Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auschwitz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auschwitz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2017

Marlene. Hanni Münzer [Izabelka]

TYTUŁMarlene
AUTOR: Hanni Münzer
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Insignis
GATUNEK: powieść obyczajowo/historyczna
Zdjęcie autorskie Izabelka


BURDEL.
Dno piekła czy sposób na przeżycie?
AUSCHWITZ?
Piekło czy ... nie mam porównania...
GWAŁT!
Przemoc psychiczna czy fizyczna?
NADZIEJA?
Trzyma przy życiu czy pomaga odejść?

Tysiące pytań... 550 stron, które czyta się ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem.

"Malene" to książka, która wzbudza szloch i zmusza do zastanowienia się nad wieloma sprawami.
Czym jest miłość, zemsta, godność, człowieczeństwo, wolność, sadyzm, bestialstwo, polityka, władza... ?
Mnóstwo pytań bez gotowych odpowiedzi...

Autorka pisze tak jak lubię: opisuje zdarzenia, nie do końca wszystko wyjaśnia, snuje wątki, skłania do przemyśleń, wyciska morze łez, zadaje pytania.

Jak wspomniałam, książka ma 550 stron. Przez pierwszą setkę stron nic tak jakoś się nie dzieje... Jakoś tak trudno było się mi wciągnąć. Ale im więcej kartek za mną, tym trudniej było odłożyć tę lekturę. Akcja nabiera tempa, wydarzenia wciągają, a bohaterki dają "popalić".

Największą część książki stanowi opis pobytu Marlene w Auschwitz. To się tam dzieje nie nadaje się nawet do cytowania. Fakty, w które ciężko uwierzyć. Na ile sposobów można upokorzyć kobietę? Czy cierpienia jest w stanie znieść matka? Jak długo można znęcać się nad niewinnym człowiekiem? Jak długo trwa śmierć z głodu? Dlaczego dzieci muszą cierpieć w wojnie dorosłych? 

Oprócz tytułowej bohaterki, przewija się postać drugoplanowa czyli Trudni. Nastolatka, która uważa się za "nieśmiertelną", krnąbrna, uparta, odważna i inteligentna. Pokochałam ją całym sercem. Nad wiek dojrzała, doświadczona przez życie z jak najgorszej strony, niezmienna przy swoich przekonaniach. Dziecko w ciele kobiety. Prawdziwa bohaterka z krzyżem doświadczeń na plecach.

Mnóstwo pytań... bez odpowiedzi...

Trudno jest pisać o pozycji, która człowieka zmasakrowała. Zawsze się obawiam kontynuacji. Ale ta jest o niebo lepsza od części pierwszej.

Nie mogę nic więcej napisać.
Łzy nie pozwalają.


Polecam gorąco!!!

sobota, 1 kwietnia 2017

Zamordować dziecko - Łatwo czy trudno... napisać. Wywiad z Violettą Domagałą. [Izabelka]


ZAMORDOWAĆ DZIECKO – ŁATWO CZY TRUDNO… NAPISAĆ?
Zdjęcie okładki "Zamordować dziecko"



Ostatnio przeczytałam świetną książkę debiutującej, polskiej autorki, Violetty Domagały pt. „Zamordować dziecko”.  Z nazwiskiem tym spotkałam się po raz pierwszy, więc chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o autorce. Niestety, w Internecie nic nie znalazłam. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res mogę zadać pisarce kilka pytań.

1.Proszę powiedzieć, dlaczego w sieci nie można znaleźć żadnych informacji o Pani? Czyżby Violetta Domagała to pseudonim?

Nie, nie...To nie pseudonim. To moje prawdziwe imię i nazwisko. Dotąd może też i dlatego niczego nie było, bo po prostu nie miałam konta na fb. Szczerze mówiąc, nie było mi to potrzebne, ale teraz wszystko uległo zmianie. Kiedy wprowadzi się w Google moje imię i tytuł książki z miejsca pojawiają się i recenzje, i informacje o możliwości zakupu książki, no i oczywiście można mnie już znaleźć na fb.

2.Może Pani opowiedzieć kilka słów o sobie? Wielu czytelników pewnie chciałoby się dowiedzieć czy autorka to np. szalona studentka czy spokojna emerytka.

A coś pomiędzy? Już nie jestem studentką, a do emerytury mam jeszcze bardzo daleko. Patrząc na zdjęcie mam się całkiem nieźle. Pochodzę z Wrocławia. Kocham życie i jestem niepoprawną optymistką, mamą trójki dzieci ( 25 - letniego Tobiasza, 14- letniego Dominika i 6- letniej Livii), kobietą lubiąca przyjemności i najszczęśliwszą żoną świetnego faceta. Uwielbiam podróże, zwiedzanie średniowiecznych zamków i sennych, urokliwych miasteczek na południu Europy, w których czas jakby się zatrzymał. Ich zniewalający czar i błogość panującej tam atmosfery całkowicie mnie obezwładniają . Ukończyłam studia prawnicze na Uniwersytecie Wrocławskim, mówię i pisze w trzech językach: hiszpańskim, angielskim i niemieckim. Uwielbiałam życie na wysokich obrotach, a nawet na zbyt przyspieszonych zajmując się niezwykle satysfakcjonującymi rzeczami, których w mojej pracy nigdy nie brakowało, a szczerze mówiąc było aż za dużo tych ekscytujących stresów, od których człowiek zaczyna powoli cierpieć na bezsenność i uzmysławia sobie stopniowo swą poddańczą zależność od zatrudniających go firm. Nieustające, nerwowe myślenie o pracy i niekończącym się profesjonalizmie, które zaczyna zatruwać życie poskutkowało, na szczęście, podjęciem decyzji o diametralnej zmianie dotychczasowego życia Obecnie mieszkamy z dwójką młodszych dzieci daleko od Wrocławia, w cudownym kraju, gdzie życie jest dla nas zdecydowanie piękniejsze

3.Pierwsze, co zwraca uwagę, kiedy bierze się książkę do ręki, to tytuł „Zamordować dziecko”. Dlaczego akurat taki? Dla przyciągnięcia uwagi czy był inny powód?

Zabawne, ale tytuł przyszedł mi do głowy zupełnie nagłe, bez jakichkolwiek analiz czy głębszych przemyśleń. Po prostu wiedziałam, że książka, która napiszę na ten temat nie może mieć innego tytułu jak właśnie dokładnie ten. Z jednej strony to najprostszy tytuł na świecie, ale z drugiej żaden inny nie oddałby w sposób natychmiastowy wszystkich emocji, jakie wiążą się akurat z tym konkretnym. Przede wszystkim chciałam, by książka zaciekawiała, nim się ją przeczyta, a tak może się stać właśnie z tytułem "Zamordować Dziecko". Bo czyż to możliwe, by przejść obojętnie obok książki, której sam tytuł wzbudza żywe zainteresowanie, intryguje i wyostrza wyobraźnię? To naturalnie tylko moje skromne zdanie.

4.Kiedy otworzy się książkę pod tytułem znajduje się zdanie: „Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami”. Które to wydarzenia są prawdziwe: te z roku 1943, 1554/1555 czy 1988? Czy może cała treść książki?

Historie w mojej powieści rozgrywające się w Auschwitz i przerażający los panny służebnej w szesnastowiecznej Wielkopolsce oparłam na autentycznych wydarzeniach, ponieważ według mnie jest to szalenie interesujące i poruszające wiedząc, że ci ludzie żyli kiedyś naprawdę, czuli, myśleli, robili dobre lub straszne rzeczy, które wydają się nam obecnie nie do przyjęcia, a przecież to byli tacy sami ludzie jak my dzisiaj. Współcześnie również panuje przemoc domowa, mimo, iż kobiety wieku XXI mają nieporównywalnie większe możliwości, by uwolnić się od swoich domowych oprawców. Kobiety i teraz mordują swoje dzieci.To się nie zmienia na przestrzeni wieków. Naturalnie cały przewód sądowy to wierne odtworzenie ówczesnych szesnastowiecznych procesów z pijanym sędzią i niepiśmiennymi ławnikami, których sposób wyrokowania daleki był od ideałów sądownictwa karnego. Badanie kobiet przez stateczne białogłowe, a nie przez wyuczonego jako tako lekarza, to typowa praktyka stosowana w staropolskich sądach. Poszczególne etapy procesu przygotowujące do faktycznego badania podejrzanej przez miejskiego kata wraz z przedstawieniem kolejnych tortur oraz ponurą egzekucję opisałam z drobiazgowa dokładnością wykorzystując dostępne na ten temat źródła. Ponadto Poznań doby Jagiellonów ze swoimi jarmarkami, prostytutkami, żebrakami, bogacącymi się kupcami, to obraz szesnastowiecznego dobrze rozwijającego się miasta, trawionego częstokroć przez zarazy i inne nieszczęścia. Podobnie zarysowałam Turwię.

5.We współcześnie pisanych książkach rzadko spotyka się żeby akcja była umiejscowiona w XVI wieku i to jeszcze w Polsce. Skąd pomysł na tę historię?

Jak już wspomniałam w poprzednim wywiadzie, całkiem przypadkowo wpadły mi w ręce materiały na temat Elżbiety z Turwii i jej losu. Zaintrygowała mnie jej historia, chociaż podobnych było przecież w bród tak wówczas jak i teraz. Jednakże zapragnęłam napisać swoją pierwszą powieść historyczną opierając fabułę na tych właśnie wydarzeniach i co nieco dokładając od siebie . Skoro Elżbieta żyła w XVI wieku, została osadzona, skazana i stracona zgodnie z obowiązującym prawem, to należało przedstawić tę zgodność z rzeczywistością, bez żadnych zmian, które mogłyby umniejszyć znaczenie prezentowanych przeze mnie zdarzeń.

6. Czy długo trwa zbieranie materiałów i przygotowywanie się do napisania powieści historycznej?

Niekoniecznie... Choć jest to kwestia subiektywna i zależy od tego, kto i w jakim trybie potrafi pracować. Gromadzenie niezbędnych informacji, przygotowywanie materiałów, bez których ciężko byłoby zacząć prace wraz z całkowitym napisaniem powieści zajęło mi siedem miesięcy. Sporo dokumentów posiadam w domu. Jednakże najwięcej czasu zabrało mi rzetelne przedstawienie szesnastowiecznego przewodu sądowego. Biorąc pod uwagę moje wykształcenie szczególnie zależało mi na tym, by ta część była doskonała. To moja debiutancka powieść, wiec trudno mi jednoznacznie stwierdzić czy to długo czy też nie .

7.Postacie występujące w książce nie są ani białe ani czarne, są wielokolorowe.  Czy wszystkie postacie mają pierwowzór historyczny czy część jest wymyślona?

Żeby zachować równowagę część postaci jest prawdziwa, a część to fikcyjne osoby, które podsunęła mi wyobraźnia. Katarzyna na przykład jest postacią fikcyjną, ale osób jej pokroju z pewnością nie brakowało. Ludzie boją się śmierci, a co dopiero, gdy mowa o śmierci w niewyobrażalnych męczarniach, które to cierpienie prześladowało ją przez całe życie. Nikt nie ma pojęcia jak się zachowa dopóki nie znajdzie się w określonym położeniu. Rodzice Elżbiety ( nie dotarłam do żadnych wiarygodnych źródeł na ich temat) to moja wyobraźnia. Żydówka ze Słowacji Ruth Elias była pierwowzorem mojej powieściowej Giseli. Ruth na szczęście udało się przeżyć obóz, potem miała kolejne dzieci. Stasia Leszczyńska to postać prawdziwa, była położną w Auschwitz. Naturalnie główna postać kobieca Elżbieta z Turwii jest jak najbardziej autentyczna, szesnastowieczna dzieciobójczyni. Kat poznański Marcin Olszewski sprawował te funkcje w Poznaniu, na mocy zawartej z miastem umowy. Na łożu śmierci przekazał duża część swojego majątku Kościołowi.

