Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Sykat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Sykat. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 października 2016

Jesteś tylko mój. Joanna Sykat [Izabelka]

TYTUŁ: Jesteś tylko mój
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: powieść obyczajowa
Zdjęcie autorskie Izabelka

Jest to moje kolejne spotkanie z twórczością pani Joanny. Przeczytałam już Cztery strony miłości i Jutro zaświeci słońce. Obie te książki mnie zachwyciły, więc postanowiłam sięgnąć po kolejną.

Książka, której fabułę można streścić w dwóch słowach: zdrada małżeńska. W literaturze powstała już niejedna książce o tej tematyce, niejedno już powiedziano i napisano.
I znowu czuję się usatysfakcjonowana literacko.

Ale ta książka jest inna. Jesteś tylko mój szarpie serce i zniewala umysł. Pokazanie tych samych wydarzeń z perspektywy żony i kochanki wywołuje bardzo mieszane uczucia. Raz współczułam żonie, a raz kochance.

Emocje, które wywołuje ta książka są bardzo podobne do tych, które wzbudziła we mnie Pestka Anki Kowalskiej. I tematyka podobna, i emocje zbliżone.

Jeśli oczekujecie ode mnie streszczenia fabuły, to się nie doczekacie. Tej pozycji nie da się opowiedzieć bez zdradzania istotnych wątków. Ją trzeba przeżyć. To daje ogromną radość.
W trakcie czytania nachodziły mnie różne refleksje.
Czy zawsze winna zdrady jest żona? A może to wina męża?
Czy kochanka zawsze jest tą złą kobietą?
Czy mężczyzna kochany przez dwie kobiety naprawdę jest tego wart?
Czy wszystkie dzieci kochamy tak samo?
I wiele jeszcze innych pytań tłucze mi się po głowie.

Pani Joanna, tradycyjnie już, zachwyciła mnie słowem.
Są takie zdania, które nagle wyskakują z tekstu i walą cię między oczy. Nazywam je "petardami". Mnóstwo takich "petard" znalazłam w tej pozycji. Aż żal, że książka z biblioteki, bo z wielką chęcią zaznaczyłabym fragmenty...

"Oczywiście, naszym niepisanym zwyczajem, nie rozmawialiśmy o swoich problemach. (...) Gośka nazywała to po swojemu - pudrowaniem syfu".

"Mogłabym powiedzieć, że w zasadzie mój świat ograniczył się do tej klaustrofobii uczuć".

"Objadaliśmy się naszym czasem jak deską serów".

"Ludzie z miłości potrafią zrobić dziwne rzeczy... Ale chyba jeszcze dziwniejsze z jej braku".

I wiele innych... ale nie będę przecież przepisywać książki.

Lektura ta wzbudziła we mnie emocje, których się nie spodziewałam. Na początku historii współczułam zdradzanej żonie, potem żal mi było kochanki. Były momenty, że chętnie trzepnąłbym w łepetynę Pana Męża. W końcu się zastanawiałam ile empatii może pomieścić w sobie jedna kobieta....

To już druga książka w ostatnich tygodniach, która spowodowała, że zaczynam przekonywać się do współcześnie żyjących piszących.
Bo nie każdy umie umieścić w swojej książce tyle emocji i strzelać do mnie taki słowami - petardami.

Polecam gorąco.

I lecę dalej buszować w bibliotece w poszukiwaniu książek pani Joanny.

P.S I najdziwniejsze jest to, że najbardziej wkurzał mnie Pan Mąż. Bardzo wkurzał. 

poniedziałek, 10 października 2016

Wszystko dla ciebie. Joanna Sykat [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Wszystko dla ciebie
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: literatura obyczajowa, kobieca
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwu Replika 

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)

...największa głupotą jest wierzyć w niezmienność rzeczy i zjawisk. Jedyną stałością jest świadomość zmian i ich akceptacja.

Agatka to niezwykle irytująca trzydziestopięciolatka. Nie – nie polubiłam głównej bohaterki, mimo iż jej poukładane życie legło w gruzach, ukochany Kuba okazał się hultajem, przyjaciółka niezmiennie pozostała egoistką, umowa o pracę nie została przedłużona i los zgotował jej w bonusie niecodzienną niespodziankę. Zdradzanej i pozostawionej na lodzie kobiecie powinno się współczuć, prawda? Niewinnej, oszukanej i sponiewieranej przez niesprawiedliwy los kobiecie powinno się podać chusteczkę higieniczną, przytulić i zwymyślać bluzgami najcięższego kalibru jej eks-męża. Jednak Agata to taka bezbarwna postać, więc Kuba mówiąc "mała, nudna dziewczynka z zapałkami" ma rację. Agata wpadła w marazm życia, dreptała po powstających latami koleinach swego życia. Zagubiła siebie w odmętach szarości dnia codziennego, zgubiła także uczucie do Jakuba, zgubiła radość.

– Nie mam dla kogo. [...]

– Dla siebie! Czy ty zawsze musisz być dla kogoś?
Przy Tobie byłam i znów jestem malkontentką. Przeżuwam życie, zamiast się nim cieszyć.
  
Największa niespodzianką jest dla Agaty informacja, że spodziewa się dziecka. Samotna matka! Jak ja sobie poradzę? Czy pokocham dziecko? Jak to możliwe? Przecież nigdy nie chciałam mieć dzieci! Paradoksalnie ten potężny kop w dupsko, jakim było: bezceremonialne odejście jej męża + ekspresowy podział majątkowy + dwie kreseczki na teście ciążowym stały się zalążkiem nowej Agaty. Niepewnie stawiającej kroki, ale już nie po dobrze znanym szlaku, ale po zupełnie nowej drodze, w nieznaną stronę. I tę Agatę polubiłam. Pomimo niepewności, błądzeniu po omacku, ale nareszcie przebudzoną do życia, gotową złapać życie za rogi i w końcu żyć, a nie istnieć, oddychać, a nie wegetować! Bo o własne szczęście trzeba walczyć, a nie czekać na łaskawe zmiłowanie się kaprysnego losu, który obdarzy nas uśmiechem albo nie.
Jestem okrutna. Kiedyś nie potrafiłam bić, teraz umiem uderzyć  dwa razy mocniej.

[...] uporczywa mania nazywania wszystkiego, przeszkadza w rozumieniu świata.

Nieplanowane macierzyństwo wyzwala w Agacie wolę walki o własne szczęście. Sama nie wie, jak wiele niespodzianek szykuje dla niej los...

Joanna Sykat to moje odkrycie roku. Autorka rozkochała mnie w swojej twórczości po genialnych Czterech stronach miłości. Dawkuję sobie kolejne książki autorstwa Pani Joanny, bo wiem, że w każdej znajdę kwintesencję doskonałej literatury współczesnej.
Wszystko dla Ciebie porusza bardzo ważne kwestie – zdrada, kłamstwo, zakłamane małżeństwo oraz samotne macierzyństwo. Temat bardzo popularny w literaturze współczesnej, aby nie użyć słowa oklepany. Ale Wszystko dla Ciebie uzmysławia nam złożoność wszystkich tych pojęć. Milczenie i niezrozumienie prowadzi do problemów w małżeństwie. Nierozwiązany problem do kryzysów. Kryzys do rozpadu małżeństwa. Najczęściej rozwiązanie jest tak banalne, tak proste, ze aż śmieszne – rozmowa, kłótnia, wrzaski, list – jakakolwiek forma wymiany informacji. Bo blokada i cisza na fonii małżeńskiej to krok od jej rozpadu.
Autorka podejmuje, w niekonwencjonalny sposób, próbę przekazania czytelnikowi co czuje matka, która matką nigdy zostać nie chciała. Głowna bohaterka prowadzi bowiem rozmowy ze swoim nienarodzonym dzieckiem. Tłumaczy mu złożoność świata, opowiada o doznaniach, pogodzie, zwierzętach, o skomplikowanej naturze ludzkiej, o swoich uczuciach i przede wszystkim o swoich obawach. Te piękne monologi oddają istotę myśli kłębiących się w głowie przyszłej matki. Ta sama obawa o to, czy damy rade być dobrą matką i czy uchronimy dziecko przed złem tego świata. Obserwujemy jej cudowną metamorfozę z zagubionej, niezdecydowanej szarej myszki, w pewną siebie i zdeterminowaną kobietę.

