poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Wyspa na ulicy Ptasiej. Biegnij chłopcze, biegnij. Uri Orlev [Izabelka]

TYTUŁWyspa na ulicy Ptasiej, Biegnij chłopcze, biegnij
AUTOR: Uri Orlev
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia, Wydawnictwo W.A.B

Zdjęcie autorskie Izabelka

Wyspa na ulicy Ptasiej

Po tę książkę sięgnęłam w oczekiwaniu na paczkę z inną pozycją tego autora, a mianowicie Biegnij chłopcze, biegnij, o której naczytałam się samych pozytywnych opinii.
Lektura cieniutka, bo zaledwie 140 stron, co wcale nie oddaje jej ciężaru emocjonalnego.
Bo połączenia osieroconego dziecka i tematyki drugiej wojny światowej to dla mnie uczuciowy armagedon.
Książkę czyta się ze ściśniętym gardłem, a szczególnie gdy w pokoju obok siedzi rówieśnik jedenastoletniego Alka.
Samą treść można streścić w kliku zdaniach. Alek wraz z rodzicami mieszka w getcie warszawskim w czasie drugiej wojny światowej. Gdy Niemcy zaczynają likwidację dzielnicy i wywózkę mieszańców, Alek ukrywa się w częściowo zburzonym domu. I tam żyje SAM przez kilka miesięcy. A ma tylko 11 lat. Musi zadbać o siebie. Żyć w ciągłym strachu o własne życie. I trzymać się nadziei, że spotka się z ojcem, kiedy będzie już "po wszystkim".
Jestem pełna podziwu dla tego małego bohatera: jego pomysłowość, odwaga, hart ducha, codzienna zaradność naprawdę robią wrażenie. I budzą podziw. Zdarzają się chłopcu chwile słabości i płacze w poduszkę, ale zaraz potem ociera łzy i zwierza się swojej przyjaciółce Śnieżce. Tak, ma towarzyszkę niedoli, białą myszkę o imieniu Śnieżka. Opowiada jej o wszystkim, karmi i zabiera wszędzie ze sobą.
Jestem zauroczona tą książką. Mimo ciężkiej tematyki, czyta się z zapartym tchem i łezką w oku.
Jest to optymistyczna lektura. Nie ma w niej narzekania, biadolenia i myśli podszytych nienawiścią. Alek ma kilka chwil zwątpienia, w wielu momentach się waha i nie wie co zrobić, ale rzeczywistość każe mu szybko dorosnąć. W moim odczuciu udaje mu się świetnie.
Polecam.


Biegnij chłopcze, biegnij

W tej książce bohaterem też jest dziecko. Żydowski, ośmioletni chłopiec o imieniu Srulik. I podobnie jak Alek mieszka w getcie warszawskim i musi radzić sobie bez rodziców. Z tą różnicą, że pewnego dnia Srulik ucieka z getta. Błąka się po lasach żyjąc półdziko, albo wędruje od wsi do wsi w poszukiwaniu zajęcia. I powtarzając sobie słowa ojca, że musi przeżyć, nikomu nie ufać i nie przyznawać się do tego, że jest Żydem.
Historia opowiedziana ciekawie, prostym językiem, bez zbędnych ozdobników.
Świetnie ukazane różne postawy wobec żydowskich dzieci: jest i dobry niemiecki żołnierz, i polski chłop ukrywający Żyda, i dobry żołnierz Sasza. Podział na dobrych i złych ludzi bez względu na narodowość i wyznanie...
Ze Srulikiem podobnie jest jak z Alkiem: obaj chłopcy są zaradni, pomysłowi, odważni i życie każe im szybko dorosnąć.  
I gdy teraz spojrzę z boku na te niektóre współczesne mamusie zakochane w swoich synkach do tego stopnia, że nie pozwalają im się usamodzielniać i dorastać, to ogarnia mnie zdziwienie i przerażenie. Czy obecni kilkulatkowie umieliby przeżyć w tak ekstremalnych warunkach jak wojna? Mam tylko nadzieję, że nigdy się o tym nie przekonam...
PS. Po lekturze tej książki sięgnęłam po ekranizację w reżyserii Pepe Danquarta, która miała premierę w Polsce 10 stycznia 2014 roku. Na uwagę zasługuje gra braci Andrzeja i Kamila Tkaczów w roli Srulika. Film godny uwagi.
Polecam.





sobota, 13 sierpnia 2016

Odprysk. Sebastian Fitzek [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Odprysk
AUTOR: Sebastian Fitztek
WYDAWNICTWO: Amber
GATUNEK: Thriller

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Wiecie czego boję się najbardziej? Że któregoś pięknego dnia obudzę się, rozejrzę dookoła i zadam sobie pytanie "gdzie ja jestem?", człowiek leżący obok mnie będzie nazywał mnie "żoną" a ja nie będę kojarzyła tego kolesia. Do sypialni wbiegnie mały człowiek z uśmiechem na ustach i słowami "mamusiu"... a ja nie będę wiedziała co to za dziecko. Będę otwierała pudełko ze wspomnieniami "rodzina", a tam pusto, pudełko "dom" pusto, "praca" pusto, "przyjaciele" pusto. Totalna dewastacja wspomnień i kompletny reset gromadzonych doświadczeń. Zero. Pustka.
Czy może być coś gorszego? O tak! Wracam do domu, próbuję otworzyć drzwi swojego domu i nie mogę. Klucz nie pasuje. Szparę za klamkę, otwiera mój kochany mąż, który patrzy na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem i pyta się "o co chodzi, kim pani jest?"... Totalna autodestrukcja i kompletne niezrozumienie. I zasadnicze pytanie? Czy to się dzieje naprawdę i czy ja istnieję naprawdę?
Marc Lucas po tragicznym wypadku, w którym ginie jego żona oraz nienarodzone dziecko nie potrafi odnaleźć sensu życia. Przez przypadek (jak początkowo myśli) trafia na ogłoszenie kliniki, w której dokonywany jest eksperyment z wykasowaniem traumatycznych wspomnień. Chociaż "uczenie się zapominania" brzmi wręcz idiotycznie... postanawia zaryzykować i udaje się na spotkanie... ale po przeanalizowaniu wszelkich "za" i "przeciw" nie zgadza się na terapię. Przynajmniej tak mu się wydaje. Bo decydując się na wyparcie z pamięci wypadku, wypiera całe życie z ukochaną Sandrą, wszelkie wspomnienia, wspólne lata i świadomość, że mieli zostać rodzicami. Czy ukojenie bólu i straty jest warte wykasowanie całej przeszłości z ukochaną?
Marc wraca do domu... ale nie może otworzyć drzwi. Tabliczka z jego nazwiskiem została zmieniona... a po dłużej szarpaninie z klamką słyszy w swoim mieszkaniu kroki. Drzwi otwiera jego żona, która 6 tygodni temu zginęła na miejscu w wyniku zderzenia ich samochodu z drzewem. Jego żona Sandra w zaawansowanej ciąży. Jego żona Sandra, która nie ma pojęcia kim on jest.
Lucas zaczyna wyścig z czasem  o odzyskanie tożsamości, wspomnień, które nie tak dawno pragnął wymazać oraz próby zrozumienia o co chodzi? Komu może ufać, kto jest prawdziwy i kto istnieje a kto jest tylko imaginacją?
Fitzek stworzył genialny thriller. Podjął się rozwinięcia bardzo trudnego tematu, jakim jest strata najbliższych i próba życia bez nich. Świetna charakterystyka postaci Marca.
Lektura Odprysku to jazda na kolejce w wesołym miasteczku. Bez pasów i bez zabezpieczeń. Jest tak wiele zwrotów akcji, że można pogubić się w domysłach, przypuszczeniach i wnioskach wyciągniętych na postawie skrawków informacji. A i tak nie jesteśmy w stanie domyśleć się co nas czeka na samym końcu tego kolejkowego szaleństwa. Nie ukrywam, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że Odprysk to tylko i wyłącznie sensacyjne zwroty akcji. Pobicia, włamania, znikające budynki i pościgi. Niektóre elementu uważam za zbędne i rozwiązanie zagadki nie tak oczywiste i odrobinę nierealne. Niemniej jednak to bardzo dobry thriller. Głęboki, dający kopa emocjonalnego. Autor tak zgrabnie przedstawia dylematy poszczególnych postaci, że czujemy ich ból i jesteśmy czynnymi uczestnikami fabuły.
Odprysk czytamy ekspresowym tempem na szóstym biegu, kiedy tylko można (lub teoretycznie nie można) prasując, sprzątając, jedząc, ćwicząc.
Zakończenie mnie zwyczajnie zasmuciło. Dołujące. Wzruszające.
Bardzo polecam.

Zimne popioły. Valentin Musso [Izabelka]

TYTUŁZimne popioły
AUTOR: Valentin Musso
WYDAWNICTWO: Albatros Andrzej Kuryłowicz S.C.

Zdjęcie autorskie Izabelka

Piękna książka :) Cudna :) Uwielbiam takie lektury :)
Mam czytelniczy orgazm! Tak, mam i mówię to głośno :)
Nazwisko Musso znane jest już w świecie literackim, a to za sprawą brata pana Autora Guillaume Musso. Bo któż nie zna takich książek jak Papierowa dziewczynaTa chwila czy Central Park
Tak, Pan Guillaume Musso to już marka sama w sobie, a tu na rynek księgarski wchodzi jego młodszy brat Valentin.
To druga książka w dorobku autora, ale pierwsza wydana w Polsce. Miała premierę 5 sierpnia 2016 roku. I dlaczego wydaniu tej książki nie towarzyszyła kampania reklamowa? Jeden wielki minus dla wydawnictwa...
Książka mnie pochłonęła do tego stopnia, że gdy mąż wszedł do pokoju i zastał mnie czytająca z wypiekami na twarzy,  nie powiedział nic, tylko poszedł robić obiad... tak to już z nami jest, osobami kilkanaście lat po ślubie... wystarczy jeden rzut oka na partnera i wszystko jasne :)
Akcja toczy się dwutorowo: w latach czterdziestych i dziewięćdziesiątych XX wieku.
Piękny język, wspaniały styl, bogate słownictwo, niesamowity klimat, tajemnice rodzinne, ciekawe tło obyczajowe, nietuzinkowe postacie, trochę kryminału, sporo sensacji, niewielka dawka romansu, nienachalna porcja historii, zaskakujące zakończenie; to wszystko składa się na tę książkę, od której nie mogłam się oderwać.
A teraz opowiem Wam troszkę, ale niezbyt dużo o samej treści... tak na zachętę!
Akcja zaczyna się w 1999 roku kiedy to umiera Henri Cochet, szanowany, emerytowany lekarz na francuskiej prowincji. Niedaleko, w tym samym rejonie, zostaje zamordowana staruszka Nicole Brachet. Czy coś łączy te śmierci? Wydawałoby się, że nic...
Aurélien Cochet, wnuk Henriego podczas porządkowania domu po dziadku, pasjonacie kina, znajduje filmy na których widać dziadka w towarzystwie niemieckiego żołnierza, co sugeruje kolaborację z okupantem Francji. Wnuk zaczyna szukać i drążyć historie rodzinne. Dociera do  programu Lebensborn – Źródło Życia.
Autor przepięknie wplótł historię programu Lebensborn  w historię rodzinną. Im dalej Aurélien Cochet szuka i zgłębia tajemnice rodzinne, tym bardziej nie może wyjść ze zdziwienia. Pomaga mu doktorantka, która pisze pracę o Źródle Życia. 
Nie napiszę nic więcej... przeczytajcie sami!
Bardzo gorąco polecam! 
A dlaczego?
Urzekła mnie ta historia rodzinna z tajemnicą w tle, wspaniale ukazane okoliczności historyczne, bohaterowie niejednoznacznie pozytywni, piękny styl i klimat książki też robią swoje. I to zakończenie...
Polecam!
I czekam na kolejną książkę autorstwa Valentin Musso :)
I tak oto zostałam fanką braci Musso <3 
Zakochana ja <3
PS. I czy tylko mnie lalka Barbie kojarzy się z wysoką blond pięknością o niebieskich oczach ze wspaniałą kandydatką na idealną matkę dzieci o cechach aryjskich?
PPS.  Autor zadaje mnóstwo pytań, szuka i docieka prawdy na temat programu Lebensborn.  Robi to niesamowicie interesująco i ciekawie. Aż sama zaczęłam drążyć...
PPPS. I cytat na koniec 

Trzeba, by ludzie dokładnie wiedzieli, co się wydarzyło w ośrodkach Lebensborn. Nie wolno dopuścić, by o tych dzieciach zapomniano. 
I jak podaje Wikipedia:
Łącznie w Lebensborn na świat miało przyjść ok. 6000 dzieci.
Pozostawiam do przemyślenia...

piątek, 12 sierpnia 2016

Takie rzeczy tylko z mężem. Agata Przybyłek [Izabelka]

TYTUŁ: Takie rzeczy tylko z mężem
AUTOR: Agata Przybyłek
WYDAWNICTWO: Czwarta strona

Zdjęcie autorskie Izabelka

Po  książkę sięgnęłam z kilku powodów. 
Okładka przyciąga wzrok. Mnie się bardzo podoba.
Tytuł intrygujący. I ciekawy.
Jest to pozycja pachnąca nowością . A takie lubię.
I książkę na okładce rekomenduje sama Magdalena Witkiewicz słowami Świetna komedia małżeńska.
Przyznajcie! To dobra "garść" powodów, żeby sięgnąć po książkę.
I niestety! Czuję się oszukana i wpuszczona "w maliny"...
Tak dobrze się zapowiadało...

Autorka przestawia historię małżeństwa z kilkuletnim stażem. Oboje są nauczycielami: on uczy historii w gimnazjum, ona uczy dzieci w klasie "O". Mają synka czteroletniego, duży dom, mamę Zuzanny mieszkającą naprzeciw, siostrę i przyjaciółkę w jednym za płotem. Idylla? No niekoniecznie. Zuza jest nieszczęśliwa, bo mąż nie zwraca na nią uwagi. I o tym jest ta książka. Co zrobić by mąż zaczął traktować cię jak partnerkę, a nie jak mebel?
Historia jakich wiele w życiu, można powiedzieć. Ale przedstawiona w sposób prosty i, dla mnie, infantylny.
Autorka bawi się w tej książce stereotypami: wiecznie narzekający nauczyciele, mąż ciągle poza domem, ojciec nie umiejący nawiązać relacji z dzieckiem obojętny na życie domowe. A kiedy jest już w domu, to siedzi wiecznie przed telewizorem. Matka i żona nieszczęśliwa, bo mąż jej nie zauważa i jest skoncentrowany na swoich spotkaniach z kolegami. Narzekająca matka Zuzy wtrącająca się do wszystkiego, nielubiana szwagierka z wizytacją, a nie z wizytą. Kosz pełen stereotypów. Ehhh...
Historia banalna, temat potraktowany "po łebkach", bohaterowie mdli i bez wyrazu, akcja jak w zwolnionym tempie, zakończenie naciągane niczym stara guma. 
I te metody zwrócenia na siebie uwagi męża... dla mnie żenada.
I to ciągłe narzekanie... porażka.
Mam małą podpowiedź dla autorki: a może Zuza POROZMAWIAŁABY z mężem? U mnie skutkuje. Szczera rozmowa, a nie krzyki i żale. Ja temu małżeństwu nic dobrego nie wróżę skoro po czterech latach pożycia są już "wypaleni". Podkreślam z całym moim doświadczeniem małżeńskim: ROZMOWA!
I tyle!
Czuję się rozczarowana.
A jeśli ktoś się chce przekonać czy mam rację, niech sięgnie po książkę.
Ja NIE polecam.

środa, 10 sierpnia 2016

Pustki. Andrew Michael Hurley [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pustki
AUTOR: Andrew Michael Hurley
WYDAWNICTWO: W.A.B.
GATUNEK: Thriller

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik
Mam mieszane uczucia i mętlik w głowie. Bo niby wszystko jest w porządku: rewelacyjny klimat, wyraziste postaci i zagadka z przeszłości. Ale brakuje w tej książce tempa, jest mdła, a akcja jakby grzęzła w mokradłach Pustek...
Narratorem Pustek jest Pan Smith, który w swoich wspomnieniach cofa się do rekolekcji wielkanocnych sprzed trzydziestu lat, kiedy to proboszcz nazywał go pieszczotliwie Tonto. Epizod, który miał wówczas miejsca kładzie się cieniem na jego życie. Nic nie było już normalne. Wszystkie późniejsze wydarzenie nosiły znamiona cudu, nierealności i mistycyzmu.
Tonto wraz z rodzicami, niepełnosprawnym bratem Hanny'm, księdzem Bernardem oraz niewielką grupką wiernych udają się na tydzień odnowy duchowej. Swego rodzaju rekolekcje, oczyszczenie duszy oraz kolejną próbę uzdrowienia Hannego w źródełku świętej Anny odbywają w Coldbarrow - przez nich zwane Pustkami ("dziki i jałowy kawał angielskiego wybrzeża"). To właśnie wtedy dochodzi do niewyjaśnionych i niezrozumiałych przez Tonto wydarzeń, które wystawiają na próbę jego wiarę w Boga, wiarę w cuda i wiarę w ludzi.

Autor w bardzo trafny sposób podejmuje się charakterystyki poszczególnych postaci. Na uwagę zasługuje przede wszystkim postawa Mamy oraz wcześniejszego proboszcza i siewcę słowa - księdza Wilfreda, który umiera w niejasnych okolicznościach. Oboje są głęboko wierzący i nad wyraz łatwo nadinterpretują słowa Pisma Świętego naginając je do swoich potrzeb i do osiągnięcia własnych celów. Taka postawa ociera się wręcz o fanatyzm religijny, który nie służy zarówno samej wierze jak i codziennemu życiu.
Hurley dotyka bardzo ważnego tematu, jakim jest wiara i popadanie w skrajności. Wszak metody karania chłopców, np.: za masturbację poprzez nakaz ściskania w dłoniach pokrzyw, zakrawa na absurd. Autor  w delikatny sposób ukazuje jak wielką siłę ma jednostka - ksiądz Wilfred swoim fanatyzmem nie tylko mieszał w głowach, doprowadzał do kłótni rodzinnych, ale paradoksalnie odsuwał ludzi od Boga.
Nasza wiara jest, kolokwialnie mówiąc, "lajtowa". Nie jestem kulturoznawcą, ani religioznawcą, ale ze zwyczajnych obserwacji wnioskuję, ze w Polsce jest totalna swoboda jeśli chodzi o interpretację wiary i podejście ludzi do bycia jednostką wspólnoty parafialnej. Nie mamy restrykcyjnych nakazów, mam bardzo dużo swobody... i mimo tej wolności tak mało ludzi głębokiej wiary. Nasuwa się refleksja - gdyby Katolicyzm był bardziej rygorystycznym wyznaniem, zapewne wiernych byłoby więcej... Szkoda, naprawdę szkoda, że ludzi tak łatwo zrazić do Boga, poprzez moherowe berety, poprzez proboszcza kochającego mamonę, poprzez wizję przypadków moletowania, alkoholizmu w kościele. Już kiedyś o tym wspominałam,ale powtórzę, nie możemy kształtować naszej wiary w Boga tylko przez pryzmat Kościoła i kapłanów. Oni są naszą kładką - pomocą w przejściu na drugą stronę, jeśli kładka jest zerwana, szukajmy innych rozwiązań, ale nie poddawajmy się w podróży na drugą stronę.
Lektura Pustek uświadomiła mi jak wielką krzywdę może wyrządzić społeczeństwu zły kapłan i podatni na sugestie, nieasertywni ludzie.
Poza głównym, i jak dla mnie kluczowym wątkiem fanatyzmu, pojawia się oczywiście zagadka. Ale dla mnie "gra drugie skrzypce", dlatego tak ciężko odnieść się do tej książki jako do thrillera. Szkoda, że autor chciał jakby na siłę wtłoczyć kryminalną tudzież mistyczną? zagadkę a nie skupił się na tych religijnych kwestiach i moralnych dylematach.
Pustki to dobra książka, dopracowana, klimatyczna i dająca do myślenia. Jednak nie mogę wyrzucić z moich myśli porównania jej do pięknego samochodu: dajmy na to mojego wymarzonego BMW X5 z wielkimi felgami, skórzanym wnętrzem, automatyczną skrzynią biegów, napędem na cztery koła i 8 sekundami do setki...ale nie działającym gazem... Niby piękny, dopracowany, ale szybka jazda nie w jego zasięgu... Tak też jest z Pustkami. Pozostaje nam nie zwracać uwagi na walory mechaniczne, tylko skupić się na wnętrzu;)

niedziela, 7 sierpnia 2016

Pandora. M.R. Carey [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Pandora
AUTOR: M. R. Carey
WYDAWNICTWO: Otwarte

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Tym razem marketingowcy nie kłamali. Wszystkie teksty, tak dumnie zdobiące okładkę książki są prawdziwe. Bo jest to "najbardziej zaskakujący thriller tego roku". Jak najbardziej jest "straszny i poruszający" oraz że "całkowicie Cię pochłonie"... no chyba, że nie przepadasz za thrillerami. 

Główną bohaterką jest Melanie ponadprzeciętnie inteligentna dziesięciolatka, która, odkąd pamięta, mieszka w celi. Jedynymi momentami, w których opuszcza swoje więzienie jest wyjście a dokładnie wyjazd na wózku na lekcje do sali głównej. Uzbrojeni po zęby żołnierze otwierają jej celę, unieruchamiają jej głowę, bardzo dokładnie montują wszelkie zabezpieczenia kajdanki na jej rękach i blokady na nogach mocują do wózka i w tej sposób transportują Melanię. Nie odzywają się do niej ani jednym słowem, prócz tych będących rozkazami. Nie dotykają jej. Traktują ją jak... trędowatą...
W placówce mieszka kilkanaścioro innych dzieci, które tak jak Melanie nie znają innego życia, nigdy nie widziały świata poza swoja celą. Nie są świadome tego, co grzyb Ophiocordyceps unilateralis uczynił z ludzkością i jak wyglądała Ziemia przed Zagładą i jak, ten niepozorny grzyb, zdziesiątkował populację i w co zmienił ludzi...
Totalna Zagłada ludzkości, a w samym centrum zarażonych tzw głodnych, placówka z kilkanaściorgiem dzieci takich jak Melanie i niewielką grupką personelu. Kim naprawdę jest Melanie? Kim są głodni, złomiarze i ukochana nauczycielka dziesięciolatki - Panna Justineau? Czym jest miejsce, w którym żyje dziewczynka i co się w nim tak naprawdę dzieje?

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Pandora to rewelacyjny thriller, trzymający w napięciu, z zaskakującymi zwrotami akcji, o wyrazistych bohaterach i wstrząsającym zakończeniu. Idealnie wyważona emocje negatywne, pozytywne, nie ma elementów zbędnych.
Wielkim atutem tej książki są nawiązania do terminów biochemicznych i zagadnień z medycyny. Lektura zmusza do zapoznania się z podstawowymi zasadami działania układu nerwowego oraz mykologią. Cenię sobie takie książki, które są siłą sprawczą do pogłębiania wiedzy z zakresu różnorodnych dziedzin życia. 
Jednocześnie w trakcie czytania Pandory nie brak przemyśleń natury moralnej. Czym jest człowiek? Czy definicja ludzkości zamyka się w określeniu specyficznych detali fizjologicznych i określonych zachowań behawioralnych?
Trzy razy "P" przygnębia, pochłania i porusza. I jeszcze jedno "P" Polecam.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Sny Morfeusza. K.N. Haner [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Sny Morfeusza
AUTOR: K.N. Haner
WYDAWNICTWO: Editio Red
GATUNEK: Romans
EGZEMPLARZ RECENZENCKI

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

To nie jest książka dla grzecznych dziewczynek. To nie jest dobra pozycja dla delikatnych, wrażliwych i subtelnych kobiet. Nie wspominając o tych pruderyjnych;) Sny Morfeusza to erotyk o potężnej dawce...erotyzmu...=)
Moja przygoda z tego typu literaturą rozpoczęła się dość niefortunnie od 50 twarzy Greya a zakończyła na drętwawym Dotyku Crossa. I tyle. Dałam szansę wykazać się polskiej autorce w dziedzinie odważnej literackiej rozpusty. Czy było dobrze? Obiektywnie? Tak! Subiektywnie? I tak i nie;) Nie byłabym sobą, gdybym nie miała pewnych zastrzeżeń.

Cassandra Givens  przeprowadza się do Miami. Chce odciąć się od apodyktycznego, wiecznie niezadowolonego ojca, usamodzielnić, dostać wymarzoną pracę a przede wszystkim zapomnieć o toksycznym i dość niefortunnie zakończonym związku z Filipem. Postanawia całkowicie zmienić swoje życie. Umawia się na rozmowę kwalifikacyjną do szanowanej i dobrze prosperującej na rynku firmy architektonicznej Art Design&Beauty. Jeszcze nie wie, że ten "zadufany w sobie dupek" który przeprowadzał z nią rozmowę kwalifikacyjną to jej przyszły szef Adam McKay, który diametralnie odmieni jej życie. Nie tylko zawodowe... Ale czy aby na lepsze?
Początek znajomości z Adamem otworzy dla Cassandry drzwi rozkoszy cielesnej i niezapomnianych, niepowtarzalnych doświadczeń seksualnych. Erotyczne sny z nieznajomym nigdy nie były tak pikantne i pełne nieznanych doznań, jak czas rzeczywisty spędzony u boku Adama vel Morfeusza. Cassandra krok po kroku zatraca się w ciemnej krainie seksualnych rozkoszny. A wraz z kolejnymi odważnymi doznaniami Cassandra, niezależnie od siebie, zakochuje się w mrocznym i pełnym tajemnic Adamie. Zatraca się w nieznanym dotąd, i jak się okazuje niebezpiecznym, świecie tego tajemniczego mężczyzny o stalowym zimnym, przeszywającym na wskroś spojrzeniu idealnie błękitnych, hipnotyzujących oczu. Jednak Morfeuszowi obce są takie słowa jak "proszę", "dziękuję", "kocham". Przyzwyczajony do brania i sumiennego wykonywania wydawanych przez niego dyspozycji nie może zapanować nad pełną wigoru i sprzeczności Cassandrą. Panna Gives podsyca jego ciekawość nie tylko idealną prezencją ale i swobodnym stylem bycia. I wypowiadania się.

-Nie ty dyktujesz warunki -patrzy mi prosto w oczy i znowu bezczelnie się uśmiecha [...]
-A myślisz, ze ty? - mrużę oczy i próbuje nie odwrócić wzroku [...]
-Oczywiście, ze tak [...]
-Wiec nie mam nic do gadania?
-W tym momencie nie.
W odpowiedzi śmieję mu się w twarz.
-Chyba ci się epoki pomyliły, człowieku. Niewolnictwo już dawno jest nielegalne...

Związek nieokrzesanej, wyszczekanej i buntowniczej Cassandry z apodyktycznym, sztywnym i nieprzyzwyczajonym do odmowy Adamem Morfuszem stałym bywalcem oryginalnego i niebezpiecznego klubu Mirror? To nie może się udać. Zbyt dużo sprzeczności, zbyt dużo niewyjaśnionych kwestii, za dużo sekretów. I na dokładkę pojawia się miłość.

Są takie miejsca, w których nigdy nie powinnyśmy się znaleźć. Są tacy ludzie, których nigdy nie powinnyśmy poznać. Są też takie chwile, w których jest za późno na to, by się wycofać, i wtedy już nic nie zależy od nas samych. 
Przystojny, bogaty i specyficzny, odrobinę zadufany w sobie szef skrywający mroczny sekret, zwyczajna dziewczyna, potężna dawka wyuzdanego seksu zaryzykowałabym stwierdzenie, ze prócz tych wymienionych punktów, Sny Morfeusza nie maja zbyt wiele wspólnego z tą imitacją erotycznej powieści, jaką jest dla mnie 50 twarzy Greya. Pani Haner góruje stylistycznie i językowo nad James. Brak irytujących powtórzeń (o przygryzaniu wargi tudzież rozpadaniu się na tysiące kawałków w pięćdziesiątym z kolei orgazmie), większa wiarygodność głównych bohaterów, brak płytkiej akcji i obecność stosunkowo ciekawych wątków pobocznych.
Nie zmienia to jednak faktu, że język jest ZBYT brutalny i swobodny. Niewskazane, aby w erotyku stosunek seksualny określano mianem "wzniesienia się na wyżyny rozkoszy poprzez obcowanie cielesne"... ale ciągłe używanie słowa "pieprzenie" na zmianę z "rżnięciem", "kutas" i "pulsująca cipka"... było odrobinę niesmaczne i odbierało przyjemność czytania. Rozkosz ze stosunku seksualnego można opisać na wiele sposobów, nie tylko w sposób wulgarny i brutalny. Zabrakło delikatnego preludium tuż przed dziką orgią. Cassandra z Adamem przechodzą od razu do sedna. Nawet "gra wstępna", która powinna w delikatny, acz stanowczy sposób wprowadzać czytelnika w feerię doznań i przygotować na intensywny punkt kulminacyjny nie jest subtelna, zbyt mocno "doprawiona", obdarta ze stopniowego budowania napięcia.
Cassandra to bardzo niezdecydowana, niedojrzała emocjonalnie wręcz infantylna młoda kobieta, która sama sobie przeczy, zmienia zdanie 30 razy na minutę. Jej szczeniackie wręcz zachowanie irytuje. Nie jestem pewna, czy można jej irytujący sposób bycia zrzucić na karb zakochania i zauroczenia. Tak duża chaotyczność jednej z inteligentniejszych studentek architektoniki jest wręcz niewiarygodne.
Adam wie czego chce, ale nie da się go lubić. Zimny, sztywny, niesympatyczny i dominujący. Zaintrygowała mnie jego "działalność w klubie Mirror" i "niebezpieczna zabawa w Morfeusza".
I bardzo pozytywny wątek poboczny z Tommym. Jego przyjaźń (pseudo przyjaźń z Cassandrą) wprowadza świeży powiew i wiele pozytywnych emocji. Urzeczywistnia i łagodzi obraz rozkapryszonej gówniary, która najchętniej nie wychodziłaby z sypialni swojego Morfeusza. A może Adama?
Główni bohaterowi nie wzbudzili mojej sympatii, ale poczytuję to za plus nie byli miałcy, nijacy i bez wyrazu. Są specyficzni i na tyle wiarygodni, że potrafią wzbudzić emocje (pozytywne lub negatywne)

Reasumując: moje pierwsze spotkanie z K. N. Haner uznaję za udane, ale nie ukrywam, że po tak licznych słowach zachwytu oczekiwałam, że historia Cassandry i Adama rzuci mnie na kolana. Nie rzuciła. Ale już wiadomo, że to nie ostatnie słowo Autorki w tym temacie. Czekam na kontynuację, po cichutku licząc na to, że wulgaryzmy i nadmierną pikanterię chociaż w niewielkim stopniu zastąpi subtelność i delikatność.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ AUTORCE.