8.Oczekiwanie na wydanie debiutanckiej powieści musi być bardzo emocjonujące. Tak samo czytanie pierwszych recenzji. Jak działają na Panią krytyka, a jak słowa uznania o Pani książce? Są motywatorem do dalszych działań czy raczej hamulcem?

Oczywiście słowa uznania to najmilsza rzecz pod słońcem . Te recenzje przedpremierowe, które dotąd otrzymałam są niesamowicie pochlebne. Łzy kręciły mi się w oczach ze szczęścia. Byłam i jestem pod ich wrażeniem choćby wszystkie następne były zupełnie dramatyczne. Pani recenzja z kolei najnormalniej w świecie zawiesiła mnie nad ziemią . To niesamowite, ale w pewnych momentach miałam wrażenie jakbym ja sama ją pisała. Zwróciła Pani uwagę na kwestie, na wyszczególnieniu, których bardzo mi zależało.To cudowna recenzja, jestem pod ogromnym jej wrażeniami i jeszcze bardzo, bardzo długo będę. To wspaniały motywator do dalszego pisania. Jeżeli zaś chodzi o krytykę, to zapewne nie będę w ogóle oryginalna. Oczywiście, że boję się słów nieprzyjaznych i dołujących. Ale jak to w życiu bywa są one nieodzownym elementem zwyczajnej codzienności, ponieważ nigdy nie dogodzi się wszystkim. Nie ma takiej możliwości. Krytyka sensowna i konstruktywna ma naturalnie rację bytu i takowych właśnie oczekuję, by móc poprawiać i wzbogacać swój warsztat pisarski. Dobrych, słusznych rad nigdy nie za wiele. Skoro coś może być jeszcze lepsze, to czemu nie skorzystać i nie ulepszyć? Wówczas nie może być mowy o żadnym hamulcu.

9. W trakcie czytania nie sposób nie zauważyć plastycznego stylu opowieści i bogatego słownictwa. Czy kształciła się Pani w kierunku sztuki pisania czy może jest Pani talentem samorodnym?

Obawiałam się takiego pytania i będzie to najkrótsza odpowiedź 😊.
Nie pobierałam żadnych nauk w tym temacie. Może akurat mam szczęście i umiem pisać 😊?

10. „Zamordować dziecko” to Pani pierwsza wydana powieść. Czy pisała Pani już wcześniej? A może ma Pani pełne biurko „wprawek pisarskich”, a wydana powieść jest jak wisienka na torcie?

No właśnie nie pisałam i niestety nie mam zapchanego biurka wcześniejszymi tekstami. Mam nadzieję, że nie rozczarowałam . Próbowałam pisać... W szkole podstawowej, ale nauczycielka języka polskiego obeszła się z moim „ dziełem „ zbytnio przypominającym "Wichrowe wzgórza" w sposób mało delikatny i zdecydowanie ostudziła moje pisarskie zapędy.

11.Czy ma Pani już pomysły na kolejne książki? Bo mam nadzieje, że takie będą.

Oczywiście, że tak . Właśnie nad nią pracuję. Mam nadzieję, że będzie fascynująca. Naturalnie również oparta na faktach, bardzo tragicznych, które wydarzyły się w trzynastowiecznej Europie Zachodniej. Tytuł również będzie świetny. I już niczego więcej nie dodam  😊.

12.A jakie książki czytają autorki piszące powieści?

Z pewnością nie będzie to nic zaskakującego. Moim niezaprzeczalnym hobby jest historia średniowiecznej Europy, archeologia śródziemnomorska oraz egiptologia. I dokładnie z tych dziedzin najchętniej czytam. Opracowania naukowe i biografie to moje ulubione lektury. Mam totalnego bzika na ich punkcie. Ale oczywiście lubię też kodeksy i pozycje z prawa międzynarodowego, to pozostałości zawodowe . Powieści sióstr Bronte, Dostojewskiego, Lwa, Aleksego Tołstoja, Charles’a Dickensa to też to, co mnie od lat pociąga.

13.Czy jest jeszcze coś, co chciałaby Pani dodać od siebie? Słów kilka do czytelników?

Przede wszystkim chciałabym serdecznie i gorąco podziękować za przeprowadzenie ze mną tego wywiadu. To ogromnie miłe móc odpowiadać na pytania, zadane przez osobę, której tak bardzo spodobała się moja powieść. Z całego serca dziękuję za rzetelną, szczerą recenzję, która sprawiła, iż nadal unoszę się nad ziemią.
Serdecznie chciałabym również zaprosić wszystkich Czytelników, Panie i Panów, do lektury mojej debiutanckiej książki. Jestem absolutnie przekonana, że będą to niezapomniane wrażenia i prawdziwa uczta dla duszy. Zapoznanie się z taką historią poprzez opisane przeze mnie wydarzenia to gratka nie tylko dla fanów zamierzchłych czasów, ale dla tych wszystkich, którzy czerpią przyjemność z czytania emocjonującej powieści, która na długo zapada w pamięci.
Raz jeszcze ogromnie dziękuję i uprzejmie zapraszam.

Ja ze swej strony pięknie dziękuję, że wyraziła Pani zgodę na ten wywiad. To niesamowite doświadczenie móc zadań kilka pytań autorce książki, która mnie zachwyciła.

Violetta Domagała

sobota, 11 marca 2017

Zamordować dziecko. Violetta Domagała [Izabelka]

TYTUŁ: Zamordować dziecko
AUTOR: Violetta Domagała
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: powieść historyczna
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res
Zdjęcie autorskie Izabelka

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

I ja mam uwierzyć, że to jest debiut? Nie ma mowy! Myślę, że autorka ma pełne biurko wypełnione swoimi tekstami, a ta jest tą ostatnio napisaną, najlepiej dopracowaną. Myślcie co chcecie! 

Ostatnio mam szczęście do "chusteczkowych książek". Określenie to wymyśliłam sobie dla lektur, których nie da się czytać bez chusteczek. "Kolonia Marusia", "Zagubione godziny", "Ostatnie lato", to książki ostatnio przeze mnie czytane do których musiałam mieć je w ilościach hurtowych.

