sobota, 14 stycznia 2017

Zapach Suszy. Tomasz Sekielski [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Zapach suszy
AUTOR: Tomasz Sekielski
WYDAWNICTWO: Od deski do deski
GATUNEK: Thriller/Sensacja

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Zapach suszy nie jest dla tych, którzy uważają, że niewolnictwo to zamierzchła przeszłość, od dawna nieaktualna, zniesiona i nieobecna w życiu codziennym, bo prawnie uregulowana konwencją w Genewie Roku Pańskiego 1926. To książka nie dla tych, którzy uważają, że nagonka na niekonieczne bogobojne zachowanie księży to fikcja i bajki z palca wyssane. Najnowsza książka Tomasza Sekielskiego także nie dla tych, którzy uważają, że zamachy terrorystyczne to bujda, teorie spisowe to imaginacja, a prostytucja i matactwa finansowe na wysokich szczeblach nie istnieją.

Książka przede wszystkim szokuje, nawet jeśli li tylko ułamek opisanych wydarzeń mogłoby wydarzyć się naprawdę/ wydarzyły się naprawdę.

W centrum Warszawy dochodzi do detonacji bomby w samochodzie, ginie kilkanaście osób, wielu ludzi jest rannych. W świetle aktualnych wydarzeń na świecie najbardziej prawdopodobna wydaje się teoria zamachu terrorystycznego. Dla jednych ludzi to największa tragedia, dla innych szansa na realizacja własnych celów... W próbę wyjaśnienia tych tragicznych i enigmatycznych wydarzeń zostaje zaangażowana specjalna ekipa z prokurator specjalną Agnieszką Ossowską na czele. Dwa miesiące wcześniej prawniczka prowadziła sprawę rzekomego samobójstwa księdza Roberta Heina w małej parafii na Kujawach. Kobieta zmaga się nie tylko z coraz większą ilością ślepych uliczek w śledztwie, znaków zapytania i niewygodnych prawd wywleczonych na światło dzienne, ale także próbuje pokonać pierwsze symptomy depresji i alkoholizmu, w które skutecznie wpędza ją samotny tryb życia, kompleksy oraz szereg nieuzasadnionych niepowodzeń w pracy.

Sekielski już w Sejfie przyzwyczaił czytelnika, że jednowątkowe, mało skomplikowane powieści to nie ta bajka. W Zapachu suszy nie można narzekać na brak zwrotów akcji, mnogość postaci i ilość wątków pobocznych. Autor podjął się rozwinięcia tematu pedofilii w kościele, handlu żywym towarem, prostytucji, zamachów terrorystycznych, badań nad komórkami macierzystymi, teczek IPN. Pojawiają się także ukraińskie porachunki, machlojki i kombinatorstwo na wysokich szczeblach władzy oraz zemsta, która najlepiej smakuje na zimno. Może i prawda to, że zbyt wiele składników wchodzi w skład tego dania, ale pomimo mnogości podejmowanych tematów Autor łączy je w prosty sposób i nie pozwala, aby w przedstawianą historię wdarł się chaos.
Brutalność, gwałty, pedofilia. Ten thriller nie jest przeznaczony dla wrażliwych osób, zarówno pod względem językowym, jak i tematów przewodnich fabuły.


Kurwa, jak można było tak dobry towar zmarnować?
(w odniesieniu do "nowej dostawy" zagłodzonych, brudnych, pobitych kobiet...)

Czasami dziany kochaś wypożyczał ja sobie nawet na cały weekend jak turystyczny mebel, który zabiera się na wypad za miasto.
Tutaj ma torbę z kijami do golfa, tutaj lodówkę z piwem, a tutaj Ukrainkę do ruchania i obciągania.

Bardzo dobra kreacja bohaterów. Prokurator Agnieszka jawi się jako zwyczajna kobieta z problemami, a nie kolejny wybitnie inteligentny prawniczy umysł z zacięciem detektywistycznym, któremu niestraszne żadne, nawet najbardziej skomplikowane i zawikłane zlecenia. Witold Rudzki minister sprawiedliwości z aspiracjami na objęcie stanowiska prezydenta Rzeczpospolitej, człowiek o wielu twarzach, wzbudzający w czytelniku całą paletę zmiennych odczuć, podobnie jak bizneswoman Karolina, niezwykle kontrowersyjna, barwna postać, którą nie sposób polubić i której nie sposób nie podziwiać.

Lektura Zapachu suszy to bezkompromisowa analiza głęboko skrywanych brudów społeczeństwa. Tomasz Sekielski w sposób bezpośredni rozprawia się z wrzodem, czyli nagromadzonymi świństwami, bestialstwem i obłudą, głęboko skrywanymi i kumulującymi się w ukryciu... Nacięcie skalpelem, czyli lektura Zapachu suszy obnaża to, co nigdy nie powinno być tolerowane, ukrywane i tuszowane. Zwraca uwagę na karygodny sposób zmiatania pod dywan niewygodnych spraw, brak walki z korupcją, dulszczyzną, hipokryzją i makiawelizmem, przysparzające Polsce więcej szkód niż pożytku porachunki polityczno-biznesowe oraz niekoniecznie sprawnie i uczciwie działające organy sprawiedliwości.

Autor pozostawia niedosyt. Tylko nieliczne wątki doczekały się rozwiązania, dlatego z uciechą zacieram ręce w oczekiwaniu na kontynuację.

środa, 11 stycznia 2017

Po dwóch stronach rzeki. Barbara Smal [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Po dwóch stronach rzeki
AUTOR: Barbara Smal
WYDAWNICTWO: Bernardinum
GATUNEK: Literatura obyczajowa

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Sentymentalna powieść, okraszona odrobiną melancholii, doprawiona szczyptą smutku, rozczarowania i pokaźną porcją  nadziei. Po dwóch stronach rzeki to powieść, która jest czerwonym światłem na sygnalizacji świetlnej naszego życia. Każe nam się zatrzymać, wzmaga naszą koncentrację, ale przede wszystkim wyhamowuje ten pęd, który porwał w wir codzienności i monotonii wszystko to, co w człowieku najpiękniejsze i najprawdziwsze miłość do ludzi i samego siebie, cierpliwość, uwielbienie dla przyrody, natury, sztuki i docenienie każdego dnia.

Podobno kobiety się o wiek nie pyta. A niby dlaczego? Przecież ani "czterdziecha", ani pięćdziesiątka, ani siedemdziesiątka to nic wstydliwego. Sęk w tym, żeby nie przywiązywać uwagi do takich banałów jak cyferki, a zwracać baczną uwagę na to, jak wiele dobrego w ciągu tych lat zrobiliśmy dla siebie i najbliższych.

O samej treści wiele pisać nie trzeba. Siedemdziesięcioletnia Zofia w zaciszu swojego domku snuje opowieść o swojej przeszłości i teraźniejszości, które mają wielki wpływ na wizje przyszłości. Wspomina trudne pod względem emocjonalnym dzieciństwo, wymagającą i oschła matkę, brak ojca, młodzieńcze zauroczenie, początki edukacji w Akademii Sztuk Pięknych, miłość dotworzenia obrazów, wizyty w domku ciotecznej babci. Wspomina początki małżeństwa, macierzyństwa...
Dzięki plastycznym opisom ta powieść pachnie, szumi, szemrze, szeleści. Autorka ma niebywały talent charakterystyki krajobrazu, dzięki czemu przyroda jest niejako jednym z głównych bohaterów Po dwóch stronach rzeki.

Ale w tej powieści sama treść nie ma kluczowego znaczenia jest nim bowiem przekaz, przesłanie i "kop energetyczno-motywacyjny" jakim nas raczy. Człowiek zastanawia się nad swoim życiem. Bo niezależnie od tego w jakim jesteś wieku zawsze jest czas na to, by być szczęśliwym i spełniać swoje marzenia. Jakie znaczenie ma ilość zmarszczek na Twej twarzy? Czy kobieta z przyprószonymi siwizną włosami nie ma prawa marzyc? Zawsze jest odpowiednia pora na to, aby być szczęśliwym.
Po dwóch stronach rzeki jest jedną z tych powieści, w której nie ma wartkiej akcji, wartkim strumieniem płyną z kolei nasze wspomnienia, przemyślenia i rozważania. Lektura zmusza do refleksji nad naszymi dotychczasowymi poczynaniami, decyzjami i planami. Niekiedy lepiej zaryzykować, niż kurczowo trzymać się utartych, schematycznych rozwiązań. Niekiedy warto zrobić pierwszy krok, bo tylko jeden dzieli nas od pełni szczęścia. I w końcu wiek nie jest przeszkodą w dokonywaniu, marzeniu i spełnianiu pragnień.
Niemal na każdej stronie powieści znajdziemy perełki słowne, których nie sposób czytać bez łagodnego uśmiechu i kiwnięcia głową w geście aprobaty i przytakiwania. Kwintesencja prawd życiowych na kilkunastu stronach książki.

Zalecam zaparzyć sobie kubek gorącej herbaty (albo tak jak Zofijka kakao), wskoczyć pod kocyk i oddać się w całości tej lekturze, o przepięknej okładce i takim samym wnętrzu. Udany wieczór gwarantowany. A kto wie, może treść skłoni nas do przetasowania hierarchii wartości w naszym życiu?



wtorek, 10 stycznia 2017

Rzeźbiarz śmierci. Chris Carter [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Rzeźbiarz śmierci
AUTOR: Chris Carter
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: Thriller
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sonia Draga

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Przedstawiam idealny zestaw na mroźne, zimowe dni, przyprawione szczyptą przeziębienia, tudzież podstępnie skradającej się grypy. Bo nic tak nie rozgrzewa i relaksuje jednocześnie, jak koc, gorąca herbata z miodem, termofor, najlepiej w liczbie mnogiej, i przede wszystkim lektura, która podniesie ciśnienie, pobudzi, sprawi, że krew będzie krążyła zdecydowanie szybciej i wprawi nas w stan wyłączenia na rzeczywistość. Rzeźbiarz śmierci zdecydowanie do takowych lektur należy, mimo iż jest to najsłabsza część z serii z Robertem Hunterem.
Obcowanie ze sztuką nabiera nowego znaczenia. W Los Angeles grasuje seryjny morderca, który opacznie rozumie podziwianie piękna rzeźb i ich tworzenie. Brutalny artysta przy pomocy drutu i superglue tworzy makabryczne twory. Ach, zapomniałabym o głównym składniku owych dzieł są ta ludzkie części ciała... Wcześniej z tego ciała odpiłowane, zdecydowanie nie w warunkach szpitalnych i zdecydowanie bez znieczulenia. Zabójca tworzy makabryczną rzeźbę z części ciała Dereka Nicholsona wieloletniego prokuratora. Niedługo po nim ofiarą sadystycznego psychopaty zostaje policjant. Sprawa nabiera coraz wyraźniejszego kształtu ewidentnie chodzi tutaj o zemstę. Hunter, Carlos oraz Alice asystentka prokuratora generalnego, próbują doszukać się w tworach rzeźbiarza ukrytych wskazówek, przekazu, przewidzieć jego kroki i uniemożliwić kontynuację krwawej wendety mordercy.
Kto czytał ten wie, że seria z Robertem Hunterem wciąga niesamowicie. Po przeczytaniu jednej części trudno powstrzymać się przed sięgnięciem po kolejną. Zaprawdę powiadam Wam dozujcie sobie książki autorstwa Cartera, bo są one bardzo dobre, pod warunkiem, że nie są czytane ciurkiem. Mankamenty powieści stają się wyraźniejsze, a czytelnik ubolewa nad kującymi w oczy powtórzeniami. Każdy autor ma swoje ulubione sformułowania, które notorycznie wciska w kolejne pisane przez siebie dzieła. W zagraniczny (nie tylko amerykańskich) tekstach aż roi się od spodni KHAKI, a Pan Stephen King je wręcz uwielbia;), typowym stwierdzeniem, które pojawia się w absolutnie każdym kryminale jest "wszystkie elementu układanki wskoczyły na swoje miejsce" - lub coś w deseń puzzli i ich skomplikowanej natury. U Cartera pojawia się dodatkowo niedostrzegana do tej pory dziwna maniera bohaterowie non stop powtarzają: "czegoś takiego jeszcze nie widziałem", "z tak brutalnym morderstwem spotkałem się pierwszy raz", "z takim zwyrodnialcem nie mieliśmy jeszcze do czynienia". I tak w każdej książce, co jest zaprzeczeniem samym w sobie. Ja wiem, ze Autor usilnie próbuje podkreślić jak bardzo chory jest sprawca i jak bardzo zwichrowaną ma psychikę, ale używanie non stop tych samych epitetów w końcu zaczyna być irytujące. Drugą kwestią jest streszczanie w każdej książce życia Huntera, jego dzieciństwa, oszałamiającej drogi edukacyjnej, problemów ze snem, tego jaką żyletą jest kapitan Blake i jak nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, jak Carlos poznał Annę. Rozumiem zamysł autora dzięki temu zabiegowi przygodę z Hunterem można zacząć zarówno od Krucyfiksa, jak i od Rzeźbiarza śmierci właśnie. Z tym, że dla stałych czytelników Cartera te streszczenia mogą być nużące. I dla mnie takie właśnie są.
Po raz pierwszy geniusz Huntera został pokonany przez mój wnikliwy umysł =D znaczenia drugiej rzeźby domyśliłam się niemal od razu ot taka mała radość w rekompensacie za brak odgadnięcia kim jest zabójca.
W Rzeźbiarzu śmierci nie brak zła i zaślepienia żądzą zemsty. Obserwujemy eskalację brutalności z każdą stroną przybliżającą nas do finału. Jest rzeź, ból, sceny zdecydowanie nie dla wrażliwych osób. Na uwagę oraz wielkie uznanie zasługuje skrupulatna, dokładna i bardzo realistyczna charakterystyka poszczególnych "dzieł sztuki". Dzięki plastycznym opisom czytelnik jest w stanie wizualizować sobie całokształt rzeźby, której projekt powstał w chorej głowie zabójcy.
Wartka akcja, pojawiające się kolejne ofiary, śledztwo z wieloma zagadkami, zwrotami akcji, zadziwiającym finałem. A na dodatek pojawił się także ON! W końcu! długo wyczekiwany, wypatrywany i upragniony wątek miłosny. Niebanalny, niezbyt nachalny, bardzo subtelny. Ot kilka ukradkowych spojrzeń Alice i Roberta, kilka wypitych drinków i rozmów, niekoniecznie na temat śledztwa. Bardzo dobry pomysł i bardzo dobre jego rozwinięcie. Nie jest kiczowato i landrynkowo, ale intrygująco, bo tak naprawdę nie wiemy, czy cokolwiek się z tego rozwinie. Oby =)
"Zapomniałaś sprawdzić pod łóżkiem" to niepozorne zdanie z Nocnego prześladowcy, które w określonej konfiguracji może stać się źródłem wielkiego strachu. W Rzeźbiarzu śmierci solidną porcję długo otrzymujących się na naszym ciele ciarek wywołuje zdanie: "Dobrze, że nie włączyłaś światła"... Chris Carter po raz kolejny udowodnił, że jest bardzo dobrym autorem thrillerów, a jego wyobraźnia to studnia bez dna.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


piątek, 6 stycznia 2017

Pod podszewka magii. Zbigniew Chrząszcz [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pod podszewką magii
AUTOR: Zbigniew Chrząszcz
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Kryminał
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Współczesnemu człowiekowi, niezależnie od stopnia wykształcenia, trudno jest uwierzyć w istnienie czegoś tak dziwnego jak magia.

Niespodziewane wybuchy agresji jakie od pewnego czasu nękają polskie miasta są w przedziwny sposób skorelowane z występami tajemniczego, intrygującego, młodego iluzjonisty o pseudonimie artystycznym Rubik. Początkowo niezauważalny związek jego magicznych atrakcji z pojawiającymi się morderstwami zaczyna być coraz bardziej logiczny i wyraźny. Ale w jaki, racjonalny sposób można wyjaśnić to, że magiczne sztuczki zamieniają przykładną, poukładaną i skromną panią domu w brutalną morderczynię swoich dzieci? Kto potrafi wyjaśnić związek miedzy Rubikiem a nastolatkiem, który ze spokojnego i grzecznego ucznia przechodzi metamorfozę w mrocznego, niebezpiecznego i zamkniętego w sobie socjopaty?
Tajemniczą sprawą interesuje się profesor Koch. Dysponuje on nietypową umiejętnością: odbiera sygnały nierejestrowane przez innych ludzi, odczuwa aurę zła, niedostrzegalne, ale wyczuwalne niebezpieczeństwo. Posiadał

dar odbioru niektórych sygnałów śmierci, bólu czy śladów dusz zdeprawowanych zwyrodnialców. Miały one [umiejętności] jednak duże znaczenie w walce dobra ze złem. Jawiły się jako szczególne stygmaty raniły go od wewnątrz, ale skutkowały osobliwymi metodami kryminalistycznymi.

Profesor fizyki wraz z grupą swoich przyjaciół postanawia rozwiązać sprawę tajemniczego zabójstwa księdza Wiktora i odnaleźć źródło zła, które przybiera coraz większe rozmiary, rozprzestrzeniając się tajemniczym kanałem, przenika do świadomości niewinnych, zwyczajnych ludzi robiąc z nich zwyrodnialców.
Czy mają do czynienia z wyrachowanymi poczynaniami służb policyjnych, politycznymi rozgrywkami, porachunkami na wyższych szczeblach władzy, czy raczej z sektą, która dysponując oryginalnymi środkami próbuje unieszkodliwić niewygodne osoby oraz wszczepić w społeczeństwo bakcyla zła.
W toku śledztwa profesor Koch, jego kuzynka Maria, Marek Bielski, jego żona Anna, Gosia, Marcin, Justyna oraz Jarek utwierdzają się w przekonaniu, że iluzjonista Rubik, czarna magia i opętania sumują się tworząc wspólny mianownik element wyjściowy dla szerzącego się zła.
Zadaniem profesora i jego pomocników będzie odnalezienie po pierwsze: niezwykłego terapeuty, który podczas jednej, dziwnej sesji sprawił, ze nieśmiały, prześladowany przez rówieśników chłopak przemienił się w pewnego siebie młodzieńca ze zdolnościami iluzjonistycznymi; po drugie: sposobu, jakim zło wdziera się w każdą dziedzinę naszego życia

Mam problem z obiektywną oceną tego kryminału/thrillera, który, moim zdaniem, kryminałem/thrillerem nie jest. Bardzo widoczny jest bowiem brak podstawowych, fundamentalnych elementów koniecznych dla stworzenia intrygującej zagadki kryminalnej. Na każde pytanie dostajemy natychmiastową odpowiedź, każda zagadka zostaje od razu rozwiązana, nie pozwalając czytelnikowi myśleć ani samemu snuć teorii o finale. Zabójcę, źródło zła, poznajemy od razu. Bohaterowie są jednowymiarowi, mało charyzmatyczni. W tej powieści brakuje elementu zaskoczenia, zarówno w wątku kryminalnym, jak i obyczajowym. Ten ostatni do najbardziej porywający nie należy. Ciąża, nieszczęśliwa miłość, opętanie, wypadek, kłótnia, nie ma żadnego porywającego elementu, który wywołałby cień zaciekawienia.
Odniosłam dziwne wrażenie, że książka albo jest pisana przez nastolatka (a nie jest) albo docelowym odbiorca miał być nie grzeszący bystrością nastolatek (w co wątpię).
Pomysł na fabułę, w której głównym elementem jest magia i niebezpieczeństwo jakie ze sobą niesie jest bardzo dobry, ale spłaszczony i niewykorzystany.
Największym atutem Pod podszewką magii jest język, bo swoboda z jaką Autor kreśli swoją wizję powieści jest imponująca. Szkoda, że nie pozostawia czytelnikowi pola do popisu i impulsu do uruchomienia podczas czytania zwojów mózgowych.
Ciekawym zagadnieniem jest także Uniwersum teoria profesora Kocha wyjaśniająca "mechanikę" wszechświata opierającą się zarówno na nauce jak i sferze religijnej, w której istnieje niebo, czyściec i piekło. Manipulowanie materialną rzeczywistością jest procesem fizycznym zgodnym z zasadą: energia nie bierze się "z niczego" i może być tragiczne w skutkach.
Autor w Pod podszewka magii podjął się ważnego tematu, jakim jest magia, niebezpieczeństwo jakie niesie ze sobą jej bagatelizowanie i niedocenianie.

Mam nadzieje ze nikt z was nie ma już wątpliwości, dlaczego Kościół katolicki tak zdecydowanie potępia czary magię, zabobony, wiarę w amulety, a nawet zwykłe przesady. One wszystkie, tylko w rożnym stopniu, uruchamiają procesy kończące się zawsze ingerencją istot demonicznych.

środa, 4 stycznia 2017

Pozytywka. Agnieszka Lis [Izabelka]

TYTUŁ:  Pozytywka
AUTOR: Agnieszka Lis 
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: Literatura obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka


Znacie takie określenia jak "babskie czytadło" albo "książka dla prawdziwych mężczyzn"? Bardzo ich nie lubię. Generalnie nie lubię generalizowania. Bo ta książka nie jest ani czytadłem ani tym bardziej babskim. 

Bardzo trudno mi napisać cokolwiek o tej słodko-gorzkiej powieści bez zdradzania istotnych wątków fabuły. Bo ta historia Życiem się toczy. Takim przez duże "Ż".

W trakcie czytania przewijało się przez moją głowę takie powiedzenie: "Gdy życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę". Dlaczego? Monika, główna bohaterka, dostaje od losu cały koszyk cytryn: małżeństwo nie do końca wymarzone, takie macierzyństwo, którego nikt nie chciałby przeżyć, rodzinę, która nie do końca rozumie, poczucie osamotnienia, niełatwe wybory i ciężar ich konsekwencji. I robi z tych swoich cytryn lemoniadę. Może dla niektórych za kwaśną, może dla niektórych za słodką. Ale to jest lemoniada. Taką lubi i taką zrobiła.

Wiem. Będę się powtarzać. Każdą historię można opowiedzieć na bardzo wiele sposobów. Ale Pani Lis wybrała taki, jaki lubię. Musiałam przystawać czasami w trakcie czytania i zadawać sobie pytanie: a co ja bym zrobiła na miejscu głównej bohaterki? Czy umiałabym podnieść się po tragedii? Czy umiałabym zostawić przeszłość za sobą i ruszyć z werwą w przyszłość? I mnóstwo innych pytań... Takie książki to lubię! 

Choć język jakim opowiedziana jest ta historia może wydawać się prosty i taki... codzienny, to mnie, w wypadku tej książki akurat się podobało. Czytałam szybko i zainteresowaniem. Choć, jak pisałam wyżej, musiałam robić "przystanki".

Historia życia głównej bohaterki to suma historii jakie każdy z nas spotyka na co dzień. Dojrzewanie do życia, snucie marzeń o lepszym jutrze, szukanie siły jaką musimy znaleźć w sobie do walki o siebie, o ambicjach, które mogą być dobre ale i... niekoniecznie.
Zakończenie mnie zaskoczyło. Może dla niektórych przewidywalne i za słodkie, to ja się nie takiego spodziewałam. 
Ale... ja zawsze mam jakieś ale. Dobra! Czepiam się! Ale na mój odbiór książki ma wpływ wiele czynników. Okładka też. Mnie się ta nie spodobała. Wprowadza potencjalnego czytelnika w błąd. Moim zdaniem sugeruje lekką powieść, a ta taka nie jest. 
Polecam sprawdzić czy mam rację.


Zdjęcie autorskie Izabelka


Nocny prześladowca. Chris Carter [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Nocny prześladowca
AUTOR: Chris Carter
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: Kryminał

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

"I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską
Oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci..."

O miłości trzeba mówić pięknie. I uważnie. Bo nie wiemy, kto nas słucha i jak to interpretuje.

W starym, nieczynnym od dawna sklepie mięsnym policjanci odnajdują zwłoki trzydziestoletniej, pięknej, ciemnowłosej kobiety. Prócz makabrycznych szwów założonych na ustach i na kroczu, kobieta nie nosi śladów przemocy. Dokładna sekcja zwłok miała przynieść odpowiedź na pytanie jak zginęła kobieta... a przyniosła śmierć osób biorących udział w sekcji zwłok. 
Robert Hunter podejmuje się śledztwa, którego inicjatorem jest piekielnie inteligentny, brutalny a jednocześnie... romantyczny morderca. Mężczyzna porywa z sobie tylko wiadomych pobudek młode, piękne kobiety, grubymi nićmi dokładnie zszywa usta oraz krocze, zostawia je nieprzywiązane, niczym nieskrępowane na stole i odchodzi. Ale kobiety umierają. Morderca nie poprzestał tylko na jednym zabójstwie. Dochodzi do uprowadzenia kolejnych brunetek. Na ciałach ofiar, prócz szwów, nie ma śladów przemocy, siniaków, zadrapań, odcisków od sznurów, kajdanek na przegubach, stopach  świadczących o wiezieniu ofiary. Brak jakichkolwiek dowodów na to, że porywacz dotykał swoje ofiary. Nie ma eskalacji przemocy, w jednej chwili morderca staje się maksymalnie brutalny.

Przemoc nie narastała stopniowo. Pojawiała się nagle i niespodziewanie.

Czyżby rozdwojenie jaźni? W jednej chwili z opiekuńczego romantyka porywacz zamienia się w bestię, która nie pozostawia ofierze szans na przeżycie. Ale on kobiet nie krzywdzi i, co najważniejsze, on tych kobiet nie zabija... 

Carter po raz kolejny zaskakuje, szokuje i sprawia, że zmieniamy perspektywę spojrzenia na pewne kwestie. Jak bardzo można wypaczyć wizję "prawdziwej miłości" i jak wielki wpływ na nasze życie mają wydarzenia z przeszłości.
Prócz Huntera i jego genialnego zmysłu śledczego na scenę wkracza prywatny detektyw: panna Whitney Meyers. Ich drogi, jak łatwo się domyśleć, krzyżują się w późniejszych etapach śledztwa.
Tradycyjnie nie brak zwrotów akcji, ponadprzeciętnie inteligentnych poczynań Huntera, wniosków wysnutych na podstawie znikomej ilości poszlak. Jest także historia z przeszłości mająca swoje odbicie w teraźniejszości oraz bardzo wzruszająca (tak poryczałam się) historia małego chłopca z Whitney w roli mediatora. I porywacz, na wzmiankę o którym czytelnik dostaje gęsiej skórki. Człowiek widmo: nie widać go, nie słychać, bo porusza się bezszelestnie. I ta rewelacyjna scena, w której dziewczyna przeszukuje całe swoje mieszkanie, bo czuje, że nie jest w nim sama, po czym słyszy: "zapomniałaś sprawdzić pod łóżkiem".
Cartera polecam w ciemno, bo swobodnie płynąca akcja, genialny pomysł na intrygę, niewymuszone dialogi, ciekawe postaci to w jego kryminałach standard. Klasa sama w sobie.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Bajki. Fables La Fontaine [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Bajki. Fables
AUTOR: La Fontaine
WYDAWNICTWO: Widnokrąg
GATUNEK: Bajka

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Klasyka literatury to brzmi dumnie. Poważnie i dostojnie... ale jednocześnie odrobinę nieprzystępnie. 

Wydawnictwo Widnokrąg wpadło na genialny w swej prostocie pomysł. Aby Bajki La Fontaine'a były bardziej zrozumiałe, wyraziste, trafiły w gusta czytelnicze i zaspokoiły wybredne gusta estetyczne zastosowano ciekawy zabieg. Do każdej z osmu bajek zbioru dołączono jej graficzną interpretację. Już dawno nie widziałam takiej różnorodności artystycznej w jednym wydaniu. Mamy tutaj zarówno czarno- biały szkic z niewielką ilością kolorowych elementów, mamy nasycony barwami, "entuzjastyczny" pościg żółwia i zająca, absolutnie oryginalnego kruka i lisa, przedstawionych w aranżacji komputerowej, kogut i lis atakują nasze oczy odcieniami czerwieni, a wesołe lwy sprawiają wrażenie namalowanych przez trzylatka=) zbór ilustracji w tej książce to coś pięknego=) 

W sztuce, malarstwie, rzeźbie trzeba się zatracić, aby je poznać. Przyznam, że na tzw. "pierwszy rzut" oka większość z obrazów w zbiorze Bajek określiłam mianem "bohomazów". Ale właśnie na tej wielowymiarowości i głębi polega piękno dzieł artystów bo na "drugi rzut oka" obrazy wyzwalają euforię i westchnienie "jakie cuuuudo!!!". Wszak operę można uważać za występ grupy "wyjących, tęgich kobiet", dzieła abstrakcyjne jako zbiór kropek i kresek. Ale im dłużej wsłuchujemy się w śpiew, im dłużej przyglądamy się konkretnej grafice tym więcej dostrzegamy. W wynik artystycznych zdolności ośmiu autorów obrazów w Bajkach można się wpatrywać godzinami. Dosłownie. Niemal każde z tych dzieł po długiej kontemplacji odkrywa, pokazuje nam obserwatorom coraz więcej: jak autor to zrobił; dlaczego wybrał taką, a nie inną kolorystykę; co mógł mieć na myśli; co czuł; czy obraz był wynikiem spontanicznego chwycenia za pędzel czy wielogodzinnego ślęczenia nad detalami?

W 2015 roku Wydawnictwo Widnokrąg zorganizowało konkurs, w którym zaprosiło do udziału grafików, ilustratorów, rysowników i projektantów. Rozbieżność pomiędzy zaprezentowanymi stylami jest ogromna. Cieszy oko, zachwyca, bawi, a niekiedy... irytuje i nie daje się zrozumieć jest jedna grafika, która nie poruszyła mojej duszy entuzjasty sztuką ;) podobno o gustach się nie dyskutuje (ależ dyskutuje! nie dyskutuje się o faktach;)), ale dla mnie ta grafika jest po prostu brzydka. Ot tyle. 

Ponadczasowe Bajki La Fontaine'a czytane od wieków niosą uniwersalne przesłania, prawdy życiowe i zasady bez terminu ważności, którymi powinni się kierować wszyscy. Lenistwo nie popłaca, pycha to ślepa uliczka w dążeniu do celu, wygrać może każdy ważny jest upór i samozaparcie. Zaryzykuję stwierdzenie, że grupą docelową Bajek La Fontaine'a wcale nie są tylko dzieci. Niejeden dorosły miałby problem ze zrozumieniem niektórych rymów i odszukaniem w labiryncie słów ukrytego przesłania. Moja ulubiona bajka Konik polny i mrówka z uroczym wstępem:
Niepomny jutra, płochy i swawolny
Przez całe lato śpiewał konik polny

sugeruje, że "na dobranoc" można poczytać "Czerwonego Kapturka" albo "Smerfy", ale podczas czytania Bajek La Fontaine'a trzeba zachować krztynę czystego umysłu i odrobinę skupienia, bo umknie nam sens czytanego tekstu.

Prócz przepięknej sztywnej twardej okładki (chwała wydawcom, którzy tak jak ja uważają, że książka to małe dzieło sztuki i potwierdzają to poprzez staranne i piękne wydania książek), doskonałego, w mym przekonaniu, formatu kwadratowego, mamy także "dualizm językowy" z lewej strony mamy polską wersję językową, po stronie prawej bajeczkę przeczytać mogą poligloci w rodzimym języku autora francuskim. Nic na to nie poradzę, ale dla mnie ten zabieg to fenomen i ukłon w stronę klasyki literatury. 
Nie sposób nie użyć w kontekście tego wydania epitetu szlachetne. Wszystko w nim jest piękne: i forma "podania", szata graficzna, bajki w języku polskim i francuskim oraz płyta, na której to przepiękna aktorka Elizabeth Duda przedstawia własną interpretację od lat znanych i lubianych Bajek La Fontaine'a.

I ja pozwolę sobie zadać pytanie, na które musieli udzielić odpowiedzi autorzy poszczególnych ilustracji: 

Gdybyś był/była zwierzęciem z Bajki la Fontaine'a, to którym? I dlaczego?
Bo ja...chyba żółwiem;) powolutku i do celu, chociaż konkurencja mocna =) 

Książka jest idealnym pomysłem na prezent. Chociaż cena, mimo wielkiej staranności, dbałości o szczegóły i szlachetności dzieła, jest zbyt wygórowana.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik