Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 kwietnia 2017

Czerwony parasol. Jurij Jakow [Izabelka]

TYTUŁ: Czerwony parasol
AUTOR: Jurij Jakow
WYDAWNICTWO: e-bookowo.pl
GATUNEK: Powieść sensacyjna
Zdjęcie autorskie Izabelka


Lubicie książki sensacyjne? A filmy? No ba! Też się głupio pytam! Bo która kobieta nie kochała się w Jamsie Bondzie? Przystojny, z super bryką i szpiegowskimi gadżetami. No z jakąś lalunią u boku… Kiedy natknęłam się recenzje „Czerwonego parasola”, to pomyślałam sobie, że to będzie właśnie taki świat Jamesa Bonda, ale w wersji na osobistą wyobraźnię.

Mhm… Ale chyba nie tego się spodziewałam.

Moja percepcja wyraźnie rozdzieliła fabułę na dwie części: szpiegowską i… no właśnie… sama nie wiem jak ją nazwać: romansową, harlequinową, miłosną? Choć wątki przeplatają się spójnie, to mój mózg nie dawał rady. Nie kumacie? No to jedziemy.

Część, którą nazwałam szpiegowską jest naprawdę świetna.  Mnie się bardzo dobrze czytało. Zagadnienia z zakresu wywiadu, szpiegów, informatyki, biologii i chemii podany w sposób przystępny i zrozumiały nawet dla takiego laika jak ja. Choć również dobrze autor mógł powypisywać farmazony, a ja i tak bym się nie kapnęła. Wszystko spójne, interesujące i wciągające. Przeskoki w czasie i z kontynentu na kontynent poprowadzone sprawnie.  Choć na początku wszystko wydaje się poplątane i można mieć uczucie skołowania, to zalecam cierpliwość. Wraz z przewracanymi stronami wszystko zaczynie się układać niczym puzzle. Ale moje zwoje mózgowe pracowały na najwyższych obrotach! A scena powrotu Tatiany do domu rozpisana rewelacyjnie. Puls mi oszalał! Brawa.

Druga strona tego książkowego medalu nie przypadła mi w ogóle do gustu. Ziewałam aż do obluzowania żuchwy. Niestety, albo ja jestem za stara albo autora poniosło.

Siedemnastolatka, która znajduje zamordowaną swoją rodzinę nie popada w histerię tylko rozwiązuje zagadkę, znajduje skrytkę i ucieka. No raczej trudno mi uwierzyć.

Kiedy spotyka na swojej drodze Igora zakochuje się bez pamięci. Ok, przyjęłam.

Ale na Boga Czytającego! Litości! Ochroniarz, były bokser, chodzi w skórzanych spodniach, cytuje fragmenty z „Mistrza i Małgorzaty” i mówi do ukochanej: „kocie”, „królowo”! (jeszcze bym wybaczyła „kotku”, „misiaczku” albo „żabciu”). No proszę Was! Łykniecie to? Ja nie. A ona do niego: „rycerzu”. Brrr…

Autor nie przekonał mnie do tej „znajomości”. No, bo sorry: dwudziestosiedmiolatek, który bzyka siedemnastolatkę, popija różowy alkohol i lata samolotami po świecie jak, nie przymierzając, ja taksówkami po mieście. A Tatianie to się chyba pomyliła namiętność z miłością...

I to ich słownictwo, te przepychanki słowne. Ja podziękuję. Mam w domu rówieśnicę głównej bohaterki i zapewniam Was, że nie tak się odzywają nastolatkowie. Nie tak zachowują. Nie tak myślą.

Sama Tatiana też wydaje mi się płytka i naiwna. Straciła całą rodzinę i te kilka przemyśleń na temat tego zdarzenia wystarczy za żałobę? I naprawdę wierzy, że wykiwa wyszkolonych szpiegów największych agencji wywiadowczych świata? I po tych kilkunastu tygodniach znajomości z Igorem planuje z nim się rozmnażać?  I te młodzieżowe obozy paramilitarne naprawdę nauczyły jej tych niezwykłych zdolności obrony? I lekcje tańca też pomogły? Ja tego nie kupuje.

I te „momenty”! Niech autor nie idzie w tym kierunku. We mnie wzbudziły zażenowanie i niesmak. I takie zdania: „Nie dość, że dziewica, to jeszcze pić nie umie”. Ogarnęło ją „uczucie rozkosznej słodyczy”… „Czuła jego zapach i otaczającą go aurę męskości”. Nie chwytam tego. Autor naczytał się chyba Danielle Steel czy jakieś innej Nory Roberts? Wiem jak obie piszą, bo będąc dojrzewającą pannicą, pochłaniałam te książki namiętnie. Przepraszam, ale nie!

Autor też zaliczył kilka wpadek w innych fragmentach: „Drzwi rozsunęły się z cichym miauknięciem” – moje drzwi, co najwyżej skrzypią.  Farbowanie włosów w ciągu 20 minut? No nie! Mnie schodzi na tej czynności o wiele więcej czasu. Użycie niektórych przedmiotów, jako gadżetów szpiegowskich też w moim odczuciu wtórne: pomadka, jako broń? Sygnet, okulary? Dobrze, że chociaż James Bond miał długopis…

Podsumowując:

Fragmenty o działaniach wywiadów super. Porządny styl, a dowcip i inteligencja aż skrzą. Akcja płynie wartko i czytelnik się nie nudzi. Wszystko logicznie poukładane i przekonująco przedstawione z obcych mi zagadnień. Przekleństwa i kolokwializmy, których nie lubię w książkach, tutaj nie rażą i wydają się być na miejscu.

Część romansowa… jak dla mnie do wycięcia. Nie potrzebna i na siłę rozciągnięta. Mało wiarygodna i momentami żenująca. Czasami śmieszna. Spowalnia tylko akcję i zniechęca do dalszego czytania.

Czy polecam? Sięgnijcie na własną odpowiedzialność.

PS Panie Autorze, ja poproszę wersję papierową bez części romansowej.

PPS Zdjęcie poglądowe.  Dla tych, którzy nie czytali: na zdjęciu rurki z kremem, którymi tak zajadała się Tatiana, że aż mnie naszła na nie ochota. A ampułki ze śmiercionośną substancją wyobrażam sobie tak, jak widać. Kolorowe i beztroskie. Książka wydana na razie tylko w formie ebooka.
PPPS A już wiem! Autor zapomniał napisać na początku książki, że to romans szpiegowski dla nastolatek. Teraz zrozumiałam.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Księgobójca. Maja Wolny. [Izabelka]

TYTUŁ: Księgobójca
AUTOR: Maja Wolny
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: kryminał/powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka

Co znaczy księgobójca? Tytuł, który zwrócił moją uwagę. 
I okładka, która mnie zauroczyła. Po przeczytaniu stwierdzam, że świetnie pasuje do treści.

I tylko ja się pytam: dlaczego ta książka została wydana w Czarnej serii? Bo to nie jest tylko kryminał. Dla mnie jest to bardzo dobra książka obyczajowa z zarysowanym wątkiem kryminalnym. Bo dla mnie to nie morderstwo i próba odnalezienia sprawcy są w tej książce najważniejsze...

Czytam odkąd pamiętam. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Jestem klasycznym molem książkowym. Dlaczego o tym piszę? Bo to właśnie miłość do książek i czytania jest tutaj głównym bohaterem. Bo czy można kochać książki ponad wszystko? A kiedy pasja przeradza się w obsesję?

Wiktor Krzesim prowadzi w Amsterdamie urokliwą księgarenkę. I obserwuje przez szybę Życie. Które toczy się jakby obok niego. Jest samotnikiem zakochanym w książkach  (ale w jego sklepie nie znajdziemy nowości i bestselerów) i w jednej kobiecie, którą darzy miłością platoniczną.
Kiedy ginie słynny restaurator mebli, Eva Paelinck wszczyna śledztwo. Instynkt policyjny podpowiada jej, że to było morderstwo, choć nic na to nie wskazuje. Zaczyna przesłuchiwać podejrzanych i zbierać dowody. To, co odkryje, zaskoczy ją samą. Czy Wiktor, który jest uważnym obserwatorem, pomoże pani policjant? A może to on jest podejrzanym?

To moje pierwsze spotkanie z autorką. Ale jakże udane! Zachwycił mnie sposób narracji i język. Bogate słownictwo, piękny styl. Sposób przedstawienia niektórych spraw i problemów bardzo mi bliski. Książkę czyta się płynnie i z przyjemnością. Klimat deszczowego Amsterdamu oddany cudownie. Króciutkie rozdziały o starości skłaniają do myślenia. Wątki współczesne dobrze pomieszane z dawnymi latami.  Emocje opisane wiarygodnie, łzy stawały mi w oczach... Relacje pomiędzy bohaterami odkrywane powoli. Akcja toczy się niespiesznie. Nie ma serii trupów i błyskawicznych akcji. Jest duch holenderskiego miasta z klimatycznymi uliczkami w oparach mgły albo w strugach deszczu. Słychać rowerowe dzwonki i czuć zapach jointów. Widać księżyc odbijający się w kanałach.

Autorce udało się mnie skłonić do zastanowienia nad kilkoma sprawami. Czym jest pasja, miłość, obsesja, starość? Czy ze wszystkim można się w życiu pogodzić? Czy nienawiść jest silniejsza niż miłość? A jak silna jest zazdrość?

Zastanawiał mnie tytuł. Po lekturze stwierdzam, że jest idealny. Serce mi krwawiło, kiedy czytałam o niszczeniu książek... Choć są tacy, którzy uważają, że cel był ważniejszy...

Lubię takie spotkania. Zostałam zaskoczona i sposobem pisania, i niezwykłą historią, i zakończeniem.

Polecam szczerze.
Szczególnie molom książkowym.

PS. Jeśli jeszcze kogoś nie przekonałam, to tylko dodam, że pochłonęłam tę książkę w jeden dzień.

Zdjęcie autorskie Izabelka

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Niech będzie wola twoja. Maxime Chattam [Izabelka]

TYTUŁ: Niech będzie wola twoja
AUTOR: Maxime Chattam
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
GATUNEK: kryminał/thriller

Zdjęcie autorskie Izabelka



To moje pierwsze spotkanie z autorem. Choć sporo o nim czytałam.
Sięgnęłam po nią, bo taka świeżutka nowość w bibliotece sobie leżała.
Mój instynkt czytelniczy mnie nie zawiódł. Mnie się spodobała.

Jeśli chodzi o warstwę kryminalną, to możecie się zawieść. Taka jest jakby na drugim planie.Jakby ważna, ale nie najważniejsza. A co jest na pierwszym planie? ZŁO. Zło w czystej postaci. Zło, które występuje jako Jon Petersen. 

Akcja toczy się w małym amerykańskim miasteczku Carson Mills. Gdzie życie płynie leniwie, a jedyną rozrywką są spory pomiędzy wyznawcami dwóch religii: luterańskiej i metodystycznej. Wszyscy się znają, cisza, spokój i lasy dookoła sprzyjają sielankowemu życiu. Ale do czasu...
Rodzi się Jon Petersen, chłopiec "zrodzony z krwi", jak mówią o nim mieszkańcy miasteczka. Wcielenie zła i diabła w jednej osobie. Uosobienie najczarniejszych myśli i najgłębiej skrywanych obaw. Bo jak zrozumieć kilkuletniego chłopca, który niszczy kopce mrówek z największą przyjemnością? Jak zrozumieć człowieka, który zabija, gwałci, znęca się, manipuluje, zastrasza i nie posiada w sobie za grosz empatii? I świetnie się ukrywa, unika i lawiruje. Przez wiele, wiele lat robi to, na co ma ochotę i nikt nie potrafi go powstrzymać. 
I do tego brak jakichkolwiek wyrzutów sumienia, poczucia winy czy choćby żalu po stracie. Nic. Okropna pustka emocjonalna!

Chattamowi udało stworzyć się niesamowity klimat. Ciężki, duszny, mroczny i niepokojący. Moje serce kilkakrotnie przyspieszyło. Poczułam na karku oddech Petersena...
Opisy wszystkich tych zdarzeń bardzo realistycznie przedstawione, akcja toczy się niespiesznie i prawie od niechcenia. Postacie dobrze wykreowane, język świetny. Okładka klimatyczna.
Po skończeniu książki poczułam się zmanipulowana. Jakby autor bawił się ze mną "w kotka i myszkę". A dlaczego? Bo zakończenie nie było takie, jakiego się spodziewałam. Bardzo intrygujące i niejednoznaczne. Dające do myślenia. Poczułam się jakby autor pozostawił otwartą furtkę...

I nie napiszę nic więcej. Zachęcam do przeczytania.
Polecam.


Zdjęcie autorskie Izabelka

wtorek, 13 września 2016

Dziewczyna w walizce. Raphael Montes [Izabelka]

TYTUŁ: Dziewczyna w walizce
AUTOR: Raphael Montes
WYDAWNICTWO: Filia
GATUNEK: ?

Zdjęcie autorskie Izabelka
Jest mi bardzo przykro. Bardzo. Po raz kolejny czuję się jak ofiara reklamy. Zupełnie jak po Dziewczynie w pociągu....
Nawet nie umiem określić jaki to rodzaj książki: thriller, kryminał, powieść psychologiczna czy obyczajowa?  A już pisanie o niej, że jest to książka o wielkiej miłości, to już gruba przesada.
Tyle się o niej naczytałam i to jest chyba jeden z powodów mojego zawodu. Miałam zbyt wysokie wymagania. 
Bohaterowie mało ciekawi, a zarys psychologiczny postaci potraktowany powierzchownie. Niby zakochany psychopata, niby prześladowana, a później więziona dziewczyna, ale tak jakoś, jak dla mnie, mało przekonywająco. Nie udało się autorowi wciągnąć mnie w umysł psychola. 
Nie odnalazłam też ciekawych postaci drugoplanowych. Choć zdarzało mi się czytać książki gdzie bez takich właśnie postaci książka traciła na wartości. Ta straciła...
Żadnego ciekawego tła obyczajowego, ani zawiłej zagadki, ani dobrze zbudowanego napięcia.
Nie znalazłam w niej nic, co by mnie przy nie niej mocno trzymało. Albo choć wbiło w fotel. Powiem wprost: wynudziłam się i z trudem dotarłam do końca.
O przepraszam! Wbiło mnie w fotel zakończenie: głupie i mało wiarygodne. Durnowate jak dla mnie.
Mnie się podobała w tej książce JEDNA rzecz: okładka! Naprawdę przyciąga wzrok.
A fabułę można określić jednym zdaniem: on się zakochał, porwał, więził, a potem...
A to już musicie doczytać sami.
Rozumiem, że książka może się podobać, ale do mnie wcale nie trafiła.
Nie polecam.