Pisałam już o tym wielokrotnie i teraz się też powtórzę: na moją ocenę czytanej przeze mnie lektury wpływa wiele czynników. Nie tylko treść. Tu zaintrygował mnie tytuł: "Zamordować dziecko". Dla mnie, matki, ciężki temat. A po otworzeniu powieści na pierwszej stronie rzucił się w oczy tekst: "Książka inspirowana prawdziwymi wydarzeniami". Prawdziwymi??? Na okładce czytamy: "W nazistowskim obozie dla kobiet Gizela - Żydówka na której naziści wykonują eksperymenty, rodzi dziecko". I ja miałabym przejść obok takiej książki obojętnie? Jeszcze nie zaczęłam czytać, a już mi wyobraźnia wskoczyła na wyższe obroty.

Akcja dzieje się w trzech warstwach czasowych: 1943 rok w Auschwitz, lata 1554/1555 w Poznaniu i rok 1988 na Uniwersytecie Jagielońskim. Najbardziej rozległa jest ta część o szesnastowiecznej Polsce. I, wbrew temu co myślałam zaczynając czytać, najbardziej przejmująca.

Autorka od pierwszych stron nie oszczędza czytelnika. Od razu "wali z grubej rury". Zaglądamy do Auschwitz. Rok 1943, styczeń. Młoda Żydówka, "materiał" do nieludzkich eksperymentów, rodzi dziecko. Przy porodzie pomaga Daniela. Zgłosiła się do pracy w obozowym szpitalu, choć tak naprawdę nie jest pielęgniarką, a historykiem. I to właśnie Daniela przekonuje położnicę do tego, aby ZAMORDOWAĆ DZIECKO. Wywiązuje się dyskusja między kobietami. Co tam dyskusja! Prawdziwa wojna na argumenty. Na temat Boga, wiary, miłości...
Jaki jest wynik tej rozmowy? Czy dziecko przeżyje? Nie napiszę...
Daniela zostaje z pierworódką na noc. I opowiada jej historię innej kobiety. Bardzo dramatyczną i wzruszającą.
I w tym momencie wkraczamy na szesnastowieczną ziemię poznańską. Poznajemy Mikołaja Kołodzieja, mieszkańca wsi Turwia, męża Reginy, ojca 5 córek. Człowieka, który za nic ma kobiety. Osobnika chamskiego, gburowatego i bez grosza empatii. Żoną poniewiera na każdym kroku gdyż nie może mu urodzić dziedzica. Regina jest w szóstej ciąży i Mikołaj ma nadzieję, że teraz dostanie upragnionego syna. Niestety, znów córka. "Na szczęście", jak to powiedział Kołodziej, martwa.
Najstarsza córka, Elżbieta nie może pogodzić się ze śmiercią siostrzyczki, a śmierć matki jeszcze bardziej utwierdza ją w przekonaniu, że ojciec jest okrutnym człowiekiem. Zabiera rodzeństwo do siostry matki, a sama udaje się na służbę do dworu dziedzica Słupskiego. I tam spotyka ją nieszczęście, które będzie powodem jej zguby...
Rok później Elżbieta stanie przed sądem. Czytałam z niedowierzaniem. Joanna Chyłka z książek Remigiusza Mroza ze zdziwienia by nie wyszła. Sędzią jest wójt Poznania. Czyli władza wykonawcza i sądownicza w jednej osobie. Ups! Na stole sędziowskim gorzałka w dzbanie bez dna. Ups! Ławnicy niepiśmienni. Ups! "Badanie" oskarżonej przez znachorkę w obecności wszystkich członków procesu. Ups! "Przesłuchanie" Elżbiety za pomocą narzędzi kata. Ups! Nie znajduję słów.
Wyrok dla mnie nie do przyjęcia. Łykałam łzy.
I wracamy do Auschwitz. Bez chusteczek się nie obejdzie.
A zdarzenia w 1988 roku... No cóż. Nie powiem.
Zakończenie zaskakujące. I otwarte. Nie jestem pewna czy wszyscy czytelnicy odbiorą je tak samo. Skłania do myślenia.
Powtórzę to raz jeszcze: nie mogę uwierzyć, że to debiut. Autorka przedstawiła niesamowitą historię. Tak do połowy książki miałam wrażenie, że autorka kładzie podwaliny pod coś wielkiego. Dużo opisów tworzących klimat, budowanie napięcia, granie na emocjach. A później to już czytanie na jednym wdechu. Nie mogłam się oderwać.
Mnie się wiele rzeczy podobało: opisy jarmarku w Poznaniu, pokazanie zwykłych dni na wsi, przedstawienie procesu sądowego, sposób działania kata miejskiego.
I do tego sposób narracji. Przepiękny język i styl wypowiedzi. Autorka używa jednego z moich ulubionych słów: "jednakowoż". I tak jak w książce "Meandry losu" przepięknie skonstruowane zdania. Bardzo wielokrotnie złożone czyli takie jak lubię.

Pozostało mi tylko czekanie na kolejną książkę autorki...

Polecam gorąco!


Zdjęcie autorskie Izabelka

poniedziałek, 13 lutego 2017

Sercem byliśmy wielcy. Yehuda Koren, Eilat Negev [Izabelka]

TYTUŁ: Sercem byliśmy wielcy
AUTOR: Yehuda Koren, Eilat Negev 
WYDAWNICTWO: Videograf II
GATUNEK: dokument/wspomnienia

Zdjecie autoskie Izabelka

Zacznę od wyjaśnienia. Książka ta została wydana dwukrotnie przez to samo wydawnictwo pod dwoma różnymi tytułami: "Sercem byliśmy wielcy" i "Kukiełki doktora Mengele". Dlaczego? Nie udało mi się odnaleźć odpowiedzi na to pytanie.

Pozycja ta, jak każda, która jest zapisem wspomnień wojennego okresu jest wstrząsająca. Dokument ten powstał na podstawie rozmów jakie przeprowadzili autorzy z ostatnią z rodu Ovitz - Perlą.

Perla Ovitz pochodziła z niezwykłej rodziny. Bardzo wyróżniającej się. Dlaczego? 
Byli żydowską rodziną zamieszkującą wioskę Rozavlea w Transylwanii. Ojciec, Szymszon, był karłem, a jego obie żony, Brana i Batja, były normalnego wzrostu. Pan Ovitz doczekał się w sumie z obu związków dziesięciorga dzieci. Podkreślam. Dziesięciorga! A tylko trójka z nich miała wzrost po matce. Reszta była karłami. Jak łatwo policzyć: siedmioro karłów... jak siedmiu krasnoludków z bajki o Śnieżce. Sama Perla używała takiego określenia: mówiła, że krasnoludki miały swoją Śnieżkę, a oni mieli swojego Mengele. Porównanie może i straszne, ale prawdziwe.

Historia zaczyna się w 1869 roku kiedy na świat przychodzi Szymszon Ovitz. Jako jedyny z piątki rodzeństwa jest karłem. Wie, że jest inny i że musi sobie radzić. Lekko nie jest: żyje w XIX wieku w zapadłej górskiej wiosce. Udaje mu się znaleźć żonę: Brana jest "normalnego wzrostu", ale rodzi 2 karlice: Rosikę i Franciszkę. I młodo umiera. Szymszon zostaje z dwójką małych dzieci i postanawia szybko się ożenić. Z Batją ma 8 dzieci: Avram, Frida, Sara, Miki, Lea, Elżbieta, Ariel i Perla.

Niezwykłość rodziny to nie tylko wzrost i wyznanie. Ovitzowie są wyjątkowi pod wieloma innymi względami: są bardzo muzykalni, grają na wielu instrumentach, śpiewają, tańczą i znają po kilka języków. Tworzą rodzinny zespół zwany "Trupą Liliputów". Są zaradni, uśmiechnięci, pracowici, otwarci na ludzi, pomimo swego kalectwa. Bardzo dbają o swój wygląd estradowy. Siostry szyją sceniczne kreacje, a panowie piszą teksty piosenek i skeczy. Dzięki swoim licznym umiejętnościom zwiedzają dużą część Europy, są chętnie zapraszani do dużych sal jak i na kameralne przyjęcia. Dobrze im się wiedzie. Jako pierwsi w wiosce mają samochód. Oglądać go przychodzą całe procesie mieszkańców Rozavlea.

Przychodzi rok 1939. Zaczyna się niespokojny czas. Ale Ovitzowie jakoś sobie radzą. Dalej koncertują.
Aż w maju 1944 roku trafiają do Auchwitz. Wprost pod skrzydła Doktora Mengele. "Anioł Śmierci" jest zafascynowany rodziną Ovitzów. Nie dość, że Żydzi, to jeszcze karły. Wspaniały "materiał" do badań. Umieszcza całą rodzinę w osobnych barakach. Nie każe im golić głów ani nosić pasiaków. 
Podaje ich ciągłym "badaniom" i pomiarom. Funduje im piekło na ziemi. Nie będę tu opisywać działań Mengele. Wszystko dokładnie opisane jest w książce. Bardzo dokładnie...

"Żyd nie może się uwolnić od swoich korzeni, tak jak i karzeł nie może zmienić swojego wzrostu".

Rok 1945, rok wyzwolenia obozu, nie przynosi dobrych dni. Wracają do rodzinnej wioski, ale nie mają tam czego szukać. Sąsiedzi są im nieprzychylni. I jak wielu ocaleńców wyruszają w podróż po Europie w poszukiwaniu swego miejsca na ziemi. Osiedlają się w Izraelu.
W powojennym świecie różnie im się wiedzie. Ale ich pracowitość i zaradność zdecydowanie im pomaga. 
W 1955 roku kończą karierę estradową i kupują kino. 

Jak przyznaje Perla Ovitz: przeżyli piekło wojny tylko dzięki temu, że trzymali się razem. 
Przetrwali wszyscy członkowie rodziny, co w świetle działań wojennych wydaje się niezwykłe.
Historia rodziny Ovitzów jest wzruszająca i niewiarygodnie barwna. Ale sama książka na kolana nie rzuca. Trochę nieporadnie napisana i aż się prosi o piękne opowiedzenie tej historii.
Nie wzbudziła we mnie wielkich emocji, ale i tak trudno było mi się oderwać od czytania.
Już oczami wyobraźni widziałam ekranizację tej książki. Byłby cudowny film.

I jeszcze jedno zasługuje na uwagę: siła miłości, rodzinne wsparcie, optymizm.
I tak sobie myślę, że główną bohaterką nie jest Perla ani jej rodzina.
Główną bohaterką jest MIŁOŚĆ. 
Uczucie, które potrafi wszystko przetrwać. Nawet piekło na ziemi...

Pomimo moich uwag bardzo polecam.

niedziela, 18 grudnia 2016

Czerń i purpura. Wojciech Dutka [Izabelka]

TYTUŁCzerń i purpura
AUTOR: Wojciech Dutka
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Albatros
GATUNEK: powieść historyczno/obyczajowa


Zdjęcie autorskie Izabelka

I kolejna piękna książka, która trafiła ostatnio w moje ręce. 
Chociaż piękna to niezbyt trafne określenie. Bardziej pasuje: szarpiąca emocje, poruszająca serce albo skłaniająca do zastanowienia się.
Powieść ta zachwyciła mnie z trzech powodów: bardzo dobra lekcja historii, niesamowicie ukazana historia dwojga bardzo różnych osób oraz przepięknie plastyczny język jakim jest to wszystko opowiedziane.
Książkę Dutki można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach: historycznej i obyczajowej. Obie bardzo ciekawe. Ja jednak zacznę od historycznej. Wszak Dutka jest historykiem. I autorem pięciu powieści historycznych. 
W tej pozycji autor rewelacyjne przedstawił historię drugiej wojny światowej jak i lata tuż przed nią. Zrobił to tak, że pewnie niektóre osoby czytające nawet się nie zorientują, że w trakcje czytania są na lekcji historii. Powieść zaczyna się w 1938 roku na Słowacji i w Austrii. Poznajemy głównych bohaterów: Franza Weimerta i Milenę Zinger. Ona jest Słowaczką, on Austriakiem. Autor przedstawia życie tych osób na tle historii omawianego czasu. I tak wplata fakty historyczne takie jak Anschluss Austrii, noc kryształowa w Niemczech, aneksja Sudetów przez Hitlera, wprowadzanie ustaw norymberskich w życie. Autorowi udało się bardzo dobrze oddać nastroje panujące w Europie przed wybuchem drugiej wojny światowej. Dla mnie było naprawdę ciekawe poznać motywy, którymi kierowali się młodzi Austriacy kiedy wstępowali do SS.

"Esesman miał być nadczłowiekiem o wyjątkowych predyspozycjach ciała i ducha, czystym owocem eugenicznej myśli dzielącej ludzi na doskonałych i zarazem godnych życia i na tych, którzy nie byli tego życia warci."

I kiedy wybucha wojna Dutka dalej wspaniale prowadzi swoją lekcję historii. Kiedy Milena w 1942 roku trafia do Auschwitz autor rewelacyjne przedstawia historię obozu: budowa obozu i komór gazowych w Auschwitz-Birkenau, transporty Żydów z całej Europy: Słowacji, Niemiec, Austrii, Holandii, Belgi, Jugosławii, deportację Romów, uruchomienie krematoriów, bunt Sonderkommando. Poznajemy też "sławne" osoby takie jak Rudolf Hoess, Josef Mengele, ale też Edith Stein i Kazimierz Piechowski. 
Dutka także dość dokładnie i obrazowo przedstawił realia życia w obozie: strach, głód, brud, wycieńczenie. Tak od strony więźniów:

"Wszy to najmniejsi drapieżcy w łańcuchu pokarmowym Auschwitz. I te małe potwory nie były nawet w przybliżeniu tak straszne jak ludzie."


A od strony nazistów:

"Starsi esesmani wiedzieli coś o tym. Zabijali, ale mnóstwo pili. Przyszli do niego z papierosami i alkoholem. Beer powiedział: – Wykonałeś rozkaz. Spełniłeś obowiązek. Pierwsza śmierć jest tak potworna, że wyć się chce, ale potem ci przejdzie. Będziesz mógł dalej zabijać, ale w pamięci zostanie tylko ten pierwszy raz. Do zabijania można się przyzwyczaić".

Ale autor porusza także inne tematy. Tematy o których nie często czyta się w książkach o Auschwitz: rywalizacja pomiędzy więźniami, wykorzystywanie seksualne, homoseksualizm, wszechobecna korupcja, łapówkarstwo, pijaństwo i rozpasanie seksualne wśród esesmanów.

Płaszczyzna obyczajowa jest równie emocjonująca jak historyczna.
Milenę poznajemy jako utalentowaną muzycznie Słowaczkę pochodzącą z szanowanej żydowskiej rodziny. Jej życie się zmienia kiedy do władzy na Słowacji katolicki ksiądz Josef Tiso. Żydzi stają się obywatelami drugiej kategorii. Ale on taki dobry człowiek był...:

"Niemcy chcieli tysiąc pięćset marek za każdego Żyda, ale księdzu udało się wytargować tylko pięćset. Ale zapłacimy Niemcom dopiero po wszystkim, kiedy będziemy wiedzieli, ilu Żydów pojechało na roboty na wschód".

Franza spotykamy w Austrii. Nastolatek oddany rodzinie i Kościołowi. Nawet jest ministrantem. Lecz pod wpływem wielu wydarzeń wstępuję do Hiltlerjugend. A potem do SS. I właśnie na jednym ze szkoleń SS musi zastrzelić przyjaciela, który odmówił wykonania rozkazu.

"W tej chwili, kiedy wódka była mocna i po raz pierwszy w życiu naprawdę kurewsko dobrze mu smakowała, w sumieniu Franza Weimerta ścierało się dwu ludzi. Franz Weimert esesman, który zastrzelił swojego kolegę, i Franciszek ministrant. Żołnierz gardził ministrantem".

Od tego momentu rozpoczyna się przemiana Franza. 
Franz i Milena spotykają u bram piekła. Na rampie w Auschwitz. Chodź nic tego nie wróży, to esesman zakochuje się z czasem w Żydówce. Wyznaje jej miłość i chroni ją. Ona jest sparaliżowana strachem.
Nie będę opisywała dokładnie fabuły, bo chcę abyście sięgnęli po książkę. Bo naprawdę warto!
Przemiana Franza z bogobojnego ministranta w bezwzględnego zabójce pokazana bardzo ciekawie. Wątpliwości jakie targają Weimertem targają również czytelnikiem. Były momenty kiedy współczułam mu, ale i takie kiedy miałam ochotę chwycić za broń.
Autorowi udało się nie popaść w banał i kicz. Bo przecież nie on jeden opisywał już uczucie pomiędzy Żydówką a nazistą. Język jakim posługuje się Dutka jest bardzo plastyczny, a każde zdanie jest dopracowane i cudownie skonstruowane. Porównania i niektóre zwroty wbijają w fotel. Nic nie przytoczę. Czytajcie! A sposób w jaki przedstawia emocje, wrażenia, wątpliwości, przemyślenia bohaterów jest idealny do wyciskania łez. Zalecam do tej lektury chusteczki.

Ale mam jedno ALE: autor czasami wpada w pułapkę powtórzeń. Zwróciłam na to uwagę bo sama często w nią wpadam. I bardzo mnie wkurzało np kiedy opisując przedwojenne życie Mileny powtarzał w kółko: "ksiądz prezydent Josef Tiso". Przecież wystarczyło napisać "słowacki prezydent" albo "prezydent Tiso". I tak każdy czytelnik wiedziałby o kogo chodzi. A jeszcze znalazłabym kilka takich przypadków.

"Czerń i purpura" to niebanalna książka. Można powiedzieć, że rewelacyjna. Mnie skłoniła do wielu przemyśleń. I utwierdziła w przekonaniu, że nie każdy Niemiec jest zły, a każdy Żyd dobry. 

Polecam gorąco! Daje 10/10.


Zdjęcie autorskie Izabelka

środa, 16 listopada 2016

Mischling czyli kundel. Affinity Konar [Izabelka]

TYTUŁMischling czyli kundel
AUTOR: Affinity Konar 
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: wspomnienia, historia

Zdjęcie autorskie Izabelka

Ostrzeżenie! Osoby szczególnie wrażliwe proszone są o nieczytanie dalej.

Przedstawiam Wam głównego „bohatera” tej powieści: wysoki, postawny mężczyzna, elegancki, pachnący najlepszymi perfumami, zadbany, zawsze nienagannie ubrany, w starannie wypastowanych butach, nieskazitelnie białym fartuchu, kochający muzykę poważną, rozdający dzieciom cukierki, który każe do siebie mówić „Wujaszku”. Atrakcyjny? A wiecie jak się nazywa? Josef Mengele. Tak, to on, dla mnie, jest osobą pierwszoplanową i przyczyną wszystkich zdarzeń w tej książce.

Jest to opowieść o dwóch bliźniaczkach, które w 1944 roku, wraz z mamą i dziadkiem, trafiają do Auschwitz. I od razu zostają wypatrzone przez Anioła Śmierci. Rozdziela on rodzinę i dziewczynki trafiają do „ZOO Mengele”, jak mówią o dzieciach będących pod opieką tego lekarza. Mają dwanaście lat. Zostają umieszczone w baraku wraz z innymi „wybrykami natury”: bliźniakami, trojaczkami, karłami i kalekimi dziećmi. W baraku tym brzmi wiele języków.

Dziewczynki pochodzą z żydowskiej rodziny mieszkającej w Łodzi. Ojciec jest lekarzem, matka malarką, a dziadek profesorem biologii. Beztroskie życie kończy się wraz z przekroczeniem bram obozu. Pozbawione swojej rodziny, ubrań, człowieczeństwa, jedzenia muszą przystosować się do zastałych warunków.

Perła i Stusia Zamorskie to siostry, które nigdy się nie rozstawały, podobne jak dwie krople wody, rozumiejące się bez słów i kochające się do szaleństwa. Ponieważ narracja prowadzona jest naprzemiennie przez obie dziewczynki dowiadujemy się z dużą dokładnością w jakich „eksperymentach” brały udział i jakich „badań” były świadkami.

Przypominam! Mają dwanaście lat!

Dokładność opisów działań Anioła Śmierci zatrzymała mi krew w żyłach i przyprawiły o mdłości. Że o paraliżującym smutku nie wspomnę… A ja myślałam, że po tylu latach obcowania z literaturą wojenną trudno będzie mnie będzie doprowadzić do takiego stanu. Myliłam się!

Doktor Josef daje zastrzyki z „bursztynowego” płynu, wlewa wrzątek do uszu i nieznane substancje do oka, które powodują ślepotę. Ani Stusia ani Perła nie wiedzą jakim zabiegom są poddawane. Nikt nie tłumaczy ani nie wyjaśnia. Wszystkie „badania”, którym są poddawane dziewczynki przestawione są z perspektywy dziecka.
Bliźniaczki są też świadkami innych zdarzeń, które obserwują w szpitalu: wstrzykiwanie nieznanych substancji w różne części ciała, zabiegi chirurgiczne wątpliwej potrzeby, wycinanie narządów, zszywanie bliźniąt, aborcje na płodach i cesarskie cięcia, które zamiast dawać życie nowonarodzonym dzieciom, niosły śmierć… Ciężko przebrnąć przez te opisy…
A pan doktor rozdaje dzieciom cukierki…

Mengele wpada na pomysł, aby rozdzielić siostry Zamorskie. Perła trafia do klatki tak małej, że nie może się w niej ruszać. Zastrzyki, głód, ciemność, chłód, szczury to teraz codzienność. A Stusia poddawana jest „zabiegom” wraz z innymi dziećmi. W wyniku tych działań przestaje chodzić…
Perła nie wraca… Stusia pogrąża się w rozpaczy czarniejszej niż najgłębsza noc.

W końcu przychodzi wyzwolenie obozu. Okaleczone sieroty nie wiedzą co z tą swoją nowo nabytą wolnością zrobić. Dokąd iść, kogo szukać… Stusia wciąż rozpacza. Czas pokazuje, że wyzwolenie obozu to nie koniec kłopotów.


Książka nawiązuje do innej pozycji. Do wspomnień pań Evy Mozes Kar i Lisy Rojany Buccieri „Przetrwałam. Życie ofiary Josefa Mengele”. Czytałam wyżej wymienioną i zrobiła na mnie wrażenie. Ale powieść pani Konar jest napisana tak pięknym językiem, że mnie trudno wyrazić swój zachwyt. Sam temat trudny, bo wojna widziana oczami dziecka jest wyjątkowo przejmująca. Historia bliźniaczek Zamorskich rozdarła mi serce, sparaliżowała zmysły i doprowadziła do potoku łez. Niektóre sformułowania jak i całe zdania są napisane na granicy prozy i poezji. I czytane przeze mnie po wielokroć. Takie połączenie trudnego tematu i przepięknego języka doprowadziło u mnie do eksplozji emocji. Trudno przestać czytać. Nie wierzycie? Oto kilka cytatów:

„Było tak cicho, że słyszałam ból, wędrujący nowymi ścieżkami. Wyśpiewywał trele, zwijając się we mnie, palił mnie i ciążył jak kamień”.

„Pudrowe chmurki oddechu pachniały zimą i głodem, z nutką kawy zbożowej”.

„Byliśmy zaledwie dwoma guzikami oderwanymi od fartucha doktora Mengele”.

„Jego zamiłowanie do niemożliwości kazałoby mu zatrzymać słodkie nieszczęście, a ja nie chciałam być przekonywana”.

Nie wiem jak ja się pozbieram po tej książce…

Dobrze chociaż, że ją sobie kupiłam, bo mogę pozaznaczać wszystkie te piękne zdania. Ląduje na półce „zostaje ze mną na zawsze”.
Choć to lektura ciężka w odbiorze, przepełniona smutkiem i rozrywająca serce, to godna polecenia.

Polecam z całego serca.

PS Obraz, który wykorzystałam do zdjęcia zdjęłam ze ściany. Idealnie wpisuje się w tematykę książki, gdyż Matka bliźniaczek uwielbiała malować maki. Obraz dostałam od swojej przyjaciółki i teraz mogę jej publicznie podziękować.                    

wtorek, 20 września 2016

Tam, gdzie nie czuć już lęku. Monika Held [Izabelka]

TYTUŁTam, gdzie nie czuć już lęku
AUTOR: Monika Held
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
Zdjęcie autorskie Izabelka

Piękna i trudna książka.
Piękna, bo napisana wspaniałym językiem.
Trudna, bo przedstawiająca skomplikowane emocje.
Pozycję tę postawiłabym na półce: Jak żyć po pobycie w obozie koncentracyjnym?
Bohaterami są Lena i Heiner. Poznają się 1965 roku na procesie hitlerowskich katów. Ona jest tłumaczką, on świadkiem. Byłym więźniem obozu Auschwitz Birkenau. 

Chciał przeżyć obóz, żeby być świadkiem. Przeżył obóz - gdzie jednak był sens? Sprawców skazano, odsiadywali wyroki bez skruchy, bez zrozumienia, bez szoku wobec tego, co uczynili.

Łączy ich uczucie. Ale czy jest to miłość? On nie może pozbyć się wspomnień, męczą go koszmary. Ona pragnie zrozumieć, sprawić żeby poczuł się lepiej. Trudne relacje, skomplikowane emocje...

Trzeba by było zrobić z ich wspomnień szczepionkę. Jak wyglądałby świat, gdyby można było przekazywać doświadczenie w zastrzykach?

Historia jest poruszająca, wymaga skupienia, stawia mnóstwo pytań.
Jak żyć na ziemi, kiedy było się w piekle?
Jak wytłumaczyć kochanej kobiecie, że smutek nie dotyczy teraźniejszości lecz przeszłości?
Czy dobra pamięć jest szczęściem czy przekleństwem?
Jak powiedzieć, że są rzeczy lub sytuacje, które kojarzą się z "tamtym" życiem?
Jak poradzić sobie z poczuciem winy, że się przeżyło, gdy tylu ludzi już nie ma?
Jak wytłumaczyć żonie, że mężczyzna z którym przeżyło się trudne chwile w obozie jest traktowany jak brat?
Mnóstwo, mnóstwo pytań.

Nie jestem w stanie zrozumieć smutku Ocalonego z Zagłady...  

Historia ukazana jest od lat sześćdziesiątych aż po czasy stanu wojennego w Polsce. Przeplatana wspomnieniami z czasów wojny. Autorka wiernie oddała klimat tamtych czasów.
Nie ma osądzania, moralizowania, pouczania.
Naprawdę piękna i wzruszająca historia.
Mocno polecam.

piątek, 9 września 2016

Słodycz zapomnienia. Kristin Harmel [Izabelka]

TYTUŁSłodycz zapomnienia
AUTOR: Kristin Harmel
WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: Powieść obyczajowa
Zdjęcie autorskie Izabelka
I znów mam ten problem... Brak mi słów.
Skończyłam czytać, mam mętlik w głowie, policzki mokre od łez i nie wiem jak Wam ubrać w słowa mój zachwyt tą książką.
Kolejna pozycja w tym roku, którą się zachwyciłam. Bardzo! Nie mogłam odłożyć książki, czytałam z wypiekami na twarzy, a stos zużytych chusteczek się powiększał. Bo nie pamiętam kiedy jakaś pozycja wycisnęła ze mnie tyle łez...
Nie jest to tani romans ani jakaś tkliwa historyjka dla romantycznych kobiet. O nie!
To jest niesamowita opowieść o tym, że każdy ma jakieś tajemnice. O tym, że piekło wojny nie kończy się wraz z podpisaniem traktatu pokojowego. Historia o tym, że los płata różne figle, że musimy ponosić konsekwencje swoich wyborów, że nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda. Wzruszająca historia o sile miłości, odkrywaniu rodzinnych tajemnic i poszukiwaniu korzeni. Pięknie opisana miłość do tworzenia pysznych słodkości i sile tradycji cukierniczych w rodzinie. Prawie że ballada o sile kobiet i mocy uczuć. I o dramacie życia z chorobą Alzheimera...
I to wszystko napisane przepięknym językiem! Nawet opisy parku czy pory roku sprawiały mi przyjemność podczas czytania. Autorka, moim zdaniem, szerokim łukiem ominęła banał i kicz.

Tak dla zachęty krótko o fabule:
Hope to kobieta, na którą spadły w krótkim czasie same nieszczęścia: śmierć matki, choroba babci, rozwód, problemy finansowe, problemy wychowawcze z dorastającą córką. Czuje się załamana. Babcia daje Hope, w  przebłysku świadomości w chorobie Alzheimera, kartkę z nazwiskami osób i prosi, aby wnuczka poleciała do Paryża i dowiedziała się co się stało z tymi ludźmi. Tylko jest mały problem: oni żyli we Francji w latach czterdziestych dwudziestego wieku i nie wiadomo czy przeżyli wojnę. Hope się waha... córka nalega... przyjaciel tłumaczy.
To, co się dzieje później jest wzruszające i niesamowite. Aż dech zapiera. Mnóstwo pytań, ogrom dylematów, sporo refleksji. A to zakończenie... Czytałam trzy razy, bo za pierwszym razem niewiele widziałam przez łzy.
Doświadczenia i historia rodzinna zmieniają Hope. Poznajemy ją jako kobietę załamaną i smutną, a żegnamy się z silną przyjaciółką, która wie, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Cudowna, wzruszająca, refleksyjna książka, którą warto przeczytać. Skłania do przemyśleń. I do docenienia życia. Takim, jakie jest.
Gorąco polecam z całego mojego wzruszonego serducha.
P.S. Jedyne co mnie się nie podobało w tej książce, to okładka. Nie pasuje do treści i wprowadza potencjalnych czytelników w błąd.