czwartek, 6 kwietnia 2017

Czerwony parasol. Jurij Jakow [Izabelka]

TYTUŁ: Czerwony parasol
AUTOR: Jurij Jakow
WYDAWNICTWO: e-bookowo.pl
GATUNEK: Powieść sensacyjna
Zdjęcie autorskie Izabelka


Lubicie książki sensacyjne? A filmy? No ba! Też się głupio pytam! Bo która kobieta nie kochała się w Jamsie Bondzie? Przystojny, z super bryką i szpiegowskimi gadżetami. No z jakąś lalunią u boku… Kiedy natknęłam się recenzje „Czerwonego parasola”, to pomyślałam sobie, że to będzie właśnie taki świat Jamesa Bonda, ale w wersji na osobistą wyobraźnię.

Mhm… Ale chyba nie tego się spodziewałam.

Moja percepcja wyraźnie rozdzieliła fabułę na dwie części: szpiegowską i… no właśnie… sama nie wiem jak ją nazwać: romansową, harlequinową, miłosną? Choć wątki przeplatają się spójnie, to mój mózg nie dawał rady. Nie kumacie? No to jedziemy.

Część, którą nazwałam szpiegowską jest naprawdę świetna.  Mnie się bardzo dobrze czytało. Zagadnienia z zakresu wywiadu, szpiegów, informatyki, biologii i chemii podany w sposób przystępny i zrozumiały nawet dla takiego laika jak ja. Choć również dobrze autor mógł powypisywać farmazony, a ja i tak bym się nie kapnęła. Wszystko spójne, interesujące i wciągające. Przeskoki w czasie i z kontynentu na kontynent poprowadzone sprawnie.  Choć na początku wszystko wydaje się poplątane i można mieć uczucie skołowania, to zalecam cierpliwość. Wraz z przewracanymi stronami wszystko zaczynie się układać niczym puzzle. Ale moje zwoje mózgowe pracowały na najwyższych obrotach! A scena powrotu Tatiany do domu rozpisana rewelacyjnie. Puls mi oszalał! Brawa.

Druga strona tego książkowego medalu nie przypadła mi w ogóle do gustu. Ziewałam aż do obluzowania żuchwy. Niestety, albo ja jestem za stara albo autora poniosło.

Siedemnastolatka, która znajduje zamordowaną swoją rodzinę nie popada w histerię tylko rozwiązuje zagadkę, znajduje skrytkę i ucieka. No raczej trudno mi uwierzyć.

Kiedy spotyka na swojej drodze Igora zakochuje się bez pamięci. Ok, przyjęłam.

Ale na Boga Czytającego! Litości! Ochroniarz, były bokser, chodzi w skórzanych spodniach, cytuje fragmenty z „Mistrza i Małgorzaty” i mówi do ukochanej: „kocie”, „królowo”! (jeszcze bym wybaczyła „kotku”, „misiaczku” albo „żabciu”). No proszę Was! Łykniecie to? Ja nie. A ona do niego: „rycerzu”. Brrr…

Autor nie przekonał mnie do tej „znajomości”. No, bo sorry: dwudziestosiedmiolatek, który bzyka siedemnastolatkę, popija różowy alkohol i lata samolotami po świecie jak, nie przymierzając, ja taksówkami po mieście. A Tatianie to się chyba pomyliła namiętność z miłością...

I to ich słownictwo, te przepychanki słowne. Ja podziękuję. Mam w domu rówieśnicę głównej bohaterki i zapewniam Was, że nie tak się odzywają nastolatkowie. Nie tak zachowują. Nie tak myślą.

Sama Tatiana też wydaje mi się płytka i naiwna. Straciła całą rodzinę i te kilka przemyśleń na temat tego zdarzenia wystarczy za żałobę? I naprawdę wierzy, że wykiwa wyszkolonych szpiegów największych agencji wywiadowczych świata? I po tych kilkunastu tygodniach znajomości z Igorem planuje z nim się rozmnażać?  I te młodzieżowe obozy paramilitarne naprawdę nauczyły jej tych niezwykłych zdolności obrony? I lekcje tańca też pomogły? Ja tego nie kupuje.

I te „momenty”! Niech autor nie idzie w tym kierunku. We mnie wzbudziły zażenowanie i niesmak. I takie zdania: „Nie dość, że dziewica, to jeszcze pić nie umie”. Ogarnęło ją „uczucie rozkosznej słodyczy”… „Czuła jego zapach i otaczającą go aurę męskości”. Nie chwytam tego. Autor naczytał się chyba Danielle Steel czy jakieś innej Nory Roberts? Wiem jak obie piszą, bo będąc dojrzewającą pannicą, pochłaniałam te książki namiętnie. Przepraszam, ale nie!

Autor też zaliczył kilka wpadek w innych fragmentach: „Drzwi rozsunęły się z cichym miauknięciem” – moje drzwi, co najwyżej skrzypią.  Farbowanie włosów w ciągu 20 minut? No nie! Mnie schodzi na tej czynności o wiele więcej czasu. Użycie niektórych przedmiotów, jako gadżetów szpiegowskich też w moim odczuciu wtórne: pomadka, jako broń? Sygnet, okulary? Dobrze, że chociaż James Bond miał długopis…

Podsumowując:

Fragmenty o działaniach wywiadów super. Porządny styl, a dowcip i inteligencja aż skrzą. Akcja płynie wartko i czytelnik się nie nudzi. Wszystko logicznie poukładane i przekonująco przedstawione z obcych mi zagadnień. Przekleństwa i kolokwializmy, których nie lubię w książkach, tutaj nie rażą i wydają się być na miejscu.

Część romansowa… jak dla mnie do wycięcia. Nie potrzebna i na siłę rozciągnięta. Mało wiarygodna i momentami żenująca. Czasami śmieszna. Spowalnia tylko akcję i zniechęca do dalszego czytania.

Czy polecam? Sięgnijcie na własną odpowiedzialność.

PS Panie Autorze, ja poproszę wersję papierową bez części romansowej.

PPS Zdjęcie poglądowe.  Dla tych, którzy nie czytali: na zdjęciu rurki z kremem, którymi tak zajadała się Tatiana, że aż mnie naszła na nie ochota. A ampułki ze śmiercionośną substancją wyobrażam sobie tak, jak widać. Kolorowe i beztroskie. Książka wydana na razie tylko w formie ebooka.
PPPS A już wiem! Autor zapomniał napisać na początku książki, że to romans szpiegowski dla nastolatek. Teraz zrozumiałam.

Nieobecna. Agnieszka Olejnik [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Nieobecna
AUTOR: Agnieszka Olejnik
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
GATUNEK: Kryminał/ Powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Jakie to uczucie być na własnym pogrzebie? Widzieć rozpacz bliskich, stać nad swoim grobem i płakać, głównie nad tym, jak będzie wyglądała przyszłość, w której nie ma dla nas miejsca? W takiej sytuacji zostaje postawiona Julita główna bohaterka Nieobecnej soczystego połączenia kryminału z powieścią obyczajową.

Julita i Julia to jednojajowe, niemal identyczne pod względem cech fizycznych bliźniaczki. Psychika, sposób bycia i fizjonomia to zupełnie inna para kaloszy identyczne z zewnątrz, skrajnie różne wewnętrznie. Julita to beznadziejnie zakochana w żonatym mężczyźnie singielka, skromna, spokojna szara myszka. Julia to pełna seksapilu, pewności siebie, bogata i czerpiąca z życia garściami trochę matka, jeszcze żona i bardzo kochanka. Aby w pełni spełnić się w roli "kobiety wyzwolonej" Julia ucieka się do zmyślnej, od dawna sprawdzonej i idealnie prosperującej metody "zamiany ról" z bliźniaczką Julitą. Kiedy Julia korzysta z uciech cielesnych, Julita na te kilka godzin wciela się w rolę matki Kacperka i żony Patryka. Do czasu. W trakcie oddawania się miłosnym igraszkom Julia wraz z kochankiem zostaje brutalnie zamordowana. Julita, dla bezpieczeństwa i strachu przed utratą bratanka syna, postanawia nadal grać rolę Julii. Ale sprawa nabiera rumieńców, bo giną kolejne osoby z otoczenia Julity-Julii, pojawia się coraz więcej znaków zapytania i na jaw wychodzą fakty, które wstrząsną i tak mocno już zachwianym światem Julity.

Agnieszka Olejnik zaprasza na wykwintną ucztę czytelniczą, w której dominuje pikanteria. Mamy tutaj pokaźną porcję seksualnej niefrasobliwości z lekką domieszką dewiacji i wyuzdania, brutalne morderstwo noszące znamiona mordu rytualnego oraz wiele scen, w których flirt, elektryzujące napięcie seksualne oraz buzujące, erotyczne emocje przyprawiają czytelnika o pruderyjne rumieńce. Dla złagodzenia smaku Autorka dodała dywagacje emocjonalne i wewnętrzne rozbicie Julity, która postanowiła ciągnąć tę farsę, przez co sprowadziła na siebie wielkie, śmiertelne niebezpieczeństwo. Smaczna to uczta, oj smaczna, w rozkoszowaniu się smakiem nie przeszkadzał od czasu do czasu rozgryziony pieprz w postaci Kacperka, który płakał zawsze wtedy, kiedy było to mile widziane, tj. wówczas, kiedy brakowało pomysłu na spektakularne zakończenie konwersacji. 

Fabule daleko do realności zamiana osób przez nikogo niedostrzeżona, ani przez męża, ani ojczyma, ani przyjaciółkę? Niemożliwe... ale co z tego? Nie zmienia to faktu, że Nieobecną się pochłania, jak cudowny, obfity, niedzielny babciny obiad nie dajesz rady, ale brniesz dalej, bo nie możesz się powstrzymać, bo smakuje wybornie. A na końcu czeka deser! Delicious! Palce lizać! Kto nie jadł, ten gapa... bo Absens carens Nieobecny traci...

wtorek, 4 kwietnia 2017

Zdążyć przed zmrokiem. Tana French [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Zdążyć przed zmrokiem
AUTOR: Tana French
TŁUMACZENIE: Joanna Warchoł
WYDAWNICTWO: Albatros
GATUNEK: Thriller


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Zdążyć przed zmrokiem jest jak wysublimowany, skoncentrowany i specyficznie podany alkohol, który piją bohaterowie powieści – gorąca whiskey. Lektura wymaga rozsmakowania się, koncentracji i pełnego oddania treści, aby nie zagubić się w ferii barw i smaków.

Zwłoki dwunastoletniej Katy Devlin zostają znalezione na terenie wykopalisk archeologicznych. Śledczy nie wykluczają ani śmierci związanej z kultem religijnym, ani z osobami zaangażowanymi w  akcję "Przesunąć autostradę", która wzbudza wiele negatywnych emocji. A może to wina okolicy? Istnieją miejsca, które emanują negatywną energią, a liczba nieszczęśliwych wypadków i tajemniczych zgonów gwałtownie wzrasta. A Knocknaree do takich należy. Dwadzieścia lat wcześniej trójka dzieci: Germanie, Peter i Adam gubią się w lesie nieopodal miasteczka. Kilka godzin później policja odnajduje Adama. Ma zakrwawione buty, kilka zadrapań na plecach i kompletnie nic nie pamięta. Całkowite i dogłębne formatowanie dysku pamięci. A po Germanie i Peterze nie ma śladu. Jednak sprawy zaginionych dzieci nigdy nie są zamykane. Wciąż istnieje szansa, że żyją?

Policjanci pracujący nad sprawą zabójstwa Katy to Cassie i Rob (Adam) Ryan – dwadzieścia lat wcześniej cudownie odnaleziony w lasach Knocknaree. Poszukując zabójcy dwunastolatki żywi jednocześnie przekonanie, że odblokuje zapadkę w pamięci i pozna osnute mgłą zapomnienia tragiczne wydarzenia ze swojego dzieciństwa.

Debiutancka powieść Tany French to dopracowany, przemyślany thriller, napisany pięknym językiem. Jednak doskonały szlif skoncentrował się na warstwie obyczajowej kosztem potraktowanego po macoszemu wątku kryminalnego. Autorka kładzie nacisk na wewnętrzne rozterki głównego bohatera, skoki w przeszłość, które odsłaniają wiele dodatkowych wątków potwierdzających umiejętność operowania słowem przez Autorkę ale nie wnoszą zbyt wiele do treści. Doskonały warsztat językowy nie był w stanie zrekompensować rozczarowania zakończeniem.

Zdążyć przed zmrokiem to bardzo dobra powieść kryminalna ale jedynie dla ludzi z wysublimowanym smakiem, doceniających staranny język oraz wyszukany, oryginalny klimat. Jak amatorzy gorącej whiskey. Ja nie lubię ani gorącej, ani zimnej whiskey ;)

Było w połowie wypełnione plastikowymi woreczkami z dowodami, pokrytymi grubą warstwą kurzu, która sprawiała, że przedmioty w środku nabierały niewyraźnego, sepiowego wyglądu, niczym tajemnicze artefakty znalezione przypadkiem w zamkniętej przez stulecia piwnicy.

Sprawa przypomniała niekończącą się, denerwującą i oszukańczą grę uliczną w trzy kubki: wiedziałem, że nagroda gdzieś jest, tuż przed moimi oczami, ale gra była ustawiona, a ruchy za szybkie, i za każdym razem wskazywałem pusty kubek.

To absurd, pomyślałem w przypływie potwornego, niefrasobliwego i obiektywnego zdumienia.

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Księgobójca. Maja Wolny. [Izabelka]

TYTUŁ: Księgobójca
AUTOR: Maja Wolny
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: kryminał/powieść obyczajowa

Zdjęcie autorskie Izabelka

Co znaczy księgobójca? Tytuł, który zwrócił moją uwagę. 
I okładka, która mnie zauroczyła. Po przeczytaniu stwierdzam, że świetnie pasuje do treści.

I tylko ja się pytam: dlaczego ta książka została wydana w Czarnej serii? Bo to nie jest tylko kryminał. Dla mnie jest to bardzo dobra książka obyczajowa z zarysowanym wątkiem kryminalnym. Bo dla mnie to nie morderstwo i próba odnalezienia sprawcy są w tej książce najważniejsze...

Czytam odkąd pamiętam. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Jestem klasycznym molem książkowym. Dlaczego o tym piszę? Bo to właśnie miłość do książek i czytania jest tutaj głównym bohaterem. Bo czy można kochać książki ponad wszystko? A kiedy pasja przeradza się w obsesję?

Wiktor Krzesim prowadzi w Amsterdamie urokliwą księgarenkę. I obserwuje przez szybę Życie. Które toczy się jakby obok niego. Jest samotnikiem zakochanym w książkach  (ale w jego sklepie nie znajdziemy nowości i bestselerów) i w jednej kobiecie, którą darzy miłością platoniczną.
Kiedy ginie słynny restaurator mebli, Eva Paelinck wszczyna śledztwo. Instynkt policyjny podpowiada jej, że to było morderstwo, choć nic na to nie wskazuje. Zaczyna przesłuchiwać podejrzanych i zbierać dowody. To, co odkryje, zaskoczy ją samą. Czy Wiktor, który jest uważnym obserwatorem, pomoże pani policjant? A może to on jest podejrzanym?

