Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bernaardinum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bernaardinum. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2017

Po dwóch stronach rzeki. Barbara Smal [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Po dwóch stronach rzeki
AUTOR: Barbara Smal
WYDAWNICTWO: Bernardinum
GATUNEK: Literatura obyczajowa

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Sentymentalna powieść, okraszona odrobiną melancholii, doprawiona szczyptą smutku, rozczarowania i pokaźną porcją  nadziei. Po dwóch stronach rzeki to powieść, która jest czerwonym światłem na sygnalizacji świetlnej naszego życia. Każe nam się zatrzymać, wzmaga naszą koncentrację, ale przede wszystkim wyhamowuje ten pęd, który porwał w wir codzienności i monotonii wszystko to, co w człowieku najpiękniejsze i najprawdziwsze – miłość do ludzi i samego siebie, cierpliwość, uwielbienie dla przyrody, natury, sztuki i docenienie każdego dnia.

Podobno kobiety się o wiek nie pyta. A niby dlaczego? Przecież ani "czterdziecha", ani pięćdziesiątka, ani siedemdziesiątka to nic wstydliwego. Sęk w tym, żeby nie przywiązywać uwagi do takich banałów jak cyferki, a zwracać baczną uwagę na to, jak wiele dobrego w ciągu tych lat zrobiliśmy dla siebie i najbliższych.

O samej treści wiele pisać nie trzeba. Siedemdziesięcioletnia Zofia w zaciszu swojego domku snuje opowieść o swojej przeszłości i teraźniejszości, które mają wielki wpływ na wizje przyszłości. Wspomina trudne pod względem emocjonalnym dzieciństwo, wymagającą i oschła matkę, brak ojca, młodzieńcze zauroczenie, początki edukacji w Akademii Sztuk Pięknych, miłość dotworzenia obrazów, wizyty w domku ciotecznej babci. Wspomina początki małżeństwa, macierzyństwa...
Dzięki plastycznym opisom ta powieść pachnie, szumi, szemrze, szeleści. Autorka ma niebywały talent charakterystyki krajobrazu, dzięki czemu przyroda jest niejako jednym z głównych bohaterów Po dwóch stronach rzeki.

Ale w tej powieści sama treść nie ma kluczowego znaczenia – jest nim bowiem przekaz, przesłanie i "kop energetyczno-motywacyjny" jakim nas raczy. Człowiek zastanawia się nad swoim życiem. Bo niezależnie od tego w jakim jesteś wieku zawsze jest czas na to, by być szczęśliwym i spełniać swoje marzenia. Jakie znaczenie ma ilość zmarszczek na Twej twarzy? Czy kobieta z przyprószonymi siwizną włosami nie ma prawa marzyc? Zawsze jest odpowiednia pora na to, aby być szczęśliwym.
Po dwóch stronach rzeki jest jedną z tych powieści, w której nie ma wartkiej akcji, wartkim strumieniem płyną z kolei nasze wspomnienia, przemyślenia i rozważania. Lektura zmusza do refleksji nad naszymi dotychczasowymi poczynaniami, decyzjami i planami. Niekiedy lepiej zaryzykować, niż kurczowo trzymać się utartych, schematycznych rozwiązań. Niekiedy warto zrobić pierwszy krok, bo tylko jeden dzieli nas od pełni szczęścia. I w końcu – wiek nie jest przeszkodą w dokonywaniu, marzeniu i spełnianiu pragnień.
Niemal na każdej stronie powieści znajdziemy perełki słowne, których nie sposób czytać bez łagodnego uśmiechu i kiwnięcia głową w geście aprobaty i przytakiwania. Kwintesencja prawd życiowych na kilkunastu stronach książki.

Zalecam zaparzyć sobie kubek gorącej herbaty (albo tak jak Zofijka – kakao), wskoczyć pod kocyk i oddać się w całości tej lekturze, o przepięknej okładce i takim samym wnętrzu. Udany wieczór gwarantowany. A kto wie, może treść skłoni nas do przetasowania hierarchii wartości w naszym życiu?



środa, 21 grudnia 2016

Układanka. Stanisław Załuski [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Układanka
AUTOR: Stanisław Załuski
WYDAWNICTWO: Bernardinum
GATUNEK: Powieść Obyczajowa

 Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Nie przypuszczałam, że książka, której 90% stanowi rozmowa narratora z osobami w podeszłym wieku, dylematy reportera oraz poszukiwanie zaginionej tożsamości tajemniczego jegomościa może być AŻ tak wciągająca. Rozmowa ze starszą osobą bywa interesująca, odkrywcza i zaskakująca. Zapis takowej konwersacji na kartach powieści też bywa intrygujący. Ale prawie 200 stron?!

Narrator Układanki – polski dziennikarz – podczas wizyty w bostońskiej klinice onkologicznej zwraca uwagę na portret pewnego mężczyzny. Ową intrygującą postacią jest, jak wyjaśnił Profesor Charles Goelke - dyrektor tegoż przybytku, Leon Nieroba. Leon Nieroba – darczyńca niebagatelnej kwoty, dzięki któremu amerykańska klinika onkologiczna na czele z profesorem Goelke mogła zaistnieć i funkcjonować. Wszak ofiarowanie 100 milionów franków szwajcarskich na rzecz Fundacji do Walki z Rakiem w Bostonie to niecodzienna sytuacja. Nic dziwnego zatem, że dyrektor Goelke zaproponował głównemu bohaterowi odnalezienie informacji o tajemniczym fundatorze i stworzeniu na podstawie zdobytych przez niego faktów biografii Leona Nieroby.
Zaczyna się drążenie, szukanie, dopytywanie, zgłębianie, węszenie, tropienie, przekopywanie akt, lokalizowanie osób, które mogłyby chociaż w niewielkim stopniu odpowiedzieć na pytanie "Kim był Leon Nieroba?". Bo informacji o tym człowieku jak na lekarstwo. Czy enigmatyczny, a nawet hermetyczny sposób bycia, wynika ze skromności? Czy za tą niedostępnością kryją się inne pobudki, zgoła odmienne od subtelności i pokory? Dziennikarskie śledztwo karta po karcie odkrywa prawdę o nieprzystępnym bogaczu.

