Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nazizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nazizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2017

Marlene. Hanni Münzer [Izabelka]

TYTUŁMarlene
AUTOR: Hanni Münzer
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Insignis
GATUNEK: powieść obyczajowo/historyczna
Zdjęcie autorskie Izabelka


BURDEL.
Dno piekła czy sposób na przeżycie?
AUSCHWITZ?
Piekło czy ... nie mam porównania...
GWAŁT!
Przemoc psychiczna czy fizyczna?
NADZIEJA?
Trzyma przy życiu czy pomaga odejść?

Tysiące pytań... 550 stron, które czyta się ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem.

"Malene" to książka, która wzbudza szloch i zmusza do zastanowienia się nad wieloma sprawami.
Czym jest miłość, zemsta, godność, człowieczeństwo, wolność, sadyzm, bestialstwo, polityka, władza... ?
Mnóstwo pytań bez gotowych odpowiedzi...

Autorka pisze tak jak lubię: opisuje zdarzenia, nie do końca wszystko wyjaśnia, snuje wątki, skłania do przemyśleń, wyciska morze łez, zadaje pytania.

Jak wspomniałam, książka ma 550 stron. Przez pierwszą setkę stron nic tak jakoś się nie dzieje... Jakoś tak trudno było się mi wciągnąć. Ale im więcej kartek za mną, tym trudniej było odłożyć tę lekturę. Akcja nabiera tempa, wydarzenia wciągają, a bohaterki dają "popalić".

Największą część książki stanowi opis pobytu Marlene w Auschwitz. To się tam dzieje nie nadaje się nawet do cytowania. Fakty, w które ciężko uwierzyć. Na ile sposobów można upokorzyć kobietę? Czy cierpienia jest w stanie znieść matka? Jak długo można znęcać się nad niewinnym człowiekiem? Jak długo trwa śmierć z głodu? Dlaczego dzieci muszą cierpieć w wojnie dorosłych? 

Oprócz tytułowej bohaterki, przewija się postać drugoplanowa czyli Trudni. Nastolatka, która uważa się za "nieśmiertelną", krnąbrna, uparta, odważna i inteligentna. Pokochałam ją całym sercem. Nad wiek dojrzała, doświadczona przez życie z jak najgorszej strony, niezmienna przy swoich przekonaniach. Dziecko w ciele kobiety. Prawdziwa bohaterka z krzyżem doświadczeń na plecach.

Mnóstwo pytań... bez odpowiedzi...

Trudno jest pisać o pozycji, która człowieka zmasakrowała. Zawsze się obawiam kontynuacji. Ale ta jest o niebo lepsza od części pierwszej.

Nie mogę nic więcej napisać.
Łzy nie pozwalają.


Polecam gorąco!!!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Sercem byliśmy wielcy. Yehuda Koren, Eilat Negev [Izabelka]

TYTUŁ: Sercem byliśmy wielcy
AUTOR: Yehuda Koren, Eilat Negev 
WYDAWNICTWO: Videograf II
GATUNEK: dokument/wspomnienia

Zdjecie autoskie Izabelka

Zacznę od wyjaśnienia. Książka ta została wydana dwukrotnie przez to samo wydawnictwo pod dwoma różnymi tytułami: "Sercem byliśmy wielcy" i "Kukiełki doktora Mengele". Dlaczego? Nie udało mi się odnaleźć odpowiedzi na to pytanie.

Pozycja ta, jak każda, która jest zapisem wspomnień wojennego okresu jest wstrząsająca. Dokument ten powstał na podstawie rozmów jakie przeprowadzili autorzy z ostatnią z rodu Ovitz - Perlą.

Perla Ovitz pochodziła z niezwykłej rodziny. Bardzo wyróżniającej się. Dlaczego? 
Byli żydowską rodziną zamieszkującą wioskę Rozavlea w Transylwanii. Ojciec, Szymszon, był karłem, a jego obie żony, Brana i Batja, były normalnego wzrostu. Pan Ovitz doczekał się w sumie z obu związków dziesięciorga dzieci. Podkreślam. Dziesięciorga! A tylko trójka z nich miała wzrost po matce. Reszta była karłami. Jak łatwo policzyć: siedmioro karłów... jak siedmiu krasnoludków z bajki o Śnieżce. Sama Perla używała takiego określenia: mówiła, że krasnoludki miały swoją Śnieżkę, a oni mieli swojego Mengele. Porównanie może i straszne, ale prawdziwe.

Historia zaczyna się w 1869 roku kiedy na świat przychodzi Szymszon Ovitz. Jako jedyny z piątki rodzeństwa jest karłem. Wie, że jest inny i że musi sobie radzić. Lekko nie jest: żyje w XIX wieku w zapadłej górskiej wiosce. Udaje mu się znaleźć żonę: Brana jest "normalnego wzrostu", ale rodzi 2 karlice: Rosikę i Franciszkę. I młodo umiera. Szymszon zostaje z dwójką małych dzieci i postanawia szybko się ożenić. Z Batją ma 8 dzieci: Avram, Frida, Sara, Miki, Lea, Elżbieta, Ariel i Perla.

Niezwykłość rodziny to nie tylko wzrost i wyznanie. Ovitzowie są wyjątkowi pod wieloma innymi względami: są bardzo muzykalni, grają na wielu instrumentach, śpiewają, tańczą i znają po kilka języków. Tworzą rodzinny zespół zwany "Trupą Liliputów". Są zaradni, uśmiechnięci, pracowici, otwarci na ludzi, pomimo swego kalectwa. Bardzo dbają o swój wygląd estradowy. Siostry szyją sceniczne kreacje, a panowie piszą teksty piosenek i skeczy. Dzięki swoim licznym umiejętnościom zwiedzają dużą część Europy, są chętnie zapraszani do dużych sal jak i na kameralne przyjęcia. Dobrze im się wiedzie. Jako pierwsi w wiosce mają samochód. Oglądać go przychodzą całe procesie mieszkańców Rozavlea.

Przychodzi rok 1939. Zaczyna się niespokojny czas. Ale Ovitzowie jakoś sobie radzą. Dalej koncertują.
Aż w maju 1944 roku trafiają do Auchwitz. Wprost pod skrzydła Doktora Mengele. "Anioł Śmierci" jest zafascynowany rodziną Ovitzów. Nie dość, że Żydzi, to jeszcze karły. Wspaniały "materiał" do badań. Umieszcza całą rodzinę w osobnych barakach. Nie każe im golić głów ani nosić pasiaków. 
Podaje ich ciągłym "badaniom" i pomiarom. Funduje im piekło na ziemi. Nie będę tu opisywać działań Mengele. Wszystko dokładnie opisane jest w książce. Bardzo dokładnie...

"Żyd nie może się uwolnić od swoich korzeni, tak jak i karzeł nie może zmienić swojego wzrostu".

Rok 1945, rok wyzwolenia obozu, nie przynosi dobrych dni. Wracają do rodzinnej wioski, ale nie mają tam czego szukać. Sąsiedzi są im nieprzychylni. I jak wielu ocaleńców wyruszają w podróż po Europie w poszukiwaniu swego miejsca na ziemi. Osiedlają się w Izraelu.
W powojennym świecie różnie im się wiedzie. Ale ich pracowitość i zaradność zdecydowanie im pomaga. 
W 1955 roku kończą karierę estradową i kupują kino. 

Jak przyznaje Perla Ovitz: przeżyli piekło wojny tylko dzięki temu, że trzymali się razem. 
Przetrwali wszyscy członkowie rodziny, co w świetle działań wojennych wydaje się niezwykłe.
Historia rodziny Ovitzów jest wzruszająca i niewiarygodnie barwna. Ale sama książka na kolana nie rzuca. Trochę nieporadnie napisana i aż się prosi o piękne opowiedzenie tej historii.
Nie wzbudziła we mnie wielkich emocji, ale i tak trudno było mi się oderwać od czytania.
Już oczami wyobraźni widziałam ekranizację tej książki. Byłby cudowny film.

I jeszcze jedno zasługuje na uwagę: siła miłości, rodzinne wsparcie, optymizm.
I tak sobie myślę, że główną bohaterką nie jest Perla ani jej rodzina.
Główną bohaterką jest MIŁOŚĆ. 
Uczucie, które potrafi wszystko przetrwać. Nawet piekło na ziemi...

Pomimo moich uwag bardzo polecam.

niedziela, 29 stycznia 2017

Sieroty zła. Nicolas d' Estienne d' Orves [Izabelka]

TYTUŁ: Sieroty zła
AUTOR: Nicolas d' Estienne d' Orves
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo W.A.B
GATUNEK: obyczajowo-historyczna powieść francuska
Zdjęcie autorskie Izabelka


Przedstawiam Wam niesamowitą książkę! Napisać o niej, że mnie zachwyciła to mało. 
Choć przyznam się, że sięgałam po nią z niewielką obawą. Nie lubię takich opasłych tomów, szybko się nudzę... A ta ma prawie 600 stron. Ale, jak się okazało, moje obawy były bezpodstawne.
"Sieroty zła" napisane są świetnie. Akcja wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała aż do końca. A zdarzały się chwile, że serce przyspieszało niczym wyścigówka. Nie mogłam się oderwać...
Ale od razu uprzedzę: tej książki nie można traktować, jako powieści tylko historycznej! Ja do niej podeszłam jak to pozycji, w której autor popuścił wodze fantazji inspirując się faktami z historii XX wieku.

Akcja zaczyna się w 2005 roku, kiedy to spotykają się nasi bohaterowie:  Vidkun Venner - bogaty miliarder, który chce spisać historię Trzeciej Rzeszy i Anais Chouday, dziennikarka, która ma w tym zadaniu pomóc. Vidkum to zagorzały fascynat nazizmu. Ma w swojej posiadłości wiele "pamiątek" z okresu drugiej wojny światowej. Chce wyjaśnić klika nieznanych faktów i w tym zadaniu ma mu pomóc francuska dziennikarka.
Kiedy zaczynają drążyć temat na światło wychodzą coraz to bardziej niesamowite fakty. 
Podróżujemy z bohaterami po całej Europie. Zwiedzamy Francję i tajemnicze zamki upadłej arystokracji, odwiedzamy Niemcy i takie miasta jak Berlin i Norymberga, przenosimy się na tajemniczą norweską wyspę. Podróżujemy też w czasie: 1939 rok, 1987, 2006. Wiele wątków, które w pewnym momencie układają się w spójną całość dając przerażający obraz. I nagle pojawia się problem: bo ktokolwiek zaczyna interesować się tym tematem ginie w niewyjaśnionych okolicznościach...
Głównym tematem tej książki jest tematyka Lebensborn i problem stworzenia idealnego człowieka czystej krwi aryjskiej. Autor dużo miejsca poświęca ośrodkom Lebensborn, zasadom przyjmowania kobiet i sposobom działania tej organizacji. Podkreślmy: dobroczynnej organizacji. To widać, że autor zgłębiał temat. Dla osób, które nie spotkały się z tą tematyką, to będzie wspaniała lekcja historii. Ten francuski pisarz umiejętnie wplótł w fabułę istotne fakty historyczne. Poczułam się zupełnie jak wtedy, kiedy czytałam "Czerń i purpurę" Wojciecha Dutki. Wspaniale "przemycona" lekcja historii. 
Nie będę streszczać książki. Napiszę tylko, że akcja mknie niczym pendolino, bohaterowie zaskakują wielokrotnie, napięcie podkręcone do granic możliwości wcale nie słabnie ani na chwilę, ilość faktów "przemyconych" w fabule imponująca, a wyobraźnia autora godna pozazdroszczenia. 
Na kartach tej historii spotykamy: Hitlera, Himmlera,  Mengele, członków SS. Czytamy o Lebensborn,  Ahnenerbe, eksperymentach medycznych, badaniach nad stworzeniem idealnej rasy aryjskiej, o procesach norymberskich, o ucieczce i życiu byłych nazistów w Argentynie, o francuskim ruchu oporu, o kolaborującej francuskiej arystokracji, o niemieckiej fascynacji legendami. Choć to może wydawać się zbyt dużą dawką informacji, to wcale tak nie jest. Dla mnie mieszanka idealna. Jest w niej wszystko, co lubię: trochę historii, trochę sensacji, trochę romansu, trochę fantazji. Oj tak! Super połączenie.

Nie traktujcie tej książki zbyt poważnie. Dla mnie ona jest dowodem na to, że historia to nie jest sztywna i nudna nauka. Autor świetnie popuścił wodze swojej fantazji, a ja dałam się jej ponieść. Bardzo dobrze się bawiłam. 
Choć zakończenie wbiło mnie w fotel. Totalnie zaskoczyło i wywołało kaca książkowego.
Autor zostawił mnie z mnóstwem pytań, bo to, co przedstawił na ostatnich kartach swojej historii może przyprawić niektórych o dreszcz grozy, gęsią skórkę i bezsenność. 
Bo czy aby na pewno to tylko fantazja autora? Czy pewne fakty nie mogą mieć miejsca? Czy nazizm umarł wraz z końcem wojny? Czy możemy spać spokojnie? 
Mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi.
Gorąco polecam.




Zdjęcie autorskie Izabelka

niedziela, 24 lipca 2016

Kucharka Himmlera. Franz-Olivier Giesbert [Izabelka]

TYTUŁ: Kucharka Himmlera
AUTOR: Franz-Olivier Giesbert
WYDAWNICTWO: Sonia Draga
 
Zdjęcie autorskie Izabelka


Ale to fajna książka jest! (piszę fajna, choć nie lubię tego słowa w odniesieniu do książki).
Naprawdę! Dawno się tak dobrze nie uśmiałam jak przy tej lekturze!
Zacznę jednak od minusów:

okładka OKROPNA! Wcale, a wcale nie pasuje do treści!

brak reklamy tej pozycji! Trzeba zatrudnić speców od marketingu, którzy zajęli się Dziewczyną z pociągu.

tytuł też bym zmieniła, choć dokładnie nie wiem na jaki, może Rose i XX wiek.
I to tyle jeśli chodzi o wady.
Świetnie napisana opowieść o Rose, kucharce, która przeżyła 105 lat, a przyszło jej żyć w najbardziej "ciekawym" i burzliwym wieku, wieku XX. Urodzona w 1907 roku jako uboga Ormianka, żyje pełnią piersią kierując się mottem: humor, seks i zemsta. Bierze udział w wielkich wydarzeniach XX wieku: ludobójstwo w Armenii, obie wojny światowe, Holocaust, rządy Mao. Jest optymistką i bierze od życia to, co dostaje. Z uśmiechem.
Rose przeżywa wiele dramatów osobistych, które mogłyby złamać niejednego człowieka. Ale nie Rose. Zawsze optymistycznie nastawiona do życia, z niekończącą się ochotą na seks, z rządzą zemsty w kieszeni.
Kiedy przeczytałam, że jest to "przezabawna opowieść o Rose", to stwierdziłam, że jest to w sam raz lektura na lipcową niedzielę. Ale nic z tego! Nie jest "przezabawna"... Opowieść o Rose to słodkogorzki koktajl z duża ilością pieprzu...
To czasami śmiech, a czasami śmiech przez łzy. Bo cóż jest zabawnego w śmierci wszystkich najbliższych? Albo patrzeniu na rzeź sąsiadów i znajomych? Albo udział w przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci? Nic!
Ale są też zabawne momenty, kiedy Rose opowiada o seksie z mężczyznami albo, jak ich kąśliwie opisuje, albo jak tworzy potrawy.
Mnie też podobała się formuła tej książki, bo każdy rozdział rozpoczynał się tak samo: Morze Czarne 1915, Marsylia 1917, Górna Prowansja 1925, Paryż 1940 itd.
Rozdziały są krótkie, fabuła wciągająca, słownictwo proste, ale bogate. I do tego mnóstwo "smaczków", które powodują, że tę książkę trudno odłożyć zanim się nie skończy czytać. 
Oto garść cytatów (albo jak ktoś woli "smaczków"):
Nie znoszę ludzi, którzy się skarżą. A takich nie brakuje na tej ziemi. Dlatego mam problem z ludźmi.
W wieku niemal stu pięciu lat pozostał mi cienki głosik, pięć dobrych zębów, wyglądam jak sowa i nie pachnę fiołkami.
W dniu moich urodzin na świecie żyły już trzy osoby, które miały zdziesiątkować ludzkość: Hitler miał osiemnaście lat, Stalin dwadzieścia osiem, a Mao-trzynaście. Wpadłam jak śliwka w kompot.
Człowiek pracuje, ale Chińczyk pracuje więcej.
Gdy nic się nie układa, nie ma lepszego lekarstwa na smutek niż gotowanie.
Nie  bójcie się iść pod prąd. Tylko martwe ryby płyną z prądem.
Książka ląduje na półce zostaje "na zawsze", a Rose zostaje moją przyjaciółką...na zawsze!
Polecam!
Wspaniała lekcja historii XX wieku i porządna dawka mądrości życiowej i optymizmu (choć ta mądrość jest czasami dyskusyjna).