Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Videograf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Videograf. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 kwietnia 2017

Gorzej być(nie)może. Małgorzata Falkowska [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Gorzej być (nie)może
AUTOR: Małgorzata Falkowska
WYDAWNICTWO: Videograf
GATUNEK: Powieść obyczajowa/Romans

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


Pozwolą Państwo, że tę recenzję rozpocznę lirycznie...

"Gdy Ci smutno, gdy Ci źle, weź Falkoską poczytaj se" :D

Gorzej być (nie) może to tak radosna, optymistyczna lektura z jajem, że aż żal nie pobawić się z lekka recenzją tejże powieści ;)
Główna bohaterka to Zofia – skrzyżowanie legalnej blondynki z Violettą Kubasińską (jak podpowiadają mi internety) z serialu Brzydula. Puściutka, głupiutka, z tendencją do przekręcania słów, wyrażeń, zwrotów. Typowa blondyna (chociaż ciemnowłosa) z tipsami (czy, jak to się mawia bardziej współcześnie, bardziej trendy – z akrylami? żelami? hybrydami? kij wie, nie odróżniam jednych od drugich i trzecich;)). Zosi bardziej współczujemy jej poziomu IQ, niż zazdrościmy prezencji, bogactwa, bezstresowego trybu życia i kieszonkowego w wysokości pięciu tysiaków. Wszak Zosia to nie nastolatka, tylko dorosła kobieta z bezlitośnie ścigającą ją i sapiąca nad uchem trzecią dyszką. A Zosieńka w końcu zakończyła studia (kosmetologię), które trwały lat 10. I uwaga! Wybiera się na kolejne – seksuologię kliniczną. Może skłoniła ją do tego potrzeba poszukiwania samej siebie, może potrzeba dalszego rozwoju, a może pogłębiania swoich talentów prezentowanych w branży filmowej. Wszak jako odtwórczyni głównej roli kobiecej w filmach porno odnosi niemały sukces, więc cóż zaszkodzi zdobyć wiedzę merytoryczną w tym zakresie? Ale to nie wszystko. Rok 2016 przyniesie Zosi wiele zmian, rzekłabym, fundamentalnych. Przyjaciele i rodzina głównej bohaterki postarają się o to, aby wrażeń nie zabrakło.

Gorzej być (nie) może to idealna książka na chandrę i przecinek w bardzo wymagających, eksploatujących intelektualnie pozycji. Zosia wraz z przyjaciółkami zagwarantuje kilka godzin przezabawnej lektury, której nie sposób czytać inaczej niż z bananem na twarzy. Perypetie rozpuszczonej do cna młodej panny, która jest pełnokrwistą egoistką, wprowadzają czytelnika w błogi stan odprężenia umysłowego. Głupiutka, ale przekonana o swej nieskazitelności Zosia, jej uwielbienie przepychu i umiejętność przekręcenia absolutnie każdego powiedzenia, po prostu bawi. Jednak im dłużej przebywamy w świecie bogatej dziedziczki z TYCH Majerów, dostrzegamy subtelne, ale wyczuwalne zmiany. Egocentryzm powoli się wycofuje, wygodnictwo rozmazuje, umiłowanie nicnierobienia drobnymi kroczkami schodzi na drugi plan. Perfidne i bardzo pomysłowe plany wdrażane w życie przez najbliższych Zosi przynoszą korzyści. I znaczne zmiany w osobowości pustej, cukierkowatej Zosi. Głowna bohaterka odnajduje w sobie pokłady empatii, bezinteresowności i pewności, że istnie rzeczy, których nie da się kupić.

Książka zdecydowanie nie dla osób, które poszukują w książce głębi, przekazu i morału, bo takowych w niej nie uświadczysz (hmmm, czy aby na pewno? przyjaźń zawsze i wszędzie, na przekór obezwładniającej głupocie; dobro tkwi w każdym, czasem trzeba je tylko odgruzować; warto dać cząstkę siebie dla tych, którzy nic zaoferować nam nie mogą... bo nie wiemy tak naprawdę jak wielka nagroda nas czeka za bezinteresowność). Gorzej być (nie) może jest książką, bez urazy, łatwą i szybką. Ale daleka byłabym od nazwania jej "czytadłem" (nie cierpię tego słowa to obok grafomaństwa najgorszy epitet jakim można uraczyć dzieło rąk pisarza). Ma wątek główny, konsekwentnie i z wyczuwalna swobodą przez Autorkę rozwijany. Bardzo ciekawe, charakterystyczne postaci i przede wszystkim – naturalne, niewymuszone dialogi, które stanowią największy atut książki. Ze zniecierpliwieniem czekamy na najnowsze rewelacje błyskotliwej inaczej Zosi i ripostę jej przyjaciółek. Do tego cała masa komizmu sytuacyjnego (myślałam, że mojej wtopy podczas zaręczyn nie jest w stanie nic pobić, a tu zonk od Chajzera – Zośka dała radę;); zabawa we Włóczykija, tworzenie preparatu na porost włosów i metody odmierzania piwa). To wszystko składa się na bardzo przyjemną i sympatyczna lekturę, do której będę wracać w celu rozchmurzenia się i podbudowania ego :D

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 13 marca 2017

Mechaniczna ćma. Joanna Pypłacz [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Mechaniczna ćma
AUTOR: Joanna Pypłacz
WYDAWNICTWO: Videograf SA
GATUNEK: Powieść obyczajowa/Horor


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

To, co uważamy za szczęście, to zwykła utopia i złudne uogólnienie. Istnieją tylko ulotne lśnienia... Ludzie je ustawicznie ścigają, lecą do nich jak ćmy do płomienia świecy.

Kraków. Marzec 1900 roku. Kobieta medium, malarka zmarłych oraz zegarmistrz. Oryginalni, intrygujący i nieświadomi tego, że jedno spotkanie odmieni całe ich życie. Troje indywiduów: do Celiny zwracają się znękane, przygniecione ciężarem smutku, nierzadko także wyrzutami sumienia osoby, które nie zdążyły pożegnać się ze zmarłymi bliskimi. Młoda kobieta odbiera sygnały ze świata umarłych, wizualizuje obrazy, które powracają w snach oraz na jawie, kiedy osłabiony bezsennością i znękany dniem codziennym organizm staje się podatny na iluminację. Paradoksalnie, jedyną osobą, której nie może pomóc Celina jest ona sama, ponieważ od wielu lat próbuje zainicjować więź ze zmarłą matką. Bezskutecznie. Te nieudolne próby kładą się cieniem na jej życiu. Annabella ma niesamowity zmysł artystyczny, maluje przepiękne obrazy. Jednak jej talent ma niezwykłą, specyficzną i niebezpieczną moc... dlatego jej jedynymi "modelami" mogą być ludzie... martwi. Leonard to przystojny, ambitny, młody artysta ofiarujący drugie życie śrubkom, nakrętkom i innym niepotrzebnym metalowym elementom tworząc z nich misternie skonstruowane małe, mechaniczne dzieła sztuki. Łączy pracowitość, sprawność manualną oraz innowacyjne metody w spójną całość w wyniku czego powstają mechaniczne zwierzęta. Jego dziełem jest także tytułowa mechaniczna ćma. Zepsuty zegar sprawia, że losy Celiny, Annabelli i Leonarda splatają się ze sobą w nierozerwalny węzeł. A w ten węzeł wplątują się łzy smutku, okrzyk radości, ukradkowe spojrzenia, pierwsze zauroczenia, miłość, pożądanie, zazdrość, która potrafi zniszczyć, zdrada, która popycha do zbrodni...

Powieść Joanny Pypłacz zabiera nas w podróż do dziewiętnastowiecznego Krakowa, na spacer po brukowanych ulicach, w towarzystwie wytwornych dam, dżentelmenów i zacnych jegomości. Wysublimowany język, oryginalny styl i lekkość pióra Autorki kreślą przepiękny obraz Krakowa  na przełomie XIX i XX wieku. Aura mistycyzmu i tajemniczości nadaje powieści specyficzny klimat odrobinę mroczny i bardzo tajemniczy. Mimo to nie określiłabym Mechanicznej ćmy mianem horroru. Owszem pojawiają się w powieści elementy grozy, szczypta irracjonalności, ale stanowią one jedynie dodatek do zmyślnie wykreowanej powieści obyczajowej i dotyczą bardziej sfery psychicznej aniżeli fizyczne obecnych widzialnych "straszydeł".

Wątki poszczególnych postaci zazębiają się jak sprawnie działający system śrubek, przekładek i części składowych dobrze naoliwionego mechanizmu zegara. Działanie jednego elementu inicjuje ruch kolejnej, co z kolei napędza do działania całą machinę. Mnogość wątków gwarantuje wartko płynącą akcję obfitującą w zaskakujące zwroty i pełną spokoju zadumę nad własnym życiem.

ludzie są jak owady [...] w pogoni za światłem jesteśmy skłonni rozbić się o szyb albo pofrunąć prosto w płomienie tylko po to, żeby za chwile spaliły nas żywcem.

wszyscy nosimy wewnątrz rany, którym nadajemy eufemistyczne miano tajemnic. Może dlatego, żeby mniej bolało, albo żeby nam się wydawało, że mniej bolą.

Zawirowania w życiu głównych bohaterów absorbują do tego stopnia, że po zakończeniu lektury  czytelnik czuje niedosyt... i przymusową eksmisję ze świata wypełnionego feerią barw, brzmieniem utworów najznakomitszych kompozytorów oraz światem innowacji artystycznej. Bo lektura Mechanicznej ćmy gwarantuje doznania estetyczne, wgląd w świat artystyczny, z muzyką poważną w tle. 

Malarstwo to rodzaj sztuki czarnoksięskiej, która sprawia, że paradoksalnie kwintesencją czyjegoś zwykłego życia może stać się niezwykłe dzieło sztuki.

Dojmujący chłód... niebywałe, jak sugestywne potrafią być słowa. Jak umiejętne sformułowania, odpowiednio wyselekcjonowane epitety tworzą specyficzny klimat. Zima na ulicy Gołębiej w Krakowie przyprawia czytelnika o gęsią skórkę, bo czytając czujemy obezwładniający chłód, toniemy w zasnutych gęstą mgłą, ciasnych uliczkach, gubimy się we wnętrzu warsztatu zegarmistrza, zastawionego dziwnymi, ale pełnymi uroku innowacyjnymi tworami mechanicznymi. Annnabella maluje obrazy, Pani Joanna Pypłacz maluje słowem. W dobie wszechogarniającej "bylejakości", która dotknęła niestety także świat literatury, Mechaniczna ćma jawi się jako barwny, egzotyczny motyl wśród bezbarwności, miałkości i przeciętności. Dbałość o szczegóły, przepiękny język, skrupulatne rozwijanie podejmowanych wątków, ziarenko niepewności i nierealności tworzą dopracowaną powieść. Piękną powieść.

Podobnie jak ludzkie marzenia, ćmy również latają bezszelestnie.

Mechaniczna ćma zachwyca i potwierdza, że współczesna powieść potrafi być małym dziełem sztuki.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Sercem byliśmy wielcy. Yehuda Koren, Eilat Negev [Izabelka]

TYTUŁ: Sercem byliśmy wielcy
AUTOR: Yehuda Koren, Eilat Negev 
WYDAWNICTWO: Videograf II
GATUNEK: dokument/wspomnienia

Zdjecie autoskie Izabelka

Zacznę od wyjaśnienia. Książka ta została wydana dwukrotnie przez to samo wydawnictwo pod dwoma różnymi tytułami: "Sercem byliśmy wielcy" i "Kukiełki doktora Mengele". Dlaczego? Nie udało mi się odnaleźć odpowiedzi na to pytanie.

Pozycja ta, jak każda, która jest zapisem wspomnień wojennego okresu jest wstrząsająca. Dokument ten powstał na podstawie rozmów jakie przeprowadzili autorzy z ostatnią z rodu Ovitz - Perlą.

Perla Ovitz pochodziła z niezwykłej rodziny. Bardzo wyróżniającej się. Dlaczego? 
Byli żydowską rodziną zamieszkującą wioskę Rozavlea w Transylwanii. Ojciec, Szymszon, był karłem, a jego obie żony, Brana i Batja, były normalnego wzrostu. Pan Ovitz doczekał się w sumie z obu związków dziesięciorga dzieci. Podkreślam. Dziesięciorga! A tylko trójka z nich miała wzrost po matce. Reszta była karłami. Jak łatwo policzyć: siedmioro karłów... jak siedmiu krasnoludków z bajki o Śnieżce. Sama Perla używała takiego określenia: mówiła, że krasnoludki miały swoją Śnieżkę, a oni mieli swojego Mengele. Porównanie może i straszne, ale prawdziwe.

Historia zaczyna się w 1869 roku kiedy na świat przychodzi Szymszon Ovitz. Jako jedyny z piątki rodzeństwa jest karłem. Wie, że jest inny i że musi sobie radzić. Lekko nie jest: żyje w XIX wieku w zapadłej górskiej wiosce. Udaje mu się znaleźć żonę: Brana jest "normalnego wzrostu", ale rodzi 2 karlice: Rosikę i Franciszkę. I młodo umiera. Szymszon zostaje z dwójką małych dzieci i postanawia szybko się ożenić. Z Batją ma 8 dzieci: Avram, Frida, Sara, Miki, Lea, Elżbieta, Ariel i Perla.

Niezwykłość rodziny to nie tylko wzrost i wyznanie. Ovitzowie są wyjątkowi pod wieloma innymi względami: są bardzo muzykalni, grają na wielu instrumentach, śpiewają, tańczą i znają po kilka języków. Tworzą rodzinny zespół zwany "Trupą Liliputów". Są zaradni, uśmiechnięci, pracowici, otwarci na ludzi, pomimo swego kalectwa. Bardzo dbają o swój wygląd estradowy. Siostry szyją sceniczne kreacje, a panowie piszą teksty piosenek i skeczy. Dzięki swoim licznym umiejętnościom zwiedzają dużą część Europy, są chętnie zapraszani do dużych sal jak i na kameralne przyjęcia. Dobrze im się wiedzie. Jako pierwsi w wiosce mają samochód. Oglądać go przychodzą całe procesie mieszkańców Rozavlea.

Przychodzi rok 1939. Zaczyna się niespokojny czas. Ale Ovitzowie jakoś sobie radzą. Dalej koncertują.
Aż w maju 1944 roku trafiają do Auchwitz. Wprost pod skrzydła Doktora Mengele. "Anioł Śmierci" jest zafascynowany rodziną Ovitzów. Nie dość, że Żydzi, to jeszcze karły. Wspaniały "materiał" do badań. Umieszcza całą rodzinę w osobnych barakach. Nie każe im golić głów ani nosić pasiaków. 
Podaje ich ciągłym "badaniom" i pomiarom. Funduje im piekło na ziemi. Nie będę tu opisywać działań Mengele. Wszystko dokładnie opisane jest w książce. Bardzo dokładnie...

"Żyd nie może się uwolnić od swoich korzeni, tak jak i karzeł nie może zmienić swojego wzrostu".

Rok 1945, rok wyzwolenia obozu, nie przynosi dobrych dni. Wracają do rodzinnej wioski, ale nie mają tam czego szukać. Sąsiedzi są im nieprzychylni. I jak wielu ocaleńców wyruszają w podróż po Europie w poszukiwaniu swego miejsca na ziemi. Osiedlają się w Izraelu.
W powojennym świecie różnie im się wiedzie. Ale ich pracowitość i zaradność zdecydowanie im pomaga. 
W 1955 roku kończą karierę estradową i kupują kino. 

Jak przyznaje Perla Ovitz: przeżyli piekło wojny tylko dzięki temu, że trzymali się razem. 
Przetrwali wszyscy członkowie rodziny, co w świetle działań wojennych wydaje się niezwykłe.
Historia rodziny Ovitzów jest wzruszająca i niewiarygodnie barwna. Ale sama książka na kolana nie rzuca. Trochę nieporadnie napisana i aż się prosi o piękne opowiedzenie tej historii.
Nie wzbudziła we mnie wielkich emocji, ale i tak trudno było mi się oderwać od czytania.
Już oczami wyobraźni widziałam ekranizację tej książki. Byłby cudowny film.

I jeszcze jedno zasługuje na uwagę: siła miłości, rodzinne wsparcie, optymizm.
I tak sobie myślę, że główną bohaterką nie jest Perla ani jej rodzina.
Główną bohaterką jest MIŁOŚĆ. 
Uczucie, które potrafi wszystko przetrwać. Nawet piekło na ziemi...

Pomimo moich uwag bardzo polecam.

niedziela, 25 grudnia 2016

Chłopiec w czerwonej sukience. Maciej Loter [Izabelka]

TYTUŁChłopiec w czerwonej sukience
AUTOR: Maciej Loter
WYDAWNICTWO: Videograf
GATUNEK: autobiografia
Zdjęcie autorskie Izabelka



"Ludzie dzielą się na dobrych i złych. Narodowość, rasa, religia nie mają znaczenia. Tylko to, jakim się jest człowiekiem." Irena Sendlerowa

Tym pięknym cytatem zacznę. Kiedy go przeczytałam, to już wiedziałam, że zostanie ze mną na zawsze. Często go powtarzam. I jest mi on bardzo bliski. I idealnie pasuje do książki o której chcę Wam opowiedzieć.
Żeby nie było niejasności, to od razu napiszę: homofobom już podziękuję. Dalej już nie czytajcie! Bo książka ta jest z kręgu LGBT.

Przeczytałam w 2016 roku około 200 książek. Było różne: i dobre, i kiepskie. Ale ta pozycja jest jak wisienka na torcie. Pięknie kończy rok. 
Ale jednocześnie jest jak zawał i cios w brzuch w tym samym momencie. Człowiek nie jest się w stanie ruszyć. Jeszcze przy żadnej lekturze nie wylałam tylu łez i zmuszona byłam przez nie robić sobie przerwy w czytaniu... 
Czyli MOJA KSIĄŻKA ROKU 2016!!!


A o czym jest ta książka, że doprowadziła mnie do takiego stanu?
To rozdzierająca serce autobiografia mężczyzny, który urodził się w kobiecym ciele. O tym co czuł i jaką walkę musiał stoczyć aby być szczęśliwym człowiekiem. Tak w skrócie o samej fabule.
Emocje jakie wywołuje ta historia są nie do opisania. Autor w sposób przejmujący opisuje wszystkie stany emocjonalne jakie mu towarzyszyły w całym jego życiu. Życiu w znienawidzonym ciele kobiety.

Powiem szczerze, że nigdy nie zastanawiałam się nad ludźmi takimi jak Maciek. Albo słynna posłanka Anna G. Wiedziałam, że są i tyle. Ta książka postawiła mój światopogląd na głowie i zmusiła mnie do przemyślenia wielu spraw. I stanie na półce : "zostaje na zawsze".
Wyobraźcie sobie jak to jest: mieć inną płeć odczuwaną psychicznie niż ciało. Mieć włosy, których zazdrości ci większość osób, a które masz ochotę jak najszybciej ściąć "na chłopaka". Marzyć o płaskiej klatce. Unikać luster. Czuć się "innym", "dziwnym" i żyć w ciągłym strachu, że ktoś odkryje twoją tajemnicę. Toczyć walkę sam ze sobą... Dzień w dzień przez całe życie... Bo co ludzie powiedzą? Jak zareagują rodzice? Wesprą czy potępią? Jak będzie wyglądało życie po zmianie płci? Kto okaże się przyjacielem, a kto odejdzie? Jak to jest, kiedy w swoim ciele czujesz się jak w nie swoim i za małym kostiumie? Musisz odgrywać role, których nie lubisz. Marzysz o znalezieniu miłości. Mnóstwo pytań. 

Autorowi udało się nie popaść w banał i tani dramat. Posługuje się pięknym językiem, używa niesamowitych porównań i takich określeń, że czasami miałam gęsią skórkę na plecach. 

Świetnie charakteryzuje postawy różnych ludzi wobec transseksualistów. Matka, która akceptuje i pomaga synowi we wszelkich działaniach zmierzających do zmiany ciała.
Ojca, który nie może się ze wszystkim pogodzić.  

"(...) że wolałby córkę lesbijkę, a nie córkę, która się okazuje synem... Próbuje zasugerować mi, że to, co mi dolega, to na pewno skłonności homoseksualne. Takie mniejsze zło, z którym wszyscy damy sobie radę." 
Ręce mi opadły... Mniejsze zło??? Kur#a, jakie? 

Lekarzy, którzy są albo obojętni albo zniesmaczeni.
Mieszkańców miasta, którzy na jego widok przechodzą na drugą stronę ulicy. Albo przychodzą pod okno i wykrzykują obraźliwe teksty.
Rówieśników, którzy nie robią problemów, że od dziś nie mają już koleżanki, a kolegę.
Znajomych, którzy udają, że Cię nie poznają.
I rodzina, która robi "zrzutkę", aby Maciek mógł poddać się operacjom. Jak się okazało: bliższa i dalsza rodzina, która kocha i wspiera... Ryczałam jak rzadko kiedy... Pozazdrościć takiej familii!

Najpierw, podczas czytania,  zastanawiałam się nad Maćkiem. Że przeszedł piekło na ziemi. I podziwiałam jego odwagę i determinację w dążeniu do szczęścia. 
Ale im bliżej końca opowieści, tym bardziej zaczęłam się zastanawiać na Jego Mamą. Że pomagała synowi, wspierała go, a czasami broniła jak lwica. Sama mam dzieci i tak się zastanawiałam jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji. Czy pogodziłabym się ze zmianą płci własnego dziecka? Czy pogodziłabym się z brakiem wnuków? Mnóstwo pytań i jeszcze więcej wątpliwości...

Już kiedyś o tym pisałam. Wiem, że się powtórzę. Lubię, kiedy książka wzbudza we mnie emocje! I nie muszą być pozytywne. Ta spowodowała w moim sercu i umyśle emocjonalne tornado. Mam kaca książkowego jak stąd na Marsa. A limit łez wyczerpałam już na następny rok. I teraz już wiem, że to nie jest dobra pozycja na okres świąteczny. W sumie to nie ma na tę książkę dobrego czasu...
I po raz kolejny zastanawiam się gdzie podziała się kampania reklamowa tej pozycji. Dlaczego tak wartościowe książki trafiają w moje ręce przez przypadek i zostawiają mnie z kacem książkowym. Hańba to!!!

I tak jaka napisałam na samym początku: dzielę ludzi zgodnie ze słowami Ireny Sendlerowej. Na to, jakimi są ludźmi. Nie interesuje mnie kto z kim śpi,  tylko czy jest szczęśliwy. Transseksualiści mają swego orędownika w postaci posłanki Anny G, geje w osobie Roberta B. 
Teraz zupełnie inaczej patrzę na ludzi z kręgu LGBT.
Upewniłam się tylko w swoim stwierdzeniu, że "inny" nie znaczy "gorszy"!         A często jest lepszy od "normalnego".
Polecam z całego i poranionego serca!
A chusteczki zalecam obowiązkowo!