Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2017

Marlene. Hanni Münzer [Izabelka]

TYTUŁ: Marlene
AUTOR: Hanni Münzer
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Insignis
GATUNEK: powieść obyczajowo/historyczna
Zdjęcie autorskie Izabelka


BURDEL.
Dno piekła czy sposób na przeżycie?
AUSCHWITZ?
Piekło czy ... nie mam porównania...
GWAŁT!
Przemoc psychiczna czy fizyczna?
NADZIEJA?
Trzyma przy życiu czy pomaga odejść?

Tysiące pytań... 550 stron, które czyta się ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem.

"Malene" to książka, która wzbudza szloch i zmusza do zastanowienia się nad wieloma sprawami.
Czym jest miłość, zemsta, godność, człowieczeństwo, wolność, sadyzm, bestialstwo, polityka, władza... ?
Mnóstwo pytań bez gotowych odpowiedzi...

Autorka pisze tak jak lubię: opisuje zdarzenia, nie do końca wszystko wyjaśnia, snuje wątki, skłania do przemyśleń, wyciska morze łez, zadaje pytania.

Jak wspomniałam, książka ma 550 stron. Przez pierwszą setkę stron nic tak jakoś się nie dzieje... Jakoś tak trudno było się mi wciągnąć. Ale im więcej kartek za mną, tym trudniej było odłożyć tę lekturę. Akcja nabiera tempa, wydarzenia wciągają, a bohaterki dają "popalić".

Największą część książki stanowi opis pobytu Marlene w Auschwitz. To się tam dzieje nie nadaje się nawet do cytowania. Fakty, w które ciężko uwierzyć. Na ile sposobów można upokorzyć kobietę? Czy cierpienia jest w stanie znieść matka? Jak długo można znęcać się nad niewinnym człowiekiem? Jak długo trwa śmierć z głodu? Dlaczego dzieci muszą cierpieć w wojnie dorosłych? 

Oprócz tytułowej bohaterki, przewija się postać drugoplanowa czyli Trudni. Nastolatka, która uważa się za "nieśmiertelną", krnąbrna, uparta, odważna i inteligentna. Pokochałam ją całym sercem. Nad wiek dojrzała, doświadczona przez życie z jak najgorszej strony, niezmienna przy swoich przekonaniach. Dziecko w ciele kobiety. Prawdziwa bohaterka z krzyżem doświadczeń na plecach.

Mnóstwo pytań... bez odpowiedzi...

Trudno jest pisać o pozycji, która człowieka zmasakrowała. Zawsze się obawiam kontynuacji. Ale ta jest o niebo lepsza od części pierwszej.

Nie mogę nic więcej napisać.
Łzy nie pozwalają.


Polecam gorąco!!!

czwartek, 6 kwietnia 2017

Czerwony parasol. Jurij Jakow [Izabelka]

TYTUŁ: Czerwony parasol
AUTOR: Jurij Jakow
WYDAWNICTWO: e-bookowo.pl
GATUNEK: Powieść sensacyjna
Zdjęcie autorskie Izabelka


Lubicie książki sensacyjne? A filmy? No ba! Też się głupio pytam! Bo która kobieta nie kochała się w Jamsie Bondzie? Przystojny, z super bryką i szpiegowskimi gadżetami. No z jakąś lalunią u boku… Kiedy natknęłam się recenzje „Czerwonego parasola”, to pomyślałam sobie, że to będzie właśnie taki świat Jamesa Bonda, ale w wersji na osobistą wyobraźnię.

Mhm… Ale chyba nie tego się spodziewałam.

Moja percepcja wyraźnie rozdzieliła fabułę na dwie części: szpiegowską i… no właśnie… sama nie wiem jak ją nazwać: romansową, harlequinową, miłosną? Choć wątki przeplatają się spójnie, to mój mózg nie dawał rady. Nie kumacie? No to jedziemy.

Część, którą nazwałam szpiegowską jest naprawdę świetna.  Mnie się bardzo dobrze czytało. Zagadnienia z zakresu wywiadu, szpiegów, informatyki, biologii i chemii podany w sposób przystępny i zrozumiały nawet dla takiego laika jak ja. Choć również dobrze autor mógł powypisywać farmazony, a ja i tak bym się nie kapnęła. Wszystko spójne, interesujące i wciągające. Przeskoki w czasie i z kontynentu na kontynent poprowadzone sprawnie.  Choć na początku wszystko wydaje się poplątane i można mieć uczucie skołowania, to zalecam cierpliwość. Wraz z przewracanymi stronami wszystko zaczynie się układać niczym puzzle. Ale moje zwoje mózgowe pracowały na najwyższych obrotach! A scena powrotu Tatiany do domu rozpisana rewelacyjnie. Puls mi oszalał! Brawa.

Druga strona tego książkowego medalu nie przypadła mi w ogóle do gustu. Ziewałam aż do obluzowania żuchwy. Niestety, albo ja jestem za stara albo autora poniosło.

Siedemnastolatka, która znajduje zamordowaną swoją rodzinę nie popada w histerię tylko rozwiązuje zagadkę, znajduje skrytkę i ucieka. No raczej trudno mi uwierzyć.

Kiedy spotyka na swojej drodze Igora zakochuje się bez pamięci. Ok, przyjęłam.

Ale na Boga Czytającego! Litości! Ochroniarz, były bokser, chodzi w skórzanych spodniach, cytuje fragmenty z „Mistrza i Małgorzaty” i mówi do ukochanej: „kocie”, „królowo”! (jeszcze bym wybaczyła „kotku”, „misiaczku” albo „żabciu”). No proszę Was! Łykniecie to? Ja nie. A ona do niego: „rycerzu”. Brrr…

Autor nie przekonał mnie do tej „znajomości”. No, bo sorry: dwudziestosiedmiolatek, który bzyka siedemnastolatkę, popija różowy alkohol i lata samolotami po świecie jak, nie przymierzając, ja taksówkami po mieście. A Tatianie to się chyba pomyliła namiętność z miłością...

I to ich słownictwo, te przepychanki słowne. Ja podziękuję. Mam w domu rówieśnicę głównej bohaterki i zapewniam Was, że nie tak się odzywają nastolatkowie. Nie tak zachowują. Nie tak myślą.

Sama Tatiana też wydaje mi się płytka i naiwna. Straciła całą rodzinę i te kilka przemyśleń na temat tego zdarzenia wystarczy za żałobę? I naprawdę wierzy, że wykiwa wyszkolonych szpiegów największych agencji wywiadowczych świata? I po tych kilkunastu tygodniach znajomości z Igorem planuje z nim się rozmnażać?  I te młodzieżowe obozy paramilitarne naprawdę nauczyły jej tych niezwykłych zdolności obrony? I lekcje tańca też pomogły? Ja tego nie kupuje.

I te „momenty”! Niech autor nie idzie w tym kierunku. We mnie wzbudziły zażenowanie i niesmak. I takie zdania: „Nie dość, że dziewica, to jeszcze pić nie umie”. Ogarnęło ją „uczucie rozkosznej słodyczy”… „Czuła jego zapach i otaczającą go aurę męskości”. Nie chwytam tego. Autor naczytał się chyba Danielle Steel czy jakieś innej Nory Roberts? Wiem jak obie piszą, bo będąc dojrzewającą pannicą, pochłaniałam te książki namiętnie. Przepraszam, ale nie!

Autor też zaliczył kilka wpadek w innych fragmentach: „Drzwi rozsunęły się z cichym miauknięciem” – moje drzwi, co najwyżej skrzypią.  Farbowanie włosów w ciągu 20 minut? No nie! Mnie schodzi na tej czynności o wiele więcej czasu. Użycie niektórych przedmiotów, jako gadżetów szpiegowskich też w moim odczuciu wtórne: pomadka, jako broń? Sygnet, okulary? Dobrze, że chociaż James Bond miał długopis…

Podsumowując:

Fragmenty o działaniach wywiadów super. Porządny styl, a dowcip i inteligencja aż skrzą. Akcja płynie wartko i czytelnik się nie nudzi. Wszystko logicznie poukładane i przekonująco przedstawione z obcych mi zagadnień. Przekleństwa i kolokwializmy, których nie lubię w książkach, tutaj nie rażą i wydają się być na miejscu.

Część romansowa… jak dla mnie do wycięcia. Nie potrzebna i na siłę rozciągnięta. Mało wiarygodna i momentami żenująca. Czasami śmieszna. Spowalnia tylko akcję i zniechęca do dalszego czytania.

Czy polecam? Sięgnijcie na własną odpowiedzialność.

PS Panie Autorze, ja poproszę wersję papierową bez części romansowej.

PPS Zdjęcie poglądowe.  Dla tych, którzy nie czytali: na zdjęciu rurki z kremem, którymi tak zajadała się Tatiana, że aż mnie naszła na nie ochota. A ampułki ze śmiercionośną substancją wyobrażam sobie tak, jak widać. Kolorowe i beztroskie. Książka wydana na razie tylko w formie ebooka.
PPPS A już wiem! Autor zapomniał napisać na początku książki, że to romans szpiegowski dla nastolatek. Teraz zrozumiałam.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Księgobójca. Maja Wolny. [Izabelka]

TYTUŁ: Księgobójca
AUTOR: Maja Wolny
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: kryminał/powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka

Co znaczy księgobójca? Tytuł, który zwrócił moją uwagę. 
I okładka, która mnie zauroczyła. Po przeczytaniu stwierdzam, że świetnie pasuje do treści.

I tylko ja się pytam: dlaczego ta książka została wydana w Czarnej serii? Bo to nie jest tylko kryminał. Dla mnie jest to bardzo dobra książka obyczajowa z zarysowanym wątkiem kryminalnym. Bo dla mnie to nie morderstwo i próba odnalezienia sprawcy są w tej książce najważniejsze...

Czytam odkąd pamiętam. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Jestem klasycznym molem książkowym. Dlaczego o tym piszę? Bo to właśnie miłość do książek i czytania jest tutaj głównym bohaterem. Bo czy można kochać książki ponad wszystko? A kiedy pasja przeradza się w obsesję?

Wiktor Krzesim prowadzi w Amsterdamie urokliwą księgarenkę. I obserwuje przez szybę Życie. Które toczy się jakby obok niego. Jest samotnikiem zakochanym w książkach  (ale w jego sklepie nie znajdziemy nowości i bestselerów) i w jednej kobiecie, którą darzy miłością platoniczną.
Kiedy ginie słynny restaurator mebli, Eva Paelinck wszczyna śledztwo. Instynkt policyjny podpowiada jej, że to było morderstwo, choć nic na to nie wskazuje. Zaczyna przesłuchiwać podejrzanych i zbierać dowody. To, co odkryje, zaskoczy ją samą. Czy Wiktor, który jest uważnym obserwatorem, pomoże pani policjant? A może to on jest podejrzanym?

To moje pierwsze spotkanie z autorką. Ale jakże udane! Zachwycił mnie sposób narracji i język. Bogate słownictwo, piękny styl. Sposób przedstawienia niektórych spraw i problemów bardzo mi bliski. Książkę czyta się płynnie i z przyjemnością. Klimat deszczowego Amsterdamu oddany cudownie. Króciutkie rozdziały o starości skłaniają do myślenia. Wątki współczesne dobrze pomieszane z dawnymi latami.  Emocje opisane wiarygodnie, łzy stawały mi w oczach... Relacje pomiędzy bohaterami odkrywane powoli. Akcja toczy się niespiesznie. Nie ma serii trupów i błyskawicznych akcji. Jest duch holenderskiego miasta z klimatycznymi uliczkami w oparach mgły albo w strugach deszczu. Słychać rowerowe dzwonki i czuć zapach jointów. Widać księżyc odbijający się w kanałach.

Autorce udało się mnie skłonić do zastanowienia nad kilkoma sprawami. Czym jest pasja, miłość, obsesja, starość? Czy ze wszystkim można się w życiu pogodzić? Czy nienawiść jest silniejsza niż miłość? A jak silna jest zazdrość?

Zastanawiał mnie tytuł. Po lekturze stwierdzam, że jest idealny. Serce mi krwawiło, kiedy czytałam o niszczeniu książek... Choć są tacy, którzy uważają, że cel był ważniejszy...

Lubię takie spotkania. Zostałam zaskoczona i sposobem pisania, i niezwykłą historią, i zakończeniem.

Polecam szczerze.
Szczególnie molom książkowym.

PS. Jeśli jeszcze kogoś nie przekonałam, to tylko dodam, że pochłonęłam tę książkę w jeden dzień.

Zdjęcie autorskie Izabelka

sobota, 18 marca 2017

Róża Północy. Lucinda Riley [Izabelka]

TYTUŁ: Róża Północy
AUTOR: Lucinda Riley
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: powieść obyczajowa/saga rodzinna

Zdjęcie autorskie Izabelka




Mogę śmiało napisać, że znów trafiłam na "chusteczkową książkę". Bo tej powieści nie da się czytać bez chusteczek.
To moje pierwsze spotkanie z autorką. I od razu strzał w dziesiątkę. Spodziewałam się "babskiego czytadła", a dostałam pięknie opowiedzianą sagę rodzinną na tle wydarzeń XX wieku. 
Książka dość długo przeleżała na stosiku, bo odstraszała mnie swą objętością. 573 strony. A ja nie lubię takich "cegieł". Jednak liczba stron okazała się bez znaczenia, kiedy zaczęłam czytać. Powieść ta napisana jest w taki sposób, który zapewnia szybkie i płynne czytanie. Oczywiście, jeśli akurat nie ocierasz łez i nie wycierasz nosa...

Akcja poprowadzona jest dwutorowo: rok 1911 i kolejne lata oraz rok 2000 i późniejsze. Geograficznie fabuła rozciągnięta z rozmachem: Anglia, Francja i Indie. 
Trudno napisać cokolwiek o samej treści nie zdradzając istotnych wątków fabuły. 
Postaram się Was zachęcić w inny sposób.

Książka opowiada o stuletnim życiu Anahity Chaval. Urodzonej na początku XX wieku indyjskiej arystokratki, której przyjdzie być świadkiem wszystkich większych wydarzeń tegoż stulecia. 
Pływamy z Anahitą parowcem pomiędzy Anglią a Indiami, odwiedzamy królewskie pałace indyjskich maharadżów, poznajemy wiejskie rezydencje angielskiej arystokracji, 
Towarzyszy nam cała paleta uczuć i wrażeń: zachwycamy się kolorowym światem przepełnionym indyjskimi zapachami, czujemy chłód angielskich posiadłości, odczuwamy różnice kulturowe pomiędzy Bretanią a jej azjatycką kolonią, cieszymy się z bohaterką, kiedy uda się jej wyleczyć kolejnego chorego, tęsknimy za indyjską przyjaciółką, płaczemy po śmierci rodziców, odkrywamy jak ważne są geny. To tylko jeden z wątków.
Druga historia dziejąca się współcześnie to losy Ari Malika, który w pogoni za pieniędzmi zagubił sens życia. Firma rozwija się wspaniale, Ari zwiedza w interesach cały świat, jest pozbawiony trosk materialnych, Dopiero odejście wieloletniej partnerki, której znudziło się wieczne czekanie na biznesmena, uzmysławia mu jak jałowe jest jego życie. Postanawia odwiedzić Anglię.
I tu też mamy cały wachlarz emocji: jałowość życia duchowego współczesnego człowieka, odkrywanie jak ważne są rodowe korzenie, dostrzeganie wielkich zmian, jakie dokonały się na przełomie, raptem, stu lat, dostrzeganie drobnych radości dnia codziennego, zauważenie jak ważne są więzi rodzinne, odkrywanie tajemnic własnej rodziny.
Bo Alik to prawnuk Anahity. Na swoich setnych urodzinach przekazuje mu swój dziennik, w którym zapisane jest historia jej życia.

Powieść ta ma niesamowity klimat i nastrój. Kiedy czytałam o indyjskich pałacach, to czułam zapach przypraw i kadzidełek. Kiedy przemierzałam angielskie wrzosowiska-wiatr we włosach i podziwiałam piękne widoki. Czułam pustkę i zagubienie Arika oraz smutek i tęsknotę Anahity. 
Choć zakończenie może, przynajmniej, dla niektórych przewidywalne, to autorka wielokrotnie mnie zadziwiła w trakcie czytania i totalnie zaskoczyła finałem tej historii.

Dla ułatwienia oznaczę tę książkę kilkoma etykietami: saga rodzinna, tajemnice z przeszłości, wielka miłość, wielka tragedia, siła uczuć, bogate tło obyczajowe.
Polecam gorąco.

niedziela, 16 października 2016

Erotyki. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska [Izabelka]

TYTUŁ: Erotyki
AUTOR: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: poezja

Zdjęcie autorskie Izabelka
Dziś będzie niedzielnie, nostalgicznie, jesiennie, z poezją w tle.
Tak już mam! Że jesień kojarzy mi się z wierszami o miłości, szelestem liści pod nogami i czerwonym winem.
Tę książkę mogę spokojnie zakwalifikować do książek typu: powrót do przeszłości.
Nie pamiętam już ile razy sięgałam po Erotyki
Toż ona jest już pełnoletnia. Mhm... czyli starsza od moich dzieci...

Uwielbiam twórczość Marii, jest ona bliska mojemu sercu. I nieważne czy mam lat kilkanaście czy o wiele więcej... Wciąż mnie zachwyca! I nie traci na aktualności.

Wiele z fragmentów jej wierszy cytuje przez całe moje życie. 
Są jak ciepły plaster na moje serce. Albo jak balsam na skołatane nerwy.
Kto nie zna, musi nadrobić. Przeczytać. Zachwytów nie wymagam.

I te fragmenty...
"Kto chce bym go kochała, nie może być nigdy ponury..."

"Jesienne niebo słodkie, pełne łaski..."

"Kto liczy nasze pocałunki,
kto na nie zważa?
Ludzie mają troski i sprawunki,
Bóg światy stwarza..."

"Zalotność jest pachnąca i różowa,
a mądrość żółta i sucha".

I mój ukochany wiersz:
"Jeśliś jest prawdą, przyjdź do mnie bez słów..."

Polecam.
Nie tylko zakochanym.

A kto wie, co czytałam (a jeszcze nie publikowałam) w mijającym tygodniu, ten wie skąd ma nostalgia... Maria czy Bajka...

środa, 12 października 2016

Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami. Katarzyna Majgier [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami
AUTOR: Katarzyna Majgier
WYDAWNICTWO: Zwierciadło
GATUNEK: Literatura współczesna
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa

Zdjęcie autorskie Rudaczyta (Anna Sukiennik)
Moim zdaniem nie ma nic trudniejszego niż napisanie intrygującej, ciekawej i porywającej nas w otchłań wykreowanego świata książki... dla dzieci i młodzieży! Przecież dziecko, zbuntowana nastolatka i nastolatek z awersją do czytania to najbardziej wymagający czytelnik/słuchacz oraz krytyk największego kalibru. Wielkim wyzwaniem jest napisać taki tekst, który nie znudzi, a zaciekawi i nie wywoła ziewania, tylko otwarcie ust z zachwytu.
Nie, nie – Kuchennymi drzwiami to nie bajka ani literatura młodzieżowa, ale autorka – Katarzyna Majgier to  laureatka konkursu im. Astrid Lindgren i im. Kornela Makuszyńskiego. Więc jaka może być książka dla dorosłych autorstwa doskonałej autorki książek dla dzieci i młodzieży? Niech w Waszych małżowinach usznych zagrzmi dźwięczny i specyficzny głos Kuby Wojewódzkiego: "JESTEM NA TAK!".

Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami to taki mix bajki z telenowelą brazylijską. Bynajmniej nie jest to obelga! Śpieszę z rozwinięciem myśli. Bajka – bo jasno rozgraniczona jest linia miedzy dobrem i złem; charakterystyczni bohaterowie, których wygląd współgra z ich charakterem – zołzowata kobieta jest brzydactwem, pokorna Zosia jest piękną niewiastą; akcja rozpędzona nie zwalnia ani na moment; jasny przekaz; płynne przejścia miedzy wątkami poszczególnych bohaterów. A niewątpliwie cechami telenoweli jest mnogość bohaterów; intrygi i komplikacje wątków miłosnych; komedia omyłek (on ja kocha, ona jego, ten tamtego, ta tamtą, on ją skrzywdził, więc się drugi on na tamtym "onym" mści) oraz brak możliwości pozostawienia książki dopóki nie dokończy się rozdziału...
Nigdy nie czytałam książki tego rodzaju. Niby bajka, ale nie bajka. Czyta się szybko, przyjemnie, wielokrotnie uśmiechając się pod nosem. 
Motorem napędowym akcji Gry pozorów jest śmierć bogatego Teodora Lutoborskiego – a dokładniej zapis jego testamentu, w którym to większość swojego majątku przekazuje synowi swojej kuzynki – ubogiemu Florianowi. Florian zostaje wyrzucony z urzędu, w którym zajmuje się statystykami. I traf chciał, że dostaje list w którym dowiaduje się, że został głównym spadkobiercą Pana Teodora, a tym samym właścicielem kamienicy przy ulicy Grodzkiej w Krakowie i majątku w Korczycach. Jego marzenie o zostaniu artystą nigdy nie było tak bardzo możliwe do zrealizowania. Na swojej drodze spotyka Klemensa. Zakochanego w Zosi. Zosia kocha Klemensa, ale nie może z nim być, bo została wyrzucona ze służby, za rzekome "uwodzenie swego pracodawcy". Jeszcze nie wie, że spodziewa się dziecka nieokrzesanego byłego pracodawcy. Trafia do swoich dalekich krewniaczek: Franciszki i Antoniny. Co wyniknie z ponownego spotkania Klemensa i Zosi? A to tylko wątła część wątków rozwiniętych w Grze pozorów.
Autorka w bardzo zgrabny sposób kreuje obraz Krakowa na przełomie XIX i XX wieku, w którym układność, uniżenie mieszają się z arogancją, skromność z megalomanią a pokora z zarozumialstwem.

Bardzo ciekawym zabiegiem było wplecenie w fabułę wydarzeń mających miejsce w rzeczywistości, m.in.: pogrzeb Adama Mickiewicza na Wawelu, wielka powódź w Galicji w 1903 roku, pierwsze kroki zakładów fotograficznych oraz zgrabne przeplatanie fikcji z rzeczywistością w kontekście powstania tak wielkich dzieł jakim były: Chłopi, Wesele i Moralność Pani Dulskiej.
W trakcie czytania nawiedziła mnie taka myśl – nagle olśnienie – ta książka byłaby idealną lekturą szkolną! Barwne, wyraziste i charakterystyczne postaci idealnie obrazują skrajności w społeczeństwie. Zaściankowość, nietolerancja, przywiązanie do zabobonów, brak odwagi na otwarcie się nowej mody i trendów – przede wszystkim w sposobie życia. I cała masa stereotypów: żona chłopa czytać nie musi, wykształcenia nie potrzebuje, bo "miesza się jej od tego w głowie". Bogate kobiety pracować nie powinny i nadal główną wytyczną aranżowania małżeństw był stan majątkowy przyszłych małżonków. I te podziały społeczne – wszak służba może wejść do domu tylko kuchennymi drzwiami...

Może te wiejskie chaty, brzozy i wierzby oraz podwórka pełne drobiu dobrze wyglądały na obrazach, ale w rzeczywistości wszystko aż lepiło się od brudu. I śmierdziało...

Dla wybrednych i wymagających czytelników lektura Gry pozorów może wydać się zbyt prosta, mało skomplikowana i nie zmuszająca do myślenia. To książka, przy której się odpoczywa i relaksuje, która wciąga nas w wir komedii omyłek i przenosi nas w realia XIX-wiecznych ulic krakowskich, z ówczesnymi konwenansami, uprzedzeniami i zwyczajami. Ale podobnie jak w przypadku bajek – ta książka ma drugie dno. Tylko ci bardziej bystrzy i przenikliwi są w stanie dojrzeć w tej wielowątkowej historii przesłanie i morał.

O czym marzyć, kiedy marzenia się spełniają? Szukać nowych czy nadal fantazjować o tym, co i tak się dzieje? 


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

niedziela, 24 lipca 2016

Kucharka Himmlera. Franz-Olivier Giesbert [Izabelka]

TYTUŁ: Kucharka Himmlera
AUTOR: Franz-Olivier Giesbert
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
 
Zdjęcie autorskie Izabelka


Ale to fajna książka jest! (piszę fajna, choć nie lubię tego słowa w odniesieniu do książki).
Naprawdę! Dawno się tak dobrze nie uśmiałam jak przy tej lekturze!
Zacznę jednak od minusów:

– okładka OKROPNA! Wcale, a wcale nie pasuje do treści!

– brak reklamy tej pozycji! Trzeba zatrudnić speców od marketingu, którzy zajęli się Dziewczyną z pociągu.

– tytuł też bym zmieniła, choć dokładnie nie wiem na jaki, może Rose i XX wiek.
I to tyle jeśli chodzi o wady.
Świetnie napisana opowieść o Rose, kucharce, która przeżyła 105 lat, a przyszło jej żyć w najbardziej "ciekawym" i burzliwym wieku, wieku XX. Urodzona w 1907 roku jako uboga Ormianka, żyje pełnią piersią kierując się mottem: humor, seks i zemsta. Bierze udział w wielkich wydarzeniach XX wieku: ludobójstwo w Armenii, obie wojny światowe, Holocaust, rządy Mao. Jest optymistką i bierze od życia to, co dostaje. Z uśmiechem.
Rose przeżywa wiele dramatów osobistych, które mogłyby złamać niejednego człowieka. Ale nie Rose. Zawsze optymistycznie nastawiona do życia, z niekończącą się ochotą na seks, z rządzą zemsty w kieszeni.
Kiedy przeczytałam, że jest to "przezabawna opowieść o Rose", to stwierdziłam, że jest to w sam raz lektura na lipcową niedzielę. Ale nic z tego! Nie jest "przezabawna"... Opowieść o Rose to słodko–gorzki koktajl z duża ilością pieprzu...
To czasami śmiech, a czasami śmiech przez łzy. Bo cóż jest zabawnego w śmierci wszystkich najbliższych? Albo patrzeniu na rzeź sąsiadów i znajomych? Albo udział w przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci? Nic!
Ale są też zabawne momenty, kiedy Rose opowiada o seksie z mężczyznami albo, jak ich kąśliwie opisuje, albo jak tworzy potrawy.
Mnie też podobała się formuła tej książki, bo każdy rozdział rozpoczynał się tak samo: Morze Czarne 1915, Marsylia 1917, Górna Prowansja 1925, Paryż 1940 itd.
Rozdziały są krótkie, fabuła wciągająca, słownictwo proste, ale bogate. I do tego mnóstwo "smaczków", które powodują, że tę książkę trudno odłożyć zanim się nie skończy czytać. 
Oto garść cytatów (albo jak ktoś woli "smaczków"):
Nie znoszę ludzi, którzy się skarżą. A takich nie brakuje na tej ziemi. Dlatego mam problem z ludźmi.
W wieku niemal stu pięciu lat pozostał mi cienki głosik, pięć dobrych zębów, wyglądam jak sowa i nie pachnę fiołkami.
W dniu moich urodzin na świecie żyły już trzy osoby, które miały zdziesiątkować ludzkość: Hitler miał osiemnaście lat, Stalin dwadzieścia osiem, a Mao-trzynaście. Wpadłam jak śliwka w kompot.
Człowiek pracuje, ale Chińczyk pracuje więcej.
Gdy nic się nie układa, nie ma lepszego lekarstwa na smutek niż gotowanie.
Nie  bójcie się iść pod prąd. Tylko martwe ryby płyną z prądem.
Książka ląduje na półce zostaje "na zawsze", a Rose zostaje moją przyjaciółką...na zawsze!
Polecam!
Wspaniała lekcja historii XX wieku i porządna dawka mądrości życiowej i optymizmu (choć ta mądrość jest czasami dyskusyjna).

piątek, 1 lipca 2016

Przekroczyć granice. Katie McGarry [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Przekroczyć granice
AUTOR: Katie McGarry
WYDAWNICTWO: Muza
GATUNEK: Literatura młodzieżowa
EGZEMPLARZ RECENZENCKI

Zdjęcie autorskie Rudaczyta
Przez ostatnie dni moim "przecinkiem kryminalnym", czyli książką, w której brak neurotycznych policjantów, zagadkowych zgonów, profilerów i gęsto ścielących się trupów, była powieść młodzieżowa Przekroczyć granice. Ale! Nie zabrakło tajemniczych wydarzeń z przeszłości oraz dramatów do jakich owe zamierzchłe prowadzą w teraźniejszości.

Swego czasu po internetach krążył taki demotywator:

Źródło
Głupi demotywator, którego autorem jest zapewne sfrustrowany człowiek, na tyle egoistyczny, że widzi tylko swoje życie, swoje problemy, a zwężone horyzonty nie pozwalają mu dostrzec złożoności i brutalności tego świata. Bo prawda jest taka, że nawet sześciolatka może mieć życie naznaczone bólem, cierpieniem i destabilizacją zdrowia psychicznego. Ignorancja to największa bolączka współczesności. A ignorancja w połączeniu z egoizmem daje mieszankę, która potrafi zachwiać najbardziej stabilną konstrukcją budowana przez empatię, inteligencję i dobro.

Kiedy popularna wśród rówieśników, inteligentna, piękna i utalentowana Echo znika ze szkoły tuż przed zakończeniem roku szkolnego, ludzie wymyślają najróżniejsze scenariusze. Ciąża. Próba samobójcza. Depresja. Gwałt. No tak, przecież oni wiedza najlepiej. Dodatkowym motorem napędowym jest metamorfoza Echo, z duszy towarzystwa i powszechnie lubianej osoby, w zamkniętą w sobie i stroniącą nawet od najbliższych przyjaciółek dziwaczką. I te blizny na rękach, skrzętnie ukrywane pod długimi rękawami bluzki i rękawiczkami, nawet w upalne, letnie dni.
Nikt nie wie, jaki ciężar dźwiga młoda dziewczyna, ale nikt nie wyciąga do niej pomocnej dłoni, tylko wszyscy, jak jeden mąż, eliminują ją ze swojego towarzystwa. Staje się outsiderką. Świruską.
Echo nie może pogodzić się z faktem, że jej umysł wyparł z pamięci wydarzenia, które bezpośrednio przyczyniły się do zachwiania jej zdrowia psychicznego, pojawiania się co noc koszmarów sennych oraz pozostawiły blizny na jej ciele. Kolejne sesje terapeutyczne, leczenie i próby odtworzenia wydarzeń sprzed dwóch lat skutkują coraz większą depresją i zamykaniem się w sobie. A jedyne, czego tak bardzo pragnie do powrót do normalności, aby zostawić w pokoju "Przeszłość" bagaż doświadczeń i traumę, której nie potrafi sobie przypomnieć, zamknąć je na klucz i go zgubić biegnąc otworzyć drzwi "Przyszłość".
I w tym momencie pojawia się Noah.
Noah Hutchins. Przystojny cwaniaczek, olewający naukę,  palący skręty, lubiący kłopoty i niefrasobliwe spotkania z dziewczętami na tylnym siedzeniu jego auta. Luzak. Ale za maską obojętności kryje wielką tragedię, jaka dotknęła jego rodzinę. On sam "przechodzi z rąk do rąk" w kolejnych rodzinach zastępczych, odseparowany od najbliższych.
Losy Echo i Noah'a splatają się w dość nietypowym, mało romantycznym miejscu, z pewnością nie sprzyjającym miłości: na terapii u szkolnej pani psycholog.
Czy dwoje nastolatków, tak bardzo zranionych przez los, tak mocno "obitych" przez życie, jest w stanie stworzyć związek? Czy są w stanie odnaleźć w brutalnym świecie tę pożądaną i upragnioną normalność?

Książka Przekroczyć granice spełniła swoją rolę "przecinka" w kryminalnym ciągu mym;) jednak nie doprowadziła do skrajnej rozpaczy i nie wydusiła ze mnie łez wzruszenia. Z pewnością zwraca jednak uwagę na bardzo ważne kwestie: jak bardzo społeczeństwo odsuwa się od osób "problematycznych". Ludzie boją się tragedii, która dotyka innych, nie chcą brać na swoje braki obcego, nieswojego bólu. W tym kontekście na uwagę zasługuje postawa Grace, która jest typową przedstawicielką "pustej lalki, wydmuszki", dla której pojęcie "prawdziwa przyjaźń" jest równie abstrakcyjne jak dla mnie "mechanika kwantowa".

Autorka podejmuje bardzo ważne kwestie: rodzina zastępcza, rozbita rodzina, depresja, wyparcie z pamięci tragicznych wydarzeń, choroba psychiczna oraz pierwsza miłość. Mnogość wątków tym razem poczytuję na plus, bo każdy jest dogłębnie przeanalizowany i ostatecznie otrzymujemy odpowiedzi, na wszystkie zadane pytania i niejasności wykreowane przez autorkę.
 
Miłośnicy wzruszających książek młodzieżowych z pewnością się nie zawiodą. Mnie uwierały odrobinę sceny typu: "musimy się rozstać, dla naszego dobra", "kocham cię, ale nie możemy być razem, bo krzywdzimy się wzajemnie". Może dlatego, że nastolatką byłam dawno temu;)
Przekroczyć granice to nie tylko historia o rodzącej się miłości, pokonywaniu własnych lęków, ale także o, nomen omen, przekraczaniu granic, własnych blokad i usuwaniu stereotypów.