Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Lis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Lis. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2017

Karuzela. Agnieszka Lis [Izabelka]

TYTUŁ: Karuzela
AUTOR: Agnieszka Lis
WYDAWNICTWO: Czwarta strona
GATUNEK: powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka


Boooożeee! Jaka to smutna książka. I piękna!
Dlaczego mnie nikt nie uprzedził, że do czytania tej pozycji potrzebne są chusteczki w ilościach hurtowych? Ja się grzecznie pytam.
Książka ta swoją subtelną okładką może wprowadzić czytelnika w błąd. Nie jest to ani lekka, ani zabawna pozycja, ani z pewnością nie jest to babskie czytadło. Możecie mi wierzyć. Pod płaszczykiem powieści dla kobiet  możemy znaleźć mnóstwo tematów i spraw, które dotyczą nas wszystkich.
Kobiety zajmujące się domem znajdą coś dla siebie. Matki z trójką (i nie tylko) dzieci znajdą coś o sobie. Żony zapracowanych mężów też się odnajdą w tej powieści. Kobiety zdradzane przez mężów może odnajdą nadzieję. Dorosłe córki swoich matek może wyciągną wnioski. Rodziny zmagające się ze śmiertelną chorobą znajdą pocieszenie. A wszyscy czytający z pewnością wyleją morze łez. Tak jak ja wylałam...

Ale nie jest to suchy zapis walki z chorobą. Z tej powieści bije ciepło i spokój. Nie ma tutaj złych emocji, strachu i negatywnych myśli. Czytałam i płakałam. Ale nie nad główną bohaterką. Płakałam nad sobą. Jestem zdrową i szczęśliwą matką, żoną, kobietą. Nie mam powodu do narzekań.
W przeciwieństwie do bohaterki. Renata jest zabieganą matką trójki potomstwa, żoną zdradzaną przez męża, córką wszystkowiedzącej matki i przyjaciółką zapracowanej singielki. Przyznajcie: są powody do narzekań. A z dnia na dzień czuje się gorzej. Słabnie i nie ma sił na nic. Do momentu, kiedy lekarze stawiają diagnozę: białaczka. I wtedy wszystko się zmienia. Świat Renaty staje na głowie. Zmieniają się priorytety. Zmieniają wartości.

Autorce świetnie udało pokazać się kilka spraw. Polska edukacja w całej swej krasie, choć, dla mnie, niezbyt chwalebnej. Też mam dzieci i wiem, że nie zawsze jest tak, jak być powinno.
Polska służba zdrowia. Miałam ostatnio z nią do czynienia. Też wiele pozostawia do życzenia.
Praca w korporacji. Mąż Renaty bierze udział w "wyścigu szczurów". Znane mi zjawisko. Udało się oddać autorce oddać klimat tej "instytucji".

"Karuzela" nie jest lukrowaną i ckliwą powieścią o walce z chorobą.
Jest powieścią o sile miłości i przyjaźni. Pokazuje, że są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Że nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Że przychodzą w życiu takie momenty, które przestają mieć znaczenie.

Książka Agnieszki Lis niesie w sobie przesłanie. Przynajmniej dla mnie. Nie lekceważcie siebie ani swojego zdrowia. Badajcie się! Jeśli nie dla siebie, to chociaż dla swoich bliskich. Badania wykazują, że wczesne wykrycie białaczki zwiększa szanse na wyzdrowienie.
"Karuzela" skłania do myślenia. Daje "popalić" w trakcie czytania, a po zakończeniu lektury długo siedzi w głowie. A to lubię.
I na koniec takie porównanie z książki: swój samochód raz w roku oddajesz na przegląd. Dlaczego? Bo tego wymaga polskie prawo. Dbasz o niego, bo chcesz bezpiecznie jeździć. A dlaczego nie robisz "przeglądu" sobie? Dlaczego chociaż raz w roku nie poddajesz się badaniom profilaktycznym?
Pozostawiam do zastanowienia...
Polecam.


Zdjęcie autorskie Izabelka


środa, 4 stycznia 2017

Pozytywka. Agnieszka Lis [Izabelka]

TYTUŁ:  Pozytywka
AUTOR: Agnieszka Lis 
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: Literatura obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka


Znacie takie określenia jak "babskie czytadło" albo "książka dla prawdziwych mężczyzn"? Bardzo ich nie lubię. Generalnie nie lubię generalizowania. Bo ta książka nie jest ani czytadłem ani tym bardziej babskim. 

Bardzo trudno mi napisać cokolwiek o tej słodko-gorzkiej powieści bez zdradzania istotnych wątków fabuły. Bo ta historia Życiem się toczy. Takim przez duże "Ż".

W trakcie czytania przewijało się przez moją głowę takie powiedzenie: "Gdy życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę". Dlaczego? Monika, główna bohaterka, dostaje od losu cały koszyk cytryn: małżeństwo nie do końca wymarzone, takie macierzyństwo, którego nikt nie chciałby przeżyć, rodzinę, która nie do końca rozumie, poczucie osamotnienia, niełatwe wybory i ciężar ich konsekwencji. I robi z tych swoich cytryn lemoniadę. Może dla niektórych za kwaśną, może dla niektórych za słodką. Ale to jest lemoniada. Taką lubi i taką zrobiła.

Wiem. Będę się powtarzać. Każdą historię można opowiedzieć na bardzo wiele sposobów. Ale Pani Lis wybrała taki, jaki lubię. Musiałam przystawać czasami w trakcie czytania i zadawać sobie pytanie: a co ja bym zrobiła na miejscu głównej bohaterki? Czy umiałabym podnieść się po tragedii? Czy umiałabym zostawić przeszłość za sobą i ruszyć z werwą w przyszłość? I mnóstwo innych pytań... Takie książki to lubię! 

Choć język jakim opowiedziana jest ta historia może wydawać się prosty i taki... codzienny, to mnie, w wypadku tej książki akurat się podobało. Czytałam szybko i zainteresowaniem. Choć, jak pisałam wyżej, musiałam robić "przystanki".

Historia życia głównej bohaterki to suma historii jakie każdy z nas spotyka na co dzień. Dojrzewanie do życia, snucie marzeń o lepszym jutrze, szukanie siły jaką musimy znaleźć w sobie do walki o siebie, o ambicjach, które mogą być dobre ale i... niekoniecznie.
Zakończenie mnie zaskoczyło. Może dla niektórych przewidywalne i za słodkie, to ja się nie takiego spodziewałam. 
Ale... ja zawsze mam jakieś ale. Dobra! Czepiam się! Ale na mój odbiór książki ma wpływ wiele czynników. Okładka też. Mnie się ta nie spodobała. Wprowadza potencjalnego czytelnika w błąd. Moim zdaniem sugeruje lekką powieść, a ta taka nie jest. 
Polecam sprawdzić czy mam rację.


Zdjęcie autorskie Izabelka