Opis nie zachęca, okładka nie zachęca, to może ja spróbuję=)
Układanka to powieść obyczajowa. Prawdą jest, że odnajdziemy w niej elementy thrillera i sensacji (jak obiecuje okładka). Nie jestem w stanie oszacować,ile razy recenzując książkę pisałam "piękny język", ale po lekturze Układanki zmuszona jestem wprowadzić korektę do wcześniejszych ocen. Układanka jest napisana PRZEPIĘKNYM JĘZYKIEM. Z wykorzystaniem gracji, elegancji, z zachowaniem estetyki literackiej oraz z dbałością o kurtuazyjności wypowiedzi. Każde ze zdań to precyzyjny szlif w tworzeniu urzekającej, barwnej i zaskakującej powieści. Zwieńczeniem literackiego dzieła są perełki słowne i zdania bogate w treść...

Kobieta ma tysiąc sposobów na poniżenie mężczyzny, którego nie kocha, a o którym wie, że darzy ją uczuciem.

Cierpienie zajmuje w życiu człowieka  nieporównywanie więcej miejsca niż szczęście [...] wbrew nauce chrześcijańskiej nie uważam, aby stanowiło ono czynnik oczyszczający. Przeciwnie, jest destrukcyjne.

Narrator podążając niewyraźnym i skrupulatnie zacieranym śladem tajemniczego Leona musi cofnąć się do lat tuż przed I wojną światową. Podejmowane przez Autora historyczne wątki są przedstawiony w sposób ciekawy i spójny. Ma kolosalne znaczenie, ponieważ historia jest dla mnie lekkostrawna tylko wówczas, kiedy osoba opowiadająca ma dar lekkości słowa. Pan Załuski ten dar ma i skwapliwie z niego korzysta.
Nie narażając się na zbyt swawolne i mocne uchylenie rąbka tajemnicy nadmienię jedynie, że Autor podejmuje się bardzo interesującego tematu – wyniszczenia przez najeźdźców kultury oraz pogromu elity narodu polskiego. Inteligencja, arystokracja została zamordowana albo wyemigrowała. To bardzo ważna kwestia, niestety bagatelizowana i pomijana, a mająca zasadnicze znaczenie w kształtowaniu się przyszłych pokoleń Polaków.

W rezultacie mamy to co mamy: złodziejstwo, łapówkarstwo, brak honoru.

Nasze społeczeństwo nie interesuje się tymi sprawami. Nie rozumie i nie chce wiedzieć, że zabór Polski przez Stalina oznaczał koniec świata dla polskiej szlachty.

Pomijanie tematu upadku kultury polskiej, grabieży i niszczenia polskich dóbr narodowych przegrywa w konfrontacji z tematem trudnym, bolesnym i najważniejszym - mordowaniu niezliczonej ilości Żydów. Czymże jest kradzież obrazu wobec bezprawnego, bezpodstawnego i bestialskiego odebrania życia niewinnemu człowiekowi?

Ona jedna wie z autopsji czym jest dyktatura Hitlera. Pamięta napis czarną farbą wymalowany na drzwiach ich berlińskiego domu: Juden raus!, kamień zmieniający gładkość szyby w okruchy potłuczonego szkła [...] pałkę wzniesioną jakby do ciosu, ślad śliny na sukience po powrocie ze spaceru.

Wysublimowany humor, bez cienia sarkazmu ale z poetycką nutą, nawet wówczas, kiedy podejmowanym kwestiom daleko do romantyczności.

Czerń jej wielkich oczu ma moc wiązki laserowej, spopielającej namierzony cel, i teraz Stefan musi odczuwać gwałtowny przypływ krwi, sprężający jego męskość.

W kobiecych kalkulacjach rachunek bankowy jest równie ważny, a może ważniejszy, niż pokaźny i sprawny penis.

Watek kryminalny – czyli cała osnuta mgłą niedostępności przeszłość Loena Nieroby jest interesujący, sukcesywnie odsłaniany i podsycany nowymi odkryciami głównego bohatera. Wydzierane z odmętów przeszłości fakty i prawdy umożliwiają czytelnikowi układanie puzzli – jeden za drugim, aż zobaczy przejrzysty obraz. Prawdziwy obraz tego, jakim człowiekiem był Leon Nieroba.
Największą zaletą książki jest niebywale lekki styl Autora. W trakcie lektury odczuwa się idealną harmonię, współgranie talentu pisarza z tym co chce i co ostatecznie przekazuje. Pan Załuski nie sili się na swobodę, jest ona czymś naturalnym, stale obecnym. Wyrazy, zdania, zdają się same wskakiwać na swoje miejsca, jakby oswojone ze swoim Pomysłodawcą i odgadujące jego intencje. Ta idealna synchronizacja skutkuje klarowną, dopracowaną i umiejętnie skonstruowaną powieścią. 
Pomna na wyżej wymienione  komplementy stylu i języka Autora oraz samej treści w zdumienie wprawia fakt, że Stanisław Załuski urodził się w 1929 roku. Trzeźwość umysłu i lekkość słowa... coś niesamowitego.
Wspaniała powieść, będąca dowodem na to, że istnieją piękne, wartościowe, dopracowane książki i że warto takowych szukać na polskim rynku zalewanym szmirą, bublem i tandetą.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik