środa, 21 września 2016

Zdrowie zaczyna się w brzuchu. Justin i Erica Sonnenburg [Izabelka]

TYTUŁZdrowie zaczyna się w brzuchu.
AUTOR: Justin i Erica Sonnenburg 
WYDAWNICTWO: Galaktyka
GATUNEK: Poradnik, żywienie, zdrowie
Zdjęcie autorskie Izabelka
Książkę tę napisało małżeństwo lekarzy. Ale się nie bójcie! Napisana jest przystępnym językiem i z humorem. Mnie się bardzo podobała.
Kiedyś usłyszałam takie zdanie: twój brzuch to nie śmietnik i nie musisz tam wrzucać wszystkiego! 
To zdanie świetnie pasuje do tej książki.
Państwo doktorstwo w sposób zrozumiały przedstawiają informacje dotyczące roli mikroflory jelit i jej oddziaływania na nasze zdrowie.
Autorzy udowadniają, że istnieje nieznany nam świat powiązań między mikroflorą jelitową a zdrowiem.

Pielęgnowanie bakterii jelitowych po to, by wytwarzały substancje potrzebne organizmowi człowieka, jest prawdopodobnie jedną z najważniejszych rzeczy, które możemy zrobić dla naszego zdrowia.

Autorzy przekonują również, że nadmierna sterylność nie jest dobra dla naszego organizmu. A posiadanie zwierzęcia w domu zwiększa naszą odporność.
Zachęcają również do jedzenia kiszonek. A dlaczego? Sami przeczytajcie!
Świetnym uzupełnieniem są jadłospisy i przepisy na końcu książki. Kilka już sobie spisałam.
Polecam.
Daje do myślenia. 
Czas na zmiany. 

wtorek, 20 września 2016

Jutro zaświeci słońce. Joanna Sykat [Izabelka]

TYTUŁJutro zaświeci słońce
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Czwarta storna
GATUNEK: literatura współczesna

Zdjęcie autorskie Izabelka
Nie wiem jak pani Joanna to robi? Jestem zachwycona!
Ale zacznę od minusów. A w zasadzie jednego: okładka! Koszmarna! Zupełnie nie pasuje do treści i wprowadza w błąd potencjalnego czytelnika. Mnie się nasuwa takie skojarzenie: wyobraź sobie przepyszną czekoladkę zawiniętą w zużyty papier po kaszance. W środku coś pięknego, a opakowanie „z innej bajki”.  I to tyle.
Książka jest napisana przepięknym językiem. Mnóstwo zdań „smaczków”, które można czytać po wielokroć.  Nie przytoczę tu żadnego, bo nie chce Wam odbierać przyjemności z czytania.
Ciężko napisać cokolwiek o fabule nie zdradzając treści.
To jedna z tych pozycji, które szarpią serce, wzbudzają emocje i odbierają zdolność myślenia.  Czytałam powoli i ze skupieniem. Trudne relacje pomiędzy matką i córką. Anita opowiada o tym, jak ciężko żyć mając toksyczną matkę. Matkę, która wszystko krytykuje, poucza i wyzywa cię od „popierdoleńców”. Sączy słowa niczym jad: „Wstydzę się, że mam taką córkę”, „Co za tuman!”, „Jakaż ty jesteś beznadziejna!”, „Nie dasz rady!”. Słowa niczym sznur krępują córkę, paraliżują myśli i nie pozwalają normalnie żyć.  Są jak hamulec. Nie pozwalają działać, rozwijać się. Anita jest sparaliżowana strachem. Dwie kobiety tak różne jak czerń i biel.
Skutkiem tego Anita nie umie nawiązać odpowiednich relacji z mężem. Zawsze są w ich małżeństwie obecne słowa matki. Mąż wspiera, choć nie rozumie. Próbuje pomóc żonie…
Edyta (matka) jest jak góra lodowa. Zimna, nieprzystępna, surowa. Oschła, wulgarna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Wzbudziła we mnie okropne emocje.
Ale tylko do czasu. Wszystko się zmienia, kiedy Anita znajduje zeszyt. Ukryty zeszyt, który prowadziła jej matka. Historia rodzinna, którą odkrywamy jest niewiarygodna i smutna zarazem. I nagle zmienia się mój stosunek do Edyty. Bo okazuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Czy można zrozumieć osobę nie znając jej przeżyć?
Na uwagę zasługuje też pięknie opisane relacje Anity z babcią. Osobą ciepłą, kochającą, która piecze dla wnusi pyszne serniczki. Która przytula, chwali, nie szczędzi miłych słów. Która jest odwrotnością swojej córki.
Ale powtórzę raz jeszcze: nic nie jest takie, na jakie wygląda.
Sama jestem córką i matką. Nie wyobrażam sobie takich relacji w rodzinie. I takich tragedii…
Mnie się czytało ciężko. Gardło ściśnięte, łzy w oczach, mnóstwo pytań szalejących w głowie.
Pani Joanna umie pięknie ubrać myśli w słowa. Wulgaryzmy wcale nie kłują w oczy. Tu pasują.
Jednak przytoczę kilka cytatów, które mnie urzekły:
Taka to była jej miłość, nienarzucająca się jak rodzynek w cieście.
Ogrodnik jednak ze mnie byłby dobry; sprawnie flancowałam faszystowskie metody matki na swój klomb.
Polecam.

Promyczek. Kim Holden [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Promyczek
AUTOR: Kim Holden
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: Literatura obyczajowa/ Romans

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)
Ciepła, nostalgiczna, ale bardzo przeciętna powieść. Zastanawiam się, dlaczego tak wielką popularnością cieszą się bardzo średnie książki, a te ambitne, napisane przepięknym językiem są niedoceniane. Reklama. Potęga reklamy dopada nawet świat książki...

Kate to miła, skromna i bardzo wrażliwa dziewczyna. Jest dobrym człowiekiem, taką pozytywną istotą, która we wszystkim widzi dobro, takim promykiem radości rozjaśniającym pochmurne niebo i przeganiającym najczarniejsze chmury. W swoim dwudziestoletnim życiu przeszła naprawdę wiele. Los jej nie oszczędzał. W ramach rekompensaty szykuje dla niej niespodziankę: miłość. Miłość, przed którą Kate wzbrania się rękoma i nogami. Miłość trudną, bo pełną niedomówień i utajonych ważnych spraw. Keller to skomplikowany i tajemniczy chłopak, który zakochuje się w Kate od pierwszego wejrzenia. Jednak ich związek nie ma przyszłości...
Ta książka to manifest i propagowanie dobra postać Promyczka, jej zachowanie, działanie to wzór godny naśladowania. To pierwszy wielki plus. A drugi to wzruszająca fabuła, której zakończenie czytelnik może niestety przewidzieć niemal od razu. Mało ciekawe, mało zabawne i nieporywające dialogi. Przejaskrawione postaci i sytuacje, wszytko albo czarne, albo białe. Zbyt duży bagaż doświadczeń Kate odbiera wiarygodność, bo i problem z mamą, siostrą, ojcem i ze sobą. Alkohol, narkotyki, ucieczka, choroba, śmierć, kłopoty finansowe. Autorka chciała zapewne ukazać w ten sposób hart ducha głównej bohaterki, ale moim zdaniem połowa z tych doświadczeń była zbędna.

Jestem wrażliwa. Niekiedy płacze na reklamach, nie mówiąc o spotach reklamowych odnośnie maltretowanych zwierząt. Dlatego chyba nie w wysokim progu wrażliwości upatrywać trzeba mój brak zachwytu Promyczkiem. Może jestem za stara? To ewidentnie lektura skierowana do młodszego grona niż niespełna trzydziestoletnia kobieta... a jednak i wielu starszym osobom się ta książka podobała. 
Podobno o gustach się nie dyskutuje. Bzdura: nie dyskutuje się o czymś oczywistym, czyli o faktach. O gustach trzeba rozmawiać, jednak nikt mnie nie przekona, że Promyczek to bardziej wartościowa lektura od chociażby Czterech stron miłości, którymi do tej pory jestem zachwycona.

Mity o cholesterolu. Prof. dr hab. med. Walter Hartenbach [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Mity o cholesterolu
AUTOR: Prof. dr hab. med. Walter Hartenbach
WYDAWNICTWO: Oficyna Wydawnicza Interspar
GATUNEK: Literatura naukowa/poradnik

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)
 
Książka o tym, jak nabić w butelkę głupiego konsumenta=) 

Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie, gdy słyszysz "cholesterol"? 
Miażdżyca? Otyłość? Choroba wieńcowa? Zawał serca? Udar mózgu?
Szczerze? Do momentu, kiedy nie nadeszło kolokwium na studiach miałam bardzo podobne skojarzenia, które, jak zapewne łatwo się domyśleć niekoniecznie są poprawne. Już od kilku lat nie jestem na bieżąco ze światem biochemicznym, dlatego nie będę udawała mądrzejszej niż jestem. Skupie się na tym, co pisze zapewne mądrzejszy i doświadczony lekarz oraz na danych z mojego ukochanego podręcznika. Nie będę pisała tutaj o stylu, języku, ale skupię się na głównym temacie, jakim jest kampania antycholesterolowa, która ma na celu ogłupienie i dezinformację ludzkości. Autor pisze ciekawie i mądrze=) i nijak nie da się ukryć jego rozgoryczenia faktem, że przemysł farmaceutyczny w zmowie z większością lekarzy i innymi firmami, które na "ochronie przed zgubnymi skutkami zbyt dużego stężenia cholesterolu we krwi" się zwyczajnie bogacą.

Podstawowe fakty o cholesterolu, które każdy, nie tylko biochemik wiedzieć powinien (skupią się na faktach przedstawionych w tej książce). Nasza niewiedza jest w przekomiczny sposób wykorzystywana przez wiele mądrzejszych od nas;):
w ok. 95% (różne źródła podają odmienne wartości 90-95%) cholesterolu jest syntetyzowana głównie wątrobie. Jedynie 5% dostarczamy organizmowi z pożywieniem. Dlatego NIE DA się obniżyć poziomu cholesterolu stosując dietę. To bardzo ważny, najczęściej pomijany fakt, który widać czarno na białym... po co zatem katować się dietami, po co jeść margaryny obniżające poziom cholesterolu, po co ograniczać jedzenie jaj? Nie wiem=)
cholesterol jest syntetyzowany tylko w komórkach zwierzęcych. NIE jest syntetyzowany w komórkach roślinnych. A swego czasu na rynku były dostępne margaryny (które, jak zapewne wszyscy wiedzą są pochodzenia roślinnego) na etykietach których dumnie obwieszczano: TEN PRODUKT NIE ZAWIERA CHOLESTEROLU! CHROŃ SIĘ PRZED MIAŻDŻYCĄ I CHOROBAMI SERCA! =D producent margaryny ma konsumentów za idiotów, bo po co pisać, że margaryna nie ma cholesterolu, skoro rośliny cholesterolu nie mają?... hmmm;)
cholesterol to prekursor, czyli taka postać wyjściowa, dla hormonów, kwasów żółciowych, witaminy D. Współtworzy także błony komórkowe (utrzymuje odrębność każdej żywej komórki). Jeśli obniżamy poziom cholesterolu (farmakologicznie) wówczas spada jego dostępność dla wyżej wymienionych produktów. Autor wyciąga wnioski (odważne) mniejsza ilość substratu (cholesterolu) dla niezbędnych do funkcjonowania hormonów (m.in. kortykosteronu), witamin i kwasów żółciowych powoduje zaburzenia w funkcjonowaniu całego organizmu i osłabia organizm, który staje się podatny na choroby. Czyli SZTUCZNE OBNIŻANIE STĘŻENIA CHOLESTEROLU JEST NIEBEZPIECZNE DLA ORGANIZMU
i najważniejsze z punktu widzenia autora poziom cholesterolu. Ilość cholesterolu jest zmienna, waha się w ciągu doby, tygodni i miesięcy. Dlatego jednorazowe pobranie krwi nie jest wiarygodnym wyznacznikiem jakie faktycznie stężenie cholesterolu jest w naszym organizmie. Ale co najważniejsze autor podkreśla ze odgórnie ustalona norma 150 mg/dl jest błędna ale celowo ustalona, aby każdy zdrowy, młody, stary, chory miał rzekomo zbyt wysoką wartość cholesterolu. Autor, na podstawie obserwacji wybitnych profesorów oraz swojej ustalił, że norma powinna wynosić 250 mg/dl! To znacząca różnica!

Poza tym nie ma czegoś takiego jak "zły" i "dobry" cholesterol, bo każda z tych frakcji: LDL, HDL spełnia określone funkcje w organizmie. Brak, czy znaczne obniżenie którejkolwiek jest niebezpieczna dla zdrowia. Cholesterol nie jest częścią składową blaszek miażdżycowych (stanowi zaledwie 1%), dlatego NIE JEST odpowiedzialny za choroby serca, zwężenie ścian naczyń krwionośnych, miażdżycę i udar.
Sceptycznie podchodzę do publikacji, które używają określeń "zdecydowana większość" "połowa badanych osób" czy "kilkanaście lat temu... a teraz". Są to nieprecyzyjne i niewiarygodne określenia. Jednak odnoszę wrażenie, że autor bardziej chciał się skupić na przekazie, na klarownym przekazaniu swoich racji i w miarę jasnym odbiorze, a nie na statystykach.
Moim zdaniem ta książka jest warta uwagi. Bo jest kilka elementów z którymi nie sposób polemizować: np.: fakt, ze nagłośnienie prawdy, ze cholesterol JEST NIEZBĘDNY DO ŻYCIA I JEGO FARMAKOLOGICZNE OBNIŻANIE NIE POMAGA, A WRĘCZ SZKODZI, byłoby bankructwem dla wielu firm farmaceutycznych, spożywczych i innych, które swoje produkty wydają w oparciu o stwierdzenie "Cholesterol jest zły". Nie jest zły. 
Autor pisze jasno i przejrzyście. Nie ma pseudonaukowego bełkotu, każdy zrozumie co autor miał na myśli. Bardzo polecam.
PS jeśli ktoś dostrzega jakieś błędy merytoryczne, to bardzo proszę aby zwrócił mi uwagę, bo pisałam jedynie to co pamiętam. 
Za podsunięcie mi tej ciekawej lektury dziękuję mojej Mamie i mojemu Tacie=)

Tam, gdzie nie czuć już lęku. Monika Held [Izabelka]

TYTUŁTam, gdzie nie czuć już lęku
AUTOR: Monika Held
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
Zdjęcie autorskie Izabelka

Piękna i trudna książka.
Piękna, bo napisana wspaniałym językiem.
Trudna, bo przedstawiająca skomplikowane emocje.
Pozycję tę postawiłabym na półce: Jak żyć po pobycie w obozie koncentracyjnym?
Bohaterami są Lena i Heiner. Poznają się 1965 roku na procesie hitlerowskich katów. Ona jest tłumaczką, on świadkiem. Byłym więźniem obozu Auschwitz Birkenau. 

Chciał przeżyć obóz, żeby być świadkiem. Przeżył obóz - gdzie jednak był sens? Sprawców skazano, odsiadywali wyroki bez skruchy, bez zrozumienia, bez szoku wobec tego, co uczynili.

Łączy ich uczucie. Ale czy jest to miłość? On nie może pozbyć się wspomnień, męczą go koszmary. Ona pragnie zrozumieć, sprawić żeby poczuł się lepiej. Trudne relacje, skomplikowane emocje...

Trzeba by było zrobić z ich wspomnień szczepionkę. Jak wyglądałby świat, gdyby można było przekazywać doświadczenie w zastrzykach?

Historia jest poruszająca, wymaga skupienia, stawia mnóstwo pytań.
Jak żyć na ziemi, kiedy było się w piekle?
Jak wytłumaczyć kochanej kobiecie, że smutek nie dotyczy teraźniejszości lecz przeszłości?
Czy dobra pamięć jest szczęściem czy przekleństwem?
Jak powiedzieć, że są rzeczy lub sytuacje, które kojarzą się z "tamtym" życiem?
Jak poradzić sobie z poczuciem winy, że się przeżyło, gdy tylu ludzi już nie ma?
Jak wytłumaczyć żonie, że mężczyzna z którym przeżyło się trudne chwile w obozie jest traktowany jak brat?
Mnóstwo, mnóstwo pytań.

Nie jestem w stanie zrozumieć smutku Ocalonego z Zagłady...  

Historia ukazana jest od lat sześćdziesiątych aż po czasy stanu wojennego w Polsce. Przeplatana wspomnieniami z czasów wojny. Autorka wiernie oddała klimat tamtych czasów.
Nie ma osądzania, moralizowania, pouczania.
Naprawdę piękna i wzruszająca historia.
Mocno polecam.