Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 marca 2017

Zagubiony szlak. Beata Zdziarska [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Zagubiony szlak
AUTOR: Beata Zdziarska
WYDAWNICTWO: Szara Godzina
GATUNEK: Powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Trzy historie, trzy poharatane przez życie osoby i jeden wieczór, przy wesoło trzaskających polanach drewna w ciepłym, przytulnym schronisku górskim.
Paweł. Marta. Jan. I tajemniczy gospodarz niewielkiego, zagubionego w górskich rejonach schroniska, które sprawia wrażenie nierealnego, tajemniczego i dziwnie kojącego. Jakby przebywanie w tej niewielkiej izbie ogrzewanej samym tylko kominkiem wydobywało skrywane głęboko pokłady pokory i szczerości. Takiej szczerości względem słuchających nas osób, która zaskoczy nawet nas samych.
Dwoje nieznajomych sobie osób – Paweł i Marta przypadkiem spotykają się na górskim szlaku w Bieszczadach. I to w dość nietypowym czasie – wszak to wigilia Bożego Narodzenia. Zmęczenie, szybko pojawiający się mrok, który spowija górskie ścieżki oraz sypiący nieustannie śnieg, przez który widoczność i rozeznanie w terenie staja się bardzo kiepskie sprawiają, że para wędrowców gubi się na szlaku. Niespodziewanie zauważają blask światła – są uratowani.To zapomniane, niezaznaczone na mapie schronisko. To w nim przyjdzie im przetrząsnąć swoje sumienie i wydobyć na światło dzienne sprawy, uczucia i myśli zepchnięte w odmęty zapomnienia. Utajonego zapomnienia. Enigmatyczny gospodarz zbywa ich pytania odnośnie dziwnej lokalizacji schroniska oraz braku oznaczenia owego przybytku na mapie. Niebawem do trójki grzejącej się przy kominku osób dołącza zziębnięty Jan. Każde z nich uraczy słuchaczy (i czytelników) historią swojego życia i opowie jakie wydarzenia sprawiły, że zamiast spędzać wigilię w gronie rodziny i najbliższych, wyruszyli na samotna podroż w Bieszczady.

Paweł wraz z małżonką "pędzili autostradą radości i zadawało im się, że tak będzie już zawsze". Jednak nieustanna presja, balast psychiczny: mieć więcej, bardziej, mocniej, lepiej, sprawiło, że niestabilne szczęście runęło jak domek z kart. Jedna nierozważna decyzja doprowadziła do kolejnej. A ta do następnej. I tak – Paweł ze szczęśliwego męża, ambitnego pracownika, spełnionego zawodowo i życiowo człowieka stanął nad przepaścią. I moralnym dylematem  co jest ważniejsze: postępowanie zgodnie z hierarchia wartości czy dążenie do wytyczonych celów.

Marta i Magdalena. Siostry bliźniaczki... i wieczne rywalki. Z tą różnicą, że Marta była zawsze na straconej pozycji: zawsze ta brzydsza, ta mniej inteligentna, błyskotliwa, zaradna i miła. Z biegiem lat ich relacje się pogorszyły. Nie było punktu zwrotnego, była tylko postępująca kumulacja wzajemnych żalów i pretensji. Jak wielkiej siły potrzeba aby wypowiedzieć szczerze, z ręką na sercu słowa "przebaczam". I czy wszystko można wybaczyć? Marta ma się przekonać jak wielkich pokładów psychicznej siły potrzeba, aby moc ze spokojem patrzeć w przyszłość odcinając się od przeszłości wypełnionej żalem i zazdrością.

Jan. Niedoszły ksiądz. Człowiek, który nieustannie poszukiwał słusznej drogi życia. Człowiek, który postępował zawsze zgodnie z kodeksem moralnym, będącym lustrzanym odbiciem Dekalogu. Jan był prawdomówny, skromny i po prostu dobry. Jednak, jak pokazuje jego historia, i tak szlachetna ścieżka życia jaką obrał nie gwarantuje szczęśliwego życia.

Zagubiony szlak jest idealną lekturą, kiedy za oknem szaleje zamieć śnieżna, palące się drzewo wesoło trzaska w kominku. Ale nie tylko. Powieść ma tak uniwersalny przekaz i jest tak zgrabnie napisana, że czytać ją będziemy równie zachłannie w grudniowy wieczór jak i lipcowe popołudnie. 
Autorka maluje słowem prawdziwe ludzkie tragedie i wielkie życiowe dylematy. Przypuszczam, że nie przypadkowo czas akcji przypada w wigilię Bożego Narodzenia. Wszak wigilia oznacza oczekiwanie na coś wielkiego, na coś, co może odmienić nasze życie i rzucić nas na inny tor. Bohaterowie właśnie w wigilię dokonują bilansu zysków i strat swojego życia. Stoją przed ważną decyzją i opowiadają historie obdartą z subiektywizmu starają się wsłuchać w głos rozsądku i serca. Opowieść bez kolorowania i oznaczania czarnych i dobrych charakterów sprawia, że paradoksalnie odkrycie największych i najbardziej wstydliwych sekretów wyzwala – przynosi ukojenie.
Bardzo ciepła, momentami wzruszająca opowieść o zwyczajnych ludziach i problemach z jakimi się borykają. Przypuszczam, że wielu z nas znalazło się w identycznych sytuacjach jak głowni bohaterowie: nieporozumienia z rodzeństwem, strach o finansową stabilność, rozterki miłosne, nieszczęśliwe małżeństwo. Autorka w sposób bardzo delikatny kreśli obraz większych i mniejszych dramatów życiowych. Nie ocenia, nie piętnuje, nie sugeruje kto jest dobry a kto zły. 
Każdy z nas znalazł się nie raz i nie dwa na rozdrożu. Zapewne wiele razy także zgubił szlak. Nie pomagały znaki, nie pomagały rady znawców, nie pomagała intuicja. Błądzenie jest rzeczą ludzką, sęk w tym, aby wrócić na ten dobry tor i wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów.
Zagubiony szlak bardzo delikatnie nawiązuje do wiary w Boga. Są to subtelne, mało napastliwe wtręty, które wskazują, pomagają i lekko nakierowują.

Ludzie wierzący za swoje niepowodzenia mogą przynajmniej obwinić Boga i jest to niewątpliwa przewaga nad tymi, którzy nie wierzą.
 
Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

piątek, 16 grudnia 2016

Rozmowa z Bajką. Jacob Kotowski [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Rozmowa z Bajką
AUTOR: Jacob Kotowski
WYDAWNICTWO: Amadeus Press
GATUNEK: Literatura współczesna/Literatura piękna


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
 
Tak. Jestem dziwką. Nie różnię się niczym od żon i kochanek sypiających z facetami, którzy nic o nich nie wiedzą.

Bajka to prostytutka. Wróć – Bajka to piękna, inteligentna kobieta, która pracuje jako prostytutka. Niby to samo, a jednak brzmi inaczej prawda? Jakub, w rozmowie z Bają (jak zdrobniale i uroczo ją nazywa), próbuje uzmysłowić dziewczynie, że to, czym się zajmuje i to kim jest to zupełnie inna para kaloszy. 

– Ja się nie wstydzę tego kim jestem.
Kręcę głową.
– Tego czym się zajmujesz. Bo to, kim jesteś to całkiem inna sprawa.

Rozmowa z Bajką to niemal w całości dialog dwóch wrażliwych osób, każde z własnym bagażem życiowym, pamięcią o krzywdach uczynionych przez nich i na nich w przeszłości. Ta zwykła – niezwykła rozmowa eksponuje ich uczucia, ich żale i ich obawy. Dzięki tej rozmowie nie tylko poznają siebie wzajemnie, ale na nowo odkrywają otaczający ich świat. I dzielą się tym dobrem z czytelnikiem...
Spotkaniu Jakuba z Bajką w zadymionym pubie towarzyszy przytłumiony gwar, brzęk ustawianych kufli, przyciszona muzyka. Papierosowe opary osnuwają zatopioną w rozmowie parę, a nas wprowadzają w klimat powieści. Wszystkie dźwięki, zapachy, postaci epizodyczne pojawiające się w powieści nie mogą nas rozproszyć, bo chwila nieuwagi spowoduje ominięcie, przegapienie pięknych słów, ukrytych znaczeń. Maksimum koncentracji, skupienia i oddania lekturze zaowocuje wewnętrzną przemianą – naszą przemianą i otwarciem na dobro w nas i dobro nas otaczające.

Niemal każde zdanie w Rozmowie z Bajką jest jak płatek śniegu na naszej skórze. Delikatny, subtelny, bardzo przyjemny i przede wszystkim – niepowtarzalny. To magia z nieba, prawdziwe piękno w najczystszej i najprostszej postaci... Ale trzeba pamiętać o tym, że o ile pojedynczy płatek śniegu jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, to zbyt długie stanie na dworze w zimową śnieżyce może nas wyziębić... Bo śnieg jest piękny, ale zimny i niekiedy niebezpieczny. Bo prawdziwy...
Tak samo działają na nas czytane prawdy zamknięte w słowach – są piękne, ale smutne, bo prawdziwe, a niekiedy niebezpiecznie obnażają autentyczny obraz naszego świata, naszego życia.

To nasza miłość, która obdarowujemy innych, sprawia, że płoniemy. Wypalamy się wtedy, gdy nie starcza nam siły, by pokochać kogoś kolejny dzień.

Wiesz, są takie słowa, które usłyszałem wieki temu, a które docierają do mnie dopiero teraz.

W życiu wiele rzeczy jest bardzo prostych, ale my sobie je niepotrzebnie komplikujemy. [...] ja to dopiero jestem specjalistą od labiryntowania.

Prócz perełek słownych, które tworzą przepiękną kolię Autor częstuje nas potężną dawką inteligentnego humoru. 

Podobno [pielęgniarki] są dobrymi kochankami. Nie wiem. Nie próbowałem. Zbyt wielka we mnie tkwi niechęć do służby zdrowia.

Sikanie jest piękne. Poza szczegółami technicznymi, prawie jak seks.


Brak jaj to nie fizyczna, a psychiczna dolegliwość, na ogół niestety uzewnętrzniająca się w ten właśnie sposób.

Seks to coś więcej niż tylko ruch posuwisto-zwrotny.
 
To ciepła, dość krótka pozycja, którą naprawdę gorąco polecam. Lektura Rozmowy z Bajką poucza, bawi i sprawia, że na niektóre aspekty naszego życia spojrzymy z innej perspektywy.


sobota, 8 października 2016

Pokolenia. Powrót do domu. Katarzyna Droga [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pokolenia. Powrót do domu
AUTOR: Katarzyna Droga
WYDAWNICTWO: Editio
GATUNEK: Literatura piękna
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Helion

Zdjęcie autorskie Rudaczyta

Ja – urodzona w 1987 roku mam blade pojęcie o PRL-u, stanie wojennym, kartkach na żywność,  pustych półkach sklepowych. I niejednokrotnie zastanawiałam się: "do jasnej Anielki, o co chodzi z tym octem?".

Prywaciarz! Łaska boska, że kilku się ostało, bo na naszym państwowym wikcie to mielibyśmy nawrot Oświęcimia! Trucizna!

Fakty o latach siedemdziesiątych znam tylko z literatury i internetu. Lata osiemdziesiąte to młodość moich rodziców, dlatego wiem z ich opowieści, jak klawe były dzwony i że przebojami numer jeden na prywatkach bywały utwory Perfectu, Lady Pank, Urszuli. Zdjęcia to prawdziwa skarbnica wiedzy o trendach i ówczesnym wizerunku, wszak i mój tatuś uległ modzie "tylko noś, noś, noś długie włosy jak my". Te lata były piękne, magiczne, ale czy chciałabym w nich żyć? W latach, w których "mieć znajomości" to być kimś i móc cokolwiek załatwić. Latach, w których wolność słowa to totalna abstrakcja, podobnie jak wolna telewizja i radio. To były piękne czasy, pachnące wódką, ogórkami kiszonymi i imieninowymi goździkami. Piękne czasy, w którym imprezy rodzinne i przyjacielskie suto podlewane alkoholem integrowały, umacniały i tworzyły przyjaźnie na całe życie. Ale były to także trudne czasy. 
A człowiek ma tendencję do IDEALIZOWANIA PRZESZŁOŚCI. Czy i my – chociażby rocznik 87 – nie mówimy sobie "o, kiedyś to było inaczej, bawiliśmy się na podwórku, w chowanego, na trzepaku, graliśmy w gumę, bawiliśmy się w podchody, graliśmy w palanta. A teraz co? Dzieci siedzą przed tabletami, smartfonami i laptopami." Albo mnóstwo memów "jeśli pamiętasz te czasy, to miałeś wspaniałe dzieciństwo". Przeszłość zawsze będzie doskonalsza niż teraźniejszość. A może nie tyle przeszłość, ale jej doskonalsza, wyidealizowana wizja. Bo wymazujemy to co trudne i brzydkie, zostaje nam obraz po gruntownym photoshopie.

Żródło   

Pokolenia. Powrót do domu to wspaniała historia o podnoszącej się Polsce, polskiej gospodarce, oświacie, sytuacji ekonomicznej i rolnictwie. To przegląd najważniejszych dla Polski i świata zdarzeń, począwszy od "człowieka na księżycu" na WTC skończywszy. Ale Pokolenia, Powrót do domu to przede wszystkim ciepła, nostalgiczna... podroż do domu, do Stokowa. Do malutkiej nadnarwiańskiej wsi na Podlasiu. 
 
[...] wieś to niezwykła i drugiej takiej na świecie nie ma. Żywot płynie tam spokojnie jak Narew, ale i rzeka zakręca nieraz gwałtownie i swoje dziury skwapliwie w ziemi wydziera. Co zatem mówić o ludziach!

Jej mieszkańcy mają wyobraźnię i fantazję, zwłaszcza jeśli chodzi o związki pozamałżeńskie... oraz zdrowie, jeśli wziąć pod uwagę umiejętności regeneracyjne wątroby po tak obficie zakrapianych stokowskich imprezach.

Zdjęcia autorskie Anna Sukiennik

Janka, Leszek i ich ukochana córka Kasia wiodą spokojny żywot w Łębkach. Wiedzą, że szczęście nie od miejsca zależy, tylko od człowieka. Leszek jest radiologiem w szpitalu a Janeczka, zgodnie z obietnicą swego męża, nie podejmuje pracy zawodowej, ale zajmuje się domem i Kasią. Dni płyną niespiesznie, szczęśliwie, ze smutkami i troskami dnia codziennego... ale mimo wszytko coś zaczynało ją [Janeczkę] w tym systematycznym, powtarzalnym życiu uwierać, jakiś brak. W Janeczce coraz odważniej kiełkuje myśl, że chciałaby wrócić do Stokowa – do domu. A jak Janeczka coś sobie postanowi, to nikt nie jest w stanie jej od tego pomysłu odwieźć. A budowa domu w Polskiej Republice Ludowej to nie lada wyczyn. Wszak Polska to bieda z nędzą, socjalistyczna ojczyzna... Drewno, cement, kafelki, meble, wanna... nie ma Castoramy, nie ma Ikei, nie ma Black Red White. Są tylko umiejętności, pertraktacja i znajomości.
W życiu Janeczki i Leszka, równolegle z realizacją planów budowlanych i spełnieniem marzeń pojawiają się i znikają ludzie. Odchodzą przyjaciele, umierają najbliżsi, rodzą się nowe pokolenia, dzieci, nowi znajomi. Nie ma już Cechny, nie ma Ewy, odchodzi Helmut i wielu innych. Ale są i promyki  radości. Z Ameryki wraca Tadeusz, nawet po tak wielu latach nie potrafiący pogodzić się ze stratą miłości swojego życia. Czy i w stosunku do niego obowiązuje zasada "szczęśliwej drugiej miłości"? Wraca Stefania, aby na "stare lata" osiąść w rodzinnych stronach i aby zgorszyć swą niefrasobliwością seksualną mieszkańców Stokowa.  
Smutek i łzy. Szczęście i radosne okrzyki. Karol Wojtyła papieżem, wprowadzenie stanu wojennego, zabójstwo księdza Popiełuszki, Solidarność, związki zawodowe. 

Hitler raz-dwa usunął w cień powszednie zmartwienia, śmierć stała się codziennością i błyskawicznie nauczyła ich wartości zwykłego życia. Ciekawe, że po wojnie wcale nie skończyły się tragedie i losy ludzkie nie wyprostowały się jak struny, tylko pokomplikowały jeszcze bardziej.

Ach, jakże ja głupia byłam, myśląc kiedyś, że skoro skończyła się druga wojna światowa, już nic nas nie może dotknąć, żadne zło. A ono przyczaja się tylko i nie przemija!

Ja się duchów nie boję, wampirów i wilkołaków także nie. Nigdy nie widziałam ich zbrodni. Za to na zło uczynione przez żywych ludzi napatrzyłam się wielokrotnie.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Saga rodzinna Pokolenia. Powrót do domu to książka, która wciąga nas z butami, w ten magiczny świat przeszłości. Wraz z charakterną i nieokiełznaną Janeczką marzymy o niepełnionej karierze. Wraz z Leszkiem, którego pokochałam całym sercem, przynosimy ukochanej żonie ciasteczko i herbatę do łózka, codziennie, przed pracą. Wraz z Kasią przeżywamy pierwsze zauroczenie, miłość, rozczarowanie. Czerpiemy z tej rodzinnej historii garściami - mądrości i prawdy życiowe oraz zakamuflowane recepty na życie:

Śmiej się, kostucha wesołych unika.

Nie zauważali, ze wraz z wolnością nastał nowy, groźny władca – pieniądz i jego niedobry, szyderczy duch – pospiech. Dobrobyt kusił i coraz częściej znajdował się w zasięgu reki, zatem planowali, inwestowali...

Wiemy, jak Pokolenia się zakończą, ale mimo to łzy płyną po policzkach, gruda żalu grzęźnie w gardle, żołądek ściska się ze stresu. Ale autorka, niczym koło ratunkowe, rzuca nam "na pocieszenie" piękne zdanie, które zwalnia ucisk z serca i ociera mokrą od słonych kropli twarz:

Ale opowieść o pokoleniach to niekończąca się historia. Zawsze gdy zamykają się jedne drzwi, to otwierają drugie, albo chociaż okna.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

niedziela, 2 października 2016

Akuszerka. Katja Kettu [Izabelka]

TYTUŁ: Akuszerka
AUTOR: Katja Kettu
WYDAWNICTWO: Świat książki
GATUNEK: fińska literatura współczesna

Zdjęcie autorskie Izabelka

Ta książka mnie znokautowała. Leżę...
To nie jest pozycja dla każdego...
Jest szczera, okrutna, momentami wulgarna...
Napisana pięknym językiem... takim,  że gdzieś w połowie książki przestałam już zaznaczać te cudne zdania...
I od nich zacznę...

Zdjęcie autorskie Izabelka

Najpierw wczujcie się w klimat:

"Jak wiesz, jestem złą i niedouczoną akuszerką, nic nie znaczącą osobą o szorstkiej duszy. Wszystkiego, co umiem, nauczyłam się w ostatnich latach wojny dzięki penisowi i zakrwawionej ziemi. Jednakże wcześniej już wiedziałam, że w chwili narodzin wydobywa się z nas wszystkich płacz smakujący jak surowe mięso".

"I od pierwszych chwil twój głos był dla mnie jak bursztyn i dym tlącego się drewna przesyconego żywicą. W pewnym sensie zbyt ciemny i głęboki na taką smukłą kibić".

"Dzięki Aune miałam coś, czego inne kobiety nie miały: wiedzę, a przez nią wolność, żeby pójść, dokąd chce".

"Gdy cię zobaczyłem, cała moja nadzieja stopniała. Broda nieogolona, źrenice tak rozszerzone, że gdyby renifer wpadł przypadkiem w twoje oczy, to dostałby klaustrofobii".

Zdjęcie autorskie Izabelka
Akcja książki toczy się w surowym klimacie Finlandii w 1944 roku. Prosta dziewczyna, zwana Krzywe Oko, zakochuje się w niemieckim oficerze. Niby banał... Historia jakich wiele, ale...
Nie jest banalna. Napisana pięknym językiem o trudnych sprawach w okropnych czasach.
Nie spotkałam się dotychczas z historią Finlandii w czasie drugiej wojny światowej. I dlatego zalecam czytać książkę od końca, bo... jest tam krótka notka historyczna, która ułatwi zrozumienie.
Ja nie znałam historii tego zimnego kraju, więc kiedy zaczęłam czytać, musiałam przerwać i trochę poszerzyć swoją wiedzę na temat historii Finlandii.
W moim odczuciu to nie akuszerka jest głównym tematem tej historii, ale śmierć, brud, zimno, wulgarność, brak wolności, niepewność, okrutne traktowanie w czasach wojny.
Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Ona szarpie umysł, kroi serce, paraliżuje zmysły. 
Jest bardzo niepokojąca. Zostaje w pamięci. Daje do myślenia. 
Może nie dla wszystkich. Nie każdemu się będzie podobać. Jest bardzo specyficzna, kontrowersyjna, czasami wręcz szczera aż do przesady, ale mnie się podobała. Lubię gdy książka wywołuje emocje. I nie muszą być pozytywne.
Tej książki nie da się przeczytać na raz. Trzeba ją dawkować. Jest jak zbyt mocna kawa. 
Ja czytałam ponad tydzień, bo delektowałam się...
Bardzo gorąco polecam.

czwartek, 29 września 2016

Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca. Katarzyna Droga [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca
AUTOR:Katarzyna Droga
WYDAWNICTWO: Editio
GATUNEK: Literatura piękna
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Helion

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)

Ciepła, nostalgiczna i piękna opowieść, która ma magiczną moc: wchłania, przenosi w czasie, aby wypluć nas z tej podroży do przeszłości dopiero po przeczytaniu ostatniej strony. 
Barwny język i gawędziarski styl Autorki urzekają. Na kartach Pokoleń czeka na nas inny świat, nie taka bardzo zamierzchła – ale obca dla nas – dzieci internetu, więźniów portali społecznościowych – przeszłość. Wzruszająca, trudna, ale i piękna.
Narratorem opowieści jest Janka, urodzona w styczniu 1923 roku. I to jej oczami widzimy piękno małej wsi Stokowo nad brzegiem Narwi. To jej słowa wizualizują nam obraz tragedii wojny, śmierci, niesprawiedliwości. Oczami Janki widzimy dźwigającą się z upadku nadal osłabioną i bezbronną Polskę. Dzięki Janeczce widzimy mozolne odbudowanie naszego kraju.
Opis fabuły w najbardziej klarowny sposób mogłabym zobrazować cytatami, pięknymi, wzruszającymi i niejednokrotnie rozdzierającymi serce.  Szczególnie, jeśli streszczenie ma dotyczyć okresu II wojny światowej. To ta część Pokoleń wzruszyła najmocniej. Raniła dotkliwie i wywołała falę oburzenia – dlaczego?, jak?, po co?

"To pukanie nocami do okien stało się dla mnie znakiem wojny i grozy, nie mniej niż dudnienie armat w oddali. Pukanie w szybę, z prośbą o jadło, nocleg, ubranie, miało trwać całą wojnę, tylko narodowość tułaczy uległa zmianie".

"Ludzkie nieszczęścia były teraz powszechne, a przez to tanie jak barszcz. Kto mógł wysłuchał i żył dalej, bo pierwszym obowiązkiem było teraz żyć".

"Wszystko zaczęło przypominać polowanie. Żydzi stali się zwierzyną. Niemcy myśliwymi. My pośrodku".

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Janka, po wielkiej osobistej tragedii próbuje podźwignąć się i z wielkim zapałem stara się odnaleźć coś tak ulotnego i niemal zapomnianego – szczęście. Na drodze jej życia pojawia się Leszek, przyszły pan doktor, radiolog, inteligentny, uczciwy i prawy człowiek. To u jego boku przyjdzie jej zmierzyć się z kolejną porcją nieszczęść, ale i pokaźną ilością radosnych chwil.
Na tle wydarzeń narodowych oraz zmian na świecie poznajemy losy Leszka i Jasi, członków ich rodziny, przyjaciół.
 
"Kraj robotniczo-chłopski ani nie jest chłopski, ani robotniczy, tylko sowiecki i ubecki. Pełno wszędzie hołoty i donosicieli".

"O ile (żywot) może toczyć się normalnie w tym naznaczonym klątwą bogów kraju. Krew ofiar wojny jeszcze nie obeschła, a już zaraza w postaci władzy ludowej go obdziera ze skóry".

"Co za zbrodniarze, czy ich sprawiedliwość wreszcie jakoś dosięgnie? Niech ich groby wszystkie chwastami porosną! Niech w ogólne nie mają grobów, niech ich ziemia z siebie wypluje!".

"Niektórzy nie przyznawali się do narodowości żydowskiej, inni do przeszłości akowskiej, partyzantki czy przedwojennych inteligenckich korzeni. Bez względu na kolor czy budulec drzwi przeszłości – zamykali je raz na zawsze".

Rewelacyjna kreacja poszczególnych postaci. Wyraziste charaktery, skrupulatne oddanie cech charakterystycznych bohaterów sprawiało, że wznosiliśmy się na ambitne wyżyny intelektualne razem z Józkiem, odważnie patrzyliśmy na świat oczami Cechny, cierpieliśmy z poczciwym Tadeuszem. W powieści Pokolenia najbardziej wyrazista jest dbałość o szczegóły. Autorka barwnie i wnikliwie opisuje nie tylko ważne i powszechnie znane wydarzenia, ale zwraca uwagę na prozę życia codziennego. Trendy w modzie, modne fryzury, żółte dodatki (klipsy), ówczesna prasa, najczęściej pijane napoje. Nie ukrywam, że właśnie ten szlif fabuły zdobył me serce. Butelki mleka stojące pod drzwiami, kobieta, o zgrozo!, w spodniach, chusta nie wiązana, ale zarzucana wokół szyi, gramofony, pierwsze telewizory, syrenki, stary młynek do kawy i pieprzu. Imprezy z ogórkami kiszonymi, sałatką śledziową i mocno schłodzoną wódką. Klatka po klatce oglądałam przepiękny film, czarno biały – rzecz jasna, ale wręcz tętniący życiem. I ze smutkiem stwierdziłam, że te czasy już minęły, że te czasy już nie wrócą. Czego tu żałować? Biedy i niepewności – kto jest przyjacielem, a kto tylko za niego uchodzi, troski o niepewne jutro, kilkugodzinnej podroży z Warszawy do Białegostoku? Nie tego... ale braku tej solidarności ludzkiej i poczucia przynależności do świata... bo teraz każdy gna, pędzi, czegoś szuka, dąży do wytyczonego celu, pomijając po drodze tak wiele. Zapomina o znajomych, rodzinie, najbliższych.
Pokolenia to nie tylko doskonała lektura, to także taki wyraźny znak STOP: zatrzymaj się człowieku, napędzany niewidzialną siłą niewiadomego pochodzenia. Bo umyka tak wiele, a życie takie krótkie.

"Wielu kryło dramatyczne przeżycia, o których pragnęli zapomnieć. Wszyscy życiowo spóźnieni, bo wojna zabrała im najlepsze lata młodości [...]"

"Wiesz, napasałam się tą romantyczną poetycką miłością już do syta i teraz zazdroszczę wszystkim prozy, normalności".

Pokochałam Jasię za całokształt. Za to, że dzielnie stawiała czoła wszelkim przeciwnościom, za to, że potrafiła kochać, i kochać raz jeszcze. Za umiejętność wyparcia tych tragicznych przeżyć i mozolne pięcie się dalej na drodze życia, która niejednokrotnie była stroma i wyboista. Ale nade wszytko pokochałam Jankę za miłość do psów. 

"Można tak mocno kochać, a potem pokochać kogoś drugiego. Jeszcze silniej może. Nie czytałam nigdzie, żeby miłość była dana tylko raz". 

"[...] niech żyje, niech gdzieś tam jest, nawet na głuchej zimnej Syberii, byle była, istniała. Nawet nieszczęśliwa, szczęście zawsze przyjść jeszcze może, jeśli tylko się żyje".

"Wigorek – pachniał ciepłym,małym szczeniaczkiem, a jest to zapach bardzo szczególny i kto raz go zaznał, nigdy nie zapomni. Tylko niemowlęta pachną podobnie, ale w głębi ducha uważała, że są mniej urocze".

Pokolenia to idealna lektura, aby przenieść się w świat dzieciństwa. Swojego dzieciństwa. Moje pachnie maminym ciastem drożdżowym, jesiennymi wieczorami spędzanymi z Mamą na prasowaniu, graniem z Tatą w karty, a z bratem w kapsle na wzorzystym, wielkim dywanie. To prawdziwa magia książki i największa pochwała dla Autorki – tak dobrać słowa, aby zmanipulować naszymi doznaniami i w trakcie czytania czuć zapach domowego ciasta drożdżowego... =)
Rewelacyjna lektura na jesienną słotę. Bo i Janeczce właśnie w deszczu przyszło witać świat i największe sukcesy swego życia. I jak nie kochać tej książki, skoro moja Mama to Janeczka, też urodzona pod koniec stycznia, ze sporym bagażem życiowym, ale mimo "zgryzotek", mimo wszytko, z nadzieją i radością patrząca w przyszłość.
Jak ja się ciesze, że jest część druga, bo nie jestem emocjonalnie gotowa na pożegnanie z głównymi bohaterami: Janeczką, Leszkiem, Zosią, Kasią...=)


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

sobota, 10 września 2016

Macierzynki. Joanna Sykat [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Macierzynki
AUTOR: Joanna Sykat
WYDAWNICTWO: Miniatura
GATUNEK: Literatura piękna/ Literatura kobieca

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)
"– Nie jestem dobrą matką"
"– Za szybko się irytuję"
"– Nie mam cierpliwości do własnego dziecka..."
"– Dlaczego nie czuję 'instynktu macierzyńskiego'?"
"– Dlaczego denerwuje mnie własne dziecko?"

Bo oprócz jasnej i pięknej strony macierzyństwa...
...jest i ta ciemna, o której mówi się mało. Bo nie wypada.

Macierzynki Joannay Sykat to kolejna porcja mądrości życiowych, które skutecznie skupiają moje rozbiegane myśli i koją zszargane nerwy. To zbiór bardzo intymnych, emocjonalnych, chociaż króciutkich opowiadań, które dotykają bardzo ważnego tematu – nieperfekcyjnego macierzyństwa.

Ze wszystkich stron (media, Internet, portale społecznościowe) jesteśmy zalewani wizją idealnego macierzyństwa. Reklama bobasowego mleka to UŚMIECHNIĘTE dziecko z rozkoszą biegnące do mamy i obsypujące ją pocałunkami. Reklama proszku do prania dla najmłodszych, to czyściutki, UŚMIECHNIĘTY bobasek, który wodzi wzrokiem za ukochaną i rozanieloną mamą. Reklama pieluszek to dziecko ŚMIEJĄCE SIĘ w głos, pięknie przesypiające cała noc i budzące się z błyskiem zadowolenia w oczach i z głośnym ŚMIECHEM wydobywającym się z wyspanego i wypoczętego ciałka. Taką mamy wizję macierzyństwa – niemal same uśmiechy. Taki obraz bycia matką jest kreowany przez media i na "coś takiego" przygotowujemy się będąc w ciąży. Ale świat w reklamach to bzdura, o czym przekonujemy się kiedy mleko, które podajemy powoduje kolki, proszek do prania nie dopiera ubabranych pajacyków i obrzyganych kaftaników, a pieluszki nie są w stanie zagwarantować, aby dziecko nasze nie budziło się piętnaście razy w nocy. A matka nie jest non stop w skowronkach, nie wyczekuje radosnego uśmiechu swego dziecka... tylko marzy o chwili spokoju po kolejnej nieprzespanej nocy.
Jak dla mnie temat zmęczonej matki i trudnego macierzyństwa to temat tabu. Nikt nie mówi nam o tym, ze po czterdziestej ósmej nieprzespanej dobie matka marzy tylko i wyłącznie o tym, żeby spać, nieprzerwanie, przez chociaż 4 godziny. Nikt nie mówi o tym, że kolki u dziecka = płacz, którego nie ukoi bujanie, masowanie, podanie leków, przytulanie, całowanie, głaskanie. Nikt nie uprzedza, że ząbkowanie jest jeszcze gorsze niż kolka u dziecka i o ile w przypadku bólu brzuszka pomagał np szum suszarki, o tyle w przypadku wyżynających się ząbków nie pomaga nic.
Macierzyństwo to nie tylko uśmiechy, chwile radosne i rozkoszne. Bycie matką to naprawdę ciężka praca... Nie ma czasu dla siebie, dla znajomych, ba! i mąż jest poszkodowany. Brak chwili na przyjemności, na relaks, na rozwój intelektualny. Jest tylko dziecko, jego czysta pupka, jego bolący brzuszek, jego rosnące ząbki, jego pępuszek, jego płacz...

Macierzyństwo zjada czas i chęci do dbania o siebie. Kobieta staje się tylko matką.

Ale...
Mija tydzień, mija miesiąc, mija rok... I zaczynają się dziać magiczne rzeczy. Nasze latorośle zaczyna nas zaskakiwać. Nam udaje się w końcu wyspać. Pojawiają się pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwsze śmiechy. Zaczyna robić się naprawdę przyjemnie.
Macierzyństwo to ciężka praca... ale owocna i przynosząca zaskakujące efekty.

Dlatego Macierzynki są tak piękną i przejmującą lekturą. Autorka akcentuje jak bardzo kocha swoje dziecko, ale nie boi się mówić o trudach, o bólu, niewyspaniu, "dniu świra". 
To, że płaczemy, jesteśmy bezsilni, apatyczni, zrezygnowani i zniechęceni nie znaczy, że nie kochamy naszego dziecka.
W pięknych słowach Pani Sykat uzmysławia nam – matkom, tudzież przyszłym matkom, że nie ma takiej postaci jak "matka idealna", ale jest "dobra matka".

Po raz pierwszy zgubiłam instrukcję obsługi siebie; nie potrafiłam się zresetować, wyłączyć. Negatywne emocje, z którymi najwyraźniej sobie nie poradziłam, eksplodowały w podświadomości.
 
Lektura Macierzynek bardzo mnie wzruszyła. Przypomniała chwile trudne, o których już się nie pamięta. Z perspektywy czasu widzę, że tych piękniejszych momentów było więcej, ale cóż znaczyłyby one, gdyby nie było dla odróżnienia i tych trudnych, ciężkich. 
 
Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)

Niewiele ponad 80 stron czystego piękna, słów perełek, złotych myśli, mądrości życiowych. Książka, którą powinna przeczytać każda matka, szczególnie ta, która jest dla siebie krytyczna. Ta, która uważa, że jest zła, że nie czuje instynktu macierzyńskiego i która wyryła w swoim umyśle tę sztuczną, podkoloryzowaną wizję macierzyństwa. 

Nazwać istnienie dziecka dziełem wyłącznie człowieka, to jak popełnić świętokradztwo, wybuchnąć śmiechem nad ludzka arogancją.