Wszystkie te słowa "cudowne","wspaniałe, "niesamowite" są piękne... jak puste bańki.W tej chwili napełniłeś je treścią.

Prócz monologu z dzieckiem na uwagę zasługuje różnorodna forma wypowiedzi. We Wszystko dla ciebie dominuje bowiem narracja trzecioosobowa, ale mamy także treść SMS-ów, maili, pamiętnika, co urozmaica fabułę.
Nie zabrzmi to obiektywnie, ale nie polubiłam bohaterów drugoplanowych: ani przyjaciółki Agaty – Moniki, ani jej męża Adriana, ani cioci Niny, chociaż jest to postać oryginalna, zabawna i charakterystyczna, ani epizodycznego Michała. Osoby te, tworzą tło pięknej, emocjonalnej, wewnętrznej zmiany Agaty i przeszkadzają w skupieniu się li tylko na Agacie. To jasne, że bez Moniki nie byłoby wymiany wiadomości na komputerze, bez Niny pikantnych szczegółów z jej bogatego życia seksualnego, Adrian "podarował" niemałą niespodziankę, podobnie jak Michał... ale moim zdaniem to tło było zbędne. Powieść nie ucierpiałaby, gdyby ich zabrakło.
Autorka tradycyjnie wplata w treść garść prawd życiowych i cudownych aforyzmów, których nie sposób nie przytoczyć.

[...]im sensowniejsza teściowa, tym mniej sensowny mąż. Chyba na przyszłość wolałaby bardziej żmijowate układy ze świekrą w zamian za spokój w przestrzeni jeden na jeden.

Osobna kołdra jest tak samo romantyczna jak spanie na oddzielnych łóżkach.

[...] znów mam motyle w brzuchu. Są - i to pioruńskie - ale i one zdechną za jakiś czas.

W drugiej osobie irytuje to, co przeszkadza nam w nas samych.

Czy Wszystko dla ciebie ma szansę zakończyć się happy endem? Czy zdradę można wybaczyć? Kto tak naprawdę okaże się egoistą? Bardzo polecam.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik



wtorek, 20 września 2016

Jutro zaświeci słońce. Joanna Sykat [Izabelka]

TYTUŁ: Jutro zaświeci słońce
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Czwarta storna
GATUNEK: literatura współczesna

Zdjęcie autorskie Izabelka
Nie wiem jak pani Joanna to robi? Jestem zachwycona!
Ale zacznę od minusów. A w zasadzie jednego: okładka! Koszmarna! Zupełnie nie pasuje do treści i wprowadza w błąd potencjalnego czytelnika. Mnie się nasuwa takie skojarzenie: wyobraź sobie przepyszną czekoladkę zawiniętą w zużyty papier po kaszance. W środku coś pięknego, a opakowanie „z innej bajki”.  I to tyle.
Książka jest napisana przepięknym językiem. Mnóstwo zdań „smaczków”, które można czytać po wielokroć.  Nie przytoczę tu żadnego, bo nie chce Wam odbierać przyjemności z czytania.
Ciężko napisać cokolwiek o fabule nie zdradzając treści.
To jedna z tych pozycji, które szarpią serce, wzbudzają emocje i odbierają zdolność myślenia.  Czytałam powoli i ze skupieniem. Trudne relacje pomiędzy matką i córką. Anita opowiada o tym, jak ciężko żyć mając toksyczną matkę. Matkę, która wszystko krytykuje, poucza i wyzywa cię od „popierdoleńców”. Sączy słowa niczym jad: „Wstydzę się, że mam taką córkę”, „Co za tuman!”, „Jakaż ty jesteś beznadziejna!”, „Nie dasz rady!”. Słowa niczym sznur krępują córkę, paraliżują myśli i nie pozwalają normalnie żyć.  Są jak hamulec. Nie pozwalają działać, rozwijać się. Anita jest sparaliżowana strachem. Dwie kobiety tak różne jak czerń i biel.
Skutkiem tego Anita nie umie nawiązać odpowiednich relacji z mężem. Zawsze są w ich małżeństwie obecne słowa matki. Mąż wspiera, choć nie rozumie. Próbuje pomóc żonie…
Edyta (matka) jest jak góra lodowa. Zimna, nieprzystępna, surowa. Oschła, wulgarna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Wzbudziła we mnie okropne emocje.
Ale tylko do czasu. Wszystko się zmienia, kiedy Anita znajduje zeszyt. Ukryty zeszyt, który prowadziła jej matka. Historia rodzinna, którą odkrywamy jest niewiarygodna i smutna zarazem. I nagle zmienia się mój stosunek do Edyty. Bo okazuje się, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Czy można zrozumieć osobę nie znając jej przeżyć?
Na uwagę zasługuje też pięknie opisane relacje Anity z babcią. Osobą ciepłą, kochającą, która piecze dla wnusi pyszne serniczki. Która przytula, chwali, nie szczędzi miłych słów. Która jest odwrotnością swojej córki.
Ale powtórzę raz jeszcze: nic nie jest takie, na jakie wygląda.
Sama jestem córką i matką. Nie wyobrażam sobie takich relacji w rodzinie. I takich tragedii…
Mnie się czytało ciężko. Gardło ściśnięte, łzy w oczach, mnóstwo pytań szalejących w głowie.
Pani Joanna umie pięknie ubrać myśli w słowa. Wulgaryzmy wcale nie kłują w oczy. Tu pasują.
Jednak przytoczę kilka cytatów, które mnie urzekły:
Taka to była jej miłość, nienarzucająca się jak rodzynek w cieście.
Ogrodnik jednak ze mnie byłby dobry; sprawnie flancowałam faszystowskie metody matki na swój klomb.
Polecam.

sobota, 10 września 2016

Macierzynki. Joanna Sykat [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Macierzynki
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Miniatura
GATUNEK: Literatura piękna/ Literatura kobieca

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)
"– Nie jestem dobrą matką"
"– Za szybko się irytuję"
"– Nie mam cierpliwości do własnego dziecka..."
"– Dlaczego nie czuję 'instynktu macierzyńskiego'?"
"– Dlaczego denerwuje mnie własne dziecko?"

Bo oprócz jasnej i pięknej strony macierzyństwa...
...jest i ta ciemna, o której mówi się mało. Bo nie wypada.

Macierzynki Joannay Sykat to kolejna porcja mądrości życiowych, które skutecznie skupiają moje rozbiegane myśli i koją zszargane nerwy. To zbiór bardzo intymnych, emocjonalnych, chociaż króciutkich opowiadań, które dotykają bardzo ważnego tematu – nieperfekcyjnego macierzyństwa.

Ze wszystkich stron (media, Internet, portale społecznościowe) jesteśmy zalewani wizją idealnego macierzyństwa. Reklama bobasowego mleka to UŚMIECHNIĘTE dziecko z rozkoszą biegnące do mamy i obsypujące ją pocałunkami. Reklama proszku do prania dla najmłodszych, to czyściutki, UŚMIECHNIĘTY bobasek, który wodzi wzrokiem za ukochaną i rozanieloną mamą. Reklama pieluszek to dziecko ŚMIEJĄCE SIĘ w głos, pięknie przesypiające cała noc i budzące się z błyskiem zadowolenia w oczach i z głośnym ŚMIECHEM wydobywającym się z wyspanego i wypoczętego ciałka. Taką mamy wizję macierzyństwa – niemal same uśmiechy. Taki obraz bycia matką jest kreowany przez media i na "coś takiego" przygotowujemy się będąc w ciąży. Ale świat w reklamach to bzdura, o czym przekonujemy się kiedy mleko, które podajemy powoduje kolki, proszek do prania nie dopiera ubabranych pajacyków i obrzyganych kaftaników, a pieluszki nie są w stanie zagwarantować, aby dziecko nasze nie budziło się piętnaście razy w nocy. A matka nie jest non stop w skowronkach, nie wyczekuje radosnego uśmiechu swego dziecka... tylko marzy o chwili spokoju po kolejnej nieprzespanej nocy.
Jak dla mnie temat zmęczonej matki i trudnego macierzyństwa to temat tabu. Nikt nie mówi nam o tym, ze po czterdziestej ósmej nieprzespanej dobie matka marzy tylko i wyłącznie o tym, żeby spać, nieprzerwanie, przez chociaż 4 godziny. Nikt nie mówi o tym, że kolki u dziecka = płacz, którego nie ukoi bujanie, masowanie, podanie leków, przytulanie, całowanie, głaskanie. Nikt nie uprzedza, że ząbkowanie jest jeszcze gorsze niż kolka u dziecka i o ile w przypadku bólu brzuszka pomagał np szum suszarki, o tyle w przypadku wyżynających się ząbków nie pomaga nic.
Macierzyństwo to nie tylko uśmiechy, chwile radosne i rozkoszne. Bycie matką to naprawdę ciężka praca... Nie ma czasu dla siebie, dla znajomych, ba! i mąż jest poszkodowany. Brak chwili na przyjemności, na relaks, na rozwój intelektualny. Jest tylko dziecko, jego czysta pupka, jego bolący brzuszek, jego rosnące ząbki, jego pępuszek, jego płacz...

Macierzyństwo zjada czas i chęci do dbania o siebie. Kobieta staje się tylko matką.

Ale...
Mija tydzień, mija miesiąc, mija rok... I zaczynają się dziać magiczne rzeczy. Nasze latorośle zaczyna nas zaskakiwać. Nam udaje się w końcu wyspać. Pojawiają się pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwsze śmiechy. Zaczyna robić się naprawdę przyjemnie.
Macierzyństwo to ciężka praca... ale owocna i przynosząca zaskakujące efekty.

Dlatego Macierzynki są tak piękną i przejmującą lekturą. Autorka akcentuje jak bardzo kocha swoje dziecko, ale nie boi się mówić o trudach, o bólu, niewyspaniu, "dniu świra". 
To, że płaczemy, jesteśmy bezsilni, apatyczni, zrezygnowani i zniechęceni nie znaczy, że nie kochamy naszego dziecka.
W pięknych słowach Pani Sykat uzmysławia nam – matkom, tudzież przyszłym matkom, że nie ma takiej postaci jak "matka idealna", ale jest "dobra matka".

Po raz pierwszy zgubiłam instrukcję obsługi siebie; nie potrafiłam się zresetować, wyłączyć. Negatywne emocje, z którymi najwyraźniej sobie nie poradziłam, eksplodowały w podświadomości.
 
Lektura Macierzynek bardzo mnie wzruszyła. Przypomniała chwile trudne, o których już się nie pamięta. Z perspektywy czasu widzę, że tych piękniejszych momentów było więcej, ale cóż znaczyłyby one, gdyby nie było dla odróżnienia i tych trudnych, ciężkich. 
 
Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)

Niewiele ponad 80 stron czystego piękna, słów perełek, złotych myśli, mądrości życiowych. Książka, którą powinna przeczytać każda matka, szczególnie ta, która jest dla siebie krytyczna. Ta, która uważa, że jest zła, że nie czuje instynktu macierzyńskiego i która wyryła w swoim umyśle tę sztuczną, podkoloryzowaną wizję macierzyństwa. 

Nazwać istnienie dziecka dziełem wyłącznie człowieka, to jak popełnić świętokradztwo, wybuchnąć śmiechem nad ludzka arogancją.

piątek, 9 września 2016

Biedronki są ważne. Joanna Sykat [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Biedronki są ważne
AUTOR: Joanna Sykat (Joanna Zakrzewska)
WYDAWNICTWO: Miniatura
GATUNEK: Literatura współczesna

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Filiżanka kawy espresso – bardzo mocna, bardzo mała, o bogatym aromacie i głębokim smaku. Niepozorna, ale dająca wielkiego kopa energetycznego. Podnosi ciśnienie, przyspiesza krążenie, stawia na nogi, pobudzająca do myślenia i działania fizycznego oraz intelektualnego. Piszę nie na temat? Nic bardziej mylnego. "Filiżanka kawy espresso" proszę zastąpić "Biedronki są ważne".

Ta niepozorna książka autorstwa Joanny Sykat to zbiór krótkich form literackich, myśli ubrane w słowa. Ubrane w liryczne, subtelne kreacje, lekkie jak chmurka, delikatne jak jedwab. Ale nie tylko. Mamy tez ciężkie buciory, flauszowy płaszcz słów dosadnych i toporne dekoracje w postaci wulgaryzmów balansujących na granicy dobrego smaku. Ale Autorka to kobieta o doskonałym zmyśle estetycznym, balansuje – ale nie spada, dotyka poezji – ale poezji nie pisze. Wizjonerka, kreatorka mody słów. Jej mini-opowiadania to wysublimowane kreacje, doskonałe w swym minimalizmie i delikatne w brutalności przekazu. Skomplikowane? Spróbuję cytatami:

Nie widzieć zaczęłam sześć lat temu. W myśl zasady, że "co z oczu, to i z serca" – zaczęłam znikać to, co niewygodne. [...]
Najdłużej uczyłam się nie widzieć jego. [...]
On tez nauczył się mnie znikać. 

To zdumiewające, ile człowiek może usłyszeć, gdy nie patrzy.

Wszystko tu było przed, zanim, nic nie miało być po. 

Joanna Sykat w książce Biedronki są ważne dzieli się z czytelnikami swoimi przemyśleniami, trafnymi spostrzeżeniami na temat śmierci, życia, kobiecości oraz macierzyństwa. Tych kilka zdań tworzących nasycone w treść opowiadania uświadamia nam jak bardzo niewidoczne dla oczu jest to, co najważniejsze. Utopijna wizja idealnej matki/żony/partnerki seksualnej, zakłamany obraz kochanego dziadka, ból, cierpienie, wyobrażenie.

Jak pisać "poezję epicką", jak wtłoczyć w kilka słów potężną dawkę uczucia, jak niewielką ilością zdań pobudzić zmysły. Jak możliwe jest to, że piękne słowa "żyją" w idealnej harmonii, w symbiozie z wulgaryzmami tworząc spójną całość? Nie mam pojęcia. Zapytajcie Autorkę...

Jedna z nielicznych książek, którą zaczęłam czytać ponownie, zaraz po tym, jak ją czytać skończyłam. Tę książkę warto "mieć", bo z pewnością przeczytam ją po raz trzeci... i czwarty, i piaty, i szósty.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

wtorek, 30 sierpnia 2016

Cztery strony miłości. Joanna Sykat [Izabelka]

TYTUŁ: Cztery strony miłości
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: Literatura obyczajowa, romans

Zdjęcie autorskie Izabelka
Właśnie skończyłam czytać. 
I postanowiłam od razu napisać dopóki moje myśli kręcą się na karuzeli uczuć.
Piękna książka o trudnych sprawach.
Zawsze powtarzam, że każdą historię o miłości można opowiedzieć na miliony sposobów.
Pani Joanna wybrała sposób najpiękniejszy, choć niełatwy.
Dla mnie jest czarodziejką słowa. 
Z prozy i poetyckich zdań utkała przepiękną makatkę.
Zdania krótkie, proste, dosadnie opisujące uczucia i myśli.
Bez owijania w bawełnę i bez upiększania. 
Wielokrotnie przystawałam i czytałam jeden i ten sam fragment po kilka razy.
O jakiej wrażliwości trzeba być kobietą, żeby tak nostalgicznie i lirycznie pisać o tak trudnych sprawach? I nie popaść w banał i kicz...
Bo nie jest to tylko książka o miłości...
Jest o trudnych relacjach w związku, braku zrozumienia, braku empatii. 
O niewypowiedzianych słowach i przygaszonych myślach.
O zagubionych spojrzeniach i niechwytnym dotyku rąk.
O ludzkich namiętnościach i wstydliwych słabościach.
O miłości do muzyki i miłości w marzeniach.
I o CISZY w związku, która potrafi osaczyć niczym mgła...
Zatrzymane wyrazy, zamiecione pod dywan żale i pretensje...
A ludzkie nieprzychylne oko i gorzkie słowo wcale nie pomagają...
Własne lęki i obawy, które cisną codziennie  są niczym gorset (znacie to powiedzenie: A co ludzie powiedzą?).
Kto kogo zdradził, kto oszukał?
Kto jest winny, a kto niewinny rozpadowi małżeństwa?
Co spowodowało, że mężczyzna dzieli dom na pół?
Czy w Polsce kredyt łączy ludzi silniej niż węzeł małżeński?
Czy sztuka rozmowy jest we współczesnych związkach sztuką zanikającą?
Czy milczenie może zabić największa miłość?
Z mnóstwem pytań pozostawia mnie ta książka...

Nie napiszę nic o samej treści, bo cokolwiek napiszę będzie to spojler.
I dziś, wyjątkowo, nie przytoczę cytatów. Bo musiałbym przepisać prawie całą książkę.
Jeśli chcecie przekonać się czy mam rację, to sięgnijcie po tę lekturę.

sobota, 16 lipca 2016

Cztery strony miłości. Joanna Sykat [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Cztery strony miłości
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Replika
GATUNEK: Literatura obyczajowa/Współczesna

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Trzy słowa najbardziej trafnie opisujące fabułę? Wzruszająca, nieprzewidywalna i prawdziwa. Za bardzo prawdziwa.
Łucja to  artystka. Duszą i ciałem. Wrażliwa, eteryczna, ale jednocześnie bardzo rzeczywista... naturalna. Jeszcze do niedawna była najszczęśliwszą żoną, swojego ukochanego M. Ale coś się zmieniło. To"coś" sprawiło, że jednego dnia jej ukochany małżonek stał się największym wrogiem, z którym łączy ją już tylko... wspólny kredyt zaciągnięty na budowę wymarzonego domu. Ze wspólnych marzeń o wyśnionym domu pozostały zgliszcza i uwierająca, jak kamień w bucie, świadomość, że miłości już nie ma, została tylko garść pretensji i cała masa niedomówień.
Jak to w polskiej rzeczywistości bywa, zaciągnięty kredyt obliguje współmałżonków do zaciśnięcia pasa i kosztem wyrzeczeń teraźniejszości buduje się cudowną przyszłość. Ale nikt nie przewidział, że dziś zakochany M. jutro stanie się najbardziej znienawidzonym współlokatorem. Mieszkanie zostało podzielone "na pół". W jednej części Łucja, w drugiej M. Tylko ta nieszczęsna łazienka i kuchnia wspólne.
Jak długo można żyć w takim "niby-domu", substytucie małżeństwa? Co tak naprawdę sprawiło, że płomienna miłość zaczęła krztusić się dymem i spalinami? I kim, do jasnej Anielki, jest Szymon? Ten ideał ze snów i marzeń Łucji? Dlaczego zdominował jej myśli, wytatuował w jej umyśle niezmywalny znak miłości? Dlaczego w tak perfidny sposób Łucja odcina się od M. na rzecz fantazji o Szymonie?

Wyglądało na to, że faktycznie byłam jak święta Łucja, patronująca ociemniałym. I że jak ona wydłubałam sobie oczy, tyle, że  z innej przyczyny.  

To bardzo wzruszająca historia. Strona po stronie zatracamy się w smutnej historii miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią rozmawiać. Nic tak nie zabija związku jak milczenie. Brak codziennej paplaniny, brak tych kilku słów, chociażby banalnych, niby nic nie znaczących. Największą krzywdą, jaka może "zafundować" sobie małżeństwo jest brak werbalizacji własnych uczuć, własnych żalów, własnych pragnień. Wraz z umierającą chęcią dyskusji powoli umiera związek.
Cztery strony miłości to kalka z życia większości z nas. Codzienna rutyna, brak rozmowy i wdzierający się marazm niszczą związek. Jednocześnie autorka udowadnia, że trzeba mieć nadzieję. Że prawda i upór potrafią rozkruszyć najtwardsze skały zawziętości oraz ożywić skamieniałe i znieczulone serce. Jeśli tylko chcemy.
Joanna Sykat w pięknym stylu wdarła się w moje serce. Lekkość pióra i umiejętność ubrania uczuć w słowa to rzadki dar.

Jestem obita słowami. Wysmagana prawdą, o którą sama się prosiłam i z którą nie wiem, co powinnam teraz zrobić.

Zawsze wybieraj to, co jest dobre dla ciebie. Unikaj substytutów, bo one nie sycą nawet na samym początku.

Zastanawiałam się jakim cudem mama ma tak spokojne, uważne spojrzenie. Że nie błądzi nim ponad rozmówcą, nie ucieka myślą do swoich spraw. Cały czas jest. Bardzo uważnie jest.

Zadziwia mnie swoboda z jaką autorka przeplata nieliczne wulgaryzmy z najpiękniejszymi epitetami. Przepiękna historia o miłości, którą otrzymałam odkrywając koleje strony tej książki potwierdziła to, co wiedziałam od dawna:
o miłość trzeba walczyć, każdego dnia, z jeszcze większym uporem i determinacją.
Historia miłości Łucji do Szymona i miłości Łucji do M. ma zaskakujący finał. Autorka po prostu "zrobiła mnie w konia". I zapewne nie tylko mnie. Bo znienawidziłam M. a pokochałam uroczego Szymka, który swoją naturalnością i wrodzoną beztroską rozkochał w sobie Łucję i zaskarbił sobie moją sympatię. I tak bardzo pragnęłam, aby Łucja rozstała się z M. i wróciła do Szymona...
Przepięknie, plastyczne opisane poszczególne postaci dodawały magii ale i autentyczności każdej scenie (Pokochałam Blue za jej mądrość i wewnętrzny spokój. Polubiłam Dorotę, za ten jej smutek w niewinnych oczach. Znienawidziłam Tomka za brutalność i brak wyczucia). Liryczne opisy miłości, epickie ujęcia prawd życiowych, a to wszystko doprawione plastycznym opisem maków! Tych maków na kubkach, z których unoszą się opary malinowej herbaty, a w tle przepiękna muzyka - Ballada do Adeliny.
Ta powieść jest doskonała. Piękna, smutna i dająca nadzieję...
Data 8 października, kiedy ta historia kończy się (a może zaczyna?) ma dla mnie bardzo duże znaczenie... wszak wtedy wstąpiłam w Święty Związek Małżeński =) Dlatego nie sposób nie wziąć do siebie słów autorki i nie przyswoić przesłania jakie niesie ze sobą ta lektura...
Polecam całym sercem, w którym Cztery strony miłości uaktywniły kolejne pokłady miłości do mego Ukochanego=)