelka

czwartek, 16 marca 2017

Wyznania zmyślonego przyjaciela. Michelle Cuevas [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Wyznania zmyślonego przyjaciela
AUTOR: Michelle Cuevas
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
GATUNEK: Bajka dla dzieci

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


Zmyślony czy nie, jesteś niewidzialny w takim stopniu, jak się czujesz.

Pierwsze zdanie bajki wprawia nas w stan zdziwienia, płynnie przechodzącego we współczucie: Wszyscy nienawidzą Jacques'a Papiera. Nasze rozżalenie i chęć przytulenia głównego bohatera rośnie wraz z czytaniem kolejnych stron. Bo naprawdę, tak z ręką na serduchu, nikt Jacques'a nie lubi. Pani w szkole zdaje się celowo go ignorować, podczas zabaw z kolegami z klasy nigdy nie został wybrany do drużyny jako pierwszy, mało tego – nigdy w ogóle nie został wybrany do drużyny. Chłopcy się po prostu zaczynają grę. Bez niego. Rodzice są tacy zimni, obojętni, nie silą się na gesty miłości czy nawet sympatii. A i tak najgorszy jest jego pies – jamnik Francois – warczy, szczeka i nie znosi go ponad wszystko. Jedyną przyjaciółka i jednocześnie jedyną istotą która z nim rozmawia, poświęca mu uwagę i która go słucha jest Fleur – jego siostra bliźniaczka. Fleur to świetna dziewczyna – dzieli się z nim wszystkim co ma, zwierza się, dba o niego i kocha go. I przede wszystkim: rozumie

Wszyscy pragniemy znaleźć osobę, która odkryje nasze najskrytsze tajemnice i będzie nas akceptować.

Z taką osobą u swojego boku można góry przenosić. Z tak wspaniałą kumpelą, siostrą, przyjaciółką życie nabiera sensu, i to, że koledzy nie odpowiadają na Twoje "cześć", rodzice nie odnotowują Twojej obecności, a pies ujada, i ujada, i ujada na Twój widok zdaje się nie być niczym istotnym. 
Jednak pewnego dnia Jacques odkrywa prawdę – on nie jest bratem bliźniakiem Fleur. On jest jej wymyślonym przyjacielem. Nie istnieje naprawdę. Tylko Fleur go dostrzega, tylko ona go słyszy i to właśnie dlatego cały świat zdaje się go ignorować... bo Jacques'a tak naprawdę na świecie nie ma.
Od tego momentu życie–nieżycie Jacques'a ulega zmianie. Mając świadomość, że istnieje jedynie w świecie wyimaginowanym, stara się za wszelka cenę "przeskoczyć" do świata, w którym żyje Fleur. Ale czy warto gonić za czymś, co jest nierealne? Na drodze do zrozumienia czeka na niego wiele przygód, wielu wymyślonych przyjaciół i tych całkiem realnych. Spora dawka emocji, rozczarowań i uśmiechów.

Cudowna podroż przez alternatywna rzeczywistość. Lektura Wyznań zmyślonego przyjaciela jest jak wizyta w wesołym miasteczku. Każdy rozdział to kolejna porcja doskonałej zabawy, rozrywki, a jednocześnie inicjator przemyśleń. Przepiękna historia zagubionego w rzeczywistości chłopca uzmysławia nam – czytelnikom jak ważna i jak wielka potrafi być siła wyobraźni. Jak fantazja potrafi kolorować świat i sprawiać, że staje się lepszy, bardziej przystępny i nie tak onieśmielający. 

Temat wymyślonego kopana do zabaw jest jednocześnie bardzo kontrowersyjny i niejednokrotnie stał się punktem zapalnym konfliktów oraz źródłem niepokoju u rodziców. Bo jak zareagować na słowa dziecka, które uparcie twierdzi, że jej kolega jest prawdziwy, jest głodny, że chce spać obok, potrzebuje talerzyka i łyżeczki, jest smutny, albo że się obraził i nie chce wyjść na dwór. Rodzice nie są w stanie znaleźć złotego środka – jak zachowywać się względem wymyślonego przyjaciela dziecka? Czy traktować go jako materialną postać, czy raczej tłumaczyć: możemy się pobawić, ale wszyscy wiemy, ze ten wymyślony przyjaciel tak naprawdę wcale nie potrzebuje snu, jedzenia, zabawek i nie smuci się i nie weseli – bo NIE ISTNIEJE. Ale "obecność" wymyślonego przyjaciela sugeruje rodzicom coś innego – że dziecko ucieka w świat fantazji, bo może mieć jakiś problem, potrzebuje wsparcia, pomocy, liczy na zrozumienie i dostrzeżenie. Może z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego?

Autorka nie odpowiada na powyższe pytanie, ba! ona go nawet nie zadaje. Skupia się na ukazaniu świata oczami właśnie tej nieistniejącej istoty... Ale czy aby na pewno? Czy nie jest czasem tak, że każdy z nas jest w pewnym sensie niewidzialny. Że każdego z nas kiedyś wręcz zżerała nieśmiałość, niepewność. Byliśmy niezauważani, nieakceptowani. Przeżywaliśmy taką permanentną termę życiową – strach przed ludźmi, przed szkoła, pracą, wymaganiami. Chociaż Wyznania zmyślonego przyjaciela osadzone są w czeluściach dziecięcej fantazji nie można się powstrzymać przed wizją nas w obliczu stresu, porażki i niezrozumienia społecznego. I jak ważne, w obliczu takiej sytuacji, jest wsparcie bliskiej kochanej osoby. Niezależnie od tego czy istniejemy naprawdę, czy tylko tak na niby;)

Ciepła, wzruszająca, urocza ale i zabawna i pełna magii.

Maurice był stary. [...] Naprawdę stary. Tak stary, że świeczki na jego torcie urodzinowym musiały kosztować więcej niż sam tort. Tak stary, jakby jego wspomnienia były czarno-białe.

Z książeczki aż bucha cała paleta barw i emocji: od smutku, rozczarowania, zaskoczenia, aż do miłości, radości i oddania. Jacques w trakcie swojej wędrówki w poszukiwaniu rozwiązania dostrzega i rozumie coraz więcej, uczy się żyć, akceptować i pamiętać. Próbuje nazwać to, co nienazwane.

[...] bo na świecie jest za mało słów. Nie ma przecież słowa na kwadrat światła rzucanego na podłogę przez księżyc. Nie ma żadnego słowa na tę starą sztuczkę, kiedy klepiemy kogoś w jedno ramię, a sami chowamy się za drugim.

Jestem absolutnie oczarowana nierealnością... i realnością książeczki, jej przesłaniem, ciepłem i radością jaką rozpala w naszym życiu. Jak hipnotyzuje sytuacjami, pobudza fantazję i inicjuje uśmiech na twarzy. Nie tylko uśmiech ale kompleksowe rozradowanie całego naszego ciała. Od stópek, po czubek nosa. Łącznie z wnętrznościami.
Polecam po stokroć!

wtorek, 7 marca 2017

Aciumpa. Catarina Sobral [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Aciumpa
AUTOR: Catarina Sobral
WYDAWNICTWO: Dwie siostry
GATUNEK: Bajka dla dzieci

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Razu pewnego, zacny jegomość – naukowiec dokonał niebywałego odkrycia! W starym, z lekka rozlatującym się już słowniku, w dziale zbiorów "rzadkie" odnalazł nigdy niesłyszane, nieużywane, a tym samym nie nieznane słowo. Słowo brzmiące dziwacznie, trochę komicznie, zagadkowo i zupełnie nielogicznie: ACIUMPA. To spektakularne odkrycie na skalę światową zaowocowało wielkim zainteresowaniem. Każda osoba chciała skorzystać z tego "znaleziska". Wszak obcowanie z czymś unikatowym, oryginalnym będzie "trendy". Taka trochę "oldskulowa stylóweczka". Jednak w ferworze zachwytu nad znaleziskiem, zachwytami nad brzmieniem słowa oraz palącą potrzebą go "używania" zapomniano o bardzo istotnym fakcie. Mianowicie: nie wiadomo co słowo ACIUMPA tak naprawdę oznacza. W starym tomiszczu, prócz wzmianki o ACIUMPIE, nie pojawiła się etymologia, synonimy, ani nawet krótka notatka wyjaśniająca czym albo kim jest ACIUMPA. Gorzej! Nie wiedziano nawet czy ACIUMPA to rzeczownik, czy przymiotnik, przysłówek, a może, też prawdopodobne i niewykluczone, jest spójnikiem?

Słusznie ktoś zaproponował, aby spór o rodzaj słowa rozstrzygnęła pani Zulmira, mocno posunięta w latach, można rzec nawet – bardzo stara kobieta (bagatela 137 lat!). Pani Zulmira, jak na seniorkę przystało, powiedziała, że owszem wyraz zna i jest to sprawa banalnie prosta. Wszk ACIUMPA może być tylko czasownikiem! I wcale nie mówi się ACIUMPA, tylko ACIUMPOWAĆ. 
Więc wszyscy, jak jeden mąż, zaczęli ACIUMPOWAĆ. ACIUMPOWALI w domu, na dworze, w szkole, na ulicy. Ale seria ACIUMPOWANIA została zahamowana nagle, wręcz brutalnie, ponieważ znany językoznawca ogłosił nowinę. Werdykt, który odmienił losy ACIUMPOWANIA...

Czym ostatecznie okazało się słowo ACIUMPA? Czy rzeczywiście było czasownikiem, czy jednak czymś zgoła innym? Czy Językoznawca się mylił, czy rację miał jeszcze inny badacz, który skrupulatnie przeanalizował zagadnienie. Sprawa nie jest taka oczywista, a pytanie czym jest ACIUMPA wcale nie takie proste...

Ta sympatyczna bajeczka dla dzieci w sposób całkowicie pośredni, wręcz zakamuflowany – uczy dziecko części mowy. To największy atut tej niepozornej i zabawnej książeczki. Czasownik, rzeczownik, przymiotnik, przysłówek. Większe dziecko, które już miało na lekcjach języka polskiego podział części mowy może sprawdzić swą wiedze, dziecko młodsze, ale bardziej dociekliwe będzie w stanie zauważyć różnicę miedzy rzeczownikiem a przymiotnikiem. Słowo ACIUMPA jest bowiem odmieniane i przy pomocy przykładowych zdań w tejże odmianie ukazywane. Zastanawia mnie w jakim wieku powinna być czytelnicza grupa odbiorcza. Z pewnością są to dzieci ze szkoły podstawowej. Jednak grafika Aciumpy sugeruje, że książka skierowana jest jakby bardziej do przedszkolaków. Obrazki sprawiają bowiem wrażenie namalowanych kredkami, przez przedszkolaków właśnie. Widać ślady "dokładnego zakolorowywania" oraz dbałości o "niewychodzenie za linię". Dodatkowo brak przestrzenności malowanych obiektów sprawia wrażenie jednowymiarowych. Nie do końca odnajduję się w grafice tego typu, ale z pewnością jest ona oryginalna i może się podobać.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Aciumpa to taka propozycja książkowa z przymrużeniem oka. Troszkę zabawy, troszkę śmiechu, ale i odrobina nauki. W zakamarkach treści można odnaleźć naturalny, niepohamowany popęd ludzkości za modą, ślepe, niekiedy infantylne podążanie a tłumem.  

Sięgnęłam po książkę skuszona opisem: no bo czy i Ty przeszedłbyś obojętnie obok nowego słowa? ACIUMPA mnie zahipnotyzowała. I od razu skojarzyłam ACIUMPĘ z moim ukochanym, przekomicznym i uniwersalnym słownym kołem ratunkowym mowy werbalnej (nie pisanej) – TENTEGO =) No bo często trzeba coś WYTEGOWAĆ, żeby dobrze zrobić robotę. Albo on nie był dość dobrze WYTEGOWANY, dlatego się sprzęt popsuł. Odnajduję analogię miedzy ACIUMPĄ a TEGOWANIEM. Swoja drogą, zastanawia mnie fakt, jak brzmi słowa ACIUMPA w języku oryginalnym (czyli portugalskim) – przed przetłumaczeniem? Czy brzmi równie uroczo?

Bardzo Aciumpowo zapraszam wszystkich Aciumpów do Aciumpania tej Aciumpowej Aciumpy. Aciumpa aciumpowana =)


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

sobota, 4 marca 2017

Śpij, króliczku. Jorg Muhle [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Śpij, króliczku
AUTOR: Jorg Muhle
WYDAWNICTWO: Dwie siostry
GATUNEK: Bajka dla dzieci

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik 

Zakochałam się w tej książce. Ilość stron – 20, ilość wyrazów – mniej niż 80, ilość wybuchów śmiechu – niepoliczalna.  Śpij, króliczku jest idealnym przykładem, jak w niewielkiej objętości i w najprostszej formie zawrzeć maksimum radości i kreatywności.
Malusi króliczek idzie spać. Umył już ząbki, ale potrzebuje Twojej pomocy, aby przebrać się w piżamkę, przykryć kołderką i poprawić zagniecioną – "rozmemłaną" poduszeczkę.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik 

Od dłuższego czasu zaczytuję się w bajkach dla dzieci, nie tylko dlatego, że mój czteroletni synek  uwielbia bajki na dobranoc, ale głównie dlatego, że jego mama podczas czytania oczyszcza umysł, ładuje akumulatory i może rzucić się w wir dziecięcych marzeń. W świat z dobrze zarysowaną – taką grubą krechą – granicą miedzy dobrem i złem. Ta książeczka jest inna. Nie ma walki dobra ze złem, nie ma morału na koniec. Ta bajka jest rozmową i zabawą... z bajką =)
Nie przypuszczałam, że jakakolwiek książka dla dzieci może mnie jeszcze tak pozytywnie zaskoczyć. Ta nosi znamiona bardzo dobrej pozycji dla dzieci. Kreatywność – owszem, rozwój – jak najbardziej, wyrabianie dobrych nawyków – tak jest. Ale ma pewien zasadniczy, unikalny element, który sprawia, że awansuje o kilka oczek – z "dobrej" przemienia się w "bardzo dobrą". Tym elementem jest nauka delikatności. Ubieranie w piżamkę, głaskanie, mówienie słów na dobranoc, przykrywanie kołderką i poprawienie poduszeczki, aby króliczkowi było wygodnie. Dziecko, ba! nawet rodzic, nie zdaje sobie sprawy, że w momencie czytania (przeżywania) bajeczki uczy się czegoś ważnego, czegoś jeszcze teraz niezrozumiałego, ale bardzo istotnego w życiu dorosłym – empatii. Bo ta bezinteresowna pomoc głównemu bohaterowi nie jest niczym innym niż okazywaniem pierwszych, empatycznych uczuć. To nauka troski o kogoś innego niż my.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik 

Książeczka przeznaczona jest dla maluchów. Stonowana kolorystyka, sztywne kartki, niewielka ilość tekstu oraz prosta grafika – nie ma zbędnych elementów "dekoracyjnych", które rozpraszałyby uwagę malucha. Mamy króliczka ubrać – jest piżamka, mamy nakryć Króliczka kołderką, jest kołderka. Prostota w najlepszym wydaniu.

Dobre nawyki sprzyjają prawidłowemu funkcjonowaniu rodziny. Jeśli nasze dziecko niechętnie chodzi spać po dobranocce, przedłuża czas wieczornych figli, nie przepada za zbyt wczesnym marszem do łóżka, kiedy rodzice jeszcze przecież oglądają telewizję!, to ta książeczka może być wybawieniem! Śpij, króliczku pomoże "polubić" proces przygotowawczy do spania ("zobacz, króliczek też myje ząbki", "ale króliczek już przebrał się w piżamkę") oraz uzmysłowić dziecku, że spanie jest takie milutkie, bo i myzianie po pleckach i karaluchy pod poduchy i buziak na dobranoc. Sen i czynności go poprzedzające winny kojarzyć się ze skumulowaniem wyrazów miłości i tak tez są przedstawione w tej książeczce.

Co ważne – Śpij, króliczku uczy. Przeglądając po raz drugi strony, dziecko jest w stanie odtworzyć kolejne czynności. Niewielka ilość stron umożliwia bezbłędne rozszyfrowanie kolejności i sekwencji pojawiających się czynności. Po pewnym czasie zamiast drapania za uszkiem dziecko prawdopodobnie wpadnie na pomysł, aby podrapać króliczkowi np,: nosek. Zamiast "karaluchy pod poduchy" powie "śpij słodziutko". Książeczka stymuluje kreatywność, poszukiwanie alternatywnych rozwiązań, nawet w tak banalnej kwestii jak część ciała do drapania ;)

Jest jeden element, który w Śpij, króliczku bym zmieniła. Mianowicie w miejsce poduszeczki, kołderki "wstawiłabym" prawdziwy materiał. Gładziutki, mięciutki, milutki. Dziecko prócz wizualnych walorów mogłoby poczuć miękkość kołderki, przytulic się do niej i ją pomyziac. Dodałabym także przycisk =) Aha! jest jeszcze jeden mankament... książeczka jest za krotka! A chciałoby się aby przygoda z króliczkiem trwała jak najdłużej.

Jestem przekonana, że nie tylko ja obdarzyłam tę książeczkę czystym, bezgranicznym uczuciem miłości i oddania. Nie tylko ja poprawię z namaszczeniem kołderkę i popukam króliczka w ramię.
Polecam bardzo. Tak z całych sił.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


sobota, 25 lutego 2017

Straszko. Krzysztof Baliński, Agata Królak [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Straszko
AUTOR: Krzysztof Baliński
ILUSTRACJE: Agata Królak
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Bajka dla dzieci
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Pan Rysownik podłapał fuchę. Taką expresową fuchę z terminem oczywiście na wczoraj. Ma powstać straszne straszydło, straszniejsze od stracha na wróble. Najlepiej z zębiskami. Zatroskany Pan Rysownik wzbija się na wyżyny swojej zdolności manualnej i wyobraźni. Tak powstaje rysunek Straszka. Tak – można się przestraszyć. 

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


Tylko coś idzie nie tak. Branża filmowa, te wszystkie scenariusze, plany, zamiary są zmienne. Jak, nie szukając daleko, kobieta. Więc Straszko, mimo iż gotowy na wczoraj, już w animacji dla dzieci wykorzystany nie będzie. Ląduje na szafie – czyli tam, gdzie mieszkają inne, troszkę zapomniane i odrobinę niepotrzebne rzeczy. Zapomniany. Niepotrzebny! Ale, ale! Istniejący. A skoro istnieje, to już niedaleka droga do tego aby czuć, mieć pragnienia, oczekiwania, plany i marzenia...

Ach nieśmiałe marzenia... Jaka to radość, gdy się spełniają!

Nie wolno marnować szansy istnienia, kiedy taką szansę dostaliśmy od losu. Straszko to wie i skrzętnie korzysta z każdego dna. Poznaje swoje otoczenie, ogląda, obserwuje.

Drzwi były niezwykłe. Dlaczego? Otóż drzwi umiały sprawić, że pan Rysownik całkowicie znikał, a po jakimś czasie całkowicie się pojawiał!

I nazywa =) Mamy zatem Rysownika, Rysownikochody, Niespadaki, Robienie krótkiej nocy, Spadaki, Siebie-obejrzyjka...

Tak, oprócz pokoju, który istnieje, bo go widać, istnieje też jakieś Gdzieś Indziej, którego nie widać...

Ale Straszko czuje się się samotny. Czy ma szansę na poznanie przyjaciół, czy dowie się czy zgrzytanie może się wyzgrzytać, czy raczej zgrzytanie lepiej wyłączyć przyciskiem, czy wychodzenie to jedyny sposób na realizację marzeń? Czy warto marzyć i czy warto próbować, aby nierealne wyrzuciło to "nie" z przodu? Dużo tych "czy" =)

Wiecie co? Świat byłby smutny bez bajek. Bez takich bajek. Najważniejsze i najtrudniejsze tematy najbezpieczniej ubrać w bajkową scenerię. Nie grozi nam spłycenie tematu. Wręcz przeciwnie. Bajkowa szata gwarantuje wiele przemyśleń i całą paletę interpretacji. Nie wiem – może tylko ja widzę pod postacią Straszka – rysunku, który miał być niezbędny a stał się niepotrzebny – kogoś zagubionego w życiu. Osobę, która miała być, a nie jest, osobę, która zgubiła sens życia. Może nadinterpretuję, ale kto mi zabroni? Przecież to niepisane prawo czytania bajek (i poezji) – sami wyobrażamy sobie to, co Autor chciał powiedzieć, nie pytając Autora o zgodę. Dla mnie Straszko, to straszydełko, które czuje i marzy, które jest świadome, że musi wziąć sprawy w swoje ręce i odważyć się na odkrywanie świata, na pokonywanie granic, na szukanie i próbowanie. Bo każdy jest kowalem swojego losu. I każdy jest potrzebny, niepowtarzalny i ważny.

Nie istniały przecież przedmioty, które nic nie robiły i były do niczego.

Straszko uczy nas także samoakceptacji. Tylko docenienie siebie i pogodzenie się ze swoim wyglądem i wnętrzem gwarantuje szczęście i przejście do kolejnego "levelu" w życiu. Brak zrozumienia dla samego siebie albo strach przed odkrywaniem własnego "ja" jest hamująca i destabilizująca.

Też bym chciał, żeby moje Ja wyglądało... nie aż tak strasznie. Ale jestem Straszkiem, tak zostałem narysowany.

Autor przemyca w bajce o Straszku wiele pięknych prawda życiowych. W pięknym, gawędziarskim (niemal "lejowodącym") stylu wypełnionym uroczymi neologizmami. Niespieszna akcja, czasami wręcz stojąca na czerwonym świetle, pozwala wczuć się w Straszkowate (swoje?) wnętrze. Spokój. Rzecz niespotykana w dzisiejszym świecie, w którym poranek to start w sprinterskim biegu naszego życia. Pędzimy kilkanaście godzin, aby zasnąć z głową przepełnioną myślami, kłopotami, planami na kolejny dzień, sprinterski dzień. Straszko tak nie pędzi, Straszko obserwuje i cieszy się ze swojego istnienia. Nieważne, że jednak okazał się zbędny, przecież żyje. A to najpiękniejszy dar. Szkoda byłoby zmarnować swoje życie na niepotrzebny bieg za niewiadomoczym i za nieosiagalnymczymś.

Ta bajka ma jedna wadę. Za mało w niej obrazków. Bo te, które są, to cud miód orzeszki. Z resztą sama okładka gwarantuje ucztę dla oka. "Artystyczne bohomazy" wewnątrz są po prostu doskonałe. Uwielbiam grafikę w książkach i ubolewam nad tym, że tak rzadko można podziwiać prace utalentowanych grafików w książkach. Jakby wydawnictwa obawiały się, że rysunki w, dajmy na to, dobrym kryminale, odbierały mu wiarygodności i ważności. Błąd. Grafika potrafi rozśmieszyć, zasmucić, wystraszyć, pogruchotać, zaskoczyć i uwrażliwić na tekst. Agata Królak zaprezentowała w Straszku graficzną interpretację Straszkowych wizji rzeczywistości. Wizję uroczą, dziwaczną, dziecięco–dorosłą.

Bajka dla dzieci, ale i dla dorosłych. Niespieszna, stopująca i dająca na tacy tak wiele prostych prawd życiowych, które poprzez swą prostotę właśnie są troszkę zakurzone. Jak się robi kurz? Na to pytanie i Straszko stara się odpowiedzieć, ale ani ja, ani on nie znajdujemy odpowiedzi. Wiemy tylko tyle, że kurz pokrywa rzeczy nieużywane i długo lezące w miejscu. Życzę każdemu, aby te proste prawdy, stanowiące filary dobrego życia nigdy nie pokryły się kurzem. I aby każdy dzień był taki, o:

[...] Dzień Dzisiejszy aż rwie się do tego, żeby być dniem nie gorszym niż Dzień Wczorajszy[...]

czwartek, 9 lutego 2017

Ziarenko prawdy. Ewelina Mazurek [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Ziarenko prawdy
AUTOR: Ewelina Mazurek
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Bajka dla dzieci
Egzemplarz recenzencki dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


Każdy ma swoją wyjątkową i niepowtarzalną ścieżkę życia. Gdy będziesz już umiał wsłuchać się w głos własnego serca, to ono samo później poprowadzi cię przez życie...

Takie bajki to kubeł zimnej wody dla stylu życia, jaki został nam niejako narzucony przez rozwój cyfryzacji i poziom skomputeryzowania ludzkości. Ziarenko prawdy to bardzo współczesna i niestety bardzo prawdziwa bajka, która powinna dotrzeć do jak największej ilości dzieci. I ich rodziców.

Bohaterem bajki jest Elizeusz – chłopczyk, który tuż po na rodzinach został obdarowany magicznym ziarenkiem. Owe ziarenko umieszczone w kolorowej donicy miało specyficzne wymagania. Nie potrzebowało do wzrostu ani słońca, ani wody, ani ziemi. Jego rozwój uzależniony był od ilości miłości i dobra, które gościły w sercu Elizeusza. Chłopczyk rósł, z natury był radosnym, pełnym życia dzieckiem, z wielką wyobraźnią i łagodnym usposobieniem. Uwielbiał wraz z mama Esterą fantazjować, tworzyć niewiarygodne historie, doszukiwać się magii w zwyczajnych, codziennych czynnościach. Życie Eliego diametralnie odmieniło się kiedy był na tyle duży, że zaczął chodzić do dzieciochatki - miejsca, w którym rodzice zostawiali dzieci, kiedy sami udawali się do pracy. Tam dowiedział się, że każde z dzieci ma na własność magiczne okulary, tzw. cybertrop, które przenoszą w inny wymiar fantazji i gwarantują zabawę non stop. I tak, dzień po dni dobro, empatia i ciepło w sercu Eliego wypierane były przez żądzę zdobycia kolejnych pułapów gry, zabicia większej ilości stworów, zarobienia jak największej ilości pieniędzy. A ziarenko marniało. Więdło. Usychało. Obumierało.
Czy ta historia ma szanse na szczęśliwy finał?

Ziarenko prawdy to piękna, bardzo aktualna bajka, z wielką porcją mądrości. Zwraca uwagę, że w dobie tak rozwiniętej technologii sztuką jest nie zagubić fundamentalnych prawd, które stanowią podporę każdej społeczności.

Bajka sygnalizuje problem. Bo brak umiaru w każdej dziedzinie jest problemem. Dzieci bombardowane są nowinkami technicznymi, które "są niezbędne do życia", "które musisz mieć", "które ułatwiają kontakt, zacieśniają więzy, pomagają się uczyć". W czasach mojego dzieciństwa (a przecież nie było to AŻ tak dawno – bo w latach '90) największą karą dla niesfornego dziecka był zakaz "wyjścia na podwórko". Jak wyglądają współczesne formy szlabanu? Każdy wie. Dzień bez laptopa to dla dzieci największy koszmar. Cyfryzacja, komputeryzacja i wszechwładny internet przybrały w bajce formę magicznych okularów. To w cybertropie Autorka skoncentrowała technizację, która zdominowała każdą dziedzinę życia. Nie tylko dziecka. Niepokojący jest fakt, że i dorośli nie potrafią pozostać bierni wobec tak zmasowanego ataku technologii na świat, a tym samym na ludzką psychikę. Co robić?

Autorka w swojej historii opowiedziała się za radykalnymi rozwiązaniami.
Ale całkowite odcięcie od świata wirtualnego nie jest dobrym rozwiązaniem. Internet stał się integralną częścią życia. Przez internet kupujemy, zarabiamy, umawiamy się na wizytę lekarską, rozmawiamy z przyjaciółką z Ameryki. Internet nie jest zły. Tylko trzeba wiedzieć, że jest tylko dodatkiem, który ułatwia funkcjonowanie. Nie może przejąć i zdominować naszego życia. Nie może przejąć nad nami kontroli, bo to internet ma służyć nam, a nie odwrotnie. Całkowite odseparowanie dzieci od cyfryzacji także nie jest dobre. Dziecka nie można zamknąć w chatce w lesie, w dzikiej głuszy i liczyć na to, że będzie się rozwijał i nie będzie "odstawał od rówieśników". Internet – tak, Laptop – tak, x-box – tak... ale w racjonalnych ilościach! Bo tu nie chodzi o fakt obecności technologii w naszym życiu, ale właśnie o jej ilość.

Rodzice stają przed ważnym zadaniem. Nie sztuką jest odciąć dziecko od wszelkiej formy inicjującej kontakt ze światem wirtualnym. Sztuką jest przekonać dziecko, że kreowany przez technologie świat jest miej ciekawy od tego realnego... Na barkach rodziców spoczął dodatkowy obowiązek – udowodnić dziecku, że ten rzeczywisty świat jest zróżnicowany i tak piękny, że nie trzeba uciekać do tego podkolorowanego z coraz lepszymi parametrami karty graficznej. W świecie realnym jest o wiele więcej magii niż w grach komputerowych. Sztuką jest tę magie odkryć...

Piękna bajka dla dzieci i dla dorosłych. Sygnalizuje problem i podpowiada rozwiązanie. Życzę wszystkim i sobie, aby cybertrop był jedynie dodatkiem do naszego życia.