Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Zdobyć to, co tak ulotne. Beatrice Colin [Izabelka]

TYTUŁ: Zdobyć to, co tak ulotne
AUTOR: Beatrice Colin
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo W.A.B.
GATUNEK: literatura obyczajowa
Zdjęcie autorskie Izabelka


Ja wiedziałam, że ta passa świetnych książek musi się kiedyś skończyć. I właśnie nadszedł ten moment. Dziś będzie bez zachwytów. Choć powiem szczerze miałam nadzieję na świetną lekturę...

Pierwsze na co zwróciłam uwagę to okładka. Cudna!
Do tego opis na obwolucie: Paryż, budowa wieży Eiffla, wielka miłość.
Dla mnie zachęta wystarczająca, aby sięgnąć po książkę.

Ale czuję się rozczarowana.

Niby było wszystko tak, jak zapowiadano, ale...
Opowiedziane tak jakoś bez polotu i nudno. Co chwilę zerkałam na której stronie jestem i kiedy koniec. Wynudziłam się jak rzadko kiedy.
Postacie zarysowane bez głębszych przemyśleń, fabuła nijaka i wcale mnie nie wciągnęła, główna bohaterka Alice wkurzała mnie jak mało która. Głupia i naiwna panienka, która marzy jedynie o tym, by wyjść za mąż.
Oczekiwałam jakichkolwiek emocji. Nic z tego. Serce ani razu nie drgnęło.
A najbardziej zawiedziona jestem tym, że tak piękną historię zmarnowano. Bo potencjał był. Oczami wyobraźni już widziałam ekranizację.

Jednak znalazłam dwie rzeczy, które mnie zauroczyły w tej książce. Okładka jest super i bardzo mi przypadła do gustu. Magiczna!
A druga to opisy budowy wieży Eiffla. Ukazanie nastrojów i wątpliwości społecznych w momencie kiedy rusza budowa. Potem kolejne etapy i problemy związane z osiąganiem pewnych wysokości. A na koniec przedstawienie ceremonii otwarcia wieży. I takie piękne jej określenie "ukuta ze stali i wiatru"...
I to tyle. Dziś krótko, bo nie lubię takich książek. Takich nachalnie reklamowanych. Czuję się jak ofiara działu marketingu... Ale cóż... Zdarza się. Idę szukać "odtrutki" na moim niekończącym się stosiku.

Czytajcie na własną odpowiedzialność.

środa, 15 lutego 2017

Kukła i inne opowieści terapeutyczne. Lucyna Mijas [Izabelka]

TYTUŁ: Kukła i inne opowieści terapeutyczne
AUTOR: Lucyna Mijas
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: terapeutyczne bajki dla dorosłych

Zdjęcie autorskie Izabelka

Czy recenzja może składać się z samych pytań?

Chcecie się przekonać?

Czy wszystkie nowości są godne naszej uwagi?
Czy bajki dla dorosłych mają rację bytu?
Czy przez historie czy inne opowieści terapeutyczne można komuś pomóc?
Czy mieszka jeszcze w nas dziecko, które uwielbiało baśnie?

Czy 10 niewielkich opowieści, w których występują zwierzęta albo rośliny mogą pomóc człowiekowi?
Czy niedużych rozmiarów książeczka może spowodować duże zmiany w postrzeganiu swoich problemów?

Czy w opowieści Pajęcza sieć ofiarą jest mucha uwięziona w pajęczynie?
A w bajce Mały: kto komu tak naprawdę pomaga: potężny dąb czy młody klon?
Czy w opowieści Pan Burza to burza jest straszna?
Czy Smok w bajce Smoczysko da się oswoić?
Czy szary osioł w opowieści Szary wypada bezbarwnie na tle pięknego źrebaka?
Czy kukłę w Kukle przestanie boleć?
Czy W kurniku Pani Kogutowa będzie szczęśliwa?
Czy Różyczka tylko mnie się kojarzy z Różą z "Małego księcia"?
Czy Sufit może pomóc?
Czy Szmacianka zasługuje na nowe życie?

Czy można pisać o emocjach w piękny sposób?

Czy wystarczy niewiele słów aby powiedzieć naprawdę wiele?

Czy można napisać książkę, która nie chce wyjść czytelnikowi z głowy ?

Czy udało się autorce napisać taką lekturę do której chce się wracać i wracać?

Czy będę chciała się rozstać z "Kukłą"?

Czy ta pozycja pomogła mi uporać się z moją traumą po pożarze?

Czy na tę niewielką książeczkę trafiłam przypadkiem czy to ona mnie odszukała idealnie trafiając w czas i miejsce?

Czy książka może zostać przyjacielem i powiernikiem?

Czy chcecie znać odpowiedzi?