To moje pierwsze spotkanie z autorką. Ale jakże udane! Zachwycił mnie sposób narracji i język. Bogate słownictwo, piękny styl. Sposób przedstawienia niektórych spraw i problemów bardzo mi bliski. Książkę czyta się płynnie i z przyjemnością. Klimat deszczowego Amsterdamu oddany cudownie. Króciutkie rozdziały o starości skłaniają do myślenia. Wątki współczesne dobrze pomieszane z dawnymi latami.  Emocje opisane wiarygodnie, łzy stawały mi w oczach... Relacje pomiędzy bohaterami odkrywane powoli. Akcja toczy się niespiesznie. Nie ma serii trupów i błyskawicznych akcji. Jest duch holenderskiego miasta z klimatycznymi uliczkami w oparach mgły albo w strugach deszczu. Słychać rowerowe dzwonki i czuć zapach jointów. Widać księżyc odbijający się w kanałach.

Autorce udało się mnie skłonić do zastanowienia nad kilkoma sprawami. Czym jest pasja, miłość, obsesja, starość? Czy ze wszystkim można się w życiu pogodzić? Czy nienawiść jest silniejsza niż miłość? A jak silna jest zazdrość?

Zastanawiał mnie tytuł. Po lekturze stwierdzam, że jest idealny. Serce mi krwawiło, kiedy czytałam o niszczeniu książek... Choć są tacy, którzy uważają, że cel był ważniejszy...

Lubię takie spotkania. Zostałam zaskoczona i sposobem pisania, i niezwykłą historią, i zakończeniem.

Polecam szczerze.
Szczególnie molom książkowym.

PS. Jeśli jeszcze kogoś nie przekonałam, to tylko dodam, że pochłonęłam tę książkę w jeden dzień.

Zdjęcie autorskie Izabelka

Oczyszczanie organizmu w praktyce. Alexandra Stross [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Oczyszczanie organizmu w praktyce
AUTOR:  Alexandra Stross
WYDAWNICTWO: Vital
GATUNEK: Poradnik

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

LEWATYWA... Dopóki nie przeczytałam tego słowa w książce byłam przekonana, że już teraz, od zaraz podejmuję się oczyszczania organizmu. Bo to takie miłe i przyjemne. I wtedy pojawiło się "to" słowo =) Czy jest się czego bać? Czy nasza gwałtowna reakcja na oczyszczanie jelit jest wynikiem braku wiedzy, złych doświadczeń czy po prostu strachu? Autorka namawia, autorka zachęca. Tak skutecznie, że prawie mnie przekonała;) Prawie;)

Żyjemy w świecie przepełnionym toksynami. Zanieczyszczenia atakują nasz z każdej możliwej strony. Żywność. Napoje. leki. Powietrze. Woda. Kosmetyki. Większość z nas ma świadomość, że to co jemy, pijemy, czym oddychamy, a nawet to, czym się leczymy i jakich produktów używamy do utrzymania higieny ciała, często zamiast odżywiać – zanieczyszcza. Wiemy o tym, i co z tym robimy? Nic. Nasze podejście do oczyszczania organizmu idealnie obrazuje moja reakcja na słowo "lewatywa", które pojawia się jako kolejny punkt kompleksowego oczyszczania naszego ciała: dopóki nie musimy się starać, nadmiernie angażować i dokonywać wyrzeczeń – super! – możemy się oczyszczać. Kiedy jednak pojawiają się schody, pojawia się także tryb przypuszczający z nieodzownym spójnikiem: mógłbym, ale... Picie wody – luz; kąpiel – spoko; lewatywa?! eeee.
Przypuszczam, że słowo "lewatywa" celowo pojawia się dopiero w połowie książki, aby nie odstraszyć potencjalnych chętnych na detoks organizmu ;)

W pierwszej kolejności Autorka przekonuje, co już zapewne wiemy, że jemy świństwa i że jesteśmy tym czym jemy... W trosce o własne ciało, zdrowie i dobre samopoczucie, prócz zabiegów w spa, jogi i innych całkiem przyjemnych aktywności należałoby pomyśleć także o naszym wnętrzu. Autorka zwraca uwagę i łopatologicznie tłumaczy czym jest zakwaszenie organizmu, skąd się bierze, dlaczego jest tak złe i jak z nim walczyć. 
Pierwszym krokiem ku wielkiej zmianie jest picie. Ale uwaga – nie byle czego. Aby wdrożyć się w pierwszy etap oczyszczania należy pić WODĘ. Minimum 2 litry, aby wypłukać toksyny zalegające w przestrzeniach międzykomórkowych, aby dostarczyć wodę do wnętrza każdej komórki, aby wspomóc wydalanie tego co już zbędne.
Kolejnym krokiem ku zdrowiu są kąpiele zasadowe. Na czym polegają, dlaczego zasadowe? Jak kilka dni w relaksującej kąpieli zasadowej wpływa na nasze samopoczucie – spektakularne efekty zauważalne gołym okiem (nie moim – bo jeszcze nie sprawdzałam).
Do kompletu dochodzą częste spacery (synchronizacja aktywności fizycznej z głębokim oddychaniem), zwracanie uwagi na sylwetkę – proste plecy, pierś do przodu, co umożliwia sprawną wentylację nawet podczas wykonywania pracy w trybie siedzącym. I na tym kończą się te "przyjemne rzeczy". Autorka w magiczny wręcz sposób nakręca czytelnika. Wlewa wiarę, nastawia pozytywnie i atakuje kolejnym krokiem, czyli LEWATYWĄ, a dokładniej – irygacją, oczyszczaniem jelit za pomaca irygatora. Wyjaśnia, dokładnie opisuje i w delikatny sposób oswaja. Ten przedostatni krok oczyszczania organizmu nie wydaje się taki straszny. Autorka udowadnia, że strach ma wielkie oczy i że warto chociaż spróbować. Jest przekonana, że na jednym zabiegu z irygatorem nie poprzestaniemy. Ostatni krok to oczyszczanie wątroby. Jeśli oczyszczanie jelit to dla nas wyzwanie nie do przejścia – oczyszczanie wątroby wprawi nas w stan katatoniczny;)
Autorka ma niebywały dar – sprawiła, że to, o czym bałam się pomyśleć i bałam się czytać jawi się jako, owszem coś nieprzyjemnego, ale nie nierealnego. W lekkim stylu, niemal gawędziarskim, zagłębia się w fizjologię człowieka. I to, czego jak do tej pory nie znalazłam w żadnym poradniku zdrowotnym – sugeruje, abyśmy sprawdzili każde jej słowo z publikacją albo książką naukową. Nie musimy wierzyć bezgranicznie w to, co pisze, możemy, a nawet powinniśmy sprawdzić, porównać. Autorka nie kreuje się na wszystkowiedzącą specjalistkę, dopuszcza myśl, że człowiek nie jest nieomylny i ze przed podjęciem się radykalnej zmiany w swoim życiu potrzebuje 100% pewności, że postępuje słusznie. Autorka jest pewna swojej wiedzy, ale proponuje, abyśmy i my nabrali pewności, że to co czytamy w Oczyszczaniu organizmu w praktyce to prawda.

Ten poradnik czyta się "na raz". Wciąga, jak dobra obyczajówka, intryguje i przede wszystkim otwiera oczy. Podsumowuje i segreguje naszą wiedzę poszerzając ja o kolejne elementy. 

Moim zdaniem Oczyszczanie organizmu w praktyce to absolutny "must have" dla osób, które czuja potrzebę zmiany oraz mają odwagę i motywacje, aby oczyścić organizm. Organizm, który na przestrzeni lat stał się bardziej śmietnikiem – nośnikiem toksyn, niż naszym ciałem.

Mikrulki. Asia Olejarczyk [Anna Sukiennik]

TYTUŁ: Mikrulki
AUTOR: Asia Olejarczyk
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: Bajka dla dzieci
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Wiedziałam! Wiedziałam, że takie malusie stworki, które żyją w norkach, otworkach, szparach podłogowych istnieją! Pani Asia Olejarczyk tez je widziała i w bajce Mikrulki pięknie opisała=) W mojej świadomości i w moim przekonaniu funkcjonują co prawda jako potworzaki (te straszniejsze) i żyjątka (te rozkoszniejsze wizualnie;))

W ciemnej norce, pod podłogą tłoczno i gwarno. Żyje tam mnóstwo małych stworzonek, które nie mają odwagi wyścibić noska (lub tworów nosopodobnych) z bezpiecznej kryjówki. Jednak pewnego dnia, pod wpływem nagłego impulsu Oponka postanawia zobaczyć co jest Tam... jak wygląda niepewne Tam, czy różni się od jej domku? Czy jest bezpieczne? Wraz z odważną Oponką na niebezpieczna wyprawę w nieznane decydują się ruszyć jej kompani. Do tej pory żyli w mroku, nawet nie wiedząc jak wydalają. Ale po przekroczeniu magicznej bariery i znalezieniu się nie Tu, ale Tam, Mikrulki wpadają w wir przygód, odkryć, doświadczają skrajnych emocji. Poznają nie tylko smak przygody, ale dowiadują się czym tak naprawdę jest prawdziwa przyjaźń. Dokąd zaprowadzi ich usiana przeciwnościami i niespodziewanymi przeszkodami droga do wnętrza pokoju? I kim jest tajemniczy Ludzik Chodzący Po Suficie, który zdaje się rozsądny, wszystkowiedzący i roztropny? Jak zakończy się podroż do Tam?

Mikrulki to przesympatyczna wizja dziecięcych fantazji. Przypuszczam, że każdy z nas wierzył kiedyś w krasnale, małe stworki, które w tajemniczy sposób przestawiały nasze szkolne przybory na biurku, chowały zieloną kredkę, zrzucały na podłogę gumkę do ścierania albo chowały w najgłębszy kąt pokoju zeszyt ćwiczeń z matematyki. Podkradały, ale później oddawały. Nieszkodliwe psoty=) Autorka te nieszkodliwe psotniki opisała, nazwała i obsadziła w ważnej roli. Mikrulki maja bowiem bardzo ważne zadanie. Ich przygoda z poznaniem tajemniczego, obcego i pełnego niebezpieczeństw Tam jest idealnym zobrazowaniem konfrontacji dziecka z nieznanym. Z nowym miejscem, z przedszkolem, ze szkołą. Mikrulki pokazują, że to, co nieznane i zdawałoby się przerażające, nie jest aż tak straszne. Że mimo strachu warto zaryzykować i wyjść z norki, otworzyć się na nowość, na poznanie. W tym akcie poznania zawsze możemy liczyć na wsparcie: przyjaciół, rodziców, dziadków. Przedszkole dla trzylatka to właśnie takie Tam, pełne strachów i samotności. Dlatego książeczka jest idealną lekturą na tę właśnie okoliczność – uzmysławia dziecku, że nie tylko ono stawia czoło nieznajomemu, ale Mikrulki też, mimo obaw, zdecydowały się i dzielnie stawiają czoła wyzwaniu.

Przygody Mikrulek to kolejne wskazówki i idealne zobrazowanie tego z czym borykać się musi mały człowiek na co dzień. Zazdrość, przeciwności (okropne fafrolce;)), umiejętność podejmowania słusznych decyzji (gwóźdź programu), to, jak zgubne może być przekonanie o wartości pieniądza, jak ważna jest pomocna dłoń (gąszcz kłaków) i zrozumienie (na taboret). 
Treść książeczki udawania także, że podejmując się celu i osiągając go, warto spojrzeć dalej, wyżej, głębiej i przekonać się, że kolejny cel majaczy na horyzoncie, że nie warto spocząć na laurach, ale w miarę możliwości piąć się w górę i realizować kolejne cele. Nawet w obliczu porażki warto szukać pozytywnych stron i w każdym położeniu doszukiwać się pozytywów.

Mikrulki to świetna książka dla przedszkolaków i dla młodszych dzieci. Pobudza fantazję, oswaja ze strachami i motywuje dziecko do myślenia, zastanawiania się i roztrząsania pewnych kwestii. Przy pomocy rodzica dziecko uczy się podstawowych prawd i zasad jakimi powinien kierować się każdy uczciwy i dobry człowiek.

sobota, 1 kwietnia 2017

Zamordować dziecko - Łatwo czy trudno... napisać. Wywiad z Violettą Domagałą. [Izabelka]


ZAMORDOWAĆ DZIECKO – ŁATWO CZY TRUDNO… NAPISAĆ?
Zdjęcie okładki "Zamordować dziecko"



Ostatnio przeczytałam świetną książkę debiutującej, polskiej autorki, Violetty Domagały pt. „Zamordować dziecko”.  Z nazwiskiem tym spotkałam się po raz pierwszy, więc chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o autorce. Niestety, w Internecie nic nie znalazłam. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res mogę zadać pisarce kilka pytań.

1.Proszę powiedzieć, dlaczego w sieci nie można znaleźć żadnych informacji o Pani? Czyżby Violetta Domagała to pseudonim?

Nie, nie...To nie pseudonim. To moje prawdziwe imię i nazwisko. Dotąd może też i dlatego niczego nie było, bo po prostu nie miałam konta na fb. Szczerze mówiąc, nie było mi to potrzebne, ale teraz wszystko uległo zmianie. Kiedy wprowadzi się w Google moje imię i tytuł książki z miejsca pojawiają się i recenzje, i informacje o możliwości zakupu książki, no i oczywiście można mnie już znaleźć na fb.

2.Może Pani opowiedzieć kilka słów o sobie? Wielu czytelników pewnie chciałoby się dowiedzieć czy autorka to np. szalona studentka czy spokojna emerytka.

A coś pomiędzy? Już nie jestem studentką, a do emerytury mam jeszcze bardzo daleko. Patrząc na zdjęcie mam się całkiem nieźle. Pochodzę z Wrocławia. Kocham życie i jestem niepoprawną optymistką, mamą trójki dzieci ( 25 - letniego Tobiasza, 14- letniego Dominika i 6- letniej Livii), kobietą lubiąca przyjemności i najszczęśliwszą żoną świetnego faceta. Uwielbiam podróże, zwiedzanie średniowiecznych zamków i sennych, urokliwych miasteczek na południu Europy, w których czas jakby się zatrzymał. Ich zniewalający czar i błogość panującej tam atmosfery całkowicie mnie obezwładniają . Ukończyłam studia prawnicze na Uniwersytecie Wrocławskim, mówię i pisze w trzech językach: hiszpańskim, angielskim i niemieckim. Uwielbiałam życie na wysokich obrotach, a nawet na zbyt przyspieszonych zajmując się niezwykle satysfakcjonującymi rzeczami, których w mojej pracy nigdy nie brakowało, a szczerze mówiąc było aż za dużo tych ekscytujących stresów, od których człowiek zaczyna powoli cierpieć na bezsenność i uzmysławia sobie stopniowo swą poddańczą zależność od zatrudniających go firm. Nieustające, nerwowe myślenie o pracy i niekończącym się profesjonalizmie, które zaczyna zatruwać życie poskutkowało, na szczęście, podjęciem decyzji o diametralnej zmianie dotychczasowego życia Obecnie mieszkamy z dwójką młodszych dzieci daleko od Wrocławia, w cudownym kraju, gdzie życie jest dla nas zdecydowanie piękniejsze

3.Pierwsze, co zwraca uwagę, kiedy bierze się książkę do ręki, to tytuł „Zamordować dziecko”. Dlaczego akurat taki? Dla przyciągnięcia uwagi czy był inny powód?

Zabawne, ale tytuł przyszedł mi do głowy zupełnie nagłe, bez jakichkolwiek analiz czy głębszych przemyśleń. Po prostu wiedziałam, że książka, która napiszę na ten temat nie może mieć innego tytułu jak właśnie dokładnie ten. Z jednej strony to najprostszy tytuł na świecie, ale z drugiej żaden inny nie oddałby w sposób natychmiastowy wszystkich emocji, jakie wiążą się akurat z tym konkretnym. Przede wszystkim chciałam, by książka zaciekawiała, nim się ją przeczyta, a tak może się stać właśnie z tytułem "Zamordować Dziecko". Bo czyż to możliwe, by przejść obojętnie obok książki, której sam tytuł wzbudza żywe zainteresowanie, intryguje i wyostrza wyobraźnię? To naturalnie tylko moje skromne zdanie.

4.Kiedy otworzy się książkę pod tytułem znajduje się zdanie: „Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami”. Które to wydarzenia są prawdziwe: te z roku 1943, 1554/1555 czy 1988? Czy może cała treść książki?

Historie w mojej powieści rozgrywające się w Auschwitz i przerażający los panny służebnej w szesnastowiecznej Wielkopolsce oparłam na autentycznych wydarzeniach, ponieważ według mnie jest to szalenie interesujące i poruszające wiedząc, że ci ludzie żyli kiedyś naprawdę, czuli, myśleli, robili dobre lub straszne rzeczy, które wydają się nam obecnie nie do przyjęcia, a przecież to byli tacy sami ludzie jak my dzisiaj. Współcześnie również panuje przemoc domowa, mimo, iż kobiety wieku XXI mają nieporównywalnie większe możliwości, by uwolnić się od swoich domowych oprawców. Kobiety i teraz mordują swoje dzieci.To się nie zmienia na przestrzeni wieków. Naturalnie cały przewód sądowy to wierne odtworzenie ówczesnych szesnastowiecznych procesów z pijanym sędzią i niepiśmiennymi ławnikami, których sposób wyrokowania daleki był od ideałów sądownictwa karnego. Badanie kobiet przez stateczne białogłowe, a nie przez wyuczonego jako tako lekarza, to typowa praktyka stosowana w staropolskich sądach. Poszczególne etapy procesu przygotowujące do faktycznego badania podejrzanej przez miejskiego kata wraz z przedstawieniem kolejnych tortur oraz ponurą egzekucję opisałam z drobiazgowa dokładnością wykorzystując dostępne na ten temat źródła. Ponadto Poznań doby Jagiellonów ze swoimi jarmarkami, prostytutkami, żebrakami, bogacącymi się kupcami, to obraz szesnastowiecznego dobrze rozwijającego się miasta, trawionego częstokroć przez zarazy i inne nieszczęścia. Podobnie zarysowałam Turwię.

5.We współcześnie pisanych książkach rzadko spotyka się żeby akcja była umiejscowiona w XVI wieku i to jeszcze w Polsce. Skąd pomysł na tę historię?

Jak już wspomniałam w poprzednim wywiadzie, całkiem przypadkowo wpadły mi w ręce materiały na temat Elżbiety z Turwii i jej losu. Zaintrygowała mnie jej historia, chociaż podobnych było przecież w bród tak wówczas jak i teraz. Jednakże zapragnęłam napisać swoją pierwszą powieść historyczną opierając fabułę na tych właśnie wydarzeniach i co nieco dokładając od siebie . Skoro Elżbieta żyła w XVI wieku, została osadzona, skazana i stracona zgodnie z obowiązującym prawem, to należało przedstawić tę zgodność z rzeczywistością, bez żadnych zmian, które mogłyby umniejszyć znaczenie prezentowanych przeze mnie zdarzeń.

6. Czy długo trwa zbieranie materiałów i przygotowywanie się do napisania powieści historycznej?

Niekoniecznie... Choć jest to kwestia subiektywna i zależy od tego, kto i w jakim trybie potrafi pracować. Gromadzenie niezbędnych informacji, przygotowywanie materiałów, bez których ciężko byłoby zacząć prace wraz z całkowitym napisaniem powieści zajęło mi siedem miesięcy. Sporo dokumentów posiadam w domu. Jednakże najwięcej czasu zabrało mi rzetelne przedstawienie szesnastowiecznego przewodu sądowego. Biorąc pod uwagę moje wykształcenie szczególnie zależało mi na tym, by ta część była doskonała. To moja debiutancka powieść, wiec trudno mi jednoznacznie stwierdzić czy to długo czy też nie .

7.Postacie występujące w książce nie są ani białe ani czarne, są wielokolorowe.  Czy wszystkie postacie mają pierwowzór historyczny czy część jest wymyślona?

Żeby zachować równowagę część postaci jest prawdziwa, a część to fikcyjne osoby, które podsunęła mi wyobraźnia. Katarzyna na przykład jest postacią fikcyjną, ale osób jej pokroju z pewnością nie brakowało. Ludzie boją się śmierci, a co dopiero, gdy mowa o śmierci w niewyobrażalnych męczarniach, które to cierpienie prześladowało ją przez całe życie. Nikt nie ma pojęcia jak się zachowa dopóki nie znajdzie się w określonym położeniu. Rodzice Elżbiety ( nie dotarłam do żadnych wiarygodnych źródeł na ich temat) to moja wyobraźnia. Żydówka ze Słowacji Ruth Elias była pierwowzorem mojej powieściowej Giseli. Ruth na szczęście udało się przeżyć obóz, potem miała kolejne dzieci. Stasia Leszczyńska to postać prawdziwa, była położną w Auschwitz. Naturalnie główna postać kobieca Elżbieta z Turwii jest jak najbardziej autentyczna, szesnastowieczna dzieciobójczyni. Kat poznański Marcin Olszewski sprawował te funkcje w Poznaniu, na mocy zawartej z miastem umowy. Na łożu śmierci przekazał duża część swojego majątku Kościołowi.

8.Oczekiwanie na wydanie debiutanckiej powieści musi być bardzo emocjonujące. Tak samo czytanie pierwszych recenzji. Jak działają na Panią krytyka, a jak słowa uznania o Pani książce? Są motywatorem do dalszych działań czy raczej hamulcem?

Oczywiście słowa uznania to najmilsza rzecz pod słońcem . Te recenzje przedpremierowe, które dotąd otrzymałam są niesamowicie pochlebne. Łzy kręciły mi się w oczach ze szczęścia. Byłam i jestem pod ich wrażeniem choćby wszystkie następne były zupełnie dramatyczne. Pani recenzja z kolei najnormalniej w świecie zawiesiła mnie nad ziemią . To niesamowite, ale w pewnych momentach miałam wrażenie jakbym ja sama ją pisała. Zwróciła Pani uwagę na kwestie, na wyszczególnieniu, których bardzo mi zależało.To cudowna recenzja, jestem pod ogromnym jej wrażeniami i jeszcze bardzo, bardzo długo będę. To wspaniały motywator do dalszego pisania. Jeżeli zaś chodzi o krytykę, to zapewne nie będę w ogóle oryginalna. Oczywiście, że boję się słów nieprzyjaznych i dołujących. Ale jak to w życiu bywa są one nieodzownym elementem zwyczajnej codzienności, ponieważ nigdy nie dogodzi się wszystkim. Nie ma takiej możliwości. Krytyka sensowna i konstruktywna ma naturalnie rację bytu i takowych właśnie oczekuję, by móc poprawiać i wzbogacać swój warsztat pisarski. Dobrych, słusznych rad nigdy nie za wiele. Skoro coś może być jeszcze lepsze, to czemu nie skorzystać i nie ulepszyć? Wówczas nie może być mowy o żadnym hamulcu.

9. W trakcie czytania nie sposób nie zauważyć plastycznego stylu opowieści i bogatego słownictwa. Czy kształciła się Pani w kierunku sztuki pisania czy może jest Pani talentem samorodnym?

Obawiałam się takiego pytania i będzie to najkrótsza odpowiedź 😊.
Nie pobierałam żadnych nauk w tym temacie. Może akurat mam szczęście i umiem pisać 😊?

10. „Zamordować dziecko” to Pani pierwsza wydana powieść. Czy pisała Pani już wcześniej? A może ma Pani pełne biurko „wprawek pisarskich”, a wydana powieść jest jak wisienka na torcie?

No właśnie nie pisałam i niestety nie mam zapchanego biurka wcześniejszymi tekstami. Mam nadzieję, że nie rozczarowałam . Próbowałam pisać... W szkole podstawowej, ale nauczycielka języka polskiego obeszła się z moim „ dziełem „ zbytnio przypominającym "Wichrowe wzgórza" w sposób mało delikatny i zdecydowanie ostudziła moje pisarskie zapędy.

11.Czy ma Pani już pomysły na kolejne książki? Bo mam nadzieje, że takie będą.

Oczywiście, że tak . Właśnie nad nią pracuję. Mam nadzieję, że będzie fascynująca. Naturalnie również oparta na faktach, bardzo tragicznych, które wydarzyły się w trzynastowiecznej Europie Zachodniej. Tytuł również będzie świetny. I już niczego więcej nie dodam  😊.

12.A jakie książki czytają autorki piszące powieści?

Z pewnością nie będzie to nic zaskakującego. Moim niezaprzeczalnym hobby jest historia średniowiecznej Europy, archeologia śródziemnomorska oraz egiptologia. I dokładnie z tych dziedzin najchętniej czytam. Opracowania naukowe i biografie to moje ulubione lektury. Mam totalnego bzika na ich punkcie. Ale oczywiście lubię też kodeksy i pozycje z prawa międzynarodowego, to pozostałości zawodowe . Powieści sióstr Bronte, Dostojewskiego, Lwa, Aleksego Tołstoja, Charles’a Dickensa to też to, co mnie od lat pociąga.

13.Czy jest jeszcze coś, co chciałaby Pani dodać od siebie? Słów kilka do czytelników?

Przede wszystkim chciałabym serdecznie i gorąco podziękować za przeprowadzenie ze mną tego wywiadu. To ogromnie miłe móc odpowiadać na pytania, zadane przez osobę, której tak bardzo spodobała się moja powieść. Z całego serca dziękuję za rzetelną, szczerą recenzję, która sprawiła, iż nadal unoszę się nad ziemią.
Serdecznie chciałabym również zaprosić wszystkich Czytelników, Panie i Panów, do lektury mojej debiutanckiej książki. Jestem absolutnie przekonana, że będą to niezapomniane wrażenia i prawdziwa uczta dla duszy. Zapoznanie się z taką historią poprzez opisane przeze mnie wydarzenia to gratka nie tylko dla fanów zamierzchłych czasów, ale dla tych wszystkich, którzy czerpią przyjemność z czytania emocjonującej powieści, która na długo zapada w pamięci.
Raz jeszcze ogromnie dziękuję i uprzejmie zapraszam.

Ja ze swej strony pięknie dziękuję, że wyraziła Pani zgodę na ten wywiad. To niesamowite doświadczenie móc zadań kilka pytań autorce książki, która mnie zachwyciła.

Violetta Domagała