Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 marca 2017

Zamordować dziecko. Violetta Domagała [Izabelka]

TYTUŁ: Zamordować dziecko
AUTOR: Violetta Domagała
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Novae Res
GATUNEK: powieść historyczna
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res
Zdjęcie autorskie Izabelka

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

I ja mam uwierzyć, że to jest debiut? Nie ma mowy! Myślę, że autorka ma pełne biurko wypełnione swoimi tekstami, a ta jest tą ostatnio napisaną, najlepiej dopracowaną. Myślcie co chcecie! 

Ostatnio mam szczęście do "chusteczkowych książek". Określenie to wymyśliłam sobie dla lektur, których nie da się czytać bez chusteczek. "Kolonia Marusia", "Zagubione godziny", "Ostatnie lato", to książki ostatnio przeze mnie czytane do których musiałam mieć je w ilościach hurtowych.

Pisałam już o tym wielokrotnie i teraz się też powtórzę: na moją ocenę czytanej przeze mnie lektury wpływa wiele czynników. Nie tylko treść. Tu zaintrygował mnie tytuł: "Zamordować dziecko". Dla mnie, matki, ciężki temat. A po otworzeniu powieści na pierwszej stronie rzucił się w oczy tekst: "Książka inspirowana prawdziwymi wydarzeniami". Prawdziwymi??? Na okładce czytamy: "W nazistowskim obozie dla kobiet Gizela - Żydówka na której naziści wykonują eksperymenty, rodzi dziecko". I ja miałabym przejść obok takiej książki obojętnie? Jeszcze nie zaczęłam czytać, a już mi wyobraźnia wskoczyła na wyższe obroty.

Akcja dzieje się w trzech warstwach czasowych: 1943 rok w Auschwitz, lata 1554/1555 w Poznaniu i rok 1988 na Uniwersytecie Jagielońskim. Najbardziej rozległa jest ta część o szesnastowiecznej Polsce. I, wbrew temu co myślałam zaczynając czytać, najbardziej przejmująca.

Autorka od pierwszych stron nie oszczędza czytelnika. Od razu "wali z grubej rury". Zaglądamy do Auschwitz. Rok 1943, styczeń. Młoda Żydówka, "materiał" do nieludzkich eksperymentów, rodzi dziecko. Przy porodzie pomaga Daniela. Zgłosiła się do pracy w obozowym szpitalu, choć tak naprawdę nie jest pielęgniarką, a historykiem. I to właśnie Daniela przekonuje położnicę do tego, aby ZAMORDOWAĆ DZIECKO. Wywiązuje się dyskusja między kobietami. Co tam dyskusja! Prawdziwa wojna na argumenty. Na temat Boga, wiary, miłości...
Jaki jest wynik tej rozmowy? Czy dziecko przeżyje? Nie napiszę...
Daniela zostaje z pierworódką na noc. I opowiada jej historię innej kobiety. Bardzo dramatyczną i wzruszającą.
I w tym momencie wkraczamy na szesnastowieczną ziemię poznańską. Poznajemy Mikołaja Kołodzieja, mieszkańca wsi Turwia, męża Reginy, ojca 5 córek. Człowieka, który za nic ma kobiety. Osobnika chamskiego, gburowatego i bez grosza empatii. Żoną poniewiera na każdym kroku gdyż nie może mu urodzić dziedzica. Regina jest w szóstej ciąży i Mikołaj ma nadzieję, że teraz dostanie upragnionego syna. Niestety, znów córka. "Na szczęście", jak to powiedział Kołodziej, martwa.
Najstarsza córka, Elżbieta nie może pogodzić się ze śmiercią siostrzyczki, a śmierć matki jeszcze bardziej utwierdza ją w przekonaniu, że ojciec jest okrutnym człowiekiem. Zabiera rodzeństwo do siostry matki, a sama udaje się na służbę do dworu dziedzica Słupskiego. I tam spotyka ją nieszczęście, które będzie powodem jej zguby...
Rok później Elżbieta stanie przed sądem. Czytałam z niedowierzaniem. Joanna Chyłka z książek Remigiusza Mroza ze zdziwienia by nie wyszła. Sędzią jest wójt Poznania. Czyli władza wykonawcza i sądownicza w jednej osobie. Ups! Na stole sędziowskim gorzałka w dzbanie bez dna. Ups! Ławnicy niepiśmienni. Ups! "Badanie" oskarżonej przez znachorkę w obecności wszystkich członków procesu. Ups! "Przesłuchanie" Elżbiety za pomocą narzędzi kata. Ups! Nie znajduję słów.
Wyrok dla mnie nie do przyjęcia. Łykałam łzy.
I wracamy do Auschwitz. Bez chusteczek się nie obejdzie.
A zdarzenia w 1988 roku... No cóż. Nie powiem.
Zakończenie zaskakujące. I otwarte. Nie jestem pewna czy wszyscy czytelnicy odbiorą je tak samo. Skłania do myślenia.
Powtórzę to raz jeszcze: nie mogę uwierzyć, że to debiut. Autorka przedstawiła niesamowitą historię. Tak do połowy książki miałam wrażenie, że autorka kładzie podwaliny pod coś wielkiego. Dużo opisów tworzących klimat, budowanie napięcia, granie na emocjach. A później to już czytanie na jednym wdechu. Nie mogłam się oderwać.
Mnie się wiele rzeczy podobało: opisy jarmarku w Poznaniu, pokazanie zwykłych dni na wsi, przedstawienie procesu sądowego, sposób działania kata miejskiego.
I do tego sposób narracji. Przepiękny język i styl wypowiedzi. Autorka używa jednego z moich ulubionych słów: "jednakowoż". I tak jak w książce "Meandry losu" przepięknie skonstruowane zdania. Bardzo wielokrotnie złożone czyli takie jak lubię.

Pozostało mi tylko czekanie na kolejną książkę autorki...

Polecam gorąco!


Zdjęcie autorskie Izabelka

środa, 8 marca 2017

Esesman i Żydówka. Wojna i miłość. Justyna Wydra [Izabelka]

TYTUŁ: Esesman i Żydówka. Wojna i miłość
AUTOR: Justyna Wydra 
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Zysk i S-ka
GATUNEK: powieść obyczajowo-historyczna
Zdjęcie autorskie Izabelka



Co za diabeł mnie podkusił żeby sięgnąć po tę książkę? I to jeszcze wieczorem! Ki diabeł?
A! Wiem. To nie diabeł tylko mój niezawodny nos mola książkowego. Dobrze mam z nim, nie?

Już sam tytuł mówi nam o czym jest książka. I tak jak się spodziewałam była w niej i wojna, i miłość, i Niemcy, i Żydzi. Liczyłam na romans w czasach wojny, może trochę ckliwy, może trochę łzawy. 
I się, kurna, zdziwiłam! I to bardzo. Tak naprawdę to jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Justyny Wydry. Nic o niej i jej twórczości nie wiem. A po tę pozycję sięgnęłam, bo książka należy do nurtu tematyki wojennej, a po taką sięgam najczęściej.
Ta książka wyróżnia się spośród czytanych ostatnio przeze mnie lektur. Czym? Podam przykład: lody można jeść na kilka sposobów, prawda? Można iść do sklepu i kupić zimną słodkość na patyku. I już, bo się takie lubi. Ale można też wejść do kawiarni i zamówić deser lodowy z mnóstwem wspaniałych bakalii, owoców i innych słodkości. I już, bo się takie lubi.
I ta książka jest właśnie jak ten deser lodowy: niby słodka melba, ale jakże różna od tej zimności na patyku. "Esesman i Żydówka" są dla mnie taką piękną niespodzianką.

Tak jak napisałam wcześniej, spodziewałam się ckliwego romansu. A go nie dostałam. Bo to jest historia pewnej miłości, która nie powinna w ogóle mieć miejsca, a jednak, pomimo niesprzyjających okoliczności, rozkwitła niczym kwiat po burzy. I to jakim językiem napisana. Właśnie ten sposób narracji mnie zachwycił. Niesamowity styl i słownictwo. Piękne zbudowane zdania (na własny użytek ja je sobie nazwałam: zdania bardzo wielokrotnie złożone), które czytałam po wielokroć. Były powodem tego, że nie raz łykałam łzy. Bo nie dość, że historia wzruszająca, to jeszcze ten sposób narracji... Ale chyba nie dla każdego.

Pisałam już chyba o tym, że każdą historię można opowiedzieć na wiele sposobów. Pani Justyna wybrała taki, jak lubię. Pełen "mięsistych" zdań i cudownych porównań. I rzuciła między te zdania mnóstwo pytań. O miłość, zdradę, wojnę, zazdrość, zemstę, patriotyzm, współczucie, człowieczeństwo. Jest nad czym myśleć. I to też lubię w czytanych przeze mnie książkach.
Zwróciłam jeszcze uwagę na takie""wstawki", które pisane są w pierwszej osobie, czyli raz przez Deborę, a raz przez Brunona. Ciekawy zabieg, z którego możemy poznać spojrzenie bohaterów na omawiane wydarzenia.

A może napisać coś o fabule? Ale w sumie po co? Można ją opisać w kilku zdaniach. Polska, 1939 rok, żydowska sanitariuszka spotyka w lesie rannego Niemca. Wbrew woli innych medyków, opatruje mu ranę i ucieka. I tym sposobem ratuje mu życie. Potem spotykają się jeszcze wielokrotnie i esesmanowi los daje szansę odwdzięczyć się. Bardzo dobrze opisane są tu realia wojennego życia, wnikliwie przedstawione rozterki Polki i Niemca. Dobrze wiedzą, że ich znajomość nie może mieć ciągu dalszego, że oboje narażają siebie nawzajem. Nadchodzą rozkazy i Brunon musi wyjechać. Nie mówią sobie "do zobaczenia" lecz "żegnaj", bo mają świadomość, że się więcej nie zobaczą. Jest jesień 1944 roku. Wojna zbliża się ku końcowi. I tak kończy się część pierwsza.
Druga część opowiada dalsze losy Debory. I Brunona. Zawierucha powojenna, poszukiwania zaginionych członków rodzin, szukanie swojego miejsca w nowo powstałej rzeczywistości, walka z demonami przeszłości, powstawanie i działania nowej władzy w Polsce. Pięknie to autorka opisała.
I nic więcej nie napiszę o fabule. Obstawiałam wiele zakończeń. Brałam pod uwagę różne warianty zakończenia. Ale nic z tego! Zakończenie może i przewidywalne, ale... Jest jedno duże ALE! Epilog mnie rozłożył na łopatki, wcisnął w fotel i wyrzucił z kapci!

Jest to kolejna książka, którą powinni sprzedawać razem z chusteczkami. 
Nie mogłam się powstrzymać od łez. Może naiwna i banalna jest ta historia, ale z pewnością świetnie opowiedziana. Wiele razy mnie autorka zaskoczyła zwrotami akcji, zachwyciła cudownie skonstruowanymi zdaniami, kazała zastanawiać się, w trakcie czytania, nad wieloma sprawami. Nie mogłam oderwać się od czytania, zapominając o całym świecie.
I ta okładka. Po przeczytaniu stwierdzam, że świetnie dobrana do treści.

Polecam!

Zdjęcie autorskie Izabelka