Czy udało mi się Was przekonać?

Czy sięgniecie po tę książkę?

Zdjęcie autorskie Izabelka

poniedziałek, 13 lutego 2017

Miłość odmieniana przez przypadki. Wioletta Klinicka [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Miłość odmieniana przez przypadki
AUTOR: Wioletta Klinicka
WYDAWNICTWO: Wioletta Klinicka
GATUNEK: Literatura obyczajowa/Romans
Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce=)

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Pozwoliłam treści tej książki wybrzmieć przez kilka dni w mojej głowie. Bo o miłości trzeba mówić rozważnie i nie rzucać słów na wiatr. Pierwszym wnioskiem, który wyłonił się z odmętów mojej świadomości było: "kobieta to bardzo skomplikowane stworzenie". Później stwierdziłam, że nie mogę wygłaszać takich mądrości życiowych, bo nie jestem osobą kompetentną, nie mam niezbędnej wiedzy, która upoważniałaby mnie do wygłaszania osądów z dziedziny psychologii. Ale chwilę później stwierdziłam: a po co mi wiedza, po co podstawy merytoryczne – przecież ja właśnie jestem kobietą! To  wystarczy, aby moc wypowiedzieć się o naturze kobiet, a przynajmniej o mojej własnej naturze. I podtrzymuję moje pierwotne stanowisko – kobiety to bardzo, ale to bardzo skomplikowane stworzenia.

Główna bohaterką powieści Miłość odmieniana przez przypadki jest Wioletta. Kobieta, która kocha, kochała, będzie kochać całą sobą, całym sercem duszą i umysłem. Kobieta wrażliwa, delikatna, a jednocześnie bardzo wymagająca. Czyli typowa przedstawicielka płci pięknej. Niezależnie od tego, jakiej wielkości są nasze "jaja" i tak, każda z nas rozpływa się w obliczu szarmanckiego mężczyzny. Niezależnie od tego jak bardzo nasz język zdominowały wulgaryzmy, i tak miękną nam kolana na dźwięk słów "kocham cię". Nieważne jak bardzo lubimy wyzwania, skoki spadochronowe, wędrówki nad przepaścią, skoki na bungee – i tak najwięcej adrenaliny wydziela się podczas spaceru za rękę z ukochanym lub lirycznej sytuacji łóżkowej;). Tak – jesteśmy bardzo skomplikowane. Potrzebujemy czułości, ale i silnego oparcia, potrzebujemy chwili milczenia ale i niekiedy potoku komplementów, lawiny zapewnień o dozgonnej miłości. I wszystko byłoby piękne, miodzio, cacy, wszak różnorodność i zmienność to wróg numer jeden stagnacji (czyli cichego zabójcy miłości w związku) gdyby nie jeden, malusi szczegół. MĘŻCZYŹNI SĄ PROŚCI (nie mylić z prostactwem!). Mężczyźni mają stały tok rozumowania, konkretny typ postępowania, określone metody radzenia sobie  z problemami, humorami i asertywnością kobiecą. I właśnie dlatego w konfrontacji skomplikowania żeńskiego z prostotą męską rodzą się konflikty. Dlatego tak trudno znaleźć osobę kompatybilną z naszą osobowością. Dlatego pojawiają się przeróżne teorie: przeciwieństwa się przyciągają; takie same charaktery to gwarancja udanego związku; kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa; czekam na tego "jedynego"; kobiety z "charakterkiem" są idealne jako partnerki "na raz" a nie na całe życie. Teorie, które nijak mają się do praktyki.

Autorka próbuje "ugryźć" zagadnienie miłości z każdej strony. Odmienia ją przez przypadki, przez osoby, przez rodzaje, mnoży, dzieli, pierwiastkuje. I z tych zabiegów i działań rodzi się więcej pytań niż odpowiedzi. Bohaterka powieści próbuje zrozumieć, dlaczego tak trudno znaleźć dobrego partnera. Czy oczekuje zbyt wiele? Czy wymaga za dużo? Czy po prostu nie trafiła jeszcze na "tego jedynego"? Czy "ten jedyny" w ogóle istnieje? Czy istnieje jakiś zestaw pytań, test, który pozwoli nam na ocenę czy ten to "ten", czy "nie ten"? Czy szukać dalej, czy olać związki? Czy znajomość wirtualna ma rację bytu?

Miłość odmieniana przez przypadki podzielona jest na rozdziały, w którym uważna czytelniczka znajdzie złotą myśl dla siebie.

Pewnego dnia, gdy się zakochasz, twoja lista plusów i minusów rozleci się w pył.

Chciałam, żebyś mnie kochał taką, jaka jestem. Każdą moją wadę traktował jak dar i lekcję akceptacji. Przecież nikt nie jest doskonały.

Myślisz, ze poznam kogoś komu zaufam tak bezgranicznie, tak naiwnie, ze przestane analizować jego słowa i gesty, a zacznę dziękować Bogu, ze obrócił słowa w czyn?

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Mnogość tekstu wartego szczególnej uwagi zaznaczałam, ale z racji ilości musiałam ograniczyć się do przepisania nielicznych, tych najpiękniejszych i najbardziej trafnie oddających moje przemyślenia. Przypuszczam, że ile charakterów, tyle możliwości odbioru tej książki. Z racji tego, że jestem w szczęśliwym ponad jedenastoletnim związku (w tym sześć last małżeństwa) wciąż z tym samym mężczyzną, nie mogę w pełni zrozumieć dylematów singielki. I mój punkt widzenia rożni się od punktu widzenia głównej bohaterki. A może ja po prostu mniej filozoficzne podchodzę do zagadnienia "prawdziwa, jedyna miłość"?


[...] pozwalamy aby zasady moralności trzymały nas dala od emocji, za którymi tak często tęsknimy.

Moim zdaniem to bzdura. Jeśli kochamy naszego partnera i tworzymy szczęśliwy związek oparty na wzajemnym szacunku i pewności do drugiej osoby to możemy pozwolić sobie na szaleństwo w związku. Przecież to my sami tworzymy związek, a więc i nam pozostaje tworzenie "dekalogu związku" – co można, czego nie wypada. Rozmowa. Szczera rozmowa załatwi wszelkie wątpliwości w tym zakresie.

Jesteśmy zdezorientowane. Jako partnerów wybieramy mężczyzn, którymi z łatwością możemy manewrować, sterować i manipulować, a potem mamy pretensje, że nas nie zdobywają, że nie mają koncepcji na związek, że nudzą nas w łóżku.

Zdezorientowane? Raczej skomplikowane. Mężczyzna u naszego boku to nie sukienka z H&M-u, którą możemy przymierzyć w domu, dopasować do niej buty, spojrzeć na nią pod rożnym kątem i ocenić, czy pasuje, czy nie bardzo i zwrócić jeśli jednak nie spełni naszych oczekiwań. Jeśli lubimy władczych mężczyzn, to wybieramy właśnie takich, jeśli chcemy grac w związku pierwsze skrzypce to wybieramy pantoflarza. Wszystko gra i buczy. Ale jeśli w pierwszej fazie związku uwielbiamy facetów uległych a później nagle nam się przypomina, że "nie, jednak fajnie gdyby on wykazywał inicjatywę" Albo odwrotnie, nagle "odwidziało nam się" męskiej dominacji: "nie mam w związku wolności! To despota, który podejmuje wszystkie decyzje za mnie, nie liczy się z moim zdaniem!". Albo tak, albo siak. Musimy wiedzieć z jakimi konsekwencjami wiążą się nasze wybory.

Jeśli ty piszesz, to oznacza, ze w połowie będzie to wywód filozoficzny połączony z historycznym wydarzeniem. I aluzje, konkluzje i dyrektywny wniosek. Wywód, który facet ująłby w jednym zdaniu.

Mężczyźni są prości, dla nich "nie" oznacza "nie". Dla kobiety "nie" to partykuła o określeniu wieloznacznym, najczęściej sprzecznym. Oznacza: tak, może, nie wiem, domyśl się, jestem obrażona, jestem przed okresem, jestem po okresie, jest mi smutno, zraniłeś mnie, przytul mnie, wynos się, milcz, jak możesz pytać? daj mi spokój; i w końcu może także, o dziwo!, oznaczać – nie. Aby stworzyć idealny związek, w którym będziemy rozumiane musimy rozmawiać "po ludzku" bez domysłów, bez zachowań, które wzbudzają w naszych partnerach konsternację, bez niepotrzebnego komplikowania łatwych sytuacji. Rozmowa – ale normalna, bez podtekstów.
 
najgorzej jest zakochać się we własnym wyobrażeniu.

bo znowu nie zachował się tak, jak sobie wyobrażałyśmy, że się zachowa?

Prawda to, oj prawda. Kobiety bardzo często idealizują obraz mężczyzny. Porozrzucane skarpetki wydzielające dwudniowy odór to zderzenie z rzeczywistością. Nie idealizujmy, tylko rozmawiajmy o tym, co nas wkurza, irytuje i co jest nie do zaakceptowania. Ale przede wszystkim starajmy się zrozumieć, że żyjemy obok człowieka, który ma wady. Nie jest alfą i omegą.

Miłość odmieniana przez przypadki to doskonała lektura dla kobiety. Otwiera oczy na wiele kwestii. Prawdopodobnie pomoże nam dostrzec wiele prawd, dzięki którym nasze życie z mężczyzną u boku stanie się po prostu prostsze.


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

środa, 11 stycznia 2017

Po dwóch stronach rzeki. Barbara Smal [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Po dwóch stronach rzeki
AUTOR: Barbara Smal
WYDAWNICTWO: Bernardinum
GATUNEK: Literatura obyczajowa

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Sentymentalna powieść, okraszona odrobiną melancholii, doprawiona szczyptą smutku, rozczarowania i pokaźną porcją  nadziei. Po dwóch stronach rzeki to powieść, która jest czerwonym światłem na sygnalizacji świetlnej naszego życia. Każe nam się zatrzymać, wzmaga naszą koncentrację, ale przede wszystkim wyhamowuje ten pęd, który porwał w wir codzienności i monotonii wszystko to, co w człowieku najpiękniejsze i najprawdziwsze – miłość do ludzi i samego siebie, cierpliwość, uwielbienie dla przyrody, natury, sztuki i docenienie każdego dnia.

Podobno kobiety się o wiek nie pyta. A niby dlaczego? Przecież ani "czterdziecha", ani pięćdziesiątka, ani siedemdziesiątka to nic wstydliwego. Sęk w tym, żeby nie przywiązywać uwagi do takich banałów jak cyferki, a zwracać baczną uwagę na to, jak wiele dobrego w ciągu tych lat zrobiliśmy dla siebie i najbliższych.

O samej treści wiele pisać nie trzeba. Siedemdziesięcioletnia Zofia w zaciszu swojego domku snuje opowieść o swojej przeszłości i teraźniejszości, które mają wielki wpływ na wizje przyszłości. Wspomina trudne pod względem emocjonalnym dzieciństwo, wymagającą i oschła matkę, brak ojca, młodzieńcze zauroczenie, początki edukacji w Akademii Sztuk Pięknych, miłość dotworzenia obrazów, wizyty w domku ciotecznej babci. Wspomina początki małżeństwa, macierzyństwa...
Dzięki plastycznym opisom ta powieść pachnie, szumi, szemrze, szeleści. Autorka ma niebywały talent charakterystyki krajobrazu, dzięki czemu przyroda jest niejako jednym z głównych bohaterów Po dwóch stronach rzeki.

Ale w tej powieści sama treść nie ma kluczowego znaczenia – jest nim bowiem przekaz, przesłanie i "kop energetyczno-motywacyjny" jakim nas raczy. Człowiek zastanawia się nad swoim życiem. Bo niezależnie od tego w jakim jesteś wieku zawsze jest czas na to, by być szczęśliwym i spełniać swoje marzenia. Jakie znaczenie ma ilość zmarszczek na Twej twarzy? Czy kobieta z przyprószonymi siwizną włosami nie ma prawa marzyc? Zawsze jest odpowiednia pora na to, aby być szczęśliwym.
Po dwóch stronach rzeki jest jedną z tych powieści, w której nie ma wartkiej akcji, wartkim strumieniem płyną z kolei nasze wspomnienia, przemyślenia i rozważania. Lektura zmusza do refleksji nad naszymi dotychczasowymi poczynaniami, decyzjami i planami. Niekiedy lepiej zaryzykować, niż kurczowo trzymać się utartych, schematycznych rozwiązań. Niekiedy warto zrobić pierwszy krok, bo tylko jeden dzieli nas od pełni szczęścia. I w końcu – wiek nie jest przeszkodą w dokonywaniu, marzeniu i spełnianiu pragnień.
Niemal na każdej stronie powieści znajdziemy perełki słowne, których nie sposób czytać bez łagodnego uśmiechu i kiwnięcia głową w geście aprobaty i przytakiwania. Kwintesencja prawd życiowych na kilkunastu stronach książki.

Zalecam zaparzyć sobie kubek gorącej herbaty (albo tak jak Zofijka – kakao), wskoczyć pod kocyk i oddać się w całości tej lekturze, o przepięknej okładce i takim samym wnętrzu. Udany wieczór gwarantowany. A kto wie, może treść skłoni nas do przetasowania hierarchii wartości w naszym życiu?



wtorek, 6 grudnia 2016

Pieśń Dawida. Amy Harmon [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pieśń Dawida
AUTOR: Amy Harmon
WYDAWNICTWO: Editio
GATUNEK: Literatura obyczajowa/Romans
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Helion

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Instrukcja obsługi czytania Pieśni Dawida:
1. Zaszywamy się na kilka godzin w swoim kąciku do czytania.
2. Przygotowujemy się na wzruszającą, wypełniona przepięknymi słowami lekturę, pełną kształtów, zapachów i smaku. Ale bez doznań wizualnych...
3. WARUNEK ABSOLUTNIE KONIECZNY: ścieżka dźwiękowa: 
– Damien Rice "The Blower's Doughter" (z rewelacyjnego filmu Bliżej, ze świetną Natalie Portman i resztą)
– Damien Rice Accidental Babies
– i absolutny fenomen dźwiękowy, który można odtwarzać bez końca. Utwór włoskiego kompozytora (którego genialną interpretację muzyczną filmu Nietykalnych znają chyba wszyscy) jak ulał wypasujący się w klimat stworzony przez Autorkę w Pieśni Dawida. 

https://www.youtube.com/watch?v=kcihcYEOeic&index=1&list=RDkcihcYEOeic

Piosenki nie da się zobaczyć. Można ją poczuć, usłyszeć i poruszać się do niej...

4. I możemy czytać. I możemy płakać. I możemy rozmyślać, przeżywać, współczuć. Byleby tylko nie znaleźć się na miejscu bohaterów powieści.

Dawid Taggert to 26-latek z dość skomplikowaną przeszłością, dwiema nieudanymi próbami samobójczymi, ale jednocześnie to facet, który w końcu odnalazł siebie, sens życia i kierując się zasadą "wszystko albo nic" bierze z życia tyle, ile się da. Jakby chciał zrekompensować sobie te lata depresji, pobytu w szpitalu psychiatrycznym, wyrzutów sumienia, zapędów autodestrukcyjnych i alkoholizmu. Jest tam, gdzie go potrzebują. Nie znosi bezmyślnej przemocy, wredności i znęcania się nad słabszymi. Trenuje mieszane sztuki walki, jest wielki, silny i roztacza wokoło siebie aurę bezpieczeństwa i dobra. Jest właścicielem baru, siłowni i kilku obiektów sportowych. I właśnie w swoim barze poznaje tancerkę erotyczną. Piękną, eteryczną, wyróżniającą się Amelie Anderson.
Zakochują się w sobie. 
I nagle Tag znika. Od dwóch tygodni nie daje znaku życia, nie odbiera telefonu, nie kontaktuje się z pracownikami baru, siłowni, przyjacielem Mojżeszem i przede wszystkim z Millie. Zostawia jej kasety magnetofonowe z nagranymi nań wyjaśnieniami i przemyśleniami. Tylko dlaczego te nagrania brzmią jak list pożegnalny samobójcy? Czy wszystkie zapewnienia o swoim oddaniu i o miłości to były kłamstwa opakowane w błyszczące słowa imitujące prawdę? Czy Tag zdał sobie sprawę, że przyszłość z osobą niepełnosprawną to jednak wyzwanie, ale nie dla niego?

– A, długie milczenie. Wszyscy tak reagują. Mama zawsze mi powtarzała, że jestem piękna – stwierdziła rzeczowo – ale na wypadek, gdybym nie była, mógłbyś obiecać, że będziesz mnie okłamywał?

[...] skoro jestem niepełnosprawna, to mogę się spotykać wyłącznie z niepełnosprawnymi. Bo oczywiście nikt inny mnie nie zechce, prawda?

[...] klawisze opisane brajlem! Gdy świat jest zbyt płaski, tacy ludzie jak ja się z niego zsuwają.

Pieśń Dawida to przepiękna historia o miłości. Nie tylko miłości zakochanych w sobie osób, ale także miłości do życia, uwielbienia świata takim jaki jest dla nas dostępny. To powieść, która otwiera nasz umysł, porusza wewnętrzne struny delikatności i wrażliwości. Książka uzmysławia nam, jak wiele otrzymaliśmy od życia i jak wiele z tych podarunków jest przez nas ignorowane, bagatelizowane. 
Postać Millie i jej sposób radzenia sobie z przeciwnościami to uderzenie w splot słoneczny naszego życia wypełnionego malkontenctwem i gburowatością. Przecież coś takiego jak "kolekcjonowanie odgłosów" i "posiadanie swojego ulubionego dźwięki" to tak oczywiste, że aż śmieszne. A Ty masz swoje ulubione odgłosy? Albo to, że można dotykać ścian budynków, skał, przedmiotów i czuć "historię, którą nasiąknęły". Przecież wszytko ma jakąś przeszłość. I wcale nie tak trudno ja poznać.

Piękny język, styl i delikatność z jaką Autorka podjęła się tematu miłości miedzy niepełnosprawną, piękną kobietą, a typowym "lowelasem", chłopakiem z przeszłością – zachwyca. Ale przecież to już było! No pewnie, że było, i motyw, i mnóstwo podobnych historii miłosnych, i to uderzenie w romantyczna nutę człowieka, i choroba. Ale nie zmienia to faktu, że Pieśń Dawida to swego rodzaju pomoc dydaktyczna – w zrozumieniu piękna, jakiego doświadczamy każdego dnia, w docenieniu faktu posiadania wszystkich sprawienie działających zmysłów oraz pomoc w rozbudzeniu głęboko drzemiącej w nas empatii.

Spadanie jest jak latanie, pod warunkiem, że nigdy nie trafisz w ziemię. 

Piękną piosenkę poznaje się po tym, że może cię zdruzgotać. Możliwe, że po tym samym poznaje się piękne życie. Po tym, że może cię zdruzgotać.

Nie będzie to zbyt wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że Pieśń Dawida mnie zdruzgotała?

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 10 października 2016

Wszystko dla ciebie. Joanna Sykat [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Wszystko dla ciebie
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: literatura obyczajowa, kobieca
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwu Replika 

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)

...największa głupotą jest wierzyć w niezmienność rzeczy i zjawisk. Jedyną stałością jest świadomość zmian i ich akceptacja.

Agatka to niezwykle irytująca trzydziestopięciolatka. Nie – nie polubiłam głównej bohaterki, mimo iż jej poukładane życie legło w gruzach, ukochany Kuba okazał się hultajem, przyjaciółka niezmiennie pozostała egoistką, umowa o pracę nie została przedłużona i los zgotował jej w bonusie niecodzienną niespodziankę. Zdradzanej i pozostawionej na lodzie kobiecie powinno się współczuć, prawda? Niewinnej, oszukanej i sponiewieranej przez niesprawiedliwy los kobiecie powinno się podać chusteczkę higieniczną, przytulić i zwymyślać bluzgami najcięższego kalibru jej eks-męża. Jednak Agata to taka bezbarwna postać, więc Kuba mówiąc "mała, nudna dziewczynka z zapałkami" ma rację. Agata wpadła w marazm życia, dreptała po powstających latami koleinach swego życia. Zagubiła siebie w odmętach szarości dnia codziennego, zgubiła także uczucie do Jakuba, zgubiła radość.

– Nie mam dla kogo. [...]

– Dla siebie! Czy ty zawsze musisz być dla kogoś?
Przy Tobie byłam i znów jestem malkontentką. Przeżuwam życie, zamiast się nim cieszyć.
  
Największa niespodzianką jest dla Agaty informacja, że spodziewa się dziecka. Samotna matka! Jak ja sobie poradzę? Czy pokocham dziecko? Jak to możliwe? Przecież nigdy nie chciałam mieć dzieci! Paradoksalnie ten potężny kop w dupsko, jakim było: bezceremonialne odejście jej męża + ekspresowy podział majątkowy + dwie kreseczki na teście ciążowym stały się zalążkiem nowej Agaty. Niepewnie stawiającej kroki, ale już nie po dobrze znanym szlaku, ale po zupełnie nowej drodze, w nieznaną stronę. I tę Agatę polubiłam. Pomimo niepewności, błądzeniu po omacku, ale nareszcie przebudzoną do życia, gotową złapać życie za rogi i w końcu żyć, a nie istnieć, oddychać, a nie wegetować! Bo o własne szczęście trzeba walczyć, a nie czekać na łaskawe zmiłowanie się kaprysnego losu, który obdarzy nas uśmiechem albo nie.
Jestem okrutna. Kiedyś nie potrafiłam bić, teraz umiem uderzyć  dwa razy mocniej.

[...] uporczywa mania nazywania wszystkiego, przeszkadza w rozumieniu świata.

Nieplanowane macierzyństwo wyzwala w Agacie wolę walki o własne szczęście. Sama nie wie, jak wiele niespodzianek szykuje dla niej los...

Joanna Sykat to moje odkrycie roku. Autorka rozkochała mnie w swojej twórczości po genialnych Czterech stronach miłości. Dawkuję sobie kolejne książki autorstwa Pani Joanny, bo wiem, że w każdej znajdę kwintesencję doskonałej literatury współczesnej.
Wszystko dla Ciebie porusza bardzo ważne kwestie – zdrada, kłamstwo, zakłamane małżeństwo oraz samotne macierzyństwo. Temat bardzo popularny w literaturze współczesnej, aby nie użyć słowa oklepany. Ale Wszystko dla Ciebie uzmysławia nam złożoność wszystkich tych pojęć. Milczenie i niezrozumienie prowadzi do problemów w małżeństwie. Nierozwiązany problem do kryzysów. Kryzys do rozpadu małżeństwa. Najczęściej rozwiązanie jest tak banalne, tak proste, ze aż śmieszne – rozmowa, kłótnia, wrzaski, list – jakakolwiek forma wymiany informacji. Bo blokada i cisza na fonii małżeńskiej to krok od jej rozpadu.
Autorka podejmuje, w niekonwencjonalny sposób, próbę przekazania czytelnikowi co czuje matka, która matką nigdy zostać nie chciała. Głowna bohaterka prowadzi bowiem rozmowy ze swoim nienarodzonym dzieckiem. Tłumaczy mu złożoność świata, opowiada o doznaniach, pogodzie, zwierzętach, o skomplikowanej naturze ludzkiej, o swoich uczuciach i przede wszystkim o swoich obawach. Te piękne monologi oddają istotę myśli kłębiących się w głowie przyszłej matki. Ta sama obawa o to, czy damy rade być dobrą matką i czy uchronimy dziecko przed złem tego świata. Obserwujemy jej cudowną metamorfozę z zagubionej, niezdecydowanej szarej myszki, w pewną siebie i zdeterminowaną kobietę.

Wszystkie te słowa "cudowne","wspaniałe, "niesamowite" są piękne... jak puste bańki.W tej chwili napełniłeś je treścią.

Prócz monologu z dzieckiem na uwagę zasługuje różnorodna forma wypowiedzi. We Wszystko dla ciebie dominuje bowiem narracja trzecioosobowa, ale mamy także treść SMS-ów, maili, pamiętnika, co urozmaica fabułę.
Nie zabrzmi to obiektywnie, ale nie polubiłam bohaterów drugoplanowych: ani przyjaciółki Agaty – Moniki, ani jej męża Adriana, ani cioci Niny, chociaż jest to postać oryginalna, zabawna i charakterystyczna, ani epizodycznego Michała. Osoby te, tworzą tło pięknej, emocjonalnej, wewnętrznej zmiany Agaty i przeszkadzają w skupieniu się li tylko na Agacie. To jasne, że bez Moniki nie byłoby wymiany wiadomości na komputerze, bez Niny pikantnych szczegółów z jej bogatego życia seksualnego, Adrian "podarował" niemałą niespodziankę, podobnie jak Michał... ale moim zdaniem to tło było zbędne. Powieść nie ucierpiałaby, gdyby ich zabrakło.
Autorka tradycyjnie wplata w treść garść prawd życiowych i cudownych aforyzmów, których nie sposób nie przytoczyć.

[...]im sensowniejsza teściowa, tym mniej sensowny mąż. Chyba na przyszłość wolałaby bardziej żmijowate układy ze świekrą w zamian za spokój w przestrzeni jeden na jeden.

Osobna kołdra jest tak samo romantyczna jak spanie na oddzielnych łóżkach.

[...] znów mam motyle w brzuchu. Są - i to pioruńskie - ale i one zdechną za jakiś czas.

W drugiej osobie irytuje to, co przeszkadza nam w nas samych.

Czy Wszystko dla ciebie ma szansę zakończyć się happy endem? Czy zdradę można wybaczyć? Kto tak naprawdę okaże się egoistą? Bardzo polecam.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik



niedziela, 25 września 2016

Prawo Mojżesza. Amy Harmon [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Prawo Mojżesza
AUTOR: Amy Harmon
WYDAWNICTWO: Editio
GATUNEK: Literatura obyczajowa/Romans/New adult
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Helion

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)

Płakałam. Mimo, iż ktoś zapobiegliwy obwieścił na okładce "Ta książka nie kończy się happy endem". Nie pomogło. Zastanawiam się jak wielki dar musi mieć autorka, aby skutecznie wtłoczyć w fabułę ból. I smutek. Obezwładniający i przejmujący. Niewidoczna, ale wyczuwalna mgła smutku, która otulała nawet te wydarzenia, które miały być radosne, w których bohaterowie się śmiali.
"Trudny chłopak", "trudna miłość", "chłopak z przeszłością" – te frazy działają na mnie jak alergeny na alergika i karmazynowa płachta na byka. W przypadku Praw Mojżesza nijak nie da się tych sformułowań wykluczyć, ale w przeciwieństwie do innych książek new adult, tutaj pasują jak ulał. Bo Mojżesz to rzeczywiście chłopak z trudną przeszłością. Matka narkomanka, tuż po jego urodzeniu, zostawiła Mojżesza w publicznej pralni.
Ludzie kochają małe dzieci, nawet chore. Nawet dzieci cracku. Ale małe dzieci rosną i stają się nastolatkami., a nikt nie chce się kłopotać rozbitymi nastolatkami.

Mojżesz dorastał, przerzucany z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Sprawiał kłopoty wychowawcze i nie był typowym nastolatkiem. Sprawiał wrażenie... dziwnego, specyficznego i niebezpiecznego. Ostatecznie trafia na farmę do swojej prababci. Podejmuje się rożnych prac... także na pobliskiej farmie państwa Shepherd, którzy wdrażają w życie hipoterapię (metody leczenia osób chorych, problematycznych poprzez jazdę konną i kontakt z tymi zwierzętami). Tak poznaje siedemnastoletnią Georgię – ich córkę. Aż chce się napisać –  tak dochodzi do wybuchu płomiennej, nieokiełznanej i wszechogarniającej miłości. Ale tak nie jest, Mojżesz ma swoje zasady, których restrykcyjnie przestrzega...

– Dlatego właśnie stosuje się do tego prawa – szepnął niemal łagodnie – jeśli nie kochasz nikt nie zostaje zraniony. Łatwo odejść. Łatwo pogodzić się ze stratą. Łatwo dać sobie spokój.

Jednak serce niespełna siedemnastoletniej Georgii, dziewczyny żywiołowej, radosnej, uśmiechniętej i przede wszystkim twardej i upartej nie reaguje na odmowę, na odrzucenie. Stara się ze wszystkich sił zrozumieć tego dziwnego, nieokrzesanego chłopaka. To zrozumienie przynosi miłość. Zakochała się w  antypatycznym chłopaku z "pękniętym umysłem", na którego nie działała nawet hipoterapia.

Geniusz i szaleństwo są sobie bliskie.

Ale Georgia mnie chciała. I właśnie to, że mnie chciała, chociaż nikt inny mnie nie chciał, wzbudziło moją podejrzliwość. I nieufność. Którą zawsze wykorzystywałem przeciwko niej.

Strzegłem swoich sekretów i pozwalałem jej wierzyć, że jestem stuknięty.

Jej upór przynosi skutek... ale z pewnością ani Georgia, ani Mojżesz nie spodziewali się, że ich historia może mieć taki finał...

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Mam nadzieję, że powyższe, krótkie streszczenie fabuły nie brzmi banalnie, bo Prawo Mojżesza bynajmniej takie nie jest.
Historia miłosna napisana pięknym stylem, przepięknym językiem. Wróć! Ta historia nie jest napisana, ta historia jest namalowana! Feeria barw, pełen ekspresji geniusz i impresja uchwycona w pociągnięciach pędzla – tak powstawało Prawo Mojżesza. Przeciwwagą do "estetycznego bujania w obłokach" Mojżesza, jest twardo stąpająca po ziemi, charakterna Georgia, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Dziewczyna, z której emanuje radość życia i chęć mierzenia się z wytyczonymi celami. Dziewczyna, której w każdym momencie życia towarzyszy gra w "pięć plusów". Gdy ci smutno gdy ci źle – wymień pięć drobnych rzeczy za które chcesz podziękować. Przepiękna gra przypominająca mi odrobinę "grę w zadowolenie" Pollyanny. Ciepły koc, herbata z miodem i cytryną, serdeczny i głośny śmiech mojego Synka, merdające ogony moich dwóch labradorek, przytulenie i pocałunek w czoło przez mojego Męża. A Ty potrafisz wymienić pięć plusów na dziś? Problem polega na tym, że każdego dnia muszą być inne, nie mogą się powtarzać;)

Gdyby twój mózg nie miał pęknięć, twój geniusz nie miałby jak wydostać się na zewnątrz.

Całokształt doskonałej lektury dopełnia wątek metafizyczny i kryminalny. Autorka bardzo zgrabnie przeplata realność z fantastycznymi wizjami Mojżesza. Ani razu nie ociera się o kicz. Wszystko pozostaje w sferze delikatności i subtelności. Mnie, te nierealne wątki bardzo wzruszały, pęknięcia w umyśle Mojżesza, które umożliwiły mu przenikanie w pęknięte obszary nieba były bardzo realistyczne.
Wątek kryminalny nadaje akcji tempa i skupia uwagę czytelnika na niewyjaśnionych i podejrzanych okolicznościach zaginięcia wielu młodych kobiet. Zatem nie tylko trudna miłość, pierwsze doznania erotyczne, ale i zagadka kryminalna.
To książka o samotności, niezrozumieniu i bólu. Książka o wielkiej stracie, rozczarowaniu i nieszczęśliwej miłości. Ale Prawo Mojżesza to przede wszystkim opowieść o tym, że miłość jest w stanie pokonać dosłownie wszytko... nawet śmierć.


 – Mojżesz, Mojżesz, Mojżesz – jęczało moje serce, a usta powtarzały za nim ten jęk.

Boisz się prawdy, Georgio. A ludzie, którzy boja się prawdy, nigdy jej nie odkrywają.

[...] być może nikt  nas nie jest bezpieczny. Nie tak prawdziwie. Nawet przy ukochanych osobach. Nawet przy osobach, które nas kochają.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik